Ładowanie strony…

Kurs Języka Hiszpańskiego – II edycja

Już tylko długi weekend dzieli nas przed wyjazdem do słonecznej Walencji. Jedni przez weekend żegnają się z rodziną, drudzy zaś świętują ze znajomymi, żeby wrócić i dalej świętować. Czeka nas wspaniała przygoda z językiem hiszpańskim. Dobrze, że Maylen motywowała nas i tłumaczyła każdy szczegół, abyśmy mogli zakończyć kurs językowy z jak najlepszymi wynikami. Oto wręczenie certyfikatu.

Walencja od A do Z

Dobiega końca nasz sześćdziesięciodniowy pobyt w Walencji. Każdy z nas zabierze stąd inny pakiet doświadczeń, wspomnień, emocji. Dwa miesiące – to niewiele, by rzetelnie poznać dane miejsce, jednak równocześnie wystarczająco na tyle, by związać się z nim emocjonalnie. Próbując podsumować nasz pobyt w Walencji, postanowiłyśmy utworzyć naszą, własną listę obejmującą miejsca, wydarzenia szczególnie istotne dla nas.

A jak alcachofas – pod tym melodyjnie brzmiącym hiszpańskim terminem kryją się warzywa o trochę mniej przyjemnej dla ucha polskiej nazwie karczochy. Ich zielone główki wyzierały z każdego napotkanego ulicznego straganu, na praktykach obierałyśmy ich piętrzące się stosy, restauracje prześcigały się w pomysłach na dania z karczochem w roli głównej. To warzywo ma nawet swój pomnik niedaleko Mercado Central.

 

 

B jak Blasco Ibanez, Vincent – patron ulicy, przy której mieszka jedna z nas. Bardzo ważna postać w historii miasta, nie dziwi więc, że główna arteria miasta nosi jego imię. Autor powieści regionalnych, jego sława wyszła jednak poza granice Hiszpanii po tym, jak jedną z jego wojennych książek „Czterech Jeźdźców Apokalipsy” filmowcy z Hollywood przenieśli na wielki ekran.

C jak ceramika – ceramiczne ozdoby są obecne w mieście na każdym kroku. Mozaiki utworzone z tego materiału zdobią fasady budynków, odrzwi, kopuły dachów. W Palacio del Marques de Dos Aguas znajduje się Muzeum Ceramiki pozwalające prześledzić jak na przestrzeni wieków zmieniały się trendy we wzornictwie z wykorzystaniem tego wytwarzanego w nieodległym Manises materiale.

D jak disfruta! – czyli ciesz się czymś, czerp radość z. To hasło atakowało nas z wielu afiszy reklamowych, plakatów, banerów zachęcających do skorzystania z tej czy innej atrakcji turystycznej. Zupełnie niepotrzebnie, bo my nie potrzebowałyśmy żadnego impulsu z zewnątrz, by wyruszyć na poszukiwanie przygody.

E jak Estacion del Norte (Dworzec Północny) – przykład architektury modernistycznej. Łączy geometryczne formy z dekoracyjnością. Szczególnie interesujące są rozległe mozaiki przedstawiające sceny z życia rolników, ozdoby w kształcie pomarańczy na fasadzie budynku, a także barwne kompozycje w hali dworca z życzeniami szczęśliwej podróży w wielu językach świata.

 

 

 

F jak flaga walencka (Senyera) – jest symbolem wolności, składa się z czterech poziomych czerwonych pasów na żółtym tle oraz pionowego niebieskiego ozdobionego koronami. Podczas święta upamiętniającego triumfalne wkroczenie Jaime I do miasta odbywa się procesja z flagą z ratusza do katedry. Ciekawostką jest fakt, że wyniesienie flagi z budynku ratusza wymaga nie lada zręczności i sprytu, nie można bowiem oddawać nią honorów poprzez pochylenie.

G jak gotuj po hiszpańsku – projekt, który wzbogacił nas o nowe doświadczenia, wiedzę i wspomnienia. Wspaniałe 60 dni, które każdy z nas wykorzystał na swój własny, indywidualny sposób.

H jak historyczne centrum najstarsza a zarazem najpiękniejsza część miasta. Tutaj przeszłość jest wyczuwalna na każdym kroku, jak choćby w przypadku Trybunału Wodnego – najstarszej instytucji, której członkowie zbierają się nieprzerwanie od X wieku na placu de la Virgen. Wspomniany plac to doskonałe miejsce na poranną kawę z ekskluzywnym widokiem na Bazylikę Matki Boskiej Opuszczonych oraz Katedrę i wspaniałą fontannę z Neptunem otoczonym ośmioma nimfami obrazującymi osiem rowów irygacyjnych rzeki Turia. Miejsce szczególnie ważne ze względów osobistych dla jednej z nas;)

 

 

 

I jak improwizacja – umiejętność szczególnie istotna i pożądana podczas komunikacji z tubylcami. W ruch poszły internetowe tłumacze, stacjonarne słowniki. Wspinałyśmy się na szczyty kreatywności, próbując przypomnieć sobie istotne zwroty i wyrażenia, których nasz nauczyciel hiszpańskiego Jaume próbował nas nauczyć podczas cotygodniowych zajęć.

J jak Jardines del Turia – wspaniałe ogrody w dawnym korycie rzeki Turii, nazywane przez walencjan po prostu El Rio, czyli Rzeka. Ta szeroka promenada ma długość 7 kilometrów, co sprawdziłyśmy, objeżdżając Ogrody Turii na rowerze.

K jak katedra – wraz z najsławniejszą kaplicą Capilla del Santa Cadiz, w której znajduje się nie mniej sławny kielich z agatu. Podobno jest to Święty Graal, do którego podczas Ostatniej Wieczerzy spadło kilka kropel krwi Chrystusa. Do katedry przylega wieża El Miguelete (Michałek), ze szczytu której podziwiałyśmy panoramę miasta.

L jak licytacja w porcie – lubimy zajęcia w terenie, np. takie na które zabrał nas nasz nauczyciel gotowania Fernando. Podczas wycieczki do portu miałyśmy okazję zaobserwować całą procedurę zakupu ryb i owoców morza przez lokalnych przedsiębiorców niemal natychmiast po połowie.

Ł jak łamańce językowe – jak wyprowadzić z równowagi dotąd spokojnych i przyjaźnie nastawionych do nas Hiszpanów? Poprosić ich o powtórzenie naszych standardowych, skomplikowanych zbitek wyrazowych. Jednak niech nas nie zaskoczy, gdy w odpowiedzi na nasze: „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” staniemy przed wyzwaniem wypowiedzenia takich zdań, jak: „Cuando cuentes cuentos, cuenta cuántos cuentos cuentas; porque si no cuentas cuántos cuentos cuentas, nunca sabrás cuántos cuentos sabes contar lub sabrás cuántos cuentos sabes contar” lub „En tres tristes trastos de trigo, tres tristes tigres comían trigo. Comían trigo, tres tristes tigres, en tres tristes trastos de trigo”.

M jak Malvarrosa – bez tego hasła alfabet o Walencji nie ma najmniejszego sensu. Przy wejściu na plażę zamieszczony jest fragment poematu Miguela de Cervantesa „Podróż na Parnas”, który sławi „wielkość zacienionej plaży Walencji”. Szeroka, piękna plaża była częstym miejscem naszych towarzyskich spotkań. To tu podziwiałyśmy oślepiający blask wschodzącego słońca, spoglądałyśmy z nostalgią na góry odcinające się na tle błękitnego nieba, obserwowałyśmy majaczący w oddali port.

N jak nowoczesność – miłośnikom nowoczesnej architektury Walencja ma obecnie wiele do zaoferowania. Walencja się zmienia, o czym świadczą powstające współcześnie budynki użyteczności publicznej, jak chociażby IVAM (Walencki Instytut Sztuki Nowoczesnej), MUViM (Walenckie Muzeum Oświecenia i Nowoczesności), Miasto Sztuki i Nauki czy Oceanarium. Nowe, atrakcyjne propozycje sprawiają, że z każdym rokiem Walencja odnotowuje większą liczbę turystów zasilających miejską kasę, toteż można liczyć na to, że w przyszłości powstaną kolejne atrakcyjne propozycje dla spragnionych wrażeń urlopowiczów.

O jak odpoczynek – oczywiście projekt to nie tylko praca nad wzbogaceniem swoich umiejętności. Wolny czas wykorzystywałyśmy na poznanie miasta, czy to pieszo czy na rowerze, był także czas na wycieczkę za miasto, wizytę w muzeum, a nawet krótki wypad do Barcelony.

P jak przyjaźń – mocne słowo o ogromnym ładunku emocjonalnym. Użyte jednak w świadomy sposób na poparcie starej prawdy, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, o czym przekonała się jedna z nas (dziękuję, Olu!) Wyjazdy takie jak ten pozwalają przyjrzeć się samemu sobie z zupełnie nowej strony.

R jak ruch uliczny – już pierwszego dnia zaskoczył nas mocno rozpowszechniony tutaj zwyczaj przechodzenia na czerwonym świetle. Nasze początkowe opory co do takiego sposobu poruszania się po ulicach Walencji szybko zostały przełamane. Z nie mniejszą konsternacją przyjęłyśmy fakt, że gdy chcesz, by kierowca autobusu zatrzymał się i wpuścił Cię do środka, musisz poprzez wyraźne machnięcie ręką (najlepiej dwukrotnie!) to zasygnalizować. W przeciwnym wypadku spóźnienie na praktykę/zajęcia gwarantowane… I jeszcze jedna cenna uwaga: gdy jesteś pieszym i zbliżasz się do ścieżki rowerowej, miej oczy dookoła głowy, gdy zaś jesteś rowerzystą, trzymaj się mocno kierownicy i trzymaj hamulec w pogotowiu!

S jak Serra Calderona – przepiękny park naturalny położony w odległości około 40 kilometrów od Walencji. Idealny punkt weekendowych wypadów za miasto nie tylko dla amatorów chodzenia po górach. Miejsce to poprzez znajdujące się tam ruiny zamku z VIII wieku znajdzie uznanie także wśród miłośników historii.

 

 

 

T jak Torres de Serranos – z kilkunastu wież znajdujących się kiedyś na terenie Walencji zostały dwie. Ta północna wieża pełniła w przeszłości różnorakie role: przede wszystkim wjazdową, ale także obronną i reprezentacyjną. Mieściło się tam także więzienie, a podczas wojny domowej przechowywano w jej wnętrzach bezcenne zbiory Muzeum Prado w Madrycie. Obecnie stanowi obowiązkowy punkt wycieczek, a z jej szczytu rozpościera się przepiękny widok na okolicę.

U jak UEFA – zdobywcy prestiżowego Pucharu UEFA, czyli Valencia CF zapewniają najwyższe emocje sportowe. Mogłyśmy się o tym przekonać podczas meczu rozgrywanego na stadionie Mestalla z zespołem Eibar. Mimo iż spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, to głośny doping wydobywający się z ponad czterdziestu tysięcy gardeł w połączeniu z pokazem futbolowych umiejętności zawodników zapewnił nam niesamowite wrażenia.

 

 

 

W jak walencki język – oficjalnymi językami obowiązującymi w Walencji są hiszpański (kastylijski) oraz walencki. Teksty oficjalne i nazwy własne zapisywane są w tych dwóch językach, jak np. w przypadku nazw ulic. Co ciekawe język walencki to używane w Walenckiej Wspólnocie określenie języka katalońskiego, lingwiści natomiast wyodrębniają z niego dialekt walencki i to właśnie on, poprzez odrębne reguły w wymowie, przysparzał nam sporych trudności, szczególnie w miejscu praktyki jednej z nas, gdzie pracowali rodowici walencjanie używający swojej historycznej odmiany języka.

Z jak zajęcia praktyczne – intensywne, kilkugodzinne zajęcia w gastronomicznej szkole Altaviana podczas pierwszych dwóch tygodni naszego pobytu w Walencji na długo pozostaną w naszej pamięci. Pierwszy kontakt z hiszpańską kuchnią, charyzmatyczny prowadzący Fernando Ferrero, dogodne warunki do zgłębiania tajemnic hiszpańskich przysmaków, a także wspaniała atmosfera podczas zajęć – to wszystko ułatwiło nam łagodne przejście o krok dalej, czyli rozpoczęcie praktyk w restauracjach nieprzypadkowych, bo specjalnie dobranych do naszych możliwości i umiejętności.

 

 

 

10 MIEJSC WARTYCH (S)KOSZTOWANIA

W trakcie dwumiesięcznego pobytu w Walencji odwiedziliśmy całe mnóstwo knajp, barów i restauracji, jednak postanowiliśmy podzielić się z Wami tymi dziesięcioma najbardziej zasługującymi na uwagę. Przy wyborze kierowałyśmy się przede wszystkim smakiem oraz atmosferą w lokalu. Jak wiadomo nasze fundusze były ograniczone, więc i cena odgrywała dużą rolę. Nie jest tajemnicą, że nie tylko nauką człowiek żyje, więc zapraszamy na wycieczkę po naszej kulinarnej mapie Walencji (oczywiście po wewnętrznej cenzurze – te najbardziej kontrowersyjne miejsca pozwoliłyśmy sobie ominąć).

1. TANTO MONTA (Carrer del Poeta Artola, 19, 46021 Valencia)

Z  tym miejscem mieliśmy trudności od początku. Jednak ciągły brak miejsc był dla nas zachęcający. Motywem przewodnim lokalu są kanapki z różnymi dodatkami, zarówno mięsożerca jak i wegetarianin znajdzie coś pysznego dla siebie. Kolejnym z plusów jest charyzmatyczny kelner Sylwester, który nawet po ciężkim dniu pracy potrafił poprawić nam nastroje, krzycząc z drugiej strony ulicy „¡Hola bonita!¿ Que tal?”

 

 

2. 101 MONTADITOS (sieciówka)

Sieciówka znana w całej Hiszpanii proponująca nam, jak sama nazwa wskazuje 100 różnych rodzajów kanapeczek. W środy i w piątki możemy spróbować je za jedyne 1 euro każda. Warte polecenia jest w tym miejscu również Tinto de Verano idealnie gaszące pragnienie w upalne dni. W wybranych lokalach możemy także skorzystać z oferty śniadaniowej za 2 euro.

 

 

3. BODEGA FILA EL LABRADOR (Carrer del Dr. Manuel Candela, 58, 46021 Valencia)

Wiszące przy barze jamon serano, półki uginające się od win, lokalne sery a to wszystko wśród tutejszych mieszkańców – taki własnie klimat panuje w tym miejscu. Choć w godzinach wieczornych trudno tu o wolny stolik, naprawdę warto jest je odwiedzić i spróbować lokalnych specjałów.

 

 

4. EL COLMADITO (Carrer de Ramon Llull, 7, 46021 Valencia)

Kubełkowy raj dla piwoszów. Możemy napić się tu sześciu buteleczek zimnego piwka za jedyne 4 euro. Knajpa oferuje nam także smaczne śniadania za około 2 euro, różnego rodzaju przekąski oraz z racji dużej przestrzeni w środku jest idealnym miejscem na oglądanie sportowych transmisji.

 

 

5. VIVA NAPOLI (Carrer de la Reina, 60, 46011 Valencia)

Jak wiadomo każdy z nas czasami ma ochotę na pizzę, dobrą pizzę. Idąc tym tropem, postanowiłyśmy sprawdzić wychwalaną przez mieszkańców pizzerię Viva Napoli. Zaraz po przekroczeniu progu poczułyśmy zapach wypieków z pieca opalanego drewnem oraz rodzinną atmosferę. Nie zastanawiając się długo, wybrałyśmy klasyk – margharitę i był to strzał w dziesiątkę.

 

 

6. URBAN CANALLA BISTRO (Carrer del Mestre Josep Serrano, 5, 46005 Valencia)

Podczas Palo Market Festu mieliśmy okazję spróbować słynnych burgerów z Canalla Bistro, której właścicielem jest znany w całej Walencji Ricard Camarena. Jedną z propozycji było zaskakujące połączenie wołowiny, majonezu i kimchi, które sprawiło, że burger wart był swojej ceny.

 

 

7. L’ORXATERIA DEL MERCAT CENTRAL (Plaça de la Ciutat de Bruges, s/n, 46001 Valencia)

Najlepsze churros jakie mieliśmy okazję spróbować w samym sercu Walencji! Zaraz przy głównym wejściu do Mercado Central możemy skosztować słodkości typowych dla Walencji, jak również napić się uwielbianej przez Hiszpanów orchaty. Mamy tu do wyboru wiele różnych zestawów w korzystnych cenach.

 

 

8. BASTARD COFFEE & KITCHEN (C/Leandro de Saralegui, nº 1, bajo izda., 46021 Valencia)

Jeśli szukasz dobrej kawy, szerokiej oferty śniadaniowej, to dobrze trafiłeś! Spotkania ze znajomymi, śmiech, świetna obsługa mówiąca po angielska… Doskonała kawiarnia do napisania nowego posta na bloga.

 

 

9. BOCADOS CAFE (Calle Jorge Juan, s/n. Mercado de Colón, 46004, Valencia)

Warto odwiedzić to miejsce nie tylko ze względu na najpyszniejsze croissanty w mieście, ale też na lokalizację, w której się znajduje. Mercado Colon – dawna hala targowa przerobiona na kompleks restauracyjny łączy w sobie tradycję z nowoczesnością.

 

 

10. LA FABRICA DE HIELO (Carrer de Pavia, 37, 46011 Valencia)

Absolutny must have na imprezowej mapie Walencji. W każdy weekend miejsce to oferuje nam różnego rodzaju eventy, a jeżeli chodzi o klimat miejsca jest połączeniem krakowskich Dolnych Młynów i Teatro Cubano. Z zewnątrz wygląda jak stary magazyn, jednak wnętrze na pewno Was zachwyci.

Rastauracja Ricard Camareno

 

Cześć wszystkim! Dzięki udziałowi w projekcie „Gotuj po hiszpańsku II” udało mi się odbyć staż z bardzo utalentowanym szefem kuchni! W Walencji Ricard Camareno, a mianowicie w jego tytułowej restauracji „Ricard Camarena Restaurante”, który w 2012 roku otrzymał gwiazdkę Michelin.

Krótka biografia

Urodzony w 1974 r. W Barx, mieście położonym w głębi prowincji Walencji. Pierwszą pasją Ricarda Camareny była muzyka. W dzieciństwie najczęściej były gotowane tradycyjne dania na bazie ryżu i takich potraw miał okazje kosztować. W wieku 26 lat postanowił odwrócić swoje życie – rozpoczął naukę gotowania pod wpływem swojej żony, Mª Carmen Bañuls.

Ale najpierw, aby sprawdzić czy naprawdę potrafi gotować na profesjonalnym poziomie, zrobił swoje pierwsze praktyki w restauracji Ca Sento. Po czym poprosił o pożyczkę i zapisał się do Szkoły Gastronomii i Turystyki w Walencji, gdzie zakochał się w tym zawodzie.

W 2001 r. Ricard Camarena pod koniec studiów wynajął restaurację basenów Barx, aby w zasadzie skupić się na tapas i popularnych potrawach. To było miejsce z dużym tarasem. Latem serwował około 150 dań, ale w zimie ilość została zredukowana do 25. Wówczas zaczął pracować nad bardziej kreatywną propozycją, która pozwoliłaby mu odnieść wyższe zarobki, aby przeżyć. Restauracja zaczęła przyciągać ludzi spoza swojego małego miasteczka, a kuchnia Camareny w ewolucji potrzebowała lepiej wyposażonego obiektu.

Z miłości do gotowania

Z tego powodu w 2004 roku przeniósł się do Gandía i 1 października został przyjęty do restauracji Arrop. Dwa lata później, po stopniowym uznaniu jego jakości gastronomicznej i sposobu gotowania, Arrop jest nagradzany jako najlepsze odkrycie na kongresie gastronomicznym Madrid Fusión. Ricard Camarena otrzymuje tytuł najlepszego szefa kuchni Walenckiej Akademii Gastronomii w 2007 roku . W tym samym roku „Arrop” otrzymuje gwiazdkę Michelin, a Camarena otwiera swoją kameralną restaurację „FUDD” w Walencji, w oparciu o kuchnię Arropa.

Dwa lata później, w 2009 roku, potrzeby rozwojowe Camarena skłoniły właściciela restauracji „Arrop” do zmiany lokalizacji, mianowicie do Walencji. Był to zabytkowy pałac z XVI wieku, w którym mieści się hotel Marqués de Caro. I w tym czasie Ricard Camareno został współwłaścicielem restauracji. Pod nazwą Arrop Ricard Camarena restauracja ponownie otrzymuje gwiazdkę Michelin w 2010 roku, a w 2011 roku ma już trzy stopnie w przewodniku.

Później Ricard Camarena postanowił zmienić lokalizację do galerii sztuki Bombas Gens. Tam tworzy wyjątkowe menu, które obejmuje tradycyjne jedzenie valenciennes, ale gotowane z odrobiną awangardowej kuchni. Warto zauważyć, że kulinarne eksperymenty kucharza, Ricard Camarena, doceniają stali klienci, którzy lubią przychodzić do restauracji aby znaleźć się  „pod opieką” Ricarda Camarena. Aby poczuć znajomy smak tradycyjnych potraw Walencji. Dania, które zostały oznaczone gwiazdką Michelin są najwyższej klasy i górują w menu restauracji „Ricard Camarena”. Są odzwierciedleniem najlepszej i nowoczesnej kuchni basenu Morza Śródziemnego, oto one: kwiaty cukinii nadziewane mięsem z norweskiego homara, policzki dorsza z białych szparagów w sosie holenderskim i innych potraw dla najbardziej wyrafinowanych odbiorców.

Mogę powiedzieć, że byłem bardzo optymistycznie nastawiony gdy dowiedziałem się, że będę miał praktyki właśnie w tej restauracji, ponieważ już w Polsce zastanawiałem się w jaki sposób dotrzeć do „Ricarda Camareny”. I udało się! Spełniło się moje życzenie 🙂

Mogę powiedzieć, że pracują tam bardzo otwarci, życzliwi, pogodni ludzie. Nauczyłem się tam wielu rzeczy. Mianowicie nauczyłem się wielu gatunków ryb. Nauczyłem się gotować około 20 różnych bulionów i wiele więcej. Polecam to miejsce wszystkim, którzy naprawdę pasjonują się kuchnią i chcą poświęcić się dla tej pięknej sprawy…

 

 

 

COLONIALES HUERTA

Każdy z uczestników projektu wykorzystał pobyt tutaj w inny sposób w zależności od wyznaczonych sobie priorytetów oraz celów. Dla jednych najważniejsze było podniesienie swoich umiejętności w dziedzinie gastronomii. Dla innych poznanie języka oraz kultury hiszpańskiej, ale także pojawiły się osoby szukające nowego sposobu na życie. Dla nich wyjazd był podróżą w nieznane.

Coloniales Huerta

Coloniales Huerta – restauracja w której miałam przyjemność odbywać praktyki, znajdująca się w spokojnej uliczce w centrum miasta – jest miejscem idealnym dla wszystkich, którzy chcą zacząć swoją przygodę z gastronomią.

Zaraz po przekroczeniu jej progu czujemy klimat dawnej Walencji. Od 2006 roku restauracja należy do grupy La Sucursal, jednak już od 1916 roku znajduje się na gastronomicznej mapie Walencji. To za sprawą delikatesów uruchomionych wówczas na terenie obecnej restauracji. Założone przez Tomasa Huertę odpowiadały na potrzeby okolicznych mieszkańców, stając się obowiązkowym punktem codziennych zakupów.

Wróćmy jednak do samej restauracji. Już pierwszy rzut oka na kartę menu pozwala zauważyć, że Coloniales Huerta proponuje zarówno dania tradycyjne, typowe dla hiszpańskiej kuchni, jak i te czerpiące z nowoczesnych wzorców. Także i samo wnętrze restauracji stanowi mieszankę tradycji i nowoczesności. Już wejście główne miło nas zaskakuje. Widnieje bowiem nad nim oryginalne azulejos z nazwiskiem założyciela. Podobne przykłady ceramicznej sztuki odnajdziemy w środku, gdzie pod sufitem widnieją bardzo dobrze utrzymane kolorowe mozaiki. Tutaj z każdego kąta wyziera historia, jak choćby w przypadku oryginalnych stołów pochodzących z początku lat dwudziestych dwudziestego wieku stanowiących obecnie wystrój lokalu, a pierwotnie służących do oprawiania mięsa.

Ogromną rolę w tym miejscu odgrywa atmosfera pomiędzy pracownikami. Wspólne posiłki, przyjacielskie rozmowy podczas pracy, wyjazdy integracyjne – to czyni z Coloniales miejsce wyjątkowe.

Praktyka w takim właśnie miejscu – o dużej wartości historycznej, z pielęgnowanymi tradycjami, szacunkiem do przeszłości sprawiła, że poznałam nie tylko hiszpańską kuchnię, ale również zgłębiłam walencką kulturę i obyczaje.

Miałam okazję poznać tutaj cudownych ludzi, w każdym momencie służących pomocą i radą, którzy tym samym byli dla mnie najlepszymi nauczycielami języka hiszpańskiego. Alba, Barbara, Carlos, Hugo, Irene, Iris, Majo besos y abrazos a vuestros! Hasta luego!

Piękne miejsce Walencji – Biopark

Immersive Biopark

Na początku chciałbym wszystkich pozdrowić. A dzisiaj opowiem wam o cudownym miejscu Walencji – Bioparku, które należy odwiedzić. W 2008 r. Walencja (Hiszpania) otworzyła biopark, który dziś nosi nazwę „Biopark Valencia”. Zoo o jakim mowa to niezwykły przedstawiciel liczby ogrodów zoologicznych. To miejsce, w języku angielskim zwane „zoo immersyjne”, tzn. wciągające. Nazwa bierze się stąd, że  w bioparku zwierzęta nie są umieszczone w komórkach, lecz mają wiele przestrzeni dla siebie. Taka jest różnica między „Biopark Valencia”. Tutaj wszystko jest tak ułożone, iż człowiek ma wrażenie, że jest ze zwierzętami w niemal dzikim środowisku! Pomiędzy ludźmi i zwierzętami nie ma szyby oddzielającej ani bariery, zamiast tego są stawy, rośliny i skały, więc odwiedzający wydają się być zanurzeni w środowisku zwierząt. W bioparku wszystko odbywa się w taki sposób, aby warunki życia zwierząt były jak najbardziej zbliżone do tych, w których żyją na wolności. Zwierzęta, które zazwyczaj mieszkają w tym samym obszarze, umieszczone są obok siebie, a niektóre, takie jak lemury, są wolne do spełnienia by „mówić” do ludzi, bez żadnych barier.

 

 

Panujące zasady podczas zwiedzania

Jednak należy pamiętać, że w Bioparku istnieją przepisy, które nie mogą być naruszone:

zwierzęta nie powinny być dotykane i karmione, nie wolno krzyczeć i robić zdjęć z Flashem by ich nie przestraszyć.

Flora i fauna sawanny, dżungli, kontynentu afrykańskiego i subtropików są reprezentowane w Bioparku Walencji.

3 strefy Bioparku

Obszar zoo jest podzielony na 3 strefy: Savannah, Afryka równikowa i Madagaskar. Koniecznie je opiszę, aby podkreślić atrakcyjność miejsca.

Na terenie afrykańskiej sawanny duże zwierzęta roślinożerne, takie jak żyrafy, zebry i antylopy, pasą się spokojnie wśród roślin. Białe nosorożce żyją w oddzielnym miejscu, w pobliżu rzeki. Odwiedzający mają okazję zobaczyć podziemne życie Afryki, a mianowicie termity, rojące się w ich termitach. Górska część sawanny jest „zasłonięta” ze względu na groźne zwierzęta. Lwy często spoczywają na szczytach skał, gdzie teren jest dobrze widoczny. Damanes i pasiasta mangusta to zwierzęta żyjące w pobliżu króla zwierząt. Teren przeznaczony dla egzotycznych ptaków nie jest daleko, z niego widać wyraźnie skaliste szczyty, na których spoczywają lwy.

Kolejną atrakcją, której nie można zignorować, jest „Las Baobab”, choć baobaby w bioparku nie są całkiem realne.

W strefie równikowej Afryki widać naczelnych (goryle), antylopy Sitatunga i karłowate hipopotamy, jak również stada bawołów i czerwonych bongo. W tej części Biopark został odtworzony fragment jaskini Kitum, naturalny analog powstały w wyniku drążenia skał solnych przez stado słoni.

Strefa Madagaskaru jest zamieszkała przez zwierzęta występujące na tej wyspie. Jest aż 7 gatunków lemurów! Przy okazji, naokoło Madagaskaru jest duża liczba endemitów czyli zwierzęta, które żyją tylko na wyspie i nigdzie indziej na świecie, 80%. Dlaczego? Wyspa została odizolowana od Afryki 160 milionów lat temu.

Aktualne ceny biletów: dla dorosłych – 23,80 €, dla dzieci (4-12 lat) – 18,00 €, dla emerytów – 17,50 €.

Port Saplaya, czyli „Mała Wenecja”

Chcąc czerpać jak najwięcej z pobytu w Walencji, postanowiliśmy pewnego popołudnia odwiedzić port Saplaya w północnej części Walencji. Jest to dzielnica mieszkalna znajdująca się w wiosce Alboraya, oddalona 5 kilometrów od centrum Walencji. Jest to idealne miejsce, żeby cieszyć się latem, plażą, szumem morza, popijając horxatę. Pewnie wyobrażacie sobie zwykłą nadmorską miejscowość, jednak to widok miasteczka i małego portu znajdującego się sercu Saplaya zapiera dech w piersiach. Dookoła otacza nas cała feeria barw urokliwych domków. Kolorowe domy powstały w latach 70. , zostały zbudowane wzdłuż kanału, gdzie zacumowane są łódki i jachty. Ze względu na zabudowę oraz sieć kanałów nazwano to miejsce „Małą Wenecją”.

Jeśli chcecie odpocząć nieco od miejskiego zgiełku, polecam zgubić się w korytarza uliczek, w których panuje błoga cisza. Następnie znaleźć wzdłuż promenady jedna z horchaterii, z których słynie Alboraya. Ponadto w sezonie letnim możemy trafić na mały rynek wypełniony straganami lub kino letnie, co jest kolejnymi zaletami, dla których warto odwiedzić to wyjątkowe miejsce.

Jak dojechać do portu Saplaya?

Aby dostać się do tego malowniczego miejsca, polecam pojechać autobusem miejskim numer 31, wzdłuż plaży, aż do ostatniego przystanku jakim jest Mare Nostrum – la Patacona. Dalej czeka nas krótki spacer i za 15 minut jesteśmy na miejscu. Port połączony jest także z linią autobusową z Alboraya.   Można się tam dostać linią metra nr 3, a następnie skorzystać z linii autobusu nr 70.

„Owoce” Walencji

Wolny dzień, to czas na poznanie miejsca, w którym jesteśmy. Nauczyciel Jaume zabrał nas więc na tradycyjną horchatę, orxatę, czy jakoś tak… w zależności od regionu ten tradycyjny napój pisany jest w różny sposób, jednak receptura jest podobna, a nazwa owego napoju to „ORCZATA”.

Orxatę w tradycyjny sposób przygotowuje się z migdałów ziemnych Chufa, czyli cibory jadalnej, potocznie nazywaną orzechami tygrysimi. Smak tych owoców przypomina w pewnych stopniu zwyczajne migdały, jednak wyczuwalna jest nuta bardziej kokosowa. Orzechy są cennym źródłem błonnika i witamin z grupy C i E. Więc jeśli dbasz o zdrowe odżywianie i nie znałeś tej rośliny do tej pory, powinieneś się nią zainteresować i dodać ją do swojej diety.

Przepis na „Orxatę”

Przepis na orxatę jest prosty, a Hiszpanie piją ją na co dzień w upalne dni, ponieważ doskonale gasi pragnienie. Wystarczy tylko wypłukać orzechy, wysuszyć je, drobno zmielić, lub utrzeć w moździerzu, zalać wodą, dodać cukier tak by rozpuścił się w przygotowanym płynie. Całość przecedzić na drobnym metalowym sitku wyłożonym płótnem. Otrzymany koktajl dobrze schłodzić, a w zależności od stopnia schłodzenia, możemy dodać pokruszony lód.

W czasie naszej wycieczki do najpopularniejszej i uznanej przez wielu za najlepszą kawiarnię podającej orxatę, czyli horchaternię „Daniel”, http://www.horchateria-daniel.es/. Spróbowaliśmy tego specjału i muszę przyznać, że smakuje wyśmienicie! Wielu z nas uznało, że smakiem przypomina ona sok marchewkowy, ale jak się okazuje nie ma to nic wspólnego z marchwią. Nieodłączonym dodatkiem do horchaty są, słodkie paluchy drożdżowe oblane lukrem zwane „Fartons”. Tradycyjnie zanurza się je w szklance z napojem i lekko namoczone, po prostu je! Smakołyk ten jest popularny zwłaszcza wśród staruszków, którzy stanowią większość społeczeństwa w Walencji.

Bogactwo hiszpańskich plonów

Następnie w miejscowości Alboraya, obejrzeliśmy co uprawia się na okolicznych polach. Osobiście zazdroszczę tego, że Hiszpanie mają możliwość zbierania plonów przez cały rok i pozyskiwania świeżych warzyw i owoców. Nie jest niespodzianką to, że sadzi się tu ziemniaki, których mieszkańcy Walencji używają na potęgę, ponieważ na ich bazie przygotowuje się potrawy. Zaczynając od śniadań na kolacji kończąc. Cebule, grochy i fasole, pomidory, paprykę, warzywa korzeniowe, marchew, pietruszkę, seler. Niespodzianką na polskim polu byłyby na pewno karczochy, które mam wrażenie, na tutejszych polach rosną dosłownie wszędzie. Dużą atrakcją są też nietoperze, które rosną na drzewach oliwnych, awokado i jak wiadomo owoce cytrusowe. Pomarańcze rosnące na ulicach, których nikt nie zrywa, bo każdy wie że może się to skończyć fatalnie. A w najlepszym przypadku zatruciem pokarmowym. Plantacje wspomnianych już wcześniej pomarańczy, mandarynek, cytryn i limonek ciągną się kilometrami. Gdzieniegdzie można spotkać rosnące ananasy, banany czy palmy kokosowe.

Wszystko to sprawia że Walencja jest samowystarczalna pod wieloma względami. Dostęp do morza i pozyskiwanie z niego wszystkich dóbr, które ono daje opiszę wkrótce!

HASTA LUEGO!

 

 

Praktyki w restauracjach

Po kilku dniach przygotowań i długim weekendzie przyszedł czas na prace. Każdy z grupy został przydzielony indywidualnie do restauracji, tak aby spełnić oczekiwania dotyczące typów kuchni. Restauracja do której zostałem przydzielony nazywa się „VIVA Mascaraque”, zlokalizowana przy Ulicy Santo Tomás, 18. Jest to klasyczna hiszpańska kuchnia z dodatkiem nowoczesności, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. W pierwszy dzień praktyk, poznałem pracowników restauracji. Byli to mili ludzie z bardzo dobrym nastawieniem i potrafiący bardzo dobrze gotować. Po zapoznaniu się z z kuchnią i osobami pracującymi na niej, wzięliśmy się do pracy. Miłym zaskoczeniem było to, że w godzinach obiadowych wszyscy zasiadają do jednego stołu i spożywają wspólnie posiłek. Jest to czas gdzie można porozmawiać i dowiedzieć się nieco o kulturze i kuchni hiszpańskiej.

ZmysłOwa Walencja

Zazwyczaj wybierając się w nowe, nieznane nam miejsce,sięgamy po przewodniki i mapy, by odpowiednio przygotować się do zwiedzania miasta. Zwracamy uwagę na historię powstania miejscowości, czytamy o ważnych postaciach z jej dziejów. Przewodniki odnotowują miejsca warte obejrzenia, bogate są w liczne wskazówki i podpowiedzi. Oczywiście można zdać się na intuicję i pominąć wspomniane wcześniejsze przygotowania, na własną rękę szukając sposobu na swoje własne, indywidualne poznanie nowego miejsca. Mnie Walencja nie pozostawiła wyboru. W kąt odeszły wszelkie przewodniki, wcześniej zasłyszane rady czy instrukcje. Już od pierwszych chwil pobytu tutaj przemówiła do mnie z pełną mocą. Poznaję ją intuicyjnie, wsłuchując się w to, co próbuje mi powiedzieć. Posługuje się przy tym uniwersalnym, międzynarodowym kodem – językiem zmysłów. Nie wymaga on tłumaczenia ani wcześniejszej nauki, bo kod ten jest w każdym z nas.

Tutaj każdy bodziec odczuwa się inaczej. Intensywniej. Pełniej. Tak jak w przypadku unoszącego się w powietrzu aromatu kwiatu pomarańczy. Słodkiego, zdecydowanego, mocno pobudzającego zmysł powonienia. Wiosną krajobraz wzbogacony zostaje o rzędy białych, drobnych kwiatów, które darują mieszkańcom miasta jeden z najpiękniejszych zapachów świata. Dla takich wrażeń zmysłowych warto odwiedzić Walencję właśnie wiosną.

Gdy moje nozdrza zdążyły już oswoić się z niespotkanym wcześniej zapachem, do głosu doszedł, nomen omen, zmysł słuchu. Po pierwszych kilku dniach spędzonych w Walencji zaryzykuję stwierdzenie, że to miasto nigdy nie śpi. Jest pełne radosnych, uśmiechniętych ludzi, z emfazą dzielących się swoimi wrażeniami. Z kawiarnianych ogródków, z parkowych ławek, zewsząd dobiegają perliste śmiechy i spontaniczne wybuchy entuzjazmu. Ta atakująca uszy radość nie jest wystudiowaną, sztuczną pozą, to autentycznie wyrażane zadowolenie ze spotkania z drugim człowiekiem. Zaobserwowałam to choćby w sklepie czy na klatce schodowej, gdzie nieznane mi osoby wesoło witały się zemną, ujawniając swój pozytywny stosunek do otoczenia.

Również i zmysł dotyku działa w tym miejscu na najwyższych obrotach. Spacer boso po pobliskiej plaży nie pozwala receptorom dotyku pozostać obojętnym. Delikatny, sypki piasek leniwie przelewa się pomiędzy palcami, pieszcząc i zarazem masując nasze stopy. To prawdziwa ulga po intensywnym dniu. Matka Natura dla tego rejonu była wyjątkowo hojna!

Nie szczędziła także walencjanom mocnego, wręcz oślepiającego słońca. Wszystko wydaje się tutaj jaśniejsze, barwy są mocniej nasycone. Ta intensywność w odbieraniu wrażeń zmysłowych ma, zdaje się, wpływ na samopoczucie i postawę mieszkańców. Chcąc odwdzięczyć się Naturze, pobraną energię z promieni słonecznych oddają napotkanym na swojej drodze osobom. Ot, cała tajemnica życzliwej postawy tubylców. W dużym uproszczeniu, rzecz jasna. Nieopuszczające mnie wrażenie intensyfikacji recepcji wrażeń wzrokowych znajduje poparcie w przyznanej Walencji w 2014 roku Europejskiej Nagrodzie Pogodowej za najbardziej przyjazny klimat. Statystyki mówią bowiem, że tutaj więcej niż 300 dni w roku jest słonecznych. A jeśli pada to krótko.

Ostatni ze zmysłów – zmysł smaku zostawiłam, a jakże, na deser. Sposób życia mieszkańców Walencji, ich przyzwyczajenia, położenie geograficzne, a nawet podłoże historyczne warunkują tutejszą zróżnicowaną kuchnię. Gwarne spotkania urozmaicane są niekończącymi się porcjami tapas, pragnienie w upalne dni gasi chłodne miejscowe piwo, ryż porastający pobliskie pola znajduje w kuchni szerokie zastosowanie, nieprzebrane bogactwo ryb sprzedawanych wprost z morza – to wszystko czyni Walencję niezwykle apetyczną.

Słońca, wspaniałych widoków, życzliwych ludzi, tutejszych zapachów niestety nie uda mi się przywieźć do Polski, jednak wyjadę stąd z głową pełną pomysłów i receptur, które znajdą zastosowanie w mojej kuchni.

!Hola Valencia!

Miesiąc po przygotowaniach w Krakowie ruszyliśmy w podróż do Walencji. Projekt w którym bierzemy udział, to połączenie przyjemnego i pożytecznego, nauka języka hiszpańskiego, warsztaty kulinarne i staż w restauracjach, którego chyba najbardziej wyczekujemy.

Pierwsze wrażenia z miasta Walencja

Walencja już na samym początku zrobiła na nas ogromne wrażenie. Widoki, budynki które widzieliśmy na pocztówkach, charakterystyczne wąskie uliczki. Komfort tego, że zakwaterowani jesteśmy obok plaży, dało nam możliwość zobaczenia już pierwszego dnia morza śródziemnego. O tej porze, woda jest trochę zimna, ale wszystko rekompensuje słońce, którego nam tak brakowało w Polsce.

Warsztaty kulinarne kuchni hiszpańskiej

Drugiego dnia poznaliśmy Fernando i zaczęliśmy warsztaty. Fernando Ferrero jest szefem kuchni, który gotuje tradycyjne hiszpańskie dania, w większości zdekonstruowane i podane w niecodzienny, bardziej nowatorski sposób. Wszyscy dowiedzieliśmy się wiele na temat lokalnej i narodowej sztuki kulinarnej, a przede wszystkim tego, że w daniach, które serwują mieszkańcy Walencji, za mało soli dla nas, to idealne połączenie dla lokalnych kucharzy, a jeśli myślisz że dolałeś mało oliwy, to niestety nie masz racji, dolej jeszcze trochę!

Pierwszy tydzień, choć jeszcze się nie skończył. możemy uznać za bardzo ciekawy, pracowity i owocny, a z pewnością jest to czas, który spędziliśmy na poznawaniu kuchni, smaków, miejsc, kultury i lokalnej tradycji.

Z niecierpliwością wyczekujemy na pierwszy dzień stażu w restauracjach do których zostaniemy przydzieleni.

 

Paella Valenciana dawniej i dziś

  Pochodzenie Paella ?

7-128_paella_with_rabbit_and_snails_400

Paella jest potrawą hiszpańską wywodzącą się z Walencji występuje w licznych odmianach.

opiera się na ryżu z dodatkiem szafranu, podsmażanym oraz gotowanym na metalowej patelni z dwoma uchwytami. Podawana jako danie główne, najczęściej obiadowe, gdyż jest ona zbyt ciężkostrawna na wieczorny posiłek. Paelle spożywa się bezpośrednio z naczynia w którym ją przygotowano.

Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa „patella” co znaczy metalowe naczynie służące rzymianom do obrzędów religijnych. Początkowo danie spożywane było przez robotników, którzy jadali gotowany ryż podczas przerwy w pracy.

 

 

  Niedzielna tradycja według przepisu świętego 🙂

Paella niedzielna, zgodnie z tradycją, przygotowywana jest tego samego dnia przez mężczyznę. Spożywa się ją wspólnie całą rodziną.

Powinna ona zawierać tylko świeże oraz oryginalne składniki. Jak twierdzą Hiszpanie ,,la paella no es arroz con cosas” (paella to nie jest ryż z innymi rzeczami) dlatego też muszą znaleźć się następujące składniki:

duża, biała fasola podobna do pięknego jasia, pomidory,zielona płaska fasola, mięso z kurczaka oraz królika, sól, oliwa, ryż, woda i szafran, który często zastępuje się colorante ze względów ekonomicznych.

received_1734574863238243

Tradycyjnie używa się tylko wymienionych powyżej składników, natomiast często dodaje się ślimaki, karczochy, paprykę. Nie pogarsza to smaku paelli, lecz narusza święty przepis.

  Restauracja La Maritima

W restauracji La Maritima paelle robi się w odmienny sposób. Gdy wywar z mięsa fasoli białej oraz zielonej jest gotowy, obie fasole wyrzuca się i dodaje nowe tuż przed końcem. Takie działanie ma na celu wzbogacić aromat fasoli w wywarze, a jednocześnie fasole obecne w paelli są pełne smaku oraz nie tracą koloru.

Składniki powinny pochodzić z Walencji. Doskonałym przykładem przestrzegania tejże zasady jest firma Astroc, która w 2006 roku przygotowała tradycyjną paelle w Nowym Jorku dla 20 000 biesiadników. Organizator uznał, że dla zachowania oryginalnego smaku wszystkie produkty powinny pochodzić z Walencjii.

Wówczas przywieziono do Nowego Jorku:

4143 l wody

247 l oliwy

270 kg przecieru pomidorowego

240 kg białej fasoli

1000 kg zielonej płaskiej fasoli

przyprawy

1520 kg ryżu.

jedynym składnikiem, którego nie udało się przewieźć było surowe mięso

 

   Prezentacja potrawy w holu restauracji

received_1752802568082139 received_1752802681415461TOMATE_Expo_Paella_Forum-Small  TAVELLA_Expo_Paella_Forum-Small SAL_Expo_Paella_Forum-Small ROMERO_Expo_Paella_Forum-Small POLLO_Expo_Paella_Forum-Small  PATO_Expo_Paella_Forum-Small JUDIA_Expo_Paella_Forum-Small GARROFO_Expo_Paella_Forum-Small AZAFRAN_Expo_Paella_Forum-Small CARACOLES_Expo_Paella_Forum-Small CONEJO_Expo_Paella_Forum-Small COSTILLAS_Expo_Paella_Forum-Small ARROZ_Expo_Paella_Forum-Small ALCACHOFA_Expo_Paella_Forum-Small AJO_Expo_Paella_Forum-Small AGUA_ACEITE_Expo_Paella_Forum-Small

 

  Ciekawostki

  • Cytryna

Do paelli dodawane są cząstki cytryny. Zasada głosi, że przed wyciśnięciem cytryny na paelle należy poinformować pozostałych jedzących.

  • Przypalony ryż

dobrze przygotowana paella powinna charakteryzować się brązową warstwą, mocno przypieczonego ryżu (nazywa się to „socarraet”- spalony). Nie należy porównywać do przypalonego ryżu. Zeskrobanie socarret do ostatniego ziarna jest punktem honoru.

  • Ciekawostką jest „wikipaella” w której znajdują się przepisy, informacje oraz lista miejsc serwujących paelle.

 

  Największa Paella w historii

W 1992 roku w Walencji stworzono największą paelle, która składała się z:

1000 l oliwyrecord-de-la-paella-gigante-paella-velarte-1024x531

6250 kg kurczaka

2600 kg królika

1000 kg pomidorów

12000 l wody

5 kg papryki słodkiej

1 kg szafranu

Galbis-Record-Guiness

2 kg rozmarynu

150 kg soli

1000 kg karczochów

5000 kg ryżu

400 kg kaczki

1600 kg białej fasoli

2400 kg zielonej fasoli

 

 

 

Nasze wrażenia z Walencji

Wieża zegarowa w Walencji nocą

 

Uroki Walencji

Z pewnością można powiedzieć, że nasze wrażenia z Walencji są bardzo pozytywne. Monumentalne kamienice przy Plaça de l’Ajuntament, urocza starówka, gigantyczna katedra czy park w dawnym korycie rzeki Turii to sztandarowe miejsca, które należy odwiedzić. Warto także udać się do Mercat Central, największej tego typu hali na świecie, nawet jeśli nie zamierzamy nic kupować. Mimo sporej ilości zabytków, Walencja nie jest miastem typowo turystycznym, w przeciwieństwie do Barcelony czy Toledo. My traktujemy to jako plus: ceny nie są wygórowane, nie ma aż takich kolejek, a w komunikacji miejskiej można bezproblemowo usiąść.

 

Hiszpania tętniąca życiem

Hiszpanie i Hiszpanki to specyficzny naród. Głośny, uwielbiający zabawę, spotkania z przyjaciółmi, otwarty na innych. Mimo stereotypów nie są leniwi, a wręcz przeciwnie, pracują dużo i ciężko. I teraz pojawia się pytanie: Jak łączą długie godziny pracy z bogatym życiem towarzyskim? Odpowiedź jest prosta, śpią po sześć-siedem godzin dziennie, a podczas sjesty wychodzą ze znajomymi zjeść wspólny posiłek. Jest to bardzo popularne wśród tutejszych. Knajpy są otwarte od rana do późnych godzin nocnych i, co ciekawe, cały czas są pełne.

Innym, popularnym sposobem na spędzenie wieczoru jest rodzinne wyjście na horchatę (orxata de xufa), czyli na typowy walencki napój wytwarzany z bulw cibory jadalnej, wody i cukru. Napój ten jest serwowany na zimno i doskonale gasi pragnienie w upalne dni, których w Walencji nie brakuje. Do horchaty hiszpanie zazwyczaj zamawiają słodkie bułki – tomet (z czekoladą) i fartons (z lukrem). Razem z naszym nauczycielem hiszpańskiego (Dżewo) mieliśmy okazję odwiedzić jedną z najbardziej popularnych horchaterii w okolicach Walencji – Horchateria Daniel, znajdującą się w miejscowości Alboraya. Przy okazji zwiedziliśmy pobliskie pola, na których uprawia się, między innymi, ciborę jadalną. Wodę do pól doprowadza rozbudowany system irygacyjny rzeki Turii, który zarządzany jest przez Trybunał Wodny w Walencji – najstarszą instytucję wymiaru sprawiedliwości w Europie.

Walencja
Walencja pod lupą 🙂

Co lubimy odwiedzać?

Tak, jak wspomnieliśmy na początku, miejscem wartym odwiedzenia jest Mercat Central. Znajdziemy tu niesamowity wybór produktów. Od owoców morza, przez dziesiątki rodzajów mięs, setki stoisk z warzywami i owocami, a nawet restauracje. Można tu znaleźć prawie wszystko. Sama hala imponuje rozmachem, zdobieniami i bogactwem wnętrza. Nie jest trudno, spędzić tu wiele czasu. Jedyną wadę są godziny otwarcia, hala zamyka się o piętnastej, a w niedziele jest nieczynna. Przy naszym trybie pracy jedyny dzień, kiedy możemy odwiedzić Mercat, jest poniedziałek.

 

Spacerując w Walencji…

Czyli jak wykorzystać wolny czas

Spacerując w Walencji odkryliśmy piękną architekturę, która jest ozdobą miasta… nie w sposób by nie oczarowała. Oto miejsca, które są warte uwagi, zatrzymania się i poznania historii miasta.

Katedra La Seu de Valencia

Symbol Walencji – katedra La Seu de Valencia i Mare de Déu dels Desemparats (Bazylika Matki Boskiej Bezbronnych/Opuszczonych). Jest to jedna z najciekawszych  budowli gotyckich w Walencji, wyróżniająca się piękną architekturą, łącząca wiele wcześniejszych i późniejszych stylów.

katedra2

Ciekawe jest to, że od początku istnienia miasta czyli 138 r p. n. e, zawsze, w tym samym miejscu znajdowała się świątynia. Na początku była to świątynia rzymska poświęcona bogini Dianie lub Jupiterowi. Na ruinach świątyni wybudowano meczet a następnie w 1238 r. położono kamień węgielny pod budowę katedry. Patrząc na katedrę z zewnątrz najbardziej rzuca się w oczy 70- metrowa dzwonnica. Wspinając się na samą górę można podziwiać panoramę Walencji. Z katedrą sąsiaduje barokowa bazylika Mare de Déu dels Desemparats, która stoi na dawnym rzymskim forum. Jest pierwszym kościołem, którego nie zbudowano na fundamentach wcześniejszych świątyń. Do wnętrza katedry prowadzą  wejścia przez trzy portale, Puerta del Palau (najstarsze wejście w stylu romańskim), Puerta de los Apóstoles i Puerta Ferros.

Kaplica św. Kielicha (Capilla del Santo Cáliz)

foto1_capilla-santo-grial-v

Najsłynniejsza z katedralnych kaplic, wykonana w stylu gotyckim. Kaplica przynosi katedrze światową sławę, ponieważ znajduję się w niej Święty Graal, ten sam z którego Chrystus pił wino, podczas ostatniej wieczerzy. Najpopularniejsza legenda o losach Świętego Graala łączy go właśnie z Walencją. Do Hiszpanii kielich miał trafić w III wieku za pośrednictwem św. Wawrzyńca. Do 1399 roku był on strzeżony przez mnichów w różnych klasztorach w Aragonii (n.p. w Monasterio de San Juan de la Peña).
Następnym miejscem jego „pobytu” była kaplica pałacu w Saragossie, skąd miał ostatecznie trafić  do Walencji w 1436 roku za sprawą króla Alfonsa V Aragońskiego. W rzeczywistości było to po prostu gliniane naczynie a badania naukowe potwierdziły, że istnieje duże prawdopodobieństwo zrobienia go w I wieku, w regionie znajdującym się na terytorium Izraela (czyli w czasach i miejscu, w którym żył Jezus. Dziś w katedrze stoi czara z oszlifowanego agatu na alabastrowej podstawie zdobionej kamieniami szlachetnymi.
Sąd Wodny
walencja-sądW każdy czwartek, równo o 12:00 w południe pod Puerta de los Apóstoles odbywa się „sąd wodny”- instytucja powołana przez króla Jaime I w średniowieczu. Ośmiu delegatów reprezentujących osiem kanałów rozprowadzających wodę,  rozstrzyga sprawy związane z nawadnianiem pól i dba o sprawiedliwy podział wody, ponieważ rolnictwo w okolicach Walencji uzależnione jest od doprowadzania wody z kanałów irygacyjnych.
Obrady prowadzone są w języku Walenckim i mają charakter ustny, bez udziału prawników i sporządzania dokumentów procesowych. Wyroki trybunału są nieodwołalne. Trybunał Wodny został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Na Plaza de la Virgen znajduje się też fontanna symbolizująca rzekę Turię i jej osiem kanałów nawadniających.

fontanna3

stare-miasto

To już miesiąc pobytu w Walencji!!

Czas szybko płynie w Walencji

Minął już miesiąc odkąd zaczął się projekt „Gotuj po hiszpańsku” w Hiszpanii. Nawet nie wiem, kiedy to tak szybko zleciało. Czas płynie, a my musimy go wykorzystać jak najlepiej. Choć do tej pory nie wychodziłam za często, ale jak już wyszłam mogłam zobaczyć, jak tu ludzie żyją i jak wygląda miasto 🙂 Dzięki temu, że biorę udział w tym projekcie, mogłam nauczyć się wielu rzeczy i skosztować nowych potraw, m. in. owoców morza, których smaku byłam bardzo ciekawa.

Uczę się dużo

Na praktykach, na które chodzę, poznałam sposób przygotowania paella’i   (typowe danie w Walencji) od podstaw i mogłam sama zacząć je przyrządzać. Miałam okazje zobaczyć jak się przygotowuje i smaży kalmary (nawet mi smakowały).

Chociaż początki nie były łatwe ze względu na tęsknotę za rodziną i przyjaciółmi, to mogłam poznać nowych ludzi i nawiązać kontakty, z czego się bardzo cieszę.

 

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków