Ładowanie strony…

„Ta ostatnia niedziela…”

kurs-szkolenie-praktyka-staż-praca-kucharz-kraków-tarnów

W głowie się nie mieści

W głowach nam się nie mieści jak ten czas szybko płynie, a wraz z nim nie ubłagalnie dobiega końca nasza wielka walencka przygoda.

Było niesamowicie! Aż łezka się kręci w oku na myśl o tym ile wspaniałych rzeczy nas tutaj spotkało. Ileż inspiracji, ileż kulinarnych doznań, ileż pięknych wycieczek z nieziemsko pięknymi widokami, ileż znajomości które mamy nadzieje pozostaną pielęgnowane na zawsze!

Strach ma wielkie oczy

Strach ma wielkie oczy i patrząc z perspektywy czasu, większość naszych obaw związanych z wyjazdem okazało się być zupełnie nieuzasadnionymi. Mimo, że wyjazd wymagał od nas odwagi. Niejednokrotnie byliśmy przerażeni nowymi sytuacjami z którymi przyszło nam się zmierzyć w obcym kraju. Ale to nic przy ilości dobrodziejstwa, które każdy z nas otrzymał w zamian. To był naprawdę bardzo wartościowy czas dla każdego z nas! Jeżeli czyta to ktoś, kto ma możliwość udziału w projekcie, niech się dłużej nie zastanawia  !

 

Praktyka w restauracji, język hiszpański i wycieczki po Walencji i okolicy

Praktyki w restauracjach zostały dobrane idealnie, według potrzeb każdego z nas. Nasi mentorzy dołożyli wszelkich starań, aby każdy z nas poczuł się dobrze i wyciągnął jak najwięcej dla siebie z praktyk. Pamiętamy również jak baliśmy się co to będzie z komunikacją w kuchni… W końcu Maylen (nasza nauczycielka hiszpańskiego) jest bardzo dobrym pedagogiem, ale uczyliśmy się hiszpańskiego tylko jeden miesiąc! Jesteśmy pełni podziwu ile wiedzy wtłoczyła nam do głów w tak krótkim czasie i dzięki niej świetnie daliśmy sobie radę!

Na miejscu także uczyliśmy się hiszpańskiego z Jaume, który ułatwił nam szybkie zaaklimatyzowanie się w Walencji, pokazał nam miasto i ciekawe miejsca. Jedną z wycieczek zaproponowanych przez Jaume’iego była wycieczka statkiem po Albuferze. Historia jeziora otoczonego polami ryżowymi jest bardzo interesująca. Albufera jest oddzielona od morza przez mierzeję, co pozwala aby tak blisko morza utworzył się wielki zbiornik wodny o słodkich wodach. Większość parku przyrody to pola ryżu niełuskanego z „arroz bomba” i ryżu „albufera”, oba używane lokalnie do produkcji paelli.

 

Równie duże wrażenie zrobiła na nas wycieczka do Mercat’u Central de Valencia z naszą mentorką i wspaniałą nauczycielką hiszpańskiej kuchni Marią Jose. Mercat to jeden z najstarszych, wciąż funkcjonujących rynków Europy. Jesteśmy przekonani, że wizyta tutaj to „must have” dla każdego, nie tylko dla kucharzy czy pasjonatów kulinarnych. Mercat to taka  „świątynia gastronomii” – różnorodność lokalnych produktów, świeżych owoców, warzyw, najlepszych rodzajów szynki iberyjskiej, serów, wypieków od regionalnych piekarzy, oliw od producentów z tutejszych gajów oliwnych, pysznych win, szafranu (luksusowej przyprawy wykorzystywanej do przygotowania Paelli Valenciany) pozwala na zanurzenie się w klimacie miasta, tutejszej tradycji i kulturze.

 

Targi gastronomiczne – Gastronoma w Walencji

W ostatni poniedziałek naszego pobytu w Walencji Maria Jose zabrała nas na wielkie święto gastronomiczne w Walencji – Feria Gastronoma. Dla każdego kucharza i pasjonata kuchni to nie lada gratka. Mogliśmy skosztować specjałów najlepszych hiszpańskich kucharzy, lokalnych produktów – oliw, win, serów, wędlin, owoców, warzyw, wyrobów piekarskich i cukierniczych. To wydarzenie na długo pozostanie w naszej pamięci, gdyż rozpieściło nasze podniebienia.

 

Naładowane akumulatory pozytywną energią

Nasze wewnętrzne akumulatory zostały naładowane pozytywną energią i już nie możemy się doczekać aż przywieziemy ją do naszej cudownej Ojczyzny, a Walencja na zawsze pozostanie w naszych sercach, gdyż ugościła nas najlepiej jak tylko mogła!

In my head – Valencia

Na mecie projektu Gotuj po hiszpańsku

Czas pobytu w Hiszpanii niestety chyli się ku końcowi.
Już teraz będąc na mecie projektu mogę powiedzieć, że była to jak dotąd najbardziej pouczająca i wymagająca przygoda w moim życiu.
Wiele nowych przyjaźni, miejsc, doświadczeń i możliwości.

Miałem szczęście odbywać praktyki w naprawdę cudownej restauracji o nazwie LOTELITO. Mieści się ona w ścisłym centrum Walencji obok placu De I’Ajuntament i żałuję, że nie mogę zostać tam dłużej. Szefowie kuchni i cały zespół starali się pomóc mi i przekazać jak najwięcej wiedzy. Wkładali w to wiele wysiłku i czasu, za co jestem im ogromnie wdzięczny. Każdy dzień przynosił coś nowego, dzięki czemu nie dopadła mnie rutyna, a wręcz chciało mi się tam być. I teraz przypominam sobie słowa, które na początku praktyk powiedział szef, a brzmiały one tak: „w tej kuchni wszyscy jesteśmy rodziną, traktujemy się i szanujemy jak rodzina” i rzeczywiście tak było. Będę naprawdę mocno za nimi tęsknił i za całą atmosferą jaką tworzyli.

W czasie wolnym…

No, ale nie myślcie, że tylko pracowałem. Prócz szkoły i zajęć w ALTAVIANIE, był oczywiście czas wolny, który każdy wykorzystywał w dowolny sposób. Ja akurat pomagałem tutejszemu polskiemu księdzu w formacji nowych ministrantów i posłudze wśród Polonii mieszkającej w Walencji i okolicach. Zawsze z niecierpliwością czekałem, żeby się z nimi spotkać, porozmawiać.
Organizowaliśmy wspólne wypady w góry, gdzie widoki były tak piękne, że w niektórych momentach brakowało słów, też był czas na wspólne gotowanie co mi się również podobało.

Dwa najważniejsze dni

Lecz najważniejszymi momentami były dla mnie dwa dni.

Pierwszy dzień gdy młodzież, dla której prowadziłem kursy, została pobłogosławiona do posługi ministranta, co było zwieńczeniem naszego wysiłku, pracy i nauki. Także w tym wydarzeniu uczestniczyła cała parafia, ponieważ było to pierwsze oficjalne powstanie polskiej służby liturgicznej w Walencji.

A drugim dniem był Dzień NIEPODLEGŁOŚCI, który było nam dane przeżywać wśród Polaków w Hiszpanii. Było pięknie, uroczyście, a Msza na którą przybył konsul RP z Madrytu odbywała się w Katedrze w samym sercu Walencji. Była ona sprawowana przez kardynała Antonia Cańizaresa Llovera. Po Mszy zaśpiewaliśmy wszyscy Hymn Polski a po nim ruszyliśmy w Marszu do Pałacu Arcybiskupiego by złożyć kwiaty pod pomnikiem Jana Pawła II.

Oczywiście, w tych dwóch dniach i w praktykach nie zamykam całych dwóch miesięcy, bo przeżyć które ma każdy z nas jest naprawdę masa no i…
Wiecie co? Żal wyjeżdżać, i już zazdroszczę kolejnej grupie, która przyjedzie tutaj. Ale wszystko ma swój koniec. Mam tylko nadzieje, że żadna przyjaźń, którą tutaj zyskałem nie zniknie, a wiedza, którą zdobyłem pomoże mi w rozwinięciu  skrzydeł.

A na razie TIME TO SAY GOODBYE VALENCIA!

Słodka odsłona Valencii

Każdy znajdzie coś dla siebie

Jeśli interesujesz się kulinariami, lubisz odkrywać nowe smaki i inspirować się kuchnią z innych krajów? To Valencia pod tym względem Cię nie zawiedzie (mnie nie zawiodła też pod żadnym innym;)). Nawet niepozorne małe uliczki, skrywają w sobie wiele małych knajpek, kawiarni czy tapas barów. Nie wspominając już o centralnych punktach miasta, gdzie na pewno każdy znajdzie coś pysznego i zgodnego z jego smakiem.

Ruzafa od słodkiej strony

Jednak ja, z racji swoich zainteresowań, dużą uwagę poświęciłam na odkrywanie słodkiej kulinarnej mapy Valencii. Dlatego też, jeśli również lubicie desery i słodkości, to zdecydowanie miejscem, do którego musicie się udać, jest kawiarnio-cukiernia Dulce de Leche Boutique*. Znajduje się ona w klimatycznej dzielnicy Ruzafa, nazywanej też dzielnicą artystów i mody, pełnej pięknych kolorowych kamienic, oryginalnych barów i restauracji.

Dulce de Leche

Dulce de Leche wygląda jak miejsce wyrwane ze scenografii filmowej. A dokładnie ze słodkiej baśniowej krainy. Ilość ciast, ciasteczek, tradycyjnych wypieków hiszpańskich, a także deserów spotykanych na całym świecie typu „carrot cake”, „red velvet” czy „croissantów”, robi olbrzymie wrażenie. Tutaj nie ma miejsca na minimalizm. Witryny uginają się pod ilością słodkości, dlatego też trzeba poświęcić dużo czasu, żeby zdecydować się czego chce się spróbować. Rozmach i przepych są więc właściwymi słowami opisującymi tę wyjątkową kawiarnię. Polecam wybrać się tam ze znajomymi i skosztować kilku rzeczy (ja w szczególności polecam sernik dulce de leche oraz tartę z jabłkami i kruszonką – tarta con manzana). Można również zabrać ciacho na wynos.
Oprócz wypieków zjecie tutaj również śniadanie – do wyboru jest szeroka gama przeróżnych kolorowych kanapek i tostów, np. z awokado, hummusem, czy warzywami. Dodatkowo zawsze dostępna jest także opcja lunchowa i oczywiście kawa – od klasycznych po specjalności lokalu, np. pumpkin latte czy kawa z kremem dulce de leche.

W weekendy przygotujcie się na długie kolejki i trudności ze znalezieniem wolnego stolika. Warto wybrać się tam więc w tygodniu, kiedy jest mniejszy ruch i można w spokoju delektować się urokami tego miejsca.

 

*”Dulce de leche” to typowy krem, który spotkacie w wielu hiszpańskich deserach, przygotowuje się go z mleka, cukru i wanilii, podobny jest do masy kajmakowej.

 

https://www.instagram.com/dulcedelecheboutique/

!Cerrado por dieta!

45 dni pobytu w pięknej Walencji za nami – jak ten czas szybko leci!

Zawsze zastanawiałam się dlaczego to właśnie Hiszpanie żyją najdłużej ze wszystkich krajów Europy. Dziś dzięki możliwości poznania tych wspaniałych ludzi śmiało mogę powiedzieć, że sekret długowieczności to nic innego jak dobre jedzenie i optymistyczne nastawienie do otaczającego nas świata.  Niby proste, a dla nas Polaków nie zawsze oczywiste..

„Człowiek nie może prawidłowo myśleć, kochać i spać, jeśli wcześniej porządnie się nie najadł” -Virginia Woolf

Chociaż fast food’y i półprodukty dotarły również do Hiszpanii, obserwując mieszkańców Walencji można zauważyć, że są oni bardzo związani ze swoją kuchnią. Podstawą dla większości mieszkańców niezmiennie pozostaje oliwa z oliwek, ryby, chleb, jajka, warzywa strączkowe i sery.

Hiszpanie bez wątpienia celebrują posiłki – dla nich śniadanie. lunch czy kolacja to świetna okazja do spotkania przyjaciół, rodziny, a także załatwienia interesów.

 

Dieta śródziemnomorska to nie dieta, a filozofia życia oparta głównie na gotowaniu, jedzeniu, celebrowaniu posiłków, aktywnym trybie życia i sjeście! Wydaje mi się, że dobrze znane powiedzenie, że najlepsi ludzie to Ci, którzy kochają jeść powstało właśnie tutaj – w Walencji.

 

Dzięki projektowi „Gotuj po hiszpańsku” nie tylko mogę rozwijać swoją pasję do gotowania, poznawać wiele tajników kuchni hiszpańskiej, podróżować, poznawać nowe smaki,  pracować i uczyć się od najlepszych kucharzy, ale też każdego dnia mogę odkrywać sekrety długowieczności. Nawet jeśli coś idzie nie po naszej myśli to przecież !no pasa nada! – jutro też jest dzień, nie martwmy się na zapas i chodźmy razem na pyszny tapas!

 

 

!Buenos Dias! Que tal?

Przed wyjazdem do Hiszpanii w mojej głowie kotłowały się różne myśli – strach i niepewność mieszały się z ekscytacją. Jednak zaraz po wylądowaniu w urokliwej Walencji zniknął cały stres i ogarnęła mnie ciekawość – nowe miejsce, nowi ludzie, a przede wszystkim mnóstwo nowych smaków do odkrycia.

Kucharzem jestem od dwunastu lat, projekt jest dla mnie poszukiwaniem nowych kulinarnych inspiracji, które będę mógł wykorzystać w mojej pracy.

„Co my wiemy, to tylko kropelka. Czego nie wiemy, to cały ocean.” – Isaac Newton

Niezawodny wybór

Już po pierwszych dniach w szkole kulinarnej wiedziałem że się nie zawiodę. Maria Jose, która prowadzi z nami warsztaty kuchni hiszpańskiej jest niezwykle charyzmatyczna, pełna pasji  i doświadczenia gastronomicznego. Restauracja, którą wybrała dla mnie do zrealizowania praktyk również mnie nie rozczarowała. To najlepsza japońska restauracja w Walencji – „Hoono”. Jestem zachwycony technikami i metodami jakie wykorzystują tutejsi kuchmistrzowie.

Oprócz czasu przeznaczonego na naukę, mamy też sporo czasu wolnego, który przeznaczam na spotkania z przyjaciółmi, uczestnikami projektu oraz odkrywanie pięknej Walencji i tutejszych smaków.

Poza wspólnymi wypadami na miasto czy to na plaże, często wraz z  moimi fantastycznymi współlokatorami z Blasco Ibáñez wspólnie przygotowujemy posiłki. To piękne jak wspólna pasja łączy ludzi. Jest to dla mnie niesamowity czas.

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” –św. Augustyn

 

 

 

 

Tanecznym krokiem Hiszpanii…

Jota Valenciana

Poza kulinarnym celem dla którego przyjechałam do Walencji, byłam bardzo ciekawa jak wygląda  tutaj aspekt kulturowy którym jest taniec. Z racji tego, iż moim hobby jest właśnie taniec, bardzo chciałam doświadczyć tego, jak spędzają czas i jak bawią się Hiszpanie. A zwłaszcza Walencjanie. Pierwszy taneczny wieczór, który miałam okazję spędzić podczas czasu wolnego to festiwal regionalnego tańca – Joty Valenciany.  Jest to hiszpański taniec ludowy tańczony z kastanietami. Szybkie tempo joty pierwotnie pochodzi z Aragonii, ale jest ona również popularna z niewielkimi modyfikacjami  w pozostałej części Hiszpanii. Piękna muzyka, barwne i tradycyjne stroje, bardzo radosny klimat odpowiedni dla iberyjskiego folkloru. Ponadto serdeczne przywitanie gospodarzy tradycyjną orchatą i churros. To wszystko sprawiło, że był to jeden z ciekawszych wieczorów, podczas którego można było poczuć magię walencyjskiej biesiady.

Flamenco

Kolejnym przystankiem w poszukiwaniu tanecznych inspiracji był pokaz tańca Flamenco. Jest to zjawisko kulturowe obejmujące muzykę, śpiew, taniec, strój i zachowania. Ten rodzaj tańca posiada swe korzenie w dawnych religijnych tańcach orientalnych. Ruchy ciała i gesty duetu tancerzy wyrażały pewne stany emocjonalne. Podkreślały ponadto znaczenie słów i charakteru muzyki wykonywanej na gitarze, która im towarzyszyła. Oglądając ten niesamowicie barwny pokaz można było być częścią historii. Tancerze chcieli opowiedzieć nam za pomocą urzekających ruchów i gestów, mimiki twarzy, ruchu dłoni i słów miłosnych i bardzo lirycznych choć z nutą goryczy piosenek. Było to niezwykle emocjonujące przeżycie którego z pewnością warto doznać będąc w Hiszpanii.

Pewnego niedzielnego popołudnia miałam okazję zobaczyć jak małe społeczności organizują swój czas, przy muzyce oczywiście. Siedzenie przed telewizorem to nie jest sposób na spędzanie wolnego czasu przez dużą część Hiszpan, którzy preferują spędzanie czasu wspólnie, na świeżym powietrzu, przy skocznej hiszpańskiej muzyce. Dużo emocji, ekspresji, radości dało się odczuć na kilometr.

Salsa

Wieczorki salsowe są tu również bardzo popularne. Wszyscy chętni uczą się kroków do bardzo energicznego tańca jakim jest salsa. Salsa to słowo po hiszpańsku oznaczające smak lub sos, co sugeruje pikantne i aromatyczne doznania. W odniesieniu do tańca jak i muzyki można połączyć z faktem, że salsa w warstwie muzycznej łączy elementy różnych gatunków muzycznych, a w tanecznej kroki wielu innych tańców. Przy czym doznania w obu tych przypadkach są pikantne i gorące. Ten bardzo ekspresyjny taniec bardzo współgra z temperamentem i charakterem wielu rodowitych Hiszpan.

Z kolei młodsza grupa mieszkańców Hiszpanii lubi spędzać sobotnie wieczory w klubach muzycznych, przy tanecznej, wyłącznie hiszpańskiej muzyce. Jest to czas na wspólne rozmowy i odstresowanie po długim, wyczerpującym tygodniu.

Jak na dość krótki czas, zdążyłam zauważyć że muzyka i taniec są bardzo ważne w życiu Hiszpan, a tańce hiszpańskie to bardzo żywiołowe i bardzo emocjonujące widowiska, obrazujące codzienne życie i temperament Hiszpanów. I taką Hiszpanię chciałam poznać.

 

¡Feliz cumpleaños!

W tym roku miałam szczególne urodziny. Obchodziłam je bowiem w Walencji ze wspaniałymi ludźmi z naszego projektu „Gotuj po hiszpańsku 2”. 

Urodzinowe niespodzianki 

Moi współlokatorzy przygotowali dla mnie „przyjęcie niespodziankę” i obdarowali licznymi prezentami. Kasia upiekła fit tort czekoladowy (przepis na ten specjał znajdziecie na tym blogu), Mateusz przygotował specjalną playlistę z hiszpańskimi brzmieniami, Kinga zatroszczyła się o cały entourage urodzinowej fiesty na plaży, zaś Kamil zadbał o zmrożonego szampana, jakim uczciliśmy kolejny rok mojego życia. Dostałam także książkę kucharską z hiszpańskimi przepisami, dzięki której nie tylko będę miała okazję udoskonalić umiejętności kulinarne, ale także podszkolić sam język.

Tapasowa uczta

Zwieńczeniem tego cudownego dnia była wspólna kolacja w uroczej restauracji L’ancora (Carrer de Josep Benlliure 111). Zamówiliśmy tam szereg przepysznych tapasów: dorsza w serowym sosie z pietruszką  (bacalao con crema de queso y perejil), smażone krokiety rybne ( albóndigas de bacalao), tradycyjną tortillę (tortilla de blanquet), krewetki na plastrach cytryny (gamba rayada) oraz grillowane warzywa (verduras a la barbacoa). O słodką stronę fiesty zadbało z kolei cudownie wilgotne ciasto czekoladowe skąpane w polewie (również) intensywnie czekoladowej. Nic więcej człowiekowi do szczęścia nie jest potrzebne! 

To były naprawdę udane urodziny, które na długo pozostaną w mojej pamięci, i to nie tylko dzięki licznym niespodziankom i znakomitemu jedzeniu. Ten dzień stał się wyjątkowy głównie za sprawą otaczających mnie ludzi z naszego projektu. To oni okazali się dla mnie najcenniejszym prezentem, jaki mogłam otrzymać. 

A więcej muzycznych inspiracji Mateusza możecie znaleźć pod tym linkiem: http://www.facebook.com/DJRZaba

Polecam! Ten facet wie, co to znaczy dobra muzyka. 

Calle del Serpis

Pobyt w Walencji rozpoczęliśmy od poznania naszej najbliższej okolicy. Apartament, do którego zostaliśmy przydzieleni znajduje się przy ulicy Serpis i jest to dla nas idealna lokalizacja – wszystko czego potrzebujemy mamy bowiem w zasięgu ręki.

Co warto spróbować?

Nieopodal znajduje się uroczy plac Plaza Xuquer, liczne sklepy, restauracje, a nawet siłownia w parku. Jako miłośniczki kawy byłyśmy bardzo szczęśliwe, kiedy okazało się, że kawiarnia Bastard (co w języku polskim oznacza „drań” 😉 ), którą miałyśmy na liście miejsc do odwiedzenia w Walencji, znajduje się zaledwie 2 minuty od naszego mieszkania! W dzień można się tam udać na pyszne śniadanie, kawę, deser czy obiad. Do mocnej czarnej kawy polecamy w szczególności ciasto marchewkowe, barrita frutos rojos (kruche ciasto z owocami) i sernik z jagodami.

Wieczorem ulica zaczyna tętnić życiem i można spróbować pysznych tapas w Tanto Monta – małej knajpce z przemiłą obsługą. Dostępne są tam tapasy z mięsem, rybami, a także pyszne opcje wegetariańskie, które można zjeść na miejscu lub tak jak my, wziąć na wynos i zjeść na plaży.

Jesteśmy zakręconymi „foodies”, dlatego też uwielbiamy szukać miejsc z prawdziwym jedzeniem. Jednym z nich jest piekarnia i cukiernia „La Espiga”, która nieprzerwanie działa od 1990 roku. Będąc tam, kupcie koniecznie chleb kukurydziany i zjedzcie go z domowym guacamole i świeżym pomidorem. Te warzywne pyszności znajdziecie z kolei we Fruterii, znajdującej się przy wspomnianym wcześniej placu Xuquer. Właścicielem tego miejsca jest uroczy Hiszpan, z którym możemy zawsze przeprowadzić miłą pogawędkę i podszlifować nasz język hiszpański.

Serpis każdego dnia wita nas leniwymi porankami w promieniach słońca, zaś żegna pełnymi gwaru i śmiechu wieczorami. Ta ulica ma w sobie magię i energię, dzięki której żyje się tutaj po prostu dobrze. Czujemy się w tym miejscu jak w domu, naszym hiszpańskim domu.

Donata, Kasia i Kinga

Wymarzone pierwsze dni w Walencji

Światowy dzień Paelli

Od samego początku nasz pobyt w Walencji był bardzo intensywny. Zakwaterowanie, inauguracja szkoły oraz mnóstwo zwiedzania i gotowania.  20.09.2018 obchodzono światowy dzień Paelli i również my swoje pierwsze zajęcia rozpoczęliśmy od przygotowania tego tradycyjnego dania.

Centralna Hala Targowa – Walencja

Największe wrażenie dotychczas zrobiła na mnie wycieczka z naszą szefową kuchni Maríą José do głównej hali targowej w Walencji – ”Mercat Central de València”, w której mogliśmy zobaczyć mnóstwo warzyw, mięs, ryb, owoców morza oraz innych produktów typowych dla Walencji i Hiszpanii. Było to dla mnie idealne miejsce ponieważ jedną z moich pasji poza gotowaniem jest fotografia, dlatego też uwieczniłem wielość kolorów w kadrze mojego aparatu.

 

La Sucursal

2 niesamowite miesiące

Naprawdę ciężko opisać takie doświadczenie w paru zdaniach. Spędziłem tu dwa niesamowite miesiące. Poznałem niezwykłych ludzi, odwiedziłem piękne miejsca, a przede wszystkim nauczyłem się naprawdę wiele. Restauracja, w której odbywałem praktyki zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Nie mam tu na myśli tylko wystroju wnętrza i zachwycającego widoku z okna, ale przede wszystkim metody pracy i jakość produktów, na których pracowałem. Poznałem dzięki temu wiele nowych smaków.

 

 

Kuchnia to nie wszytko bo najważniejsi są ludzie, którzy w niej pracują. Ja miałem szczęście ponieważ pracowałem ze wspaniałymi ludźmi z którymi często spędzałem czas wolny. Pod koniec wyjazdu postanowiliśmy zaprosić kilka osób z obsady restauracji La Sucursal i La Maritima, w tym szefa kuchni na obiad. Przygotowaliśmy razem tradycyjne polskie pierogi ruskie. Wszyscy byli zachwyceni nowymi smakami a obiad trwał do późnych godzin wieczornych 😉 Przez te dwa miesiące zdobyłem niezwykle cenne doświadczenie i na pewno przyda mi się ono w przyszłości.

Pobyt w Walencji

Pobyt w Walencji okazał się być dużo ciekawszy niż myśleliśmy.
Na swoim koncie mamy już:

Ukończony kurs kuchni hiszpańskiej

prowadzony przez Fernando Ferrero. Przygotowywaliśmy typowe dania hiszpańskie takie jak: Paella, Tortilla, Gaspacio; hiszpańskie desery takie jak Crema Catalana czy Tarta de Santiago, oraz poznaliśmy tutejsze popularne owoce morza i ryby. Fernando pokazywał nam zarówno tradycyjne jak i modernistyczne wersje dań. Podczas ostatnich zajęć mieliśmy okazję popisać się własnymi umiejętnościami i kreatywnością gdyż za zadanie mieliśmy wymyślić i przyrządzić własne danie polsko-hiszpańskie.

Zwiedziliśmy miasto i poznaliśmy nowych ludzi

Każdy z grupy w wolnych chwilach przeprowadzał eksplorację na własną rękę. Dzięki temu zobaczyliśmy nie tylko centrum z zabytkami czy wykwintne restauracje ale i te mniej popularne, ciche, spokojne uliczki które zachwyciły mnie swoim specyficznym urokiem. Wszyscy ludzie poznani przypadkowo na ulicy, okazali się serdeczni i skorzy do pomocy. Niestety rzadko kto mówi po angielsku dlatego bardzo ważnym było dla mnie szybkie przyswojenie języka. Jaume Brines, nasz przewodnik i nauczyciel hiszpańskiego uczył nas historii i specyfiki regionu, zapoznawał nas z tutejszym dialektem i opowiadał nam o tym jak klimat wpływa na codzienne życie Hiszpanów. W Walencji, w lecie jest nieustanny upał i ku mojemu zdziwieniu prawie w ogóle nie ma opadów.

Praktyki

Szczerze pisząc praktyk obawiałem się najbardziej. Na szczęście ludzie z którymi przyszło mi pracować okazali się bardzo pomocni i wyrozumiali, dzięki czemu szybko nawiązaliśmy kontakt i poczułem się komfortowo na swoim stanowisku pracy. Był to kolejny dowód na to że języka uczy się najszybciej w rozmowie z ludźmi. Jednak kiedy komunikacja werbalna zawiodła wystarczyło uważnie się przyglądać i starannie kopiować ruchy moich nauczycieli. Miałem okazję pracować w cukierni Paco Roig i w restauracji La Marítima. Było to bardzo pozytywne i cenne doświadczenie, które mam nadzieję wykorzystać po powrocie do Polski.

 

Muzeum sztuki w Walencji pod otwartym niebem

 

Piękno Walencji

Bardzo często wyjeżdżając do innego miasta idziemy do muzeów i zwiedzamy najbardziej popularne atrakcje. Walencja jest bogata w takie miejsca. Bez zaprzeczeń warto zobaczyć miasteczko nauki i sztuki, oceanarium, wspaniałą architekturę, katedrę Świętego Mikołaja, kościół Świętej Cataliny, centralny rynek, park Turia, Biopark…
Ale oprócz tego warto zwrócić uwagę na tą sztukę, która pojawia się prawie na każdej uliczce Walencji – cudowne obrazy na ścianach, bramach, drzwiach i ogrodzeniach. I najczęściej to nie jest zwykłe graffiti, wręcz przeciwnie – to jest sztuka wysokiej jakości. Obrazy mają treść i sens, przedstawiają życie ludzi teraz i dawniej, historie miłości, epizody z legend i baśni albo myśli i uczucia artysty. Od czasu do czasu można zobaczyć tych samych bohaterów w różnych częściach miasta.
Często spotykają się też obrazy tematyczne, które ozdabiają wejścia do różnych miejsc. I od razu widać, że tu jest wynajem rowerów, albo knajpa z pysznym jedzeniem, przedszkole, klinika weterynaryjna, albo salon urody.
Podoba mi się ta umiejętność Hiszpanów, że potrafią zrobić swoje życie bardziej jaskrawym, ciekawym i kreatywnym.
To jest prawdziwe muzeum sztuki pod otwartym niebem, które można podziwiać całkowicie za darmo, i które uzupełnia niepowtarzalną atmosferę Walencji.

 

Marisco Valencianos

Zachwycony? Mało powiedziane! Wręcz kubki mojego podniebienia są usatysfakcjonowane tutejszymi, świeżymi produktami. Pierwsze z nich to krewetki, kalmary, langustynki jako popularne owoce morza na całym świecie. Takie przysmaki jak scyzorki możemy zastąpić małżami. Strzykwy uznawane są za przysmak podobny do kawioru  lub jeżowce na które trzeba uważać bo są trujące. Sezonem przyrządzenia jest marzec i kwiecień wtedy pojawiają się niczym przebiśniegi po zimie, na każdym Walenckim stole. Dla zwykłego zjadacza chleba mogą okazać się niczym szczególnym, natomiast posiadają swoja magie. Pomimo tego, że nie jestem ich smakoszem, nie wyobrażam sobie aby ich nie spróbować będąc w tym miejscu. Takimi przysmakami zajmuje się na co dzień w kuchni „Familia La Sucursal” w której odbywam praktyki. Jestem zachwycony i oszołomiony cała Walencją. Tutaj dla ludzi zatrzymał się czas, nie biegną, nie pędzą, po prostu idą. Słoneczna pogoda i wspaniały wiatr tulący twarz pozwala na wędrowanie bez końca. A gdy jest nam już za gorąco to pubów i plaż jest sporo. Czas szybko pędzi i zbliża nas do końca pobytu w Walencji, lecz jestem szczęśliwy i zadowolony bo odkryłem w tej przygodzie nowe doznania kulinarne.

Una llave de oro abre todas las cerraduras???

„Klucz ze złota otwiera wszystkie zamki?”

Co sprawia że ludzie w Walencji są tak otwarci i prawie zawsze uśmiechnięci? Żar w sercu to zasługa słońca, pomarańczy? A może czegoś więcej? Dzisiaj miałam okazję wczuć się w ten hiszpański klimat i smakować życia razem z nimi. Idąc ulicami Walencji, mijając przechodnia, dotykając kory drzew, kręcąc się w kółko bez celu. Wiem, że tak nie wiele potrzeba mi do szczęścia. Drogie samochody, biżuteria zaczynają tracić wartość. A uśmiech człowieka, promień słońca, wiatr muskający włosy, cieszy jak małe dzieci cieszyć może pierwszy komiks lub zabawka. Jeśli zamki to tylko te z piasku i ten sam piasek, który chociażby we włosach przestaje przeszkadzać. Msza? Tak!!! Ludzie jednoczą się, śpiewają, przytupują. Czas schodzi na któryś z dalszych planów, muzyka śpiew i wzniosłe słowa pozwalają oderwać się na jakąś nieokreśloną chwilę od rzeczywistości. Ludzie mają to coś w sobie. Zarażają energią, nagle zaczynasz się uśmiechać i niesiesz ten uśmiech dalej i dalej…  Jestem dumna, że mogłam zrobić z nimi choćby jeden krok na tej drodze zwanej szczęściem.

Veles e Vents

Cześć wszystkim, mam na imię Adrian i jestem uczestnikiem drugiej edycji „Gotuj po hiszpańsku II”.

Będąc jeszcze w Krakowie, przed wyjazdem, w przeciwieństwie do większości uczestników projektu, którzy byli zestresowani na samą myśl o wyjeździe, ja zachowałem stoicki spokój.
Wiedziałem, że wszystko jest załatwione, a panie zajmujące się organizacja dopięły wszystko na ostatni guzik.

Budynek Veles e Vents

Chciałbym wam opowiedzieć o miejscu w którym odbywam praktyki.
Znajduje się ona nieopodal portu, w budynku Veles e Vents i nosi nazwę „La Marítima”
Na innym piętrze sąsiaduje restauracja „La Sucursal” w której moi koledzy również odbywają praktyki.
Sam budynek jest niesamowicie piękny, wzbudza zachwyt i automatycznie zachęca aby zjeść kolacje w jednej z restauracji.
Fenomenem jest  fakt, iż wszystkie pomieszczenia są połączone i bez problemu można poruszać się po budynku.
Przeszklone tarasy w ciągu dnia ale i wieczorami dają niesamowite widoki, dzięki którym siedząc można kontemplować i doceniać piękno przyrody.
Wracając do La Marítimy, menu nie jest skomplikowane, mamy cieszące oko przystawki  sporo rodzajów paelli, kilka dań mięsnych, codziennie świeże ryby i owoce morza co jest ciekawe i dzięki temu poznaje nowe gatunki ryb. Desery, oczywiście też mamy.
Zespół składa się z chefa Fernando, sous chef i dwóch pomocach kuchennych oraz oczywiście nas. Pomimo tego, że jesteśmy praktykantami stanowimy ważną część drużyny.
Podoba mi się to miejsce i mam nadzieje, że zdobędę jak najwięcej doświadczenia, które zabiorę do Polski.
przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków