Ładowanie strony…

Si, pero no.

Cocineros w Walencji

Jak przedstawić grupę jedenastu chefs-to-be, z których żaden nie znalazł się w Walencji przez przypadek, i każdy ma w sobie coś super-cool, co łatwo zgubić w opisie, choćby najbarwniejszym? Napisać o każdym po kilka zdań? Wymienić zalety, wady, ulubione dania i doświadczenie w kuchni? Si, pero no. 

Co to właściwie znaczy?

Fraza si, pero no po raz pierwszy padła na zajęciach z hiszpańskiego w Krakowie z ust naszej przeuroczej lektorki Maylen, i przywieźliśmy ją ze sobą do Walencji. Znaczy tyle co: „tak, ale nie” i wygląda na to, że  doskonale podsumowuje dynamikę grupy: w kuchni, w mieszkaniu, na mieście, podczas gotowania, dyskusji czy czasu wolnego słowa si, pero no stały się uniwersalną odpowiedzią na każde pytanie, frazą-szyfrem wprawiającym w dobry humor. Nie wiesz co odpowiedzieć? Si, pero no rozwiąże Twój problem. 

Wywiadów czar

Nie wiedząc, jak najlepiej się przedstawić, zdecydowaliśmy celować w brak ortodoksji: przedstawiamy serię mini-wywiadów z każdym uczestnikiem projektu Gotuj po hiszpańsku, obecnie living the dream in Walencja: poznając miasto, jedząc po królewsku, doskonaląc hiszpański i techniki kulinarne. Jako że w Walencji jesteśmy dopiero dwa tygodnie, pytania dotyczą nie tyle Hiszpanii, co naszych preferencji kulinarnych, chociaż ostatnie pytanie jest ukłonem w stronę filozofii „liczą się pierwsze wrażenia”. Poniżej trzy pytania, z którymi każdy z 11 uczestników tej edycji Gotuj po hiszpańsku został poproszony o zmierzenie się:

1. Jaka jest Twoja ulubiona kuchnia i jakie danie najlepiej ją reprezentuje?
2. Najgłupszy/najdziwniejszy trend kulinarny, o którym słyszałeś?
3. Smak/zapach/potrawa najlepiej według mnie opisująca Walencję to?

Zapraszamy do zapoznania się z odpowiedziami naszej Wondrous Eleven (Cudownej Jedenastki), póki co zwięźle i na temat, a wkrótce na blogu: przepisy, wrażenia z Hiszpanii i wszelkie inne historie ciekawe.

MINI-WYWIADY z uczestnikami projektu „Gotuj po hiszpańsku” 

Ada
1. Kuchnia polska i włoska, taka jak u mojej mamy, gotowana z sercem i zawsze ze świeżych składników. Myślę, że to po mamie mam pasję do gotowania. Faszerowane warzywa, dania z grilla, makarony to to, co lubię najbardziej.
2. Najdziwniejszy, najgłupszy trend praktykuję właściwie sama ponieważ uwielbiam jeść frytki z lodami, co często spotyka się ze zdziwieniem osób, którym o tym mówię. 
3. Walencja kojarzy mi się przede wszystkim z gwarem ludzi na ulicach, zwłaszcza wieczorami, gdy wszyscy wychodzą żeby się spotkać. Gwar jest duży i trwa do późna w nocy, nadając miastu niepowtarzalny, tętniący życiem klimat, w którym po prostu chce się być. Zapach jedzenia na ulicach utwierdza nas w przekonaniu, że trafiliśmy do najlepszego miejsca na ziemi, po to aby poznać nowe smaki. Na mnie największe wrażenie jak do tej pory sprawiło Fideua z owocami morza.

Galeria zdjęć od Ady:


Roksana

1. Kuchnia azjatycka, orange chicken.
2. Churro z allioli.
3. Pomarańcze.

Leo
1. Kuchnia włoska, pizza.
2. Pizza hawajska -,-
3. Zapach fideua o poranku.

Jędrzej
1. Kuchnia polska, pierogi ruskie.
2. Jedzenie gleby.
3. Pan de Coca.

Gracjan
1. Kuchnia gruzińska to dla mnie numero uno, ze względu na doskonałe przyprawy, dużą ilość ziół, orzechów i kozackie sosy, jak np. tkemali (sos z mirabelek), który świetnie pasuje do szaszłyków mcvadi z karkówki wieprzowej.
2. Najdziwniejszy trend o jakim słyszałem to gotowanie w azocie.
3. Zapach Walencji dla mnie to przede wszystkim zapach pomarańczy i smak morza w daniach typu paella.

Karolina
1. Ratatouille z kuchni francuskiej, prostota smaku i wykonania.
2. Smażenie snickersów na głębokim oleju (USA!!!!!)
3. Zapach morza o poranku (oraz w nocy).

Jadwiga
1. Najbardziej lubię potrawy kuchni polskiej, hiszpańskiej, włoskiej, węgierskiej i hinduskiej. Najczęściej je gotuję. Jeśli chodzi o ulubione danie to jest nim leczo, które pochodzi z Węgier. Mieszkam w Tarnowie, a moje miasto mocno związane jest z tym krajem, za sprawą gen. J.Bema, który notabene się tu urodził. Uwielbiam paprykę i pomidory…
2. Najdziwniejsza „potrawa” o jakiej słyszałam to lody o smaku mięsa.
3. Danie, które kojarzy mi się z Walencją to oczywiście paella valenciana, której zapach unosi się praktycznie w każdym zakątku miasta.

Paulina
1. Kuchnia roślinna – grillowany bakłażan z pastą orzechową.
2. Kopi Luwak – kawa, której ziarna przechodzą przez układ trawienny łaskuna.
3. Sól, sól i jeszcze więcej soli.

Galeria zdjęć od Pauliny:


Weronika

1. Kuchnia włoska, a szczególnie tagliatelle z kurczakiem, szpinakiem, suszonymi pomidorami i mozzarellą – mogłabym jeść codziennie!
2. Robienie popcornu na wodzie i oliwie.
3. Unoszący się wszędzie zapach przyrządzanych owoców morza.

Klaudia
1. Kuchnia tradycyjna polska/staropolska – pierogi.
2. Lody w Japonii (m.in. o smaku ryby).
3. Potrawa: paella.

Iza
1. Kuchnia koreańska, kimchi.
2. Sushi burrito. Ridiculous.
3. Horchata.

Wywiady krótkie, ale treściwe, prawda? Dla ciekawych – galeria zdjęć w bonusie. Nasze przygody małe i duże, na kuchni i na mieście. Walencja jest piękna, i nie będzie nieprawdą jeśli powiem, że wielu z nas chciałby tu zostać na dłużej niż dwa miesiące. Niemniej jednak: jeszcze sporo czasu przed nami, i myślę, że mogę śmiało mówić za wszystkich, jeśli powiem: będzie super! Stay tuned, wkrótce na blogu nowe przepisy i relacje z Walencji.

A tymczasem, hasta luego!

Kilka słów o Valencia C.F

Hiszpania: pierwsze wrażenia

Pomimo tego, że byłam w Hiszpanii już kilka razy, okazało się, że ten kraj wciąż może mnie czymś zaskoczyć. Zaraz po przylocie przekonaliśmy się na przykład o hiszpańskim podejściu do punktualności: czekaliśmy na odbiór z lotniska ponad godzinę! Hiszpanie wydają się nie przejmować niczym: despacito i bez spięć. Nam tez udzielił się ten nastrój: nikt nie był poirytowany opóźnionym transportem, byliśmy wszyscy w szampańskim nastroju.

Gdy dojechaliśmy do naszego mieszkania w Walencji, już po kilku minutach wiedzieliśmy, że będzie nam się świetnie razem żyło. Zintegrowani ludzie, piękne mieszkanie, piękne miasto – wiedzieliśmy, że będą to niezapomniane dwa miesiące. Lektor hiszpańskiego, Jaume, i prowadząca kurs gotowania, Maria Jose są genialni. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, ile wiedzy potrafią nam przekazać, traktując nas przy tym jak przyjaciół.

Nietoperz w herbie Valencia C.F.

Drugiego dnia naszej hiszpańskiej przygody udaliśmy się na wycieczkę po Walencji z Jaume, który jest też profesjonalnym przewodnikiem turystycznym. W Ayuntamiento de Valencia Jaume poruszył ciekawy wątek dotyczący herbu Walencji. Pierwotnie widniał na nim smok, jednak na przestrzeni lat przekształcił się on w nietoperza, który pojawia się głównie w herbach miast należących do Korony Aragonii.

Znalazł się on również w herbie klubu piłkarskiego Valencia C.F. – jednak gdy klub próbował wkomponować w swój herb nietoperza ze skrzydłami uniesionymi w górę, został on pozwany przez DC Comics o plagiat symbolu. Mianowicie symbol nietoperza ze skrzydłami uniesionymi w górę miał być zarezerwowany dla Batmana. Pomimo dużego podobieństwa warto jednak zauważyć, że nietoperz widniał w herbie klubu już 20 lat wcześniej – zanim powstał tak dobrze znany wszystkim Batman.

Co dalej?

Ostatecznie Valencia C.F. wycofała się z pomysłu. Nie jest to jednak całkowita przegrana, ponieważ ostatnio drużyna Walencji zwyciężyła w starciu z Real Madryt! W dzień meczu, przed stadionem zgromadzili się kibice, aby powitać drużynę. Atmosfera była niepowtarzalna – miałam wrażenie, że całe miasto mówi o nadchodzącym starciu. Moi znajomi wybrali się pod stadion Valencia C.F. po meczu, by zastać tłumy rozweselonych kibiców Valencia C.F., świętujących legendarne zwycięstwo.

Poniżej galeria zdjęć, zrobionych podczas kilku wycieczek (piechotą) po mieście. Historia nietoperza w herbie zarówno miasta, jak i drużyny piłkarskiej jest, moim zdaniem bardzo ciekawa. Ze skrzydłami w górę, czy nie, nietoperz na stałe zagościł w herbie i kulturze miasta. A i w sporcie, nietoperz wydaje się godnie reprezentować zwycięską drużynę!

 

„Życie usłane różami i sokiem ze świeżych pomarańczy płynące…”

Nie wiem, czy to bajka, czy sen…

Jestem tu naprawdę! Wyrwałam się z szarej rzeczywistości dnia codziennego i trafiłam do krainy baśni… Tak się tu właśnie czuję. Wszędzie palmy, drzewa pełne pomarańczy i mandarynek… Tu czas płynie wolniej, ludzie są milsi… Uśmiechają się ciągle. Pogoda dopisuje… Czego chcieć więcej?

Korzystając z dnia wolnego od praktyk, z samego rana wybrałam się na długi spacer. Uwielbiam kontakt z naturą. To mnie wycisza i relaksuje. Nabieram wtedy sił i chęci do działania. Otoczona zielenią mogę spacerować cały dzień…

Jardines del Real

Pierwszym miejscem, do którego się wybrałam był Jardines del Real. Kiedyś stał tu pałac Palau del Real, który był oficjalną rezydencją królów Walencji. Niestety nie przetrwał do dziś… Uwielbiam kwiaty, a w szczególności róże… Dlatego pierwsze moje kroki skierowałam właśnie tam. Zapachy i kolory kwiatów potrafią przyprawić o zawrót głowy. Było ich mnóstwo… Oprócz tego, były też piękne stawy, fontanny, ławeczki i alejki spacerowe… Ptaki obecne w parku, umilały mi czas śpiewając swe ptasie piosenki… Był ranek, ale oprócz mnie w parku było też parę osób. Szczególną uwagę zwróciłam na pewną starszą parę, która spacerowała trzymając się za ręce. Piękny widok…

 

 

Jardin del Turia

Obok Jardines del Real, znajduje się Jardin del Turia, który utworzono w 1986 roku, czyli kilka dekad po wielkiej powodzi. Powstał w dawnym korycie rzeki Turia. To jedno z piękniejszych miejsc, które do tej pory zobaczyłam, nie licząc wielu zabytkowych budynków i uroczych placów czy uliczek… Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu mnóstwo ławeczek, alejek spacerowych, ścieżek rowerowych, stawów, fontann, a także mostów tworzących malownicze tunele… Na jednym końcu tego niezwykle długiego i pięknego ogrodu, znajduje się Biopark, zaś na drugim Oceanarium i Miasteczko sztuki i nauki. Miejsca godne polecenia i „must see” każdego turysty.

 

 

Plaża Malvarrosa

Jako, że zaczęłam swój spacer od Jardines del Real i kierowałam się w stronę Oceanarium, postanowiłam że przejdę się jeszcze na plażę… Przychodzę tu codziennie, ale nie po to by się opalać, tylko by się zrelaksować. Szum fal działa kojąco na nerwy. Spacer po piasku jest bardzo przyjemny i wskazany dla zmęczonych stóp. Przysiadam na chwilkę, zamykam oczy i wsłuchuję się w szum fal…

 

 

 

 

Pierwsze loty za płoty!

Stres pojawił się już na lotnisku w Krakowie, w oczekiwaniu na lot. Mnóstwo pytań i niepewności tkwiło zakorzenionych w mojej głowie: czy spodoba mi się Walencja? Jak poradzę sobie na kursie kulinarnym? Ale jak się później okazało, niepokój był w ogóle niepotrzebny. Lot z Krakowa do Walencji przebiegł pomyślnie, a wychodząc z samolotu chyba każdy członek projektu miał uśmiech na twarzy i był w pełnej gotowości na nowe doznania.

Jesteśmy na miejscu

Po odbiorze bagażów na lotnisku w Walencji udaliśmy się na parking, gdzie czekał na nas kierowca busa. W trakcie podróży z lotniska mogliśmy podziwiać piękno Walencji: malownicze pola uprawne, architekturę i miejscowe atrakcje. Zachwyt. Mieszkania są dwa: w jednym mieszka 6 uczestników, w drugim 5.  Najpierw udaliśmy się do pierwszego mieszkania przy ulicy Blasco Ibanez, gdzie czekał na nas przed wejściem nasz mentor, pan Waldemar.

Przywitaliśmy się, wymieniliśmy kilka słów, po czym sprawnie rozładowaliśmy bagaże pierwszej grupy uczestników. Następny przystanek: ulica Serpis, gdzie znajduje się nasze mieszkanie. Szybki rozładunek bagażu, zwiedzanie mieszkania i przydział pokoi: po krótkim rozpoznaniu, zostały przydzielone nam pokoje i wydaje mi się, że każdy był zadowolony.

Nasze mieszkanie

Mieszkanie jest w iberyjskim stylu, duże i dobrze wyposażone. Posiada taras z widokiem na bardzo żywą ulicę. Przeszliśmy do dalszej rozmowy z mentorem na temat planów działania w najbliższych dniach, na temat komunikacji w Walencji,  i historii miasta. Gdy omówiliśmy wyżej wymienione aspekty, pan Waldemar zostawił nam mapę, kartę metra i opuścił nas. W szybkim tempie, zorganizowaliśmy się i postanowiliśmy wyjść zobaczyć to piękne miasto.

Był to długi spacer. Wieczorem, gdy wróciliśmy do mieszkania, byłem zmęczony, lecz miałem niedosyt. Kładąc się spać, miałem wciąż dużo energii. Pierwszy dzień projektu, był dniem który zmotywował mnie jeszcze bardziej do pracy, nauki i gotowania. Od tamtego momentu, energia mnie nie opuszcza. Walencja jest pięknym miejscem, z ciekawą kulturą i niesamowitą gastronomią. Mam głęboką nadzieję, że zdążę zaspokoić swój niedosyt w przeciągu 2 miesięcy projektu!

 

 

Miasto kolorów i Słońca

Dni zapoznania z Walencją

Tak niedawno temu będąc w Krakowie, każde z nas oczekiwało dnia w którym poznamy Walencję. Każde z osobna, z różnej wielkości bagażem doświadczeń rozpoczęło swoją przygodę w mieście które jest pełne Słońca. Osobiście chciałbym więcej korzystać z takich wyjazdów, ponieważ były super profesjonalne i pozwoliły mi poszerzyć wachlarz umiejętności które zabrałem ze sobą.

Pracowałem w restauracji „Honoo japanese grill by Tastem”, która powstała z zamiłowania właściciela restauracji do kraju kwitnącej wiśni. Jest to nietypowe połączenie kuchni Hiszpańskiej z Japońską. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem umiejętności kucharzy z którymi współpracowałem. Najbardziej podobała mi się ich kreatywność i z tygodnia na tydzień rosła coraz bardziej. W międzyczasie mieliśmy też zajęcia w szkole Altaviana z naszym szefem kuchni – Nacho. Tydzień za tygodniem poznawaliśmy coraz więcej potraw lokalnych oraz z innych regionów Hiszpanii. Była to też okazja poznania sposobu prowadzenia serwisu kuchennego w innym kraju. Dla każdego z nas to nowe doświadczenie. Osoby niepracujące na kuchni w zespole rozpoczynają kurs gotowania, który może być początkiem drogi zawodowej w gastronomii bądź też w prowadzeniu własnego biznesu ponieważ nauki nie ograniczały się tylko do gotowania.

Kreatywność tutejszych kucharzy nie zna granic

Metody, które wykorzystuje się tutaj, są również spotykane w Polsce, jednak dostęp do produktów oferowanych przez Hiszpanię jest tak ogromny! Zaczynając od świeżych owoców morza oraz mięsa po warzywa uprawiane cały rok powoduje, że kreatywność tutejszych kucharzy nie zna granic. Jestem bardzo zadowolony z wszystkiego co mogłem nauczyć się w trakcie każdego tygodnia.  Dużo radości też przyniosły mi podróże po całym mieście. Nie raz w grupie spędzaliśmy dużo czasu na poznawaniu miasta. Decydując się na wyjazd do Walencji miałem też bliżej do każdego innego miasta w pięknej Hiszpanii.

Wyprawa do Madrytu

Wybrałem się wraz z towarzyszką do Madrytu. Droga do Madrytu ma bardzo dużo krajobrazowych odcinków. Ziemie uprawne są tu w kolorze cynamonu. Cudowny widok na park w mieście Cuenca zaparł nam dech w piersiach! W Cuenca znajduje się również malowniczy kamieniołom, który przecinają wiadukty kolejowe. Jest to większe miasto, które warto odwiedzić spędzając czas w Hiszpanii . Większość czasu spędziliśmy na rowerach, w Madrycie jak i ogólnie w Hiszpanii drogi rowerowe są bardzo dobrze rozbudowane ułatwiając dostęp do bardziej odległych miejsc. Bardzo podobał mi się park Casa de Campo gdzie nie brakuje atrakcji związanych z kulturą Madrytu jak i historią . Każdemu z nas przydał się bardzo ten wyjazd , możliwości na rozwój tu nie brakuje , niestety czasu na wszystko jest mało dlatego trzeba czerpać z pobytu w Walencji najwięcej jak można ! Będę tęsknił za zachodami słońca nad morzem oraz nocnym życiem miasta . Wracam pełen energii i wiedzy którą z pewnością wykorzystam w swoim życiu . Dziękuję Walencjo i do zobaczenia !

Żyj z całych sił!

Gdyby można było zatrzymać czas… Schować do kieszeni te wszystkie piękne miejsca, widoki, momenty…

Wydawać by się mogło, że w Walencji widzieliśmy już wszystko i nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Jednak codziennie przekonujemy się, że to tylko złudzenie. Tutaj po prostu nie można się nudzić!

Pomimo tego, że spędziliśmy w tym pięknym kraju już kilka cudownych tygodni, z każdym dniem jesteśmy jeszcze bardziej chłonni wrażeń i chcemy więcej! Pogoda nie przestaje nas rozpieszczać, a miasto nieustannie zadziwiać. Niestety czas biegnie nieubłaganie i powoli zaczyna do nas docierać, że już bliżej, niż dalej końca… Jednak po ostatnim weekendzie jesteśmy tylko mocniej przekonani, że Walencja nie pozwoli nam o sobie zapomnieć! A to wszystko za sprawą ‚Fiesta de Las Fallas’, czyli ‚Święta Ognia’ – najważniejszego festiwalu w Walencji. Co prawda największe świętowanie rozpoczyna się dopiero 15 marca, ale najwyraźniej mieszkańcy Walencji nie mogą się już doczekać, dzięki czemu w sobotę mieliśmy okazję zobaczyć mały fragment tego cudownego widowiska. Przez prawie 10 minut oglądaliśmy setki, a nawet tysiące pięknych, kolorowych fajerwerków, wybuchających w powietrze jedna po drugiej, zwieńczonych wybuchem największej w historii tego miasta tzw. masclety, czyli gigantycznej kompozycji pirotechnicznej. Widok zapierający dech w piersiach, który ciężko opisać słowami! Życie jest piękne!

Flamenco restaurante

Ale to jeszcze nie wszystko! Zwieńczeniem tego pięknego dnia była wizyta w restauracji ‚El Toro y La Luna’. Jest to miejsce, w którym można nasycić nie tylko żołądek, ale także oczy i uszy! Bo czy można przebywając w Hiszpanii nie zobaczyć flamenco? Zdecydowanie nie!
Tradycyjna, hiszpańska muzyka na żywo połączona z tańcem, klasyczne stroje, kastaniety i śpiew, to idealne połączenie i odzwierciedlenie hiszpańskiej kultury. Każdy wielbiciel Hiszpanii powinien tego doświadczyć.
We flamenco poprzez taniec opisuje się konkretną historię, gesty i ruchy ciała wyrażają uczucia i podkreślają słowa melodii, która im towarzyszy. Patrząc na ten artystyczny spektakl, czuliśmy, że nasza piękna historia pisze się właśnie teraz… Chwilo trwaj!

Rowerem przez Walencję!

Aktywny weekend

Po długich i wielokrotnych spacerach, posiłkach w dobrych restauracjach, relaksie na plaży, przyszedł czas na bardziej aktywny weekend. Korzystając z tego, że w Walencji pełno jest wypożyczalni i ścieżek rowerowych oraz pamiętając o tym, że ruch to zdrowie, postanowiliśmy zwiedzić jeszcze raz to piękne miasto, uprawiając przy tym odrobinę sportu. Wypożyczyliśmy rowery i skoro świt ruszyliśmy na wycieczkę.

Trudno było zdecydować się, w którą stronę podążać, bo godzinami można by jeździć po pięknym parku Turia, powstałym w korycie rzeki, czy po centrum miasta, gdzie każda uliczka zachwyca tylko bardziej i bardziej.

Przejechaliśmy więc prawie każdy zakątek, aż dotarliśmy do plaży, skąd kierowaliśmy się dalej w stronę Port Saplaya, czyli tzw. małej hiszpańskiej Wenecji.
Jadąc wybrzeżem, łapiąc promienie słońca i powiew ciepłego wiatru, myśleliśmy tylko o tym, jakie mamy szczęście, że możemy tu być i jak trudno będzie wracać do Polski…

Zmęczeni, ale zadowoleni

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, lekko zmęczeni, ale zadowoleni, jako wielbiciele dobrego jedzenia, postanowiliśmy zjeść obiad w jednej z pobliskich restauracji. Zgodnie ze zwyczajem, który panuje w Walencji, jak przystało na każdą niedzielę, zamówiliśmy tradycyjne danie Paella Valenciana. Nie pożałowaliśmy – po raz kolejny przekonaliśmy się, że hiszpańska kuchnia jest jedną z lepszych! W tym samym momencie nadzieje o zrzuconych kilogramach uleciały razem z wiatrem, ale za to, na nasze twarze ze zdwojoną siłą powróciły uśmiechy!

Bo żyje się tylko raz!

 

Skoro świt!

Czekając na ten jeden moment

Stojąc na plaży, w ciszy spoglądając w niebo, czekając na moment, ten jeden moment, w którym wszystko schodzi na drugi plan, w którym liczy się tylko tu i teraz. To właśnie ta chwila kontemplacji, krótkiego zatrzymania. Być w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

Widok z każdego zakątka ziemi – inny, a zarazem taki sam dla wszystkich. Sceneria dająca wiarę w przyszłość, uskrzydlająca nas dzisiaj, a jednocześnie wstrzymuje na ziemi w błogim ukojeniu.

To właśnie czuję, patrząc na wschód słońca. To moja nadzieja, początek czegoś nowego, wspaniałego, gdy promienie słońca delikatnie otulają moją twarz, oddając swoje ciepło.

Niech każdy będąc w Walencji poczuje to co ja, gdy witam nowy dzień, siedząc na piaszczystej plaży, patrząc na przepełniony mnóstwem kolorów horyzont, zza którego wyłania się ta magiczna gwiazda.

 

Na każdym kroku Walencja uwodzi mnie swoim urokiem. Każda uliczka, każdy zakamarek tego urokliwego miasta ma w sobie to coś, co każe na chwilę się zatrzymać. Teraz już wiem dlaczego czas płynie tutaj wolniej, spokojniej – błogo.

 

Mnóstwo knajp, restauracji, ogrom pysznego jedzenia, to jest to czym Hiszpanie mogą się najbardziej pochwalić. Cieszę się, że dane mi jest tutaj być, poznać Walencje, jej kulturę. A co najważniejsze posmakować tych wszystkich jakże wykwintnych dań, które na długo na samą myśl będą rozpieszczać moje kubki smakowe.

 

Czym jeszcze zaskoczysz mnie Walencjo…?

Mocna strona Walencji

Czas uczy pogody… 

Za nami kolejny tydzień w malowniczej Hiszpanii. Po całym miesiącu, można ze spokojem stwierdzić, że pobyt w tym malowniczym miejscu jest przygodą życia. Perspektywa, że za 30 dni będziemy musieli wyjechać z pięknej i słonecznej Hiszpanii i wrócić do jakże pięknej, ale już nie tak ciepłej i pogodnej Polski, jest dosyć przerażająca. Dodatkowo nie pomaga w tym ani trochę to, że poznaliśmy tu naprawdę wspaniałych ludzi z którymi spędzamy miło czas na zajęciach i poza nimi. Praktyka w doskonałych restauracjach daje niesamowite możliwości na poznanie tutejszej kultury, smaków i najogólniej mówiąc tutejszego życia.

Więcej, więcej i więcej…

Walencja jest miejscem pełnym niespodzianek. Spacerując po mieście, co chwilę spotykamy coś nowego, obcujemy z kulturą, sztuką. Tak na prawdę każda jego część wnosi coś nowego. Zwiedzając okolice odkryliśmy wiele miejsc, które w jakiś sposób przyciągnęły uwagę. Przepiękne i niezwykle klimatyczne stare miasto, tutejsza plaża, na której można się w pełni zrelaksować i odpocząć… lecz jedno, konkretne miejsce zaskarbiło sobie najwięcej – Ciudad de las Artes y las Ciencias – Miasteczko Sztuki i Nauki. Dowodem na to, że miejsce jest tak niesamowite, najlepiej świadczą słowa miejscowych, którzy nazywają je miastem przyszłości. Jest to kompleks, w którym możemy poczuć artystycznego ducha tego miasta. Złączenie w jednym miejscu okazałych budynków i pięknego parku robi wrażenie. Szczerze polecam, szczególnie nocą! Całemu otoczeniu urok nadaje gra świateł i wody. W połączeniu z piękną pogodą  jest to doskonałe miejsce na śniadanie, obiad i kolację w plenerze.

Nie tylko architektura

Nie tylko można podziwiać tu nowoczesną architekturę. Na przestrzeni wieków ludzie pozostawili po sobie piękne witraże i malowidła, które możemy zobaczyć na starym mieście. Stare Miasto zajmuje dużą powierzchnię, a codzienne słońce wzbogaca wyjątkowość Walencji.

Walencja od kuchni- inaczej? :)

Kolejna grupa poznaje Walencję, a nam pozostały wspomnienia

Już kolejna szczęśliwa grupa poznaje czar pięknej Walencji podczas gdy nasz pobyt dobiegł końca parę miesięcy temu. Był to fantastyczny czas na poznanie jej uroków, ciekawych i otwartych ludzi, wyśmienitej kuchni hiszpańskiej, w której nie trudno było się zakochać. Warsztaty kulinarne jak i praktyki, które mieliśmy okazję odbyć, były bardzo inspirujące. Pozwoliły nam poznać jedne z lepszych smaków, jakimi są smaki Hiszpanii. Jedno z ważniejszych grantów to wspomnienia o tym cudnym czasie. Dlatego powspominajmy co nieco pewne wydarzenia, które mieliśmy okazję przeżyć.

Głodni doświadczeń

Głodni doświadczeń, które jeszcze bardziej poszerzyłyby naszą wiedzę na temat kuchni hiszpańskiej (niekoniecznie typowo śródziemnomorskiej), postanowiliśmy udać się na warsztaty kuchni wegańskiej. Wówczas mieliśmy okazję poznać smak sobrasady (typowej kiełbasy, której składnikami jest mięso wieprzowe, papryka, sól i inne przyprawy), ale w wersji bezmięsnej- z orzechów nerkowca, oliwy z oliwek i suszonych pomidorów w połączeniu z świeżo wypieczonym przez nas chlebem bezglutenowym. Jest to przepis, który wdrożyliśmy w nasze polskie gotowanie. Jest bardzo smaczny, prosty i zdrowy. Można z takiej pasty przygotować pożywne śniadanie, bądź ciekawą przekąskę dla znajomych. W połączeniu na przykład z dowolnym pieczywem, krakersami, czy też grzankami.

Kolejnego wieczoru podczas warsztatów przygotowaliśmy własnoręcznie deser w postaci marcepanu uformowanego w dowolne kształty, który następnie został upieczony w piekarniku. Przepis był równie prosty i smaczny. Składał się z mąki migdałowej, białego cukru pudru (choć z powodzeniem można użyć zdrowszej wersji cukru nierafinowanego, muscovado, czy ksylitolu), syropu cukrowego z limonką i puree, z ugotowanego słodkiego ziemniaka. Jak wiemy, migdały to ważny składnik naszej diety, wzbogacający w prozdrowotne właściwości. Sięgajmy po nie chętnie, a nasz organizm z pewnością nam za nie podziękuje. 🙂 Te warsztaty to dowód na to, że miejscowi Hiszpanie lubią dzielić się swoją wiedzą nieodpłatnie, w zamian za pomoc w przygotowaniu przysmaków i oczywiście chęć do pracy. Było to ciekawe doświadczenie, dzięki któremu wzbogaciliśmy nasze kucharskie księgi w pyszne przepisy. Na pewno było warto wykorzystać na to wolne popołudnia.

Głodni nowych technik kulinarnych

W poszukiwaniu inspiracji i nowych technik kulinarnych, kolejnym naszym przystankiem była tawerna Del Mar znajdująca się w tzw. „małej Wenecji” (Port Saplaya, Carrer de la Unió, 11, 46128 Alboraia, València, Hiszpania). Było to miejsce, gdzie trafiliśmy całkiem przypadkiem. Polecił je nam pewien Hiszpan w momencie gdy byliśmy bardzo głodni i rzecz jasna chcieliśmy posmakować tradycyjnej kuchni hiszpańskiej. Podczas pysznego obiadu w postaci Paelli De Marisco, poznaliśmy przesympatyczną i niezwykle otwartą załogę restauracji na czele z Paco – szefem kuchni. Gdy tylko Paco dowiedział się, że jesteśmy z Polski i odbywamy zarówno kurs jak i praktykę kulinarną, zaproponował nam wspólne gotowanie. Chciał nam przekazać własną wersję typowej Paelli Valenciany. Parę dni później pojawiliśmy się tam pełni entuzjazmu i gotowości. Spędziliśmy owocny czas w kuchni samego szefa, który pozwolił nam aktywnie uczestniczyć w procesie tworzenia dania. Był tak miły, że ugościł nas w swojej restauracji jak swoich najlepszych przyjaciół.

Jest to miejsce, które śmiało możemy polecić, oferujące naprawdę wyśmienitą, tradycyjną kuchnię śródziemnomorską i klimat niespiesznej, serdecznej, otwartej Hiszpanii. Jedyne czego żałujemy to to, że prawdopodobnie z powodu nadmiaru wrażeń zapomnieliśmy uwiecznić nasze spotkanie wspólnym zdjęciem. Ale jest to jeden z wielu powodów, dla których pewnego dnia, zechcemy powrócić do tego magicznego miejsca. Walencja zapisała się w naszej pamięci jako bardzo niezwykle różnorodne i przyjazne miejsce, dające niesamowite możliwości, nie tylko kulinarne. Obecnym uczestnikom życzymy wielu niesamowitych wrażeń i uciechy z każdej chwili podczas pozostałego pobytu!

Hasta luego! 🙂

 

Smaki Kuchni Hiszpańskiej

Co pobudza nas do życia?

Już dwa tygodnie za nami… Nie tracimy czasu na siedzenie w domu, aktywnie spędzamy czas. Każdy dzień wykorzystujemy w pełni możliwości. Walencja jest niesamowicie pięknym miastem. Wspaniałe słońce każdego ranka pobudza nas do życia, jak również do zwiedzania miasta i spacerowania promenadą wzdłuż piaszczystej plaży.

Czas na praktyki…

Nadszedł czas na praktyki w profesjonalnych, hiszpańskich restauracjach. Każdy z uczestników został przydzielony do restauracji pod względem zainteresowań i preferencji. W taki sposób możemy nabierać wprawy w swoich gustach kulinarnych i poznawać tajniki hiszpańskiej kuchni. Oczywiście, nie było by nam tak dobrze podłapać tę kuchnię, gdybyśmy wcześniej nie przygotowali się do niej. Dzięki naszemu Mentorowi Międzynarodowemu, a zarazem nauczycielowi kuchni śródziemnomorskiej – Nacho Powoli wprawiamy się w ten smak oraz techniki kulinarne.

Do tego czasu zdążyłem dostrzec wiele różnych potraw, które są w moim guście kulinarnym, m.in. potrawy wytrawne :

– Paella Valenciana

– Arroz al horno

– Croquetas de pollo

Oraz coś na słodko :

– Panacota

– Natillas

-Bizcocho ligero & Crema pastelera

 

I oczywiście nie mogę zapomnieć o pięknych kamienicach, które widzę każdego dnia. Również krajobrazy, widoki wzbudzają zachwyt. Na pamiątkę robimy zdjęcia aby móc później do nich wrócić.

Esencja Walencji

El Carmen – jedno z najbardziej malowniczych miejsc

Mówią, że jeśli nie byłeś w dzielnicy El Carmen to tak naprawdę nie byłeś w Walencji. Jest to niewątpliwie jedno z najbardziej malowniczych i intrygujących miejsc, które mieliśmy okazję odwiedzić w ostatnich dniach.

Oddalając się od tętniącego życiem i hałaśliwego Plaza Ayuntamiento udaliśmy się do serca starego miasta – Barrio del Carmen. Ta licząca sobie 1000 lat historii dzielnica rozrosła się między dwoma średniowiecznymi murami – muzułmańskim i chrześcijańskim. Ich zadaniem była obrona miasta. Obecnie miejsce to stało się jednym z głównych ośrodków życia nocnego i artystycznego Walencji. Stanowi również ważny punkt na mapie kulinarnej miasta. Pełno tu małych przytulnych barów z tapasami,  kawiarni czy vintage  shopów. Tutaj warto zagubić się i powoli odkrywać sekrety czyli wąskie kręte uliczki, skwery, piękne historyczne budynki kontrastujące z odrapanymi murami pokrytymi graffiti. Można poczuć się tu tak, jakby czas stanął w miejscu.

El Carmen słynie również z największego w Walencji natężenia street-artu. Począwszy od szyldów drobnych sklepików czy zakładów fryzjerskich, a skończywszy na monumentalnych muralach ozdabiających ściany budynków. Za każdym rogiem czeka nas nowe odkrycie, co sprawia, że El Carmen staje się swego rodzaju muzeum pod gołym niebem.

Z pewnością jest to miejsce, gdzie powrócę jeszcze nie raz.

 

 

 

 

Magia Walencji

Walencja i czego chcieć więcej!

Walencja nie przestaje nas zaskakiwać! Odkąd przyjechaliśmy, zastanawiamy się czy można sobie wyobrazić lepszy początek Nowego Roku. Słońce, plaża, pyszne jedzenie, piękne miejsca – czego chcieć więcej!
Pierwszy tydzień minął nam bardzo intensywnie. Staraliśmy się nie zmarnować ani chwili. Zwiedzaliśmy miasto, poznawaliśmy nowych ludzi i odkrywaliśmy nowe smaki. Walencja zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Zaskoczyła nas piękną architekturą, dużą ilością egzotycznej roślinności i drzewek pomarańczowych na każdym kroku.

Szczególnym dla nas miejscem ze względu na zainteresowanie gastronomią był Mercat Central. Jest to największa i najstarsza hala targowa w Walencji. Jej modernistyczna architektura i bogactwo produktów zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Wybór mięs, owoców, warzyw i lokalnych produktów był imponujący! Szczególnie miłym dla nas akcentem były świeże owoce, w środku zimy! Skosztowaliśmy także tradycyjnej walenckiej czekolady Bollet valenciano, którą zdecydowanie powinien spróbować każdy wielbiciel słodkości. Na pewno odwiedzimy to miejsce jeszcze nie raz.

Ten tydzień, był również wyjątkowo intensywny pod względem kulinarnym, szczególnie dla osób, które jeszcze nie mają doświadczenia w pracy na kuchni. Mieliśmy okazję uczyć się od najlepszych. W tajniki przygotowywania tradycyjnych hiszpańskich potraw wprowadzał nas szef kuchni Nacho, którego profesjonalizm i optymizm udzielał się wszystkim. Chociaż uczymy się języka hiszpańskiego dopiero drugi miesiąc, to z pomocą Nacho udało nam się przygotować pyszne potrawy m.in. paella valenciana, croquietas, menestra de verduras i tortilla de patatas.

Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie praktyk w restauracjach. Mamy zamiar wykorzystać ten czas maksymalnie i nauczyć się jak najwięcej.

 

Zwiedzanie po hiszpańsku

Mój pierwszy tydzień w Walencji

Witajcie!

Pierwszego dnia i przez pierwszy tydzień pobytu udało się zwiedzić kilka ciekawych, przepięknych  miejsc. Jestem tutaj między innymi po to, aby opowiedzieć o moich ulubionych miejscach poznanych po  zaledwie tygodniowym pobycie w Hiszpanii, w pobliżu Walencji oraz pracy i postępach na kuchni. Były to między innymi takie miejsca jak:

El Palau de Les Arts Reina Sofía

Ciudad de las Artes
Central Post Office (Edificio de Correos y Telegrafos)
Ogrody Turii
El cafe de Camilo

Wraz z grupą i Panem Mentorem zatrzymaliśmy się „na kawę” w El cafe de Camilo , była wyśmienita. To był smak, który długo pozostanie mi w pamięci, do końca pobytu, a nawet jeszcze dłużej…

Warto tu być!

Cudowni ludzie oraz słońce, które nam dopisuje każdego dnia motywuje zarówno do poznawania miasta i wizyt na plaży. Chciałbym, aby wszyscy którzy czytają blog „Gotuj po hiszpańsku” wiedzieli, że warto tu być! Warto zwiedzać oraz brać czynny udział w warsztatach kulinarnych.

Mentor – Ignacho uczy nas różnych technik kulinarnych, które pomagają nam podszkolić umiejętności na kuchni. Podczas zajęć praktycznych pokazał nam swój sprzęt kulinarny, abyśmy mogli zobaczyć profesjonalne noże oraz inne narzędzia pracy. Dotychczas najlepszym momentem dla mnie było przygotowanie dwóch tradycyjnych dań kuchni hiszpańskiej podczas kursu kulinarnego:

-Paella

-Fideos con pollo

Poza tymi daniami udało się nam też przygotować desery:

– Panna Cotta

– Arroz con leche

– Crema de puerro

Zapraszam do szkoły Altaviana!

 

 

Pierwsze chwile w Walencji

 

W dniu naszego przyjazdu Walencja powitała nas słońcem. I jak na razie to się nie zmienia. Towarzyszy nam każdego dnia. Wschodzi późno, ale kiedy wzejdzie, zaczyna świecić w nasze okna sugerując, że czas już wstać 🙂

Jesteśmy tu dopiero kilka dni. Tak naprawdę wciąż dopiero poznajemy okolice naszego zamieszkania (udało nam się dotrzeć już na plażę, do pobliskich sklepów, a nawet do hali targowej!), drogę na zajęcia, miejsce naszych warsztatów i naszych nauczycieli. Tak się składa, że nasz profesor języka hiszpańskiego jest przewodnikiem, więc w pierwszym dniu zajęć oprowadził nas po mieście, pokazując warte zobaczenia miejsca. Jak dobrze, że mamy jeszcze trochę czasu, żeby zagłębić się bardziej w to piękne miasto…

Popołudnia spędzamy poznając tajniki pracy w kuchni. Od najbardziej podstawowych spraw po te mniej oczywiste. Każdego dnia uczymy się przygotować kolejne potrawy, a przepisy kolekcjonujemy i z pewnością do niejednego wrócimy…

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków