Ładowanie strony…

Marzenia się spełniają z kuchnią hiszpańską, czyli praktyki w restauracji z gwiazdką Michelin

Madryt – stolica Hiszpanii, a także stolica najważniejszych wydarzeń związanych z kuchnią hiszpańską.

20170503_164731

Trafiając na projekt „Gotuj po hiszpańsku” nie spodziewałem się, że moje marzenia związane z gastronomią mogą się spełnić. „EL POBLET” czyli jedna z trzech gwiazdkowych restauracji w Walencji okazała się być miejscem moich praktyk.

20170411_122149
Kuchnia robi ogromne wrażenie, obsługuje dwie restauracje, jedna z nich to „Vuelve Carolina” posiadająca oznaczenie „widelców” Michelin, a druga to wspomniane powyżej „EL POBLET„. Brzmi chaotycznie, jednak obie kuchnie – ciepła i zimna, są świetnie zorganizowane. Dania serwowane tam trzymają najwyższy poziomie, z którym w Polsce do tej pory się nie spotkałem.

130489_7922.gl

W dniach 2-4 maja w Madrycie odbyła się kolacja, gdzie mogliśmy pochwalić się daniami naszej kuchni. Jako jedyny z praktykantów dostałem propozycję wyjazdu i reprezentowania „EL POBLET” na tym wydarzeniu.

20170502_184503

Do stolicy Hiszpanii udaliśmy się w 14 osób (7 kucharzy i 7 osób obsługujących gości). Na miejsce dotarliśmy dopiero późnym wieczorem zatem przygotowania zaczęły się rankiem następnego dnia. Na start, zaczęliśmy od marynowania ryb, porcjowaniu produktów, np: kulki z makaronu ryżowego. Następnie nastąpiła ogólna organizacja i przygotowania do wieczoru.

20170503_102853  20170503_104311  20170503_123705

W przerwie mogliśmy podziwiać uroki Madrytu. Oczywiście nie obyło się bez tak zwanego „Pit-stopu” co pozwoliło uzupełnić nam brakujące płyny.

20170503_134929

Kolacja w Bolsa de Madrid, czyli w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Madrycie

Jest głównym rynkiem giełdowym w Hiszpanii.

20170503_165012

Po raz pierwszy miejsce kolacji zobaczyliśmy około godziny 16, ponieważ przygotowania do niej trwały w innym miejscu.

20170503_164931 20170503_165343 20170503_165409 20170503_200300

20170503_165611

 

Na początku spotkaliśmy się z właścicielem restauracji Quique Dacosta, który ma na swoim koncie 4 gwiazdek Michelin. Quique Dacosta zarysował nam ogólny plan wieczoru, po czym chef kuchni przydzielił nam stanowiska i wyznaczył zadania.

20170503_170532

Wydawka rozpoczęła się o godzinie 21. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Mieliśmy do obsłużenia około 200 gości, w związku z czym na spokojnie zaczęliśmy przygotowywać aperitif i przystawki.

20170503_205304  20170503_215831

Po chwili przerwy zabraliśmy się za danie główne.

20170503_180445

20170503_224226

Mocno zdziwił mnie fakt, że na miejscu dysponowaliśmy czymś w rodzaju „podgrzewanej szafy”. Mimo braku pełnego wyposażenia dania wyszły perfekcyjnie.

Nie mieliśmy chwili wytchnienia- czas na deser! Jak przy każdym daniu, cała załoga ręce na pokład i do roboty.

20170503_232525

20170503_235401

Po wydaniu kolacji, właściciel podziękował nam za dobrze wykonana pracę. Powiedział, że wszystko wyszło zgodnie z jego oczekiwaniami.

20170504_003914

Po posprzątaniu zasłużyliśmy na odpoczynek. Wspólnie w polowych warunkach zjedliśmy posiłek, a następnie udaliśmy się podziwiać piękno Madrytu.

20170504_014847 20170504_014850 20170504_015352 20170504_011044

IMG_8361

Hiszpańska życzliwość

Czas w Hiszpanii płynie inaczej

Pierwsze, co przychodziło mi na myśl o Hiszpanii to słońce, fiesta i siesta, no i kuchnia hiszpańska. Fakt, dzięki klimatowi na pewno jest łatwiej odczuć radość życia, podsycać ją doskonałej jakości lokalną kuchnią oraz wyśmienitym winem. Wstaje się później, kładzie się później, a słynna hiszpańska natura to nie mit. Afirmacja życia przez Hiszpanów przejawia się praktycznie w każdej dziedzinie, dla mnie najbardziej zauważalna jest jednak szeroko pojęta życzliwość.

Kiedy pierwszy raz postanowiłam skorzystać z autobusu w Walencji, miałam problem ze znalezieniem właściwego przystanku i postanowiłam spytać o drogę napotkaną kobietę. Nie tylko powiedziała mi, gdzie mam wsiąść, ale powiedziała też gdzie wysiąść i dodatkowo wdała się ze mną w pogawędkę o moim pobycie. I tacy właśnie są Hiszpanie – przynajmniej ci, na których trafiam – skorzy do pomocy i otwarci na drugiego człowieka. Już nie dziwi mnie, że wsiadając do autobusu pasażer wita się z kierowcą, a ekspedientki w sklepie zwracają się do klientów per cariño (kochany) czy guapa (piękna).

To te drobne, z pozoru mało istotne słowa i gesty sprawiają, że ten naród jest tak ujmujący.

Dostosowanie przestrzeni Walencji do każdego jej użytkownika

Hiszpańska życzliwość to także dostosowanie przestrzeni publicznej do każdego jej użytkownika. W centrum Walencji jest ogromny park, będący mekką dla ludzi różnego pokroju. Sportowcy znajdą tu siłownie na świeżym powietrzu, dzieci place zabaw, a wszyscy inni zielony teren do spacerów i spotkań z przyjaciółmi. Ciekawostką jest fakt, że Jardin del Turia to wynik dialogu społecznego. Gdy w latach 60. ubiegłego stulecia zmieniono bieg rzeki Turii, pozostałość po korycie miała być zagospodarowana jako arteria komunikacyjna, postanowiono jednak spytać o zdanie mieszkańców. Ci wyrazili chęć, by w centrum miasta było więcej terenów zielonych. Tak powstał ten będący ewenementem na skalę światową park.

 

Walencja ma rozbudowaną sieć ścieżek rowerowych

Na uwagę zasługuje również fakt, że rozbudowana sieć ścieżek rowerowych pozwala na komfortowe poruszanie się po mieście bez konieczności korzystania z jezdni czy chodnika.

Carril-bici-en-Valencia

Życzliwość dla osób niepełnosprawnych

Gdy mowa o udogodnieniach dla mieszkańców, nie sposób nie wspomnieć również o rozwiązaniach umożliwiających ludziom niepełnosprawnym jak największą samodzielność. Nie spotkałam jeszcze w Walencji chodnika, który przy przejściu dla pieszych nie byłby obniżony do poziomu jezdni, a także wyposażony w płyty ostrzegające dla osób niewidomych. Bardzo często na ulicy widuje się kogoś czy to z białą laską czy na wózku inwalidzkim bez asysty, gdyż wyżej wspomniane udogodnienia (a także inne, takie jak podjazdy dla wózków w autobusach czy rampy przy schodach) pozwalają na komfortowe poruszanie się po mieście.

wielkanoc-walencja

Wielkanoc po hiszpańsku

Latające talerze, fajerwerki do rana, kolorowe procesje…

To nie opis karnawału w Rio, tylko świąt wielkanocnych w Walencji. Ale od początku.

wielkanoc-walencja

Gdy poznaliśmy termin naszego wylotu do Hiszpanii, stało się jasne, że święta spędzimy nie w rodzinnym gronie, ale w towarzystwie osób, obok których parę tygodni wcześniej na ulicy przeszlibyśmy obojętnie.
Przed naszym wylotem na lekcjach hiszpańskiego Maylen znalazła czas, żeby nam opowiedzieć, czym różnią się święta tutaj od tych, które tak dobrze znamy. Myślę, że tak naprawdę żaden z nas nie wyobrażał sobie, że tak ważne dla wielu osób dni mogą obyć się bez święconki, króliczków wielkanocnych, czy sałatki jarzynowej.

Co jak co, ale sałatka musi być!

W niedzielny poranek zasiedliśmy więc wspólnie do stołu przy chorizo, hiszpańskich serach, ale też oczywiście jajkach na twardo z majonezem i sałatką jarzynową 🙂 Potem wspólnie spędziliśmy resztę dnia na plaży, skąd obserwowaliśmy, jak bardzo różnimy się od Hiszpanów w podejściu do niektórych spraw.

Kolorowe procesje w Walencji

To, co nam się jako pierwsze rzuciło w oczy, to olbrzymie i kolorowe procesje ciągnące się ulicami miasta. Ludzie poprzebierani w stroje, które jednoznacznie skojarzyły nam się z… ku klux klanem nieśli różnego rodzaju platformy, na których przedstawione były sceny z drogi krzyżowej.
Licznie zgromadzeni ludzie mogli słuchać muzyki na żywo granej przez orkiestry uczestniczące w procesjach.

Fiesta na Wielkanoc

W nocy z soboty na niedzielę uczestniczyliśmy w wielkiej fieście z okazji świąt Wielkiej Nocy. Fajerwerki strzelały dosłownie wszędzie, pod nogami, nad naszymi głowami. Uzupełniały to trzaskające talerze. Hiszpanie mają zwyczaj wyrzucać swoją zastawę przez okna 🙂 Nie zabrakło polskich akcentów – oprócz latających talerzy trzeba było uważać, żeby nie dać się zmoczyć, cóż w Walencji Śmigus Dyngus przyszedł dwa dni wcześniej 🙂

18209739_1407040445985519_341510038_o

Mestalla „od kuchni” – czyli futbol po hiszpańsku :)

Pięć dni pracować masz‚ mówi Biblia. Dzień siódmy jest dla Pana‚ Boga Twego. A szósty na futbol

powiedział kiedyś angielski pisarz Anthony Burgess. No i rzeczywiście, pracujemy 4 dni, jeden poświęcamy na naukę w szkole. Do kościoła nie chodzę. A przede wszystkim nie wyobrażam sobie mojego życia bez piłki nożnej. Po ‘przymusowej’ rozłące z Wisłą nie miałem wyboru – trzeba odwiedzić Estadio Mestalla – Stadion Mestalla, mekkę tutejszych kibiców.

18175888_1407043065985257_1645263013_o

Valencia vs. Celta Vigo

Pierwszy mecz, na jakim byliśmy, było to spotkanie Valencii z Celtą Vigo. Bilety można kupić w dwóch miejscach: w centrum na Placa de l’Ajuntament w oficjalnym sklepie Valencia, który robi ogromne wrażenie i oczywiście na stadionie Mestalla. Cena jest bardzo przyzwoita: 10 euro za La Lige 🙂 Panie w sklepie bardzo pomocne i co ważne, mówią po angielsku. I oto nadszedł upragniony czas, dzień meczu. Stadion jest przy stacji metra Aragon. Po drodze mijamy cervezzerie, gdzie nie wypadało nam nie wstąpić na jedno małe piwko. Zaczyna zbierać się coraz więcej ludzi.

18175274_1407042195985344_2023334821_o

Wejście na stadion

Na stadion wchodzimy bez problemu, o ile wejście 60 metrów do góry nie jest dla kogoś wyzwaniem 🙂

18160166_1405974709425426_709929283_o

Valencia vs. Real Sociedad

Robi ogromne wrażenie, kolos na jakim jeszcze nie byłem, może pomieścić 55 tysięcy ludzi. Mimo swojego wieku (wybudowany w 1923 roku, potem rozbudowywany), sprawia wrażenie zadbanego. Czas na kupienie coli i słonecznika, parę pamiątkowych zdjęć i zaczynamy 🙂

18175603_1407042289318668_423499151_o

Valencia vs. Sevilla

Z nietypowych zjawisk, które nas mocno zdziwiły, to na pewno ludzie w koszulkach klubowych z całej Hiszpanii, zaczynając na Realu i Barcelonie a kończąc na… Levante – lokalnym rywalu Walencji. W składzie gospodarzy gra paru niezłych piłkarzy, przede wszystkim Simone Zaza, Munir czy kontuzjowany tego dnia Nani.

Samego meczu nie będę opisywał, Nietoperze wygrały 3:2 po bardzo zaciętej walce do samego końca, a my zadowoleni wróciliśmy do swoich domów, od których Mestalla leży 15 minut piechotą. W międzyczasie byłem jeszcze na 2 meczach: z Sevillą (tutaj bilet kosztował 15 euro, a mecz bardzo rozczarował) i z Realem Sociedad (cena normalna – 10 eurasi i świetna 2 połowa), przed nami jeszcze Osansuna i Villareal.

Jeżeli ktoś miałby wątpliwości, czy warto się wybrać na mecz, to nie ma nad czym zastanawiać. Valencia jako zespół ze środka tabeli prezentuje poziom, któremu nasza liga jeszcze długo nie dorówna.
18176187_1407040529318844_1713784477_o

18195476_1407043045985259_1995620713_o

18195869_1407042872651943_1934353636_o

IMG_8177

Pomysł na niedzielę w Walencji

Pierwszy prawdziwie słoneczny dzień postanowiliśmy spędzić nad jeziorem Albufera. Po leniwym śniadaniu udaliśmy się w stronę historycznego centrum Walencji, żeby znaleźć autobus linii 25, mający zawieźć nas do miejscowości El Palmar, położonej tuż przy jeziorze.

Targ rozmaitości

Pogoda dopisywała, więc przespacerowaliśmy się jeszcze po starym mieście i odkryliśmy Eldorado każdego poszukiwacza osobliwości – pchli targ ciągnący się arteriami miasta. Można tu znaleźć właściwie wszystko, markowe obuwie o podejrzanej proweniencji, zalew chińskiej elektroniki, biżuterię, ubrania, a także coś dla kolekcjonerów: monety, znaczki i karty z piłkarzami.
3

Kiedy już nasyciliśmy oczy tą różnorodnością, ruszyliśmy w stronę faktycznego celu naszej niedzielnej wycieczki. Po kilku konsultacjach z GPS-em udało nam się znaleźć właściwy przystanek i chwilę później jechaliśmy w stronę Albufery.

Zaskakująca zmiana planów

Po przejechaniu całej długości trasy zorientowaliśmy się, że linia 25 kursuje z Walencji w dwóch kierunkach: El Perellonet i El Palmar, z czego tylko to drugie jest położone nad jeziorem.

 

IMG_8136

Poczekaliśmy więc na autobus powrotny i z racji dość późnej już godziny wróciliśmy do miasta. Pogoda wciąż skłaniała do spaceru, więc wysiedliśmy wcześniej i weszliśmy na teren Jardín del Turia – ciągnącego się na 9 kilometrów parku utworzonego w starym korycie rzeki Turii.

 

IMG_8182 Okazało się, że odbywa się tam Mostra de Vins i Aliments de la Comunitat Valenciana – wystawa win i produktów z regionu Walencji.


Nowe znajomości

Sądząc po panującej atmosferze, impreza była udana. Uczestnicy zabawy byli otwarci, chętnie nawiązywali rozmowę i pozowali do zdjęć.

 

IMG_8161

 

festiwal wina 3

 

Poznaliśmy grupę sympatycznych Włochów, którym udzielił się nastrój. Mieszanką języków francuskiego i hiszpańskiego entuzjastycznie zachęcali nas do spróbowania lokalnych przysmaków, sami zaś poczęstowali nas czekoladą i cavą.

świeże ryby

Port w Walencji oraz jakie skarby można kupić prosto od rybaków

IMG_20170418_185903_1

Jak funkcjonuje Port w Walencji

18 kwietnia wybraliśmy się do portu w poszukiwaniu świeżych ryb. Razem z Magdą – koleżanką z grupy i Ricardo – naszym nauczycielem, spotkaliśmy się w umówionym miejscu, nieopodal portu.

Mieliśmy dwie sprzeczne informacje.
Jedna mówiła, że nie da się kupić ryb bezpośrednio od rybaków i trzeba iść do portowego sklepu, gdzie rybacy oddają swoje zdobycze. To nam średnio pasowało, bo tak kupować to można wszędzie. Chcieliśmy towar prosto od dilera, bez pośredników.

Drugie źródło twierdziło, że około godziny 16.00 do portu przybijają kutry rybackie ze świeżym połowem i wtedy można od nich nabyć to, co chcemy.

IMG_20170418_162610

Jak zdobyć najświeższe ryby i owoce morza

Okazało się, że obie informacje mają coś wspólnego z prawdą. Najpierw trafiliśmy na otwarte drzwi hangaru, gdzie stały przywiezione na wózku plastikowe skrzynie z rybami i owocami morza. Niestety, nie można było ich kupić. Towar przeznaczony był na aukcję w pomieszczeniu obok. Udało nam się wejść do środka i podglądnąć licytację ale już po chwili grzecznie nas wyproszono. Zrozumieliśmy, że licytacja jest prywatna i trzeba mieć zaproszenie. Z tego co wiem, osobami licytującymi byli właściciele pobliskich restauracji, a towar sprzedawany był hurtowo w dużych ilościach.

IMG-20170418-WA0000

Udane zakupy na targu ryb i owoców morza

Wyszliśmy i zaczęliśmy się rozglądać, czy może jest jeszcze inne miejsce sprzedaży.
Niedaleko od nas widać było grupkę ludzi, a kiedy podeszliśmy bliżej, okazało się, że to właśnie tu możemy zakupić nasze ryby. Początkowo miałem zamiar kupić 2, może 3 sztuki. Jednak rybacy nie sprzedawali ani na sztuki, ani na kilogramy. Ryby były podzielone według nieznanego mi wzoru, na kupki. Wskazane porcje kosztowały 5 euro za każdą. Razem z Magdą wybraliśmy jedną na spółkę. Rybki ważyły około 1,5 kg. W tym było 5 naszych i 3 inne, które dostaliśmy od Ricarda.

Ricardo jest naprawdę w porządku. Wcześniej tego samego dnia mieliśmy z nim zajęcia z hiszpańskiego, oprowadził nas też po mieście, a kiedy wspomnieliśmy, że popołudniu chcemy iść do portu, zaoferował swoją pomoc w komunikacji z rybakami.

Najświeższe ryby w Walencji i jak je przygotować

To, co udało nam się upolować to Caballa, Jurel, Pajel Sargo – jeśli dobrze rozszyfrowałem, są to hiszpańskie nazwy dla makreli, ostroboka pospolitego, pagrusa różowego i sargusa.

Po powrocie z portu musieliśmy wypatroszyć i umyć nasze łupy, następnie zabraliśmy się do ich obróbki cieplnej.

Dwie pierwsze rybki mieliśmy tylko po sztuce i zdecydowaliśmy się przyrządzić je zgodnie z radą rybaków, czyli obtoczyliśmy je w mące i usmażyliśmy na oleju.

Z pięcioma kolejnymi rybami także postąpiliśmy wedle zaleceń i upiekliśmy je w piekarniku w 170°C / 20′ z dodatkiem soli, pieprzu i cytryny.

     

Dzień był naprawdę super. Nigdy wcześniej nie kupowałem ani nie jadłem świeższych ryb.

Polecam wszystkim.

 

gotuj po hiszpańsku-kuchnia hiszpańska-zwiedzanie oceanarium-walencja

Uczestnicy III edycji „Gotuj po hiszpańsku” zwiedzają Walencję

Poza nauką języka hiszpańskiego oraz poznawaniem kuchni regionu Walencji w czasie warsztatów kulinarnych i praktyk zawodowych w restauracjach, uczestnicy projektu „Gotuj po hiszpańsku” mieli okazję do zwiedzenia głównych atrakcji turystycznych i ciekawych miejsc w tym pięknym mieście. Zapraszamy do obejrzenia krótkiej relacji fotograficznej.

Galeria zdjęć ze zwiedzania Walencji

Warsztaty kuchni hiszpańskiej – fotogaleria

Warsztaty kuchni hiszpańskiej

Były częścią programu szkolenia uczestników III edycji „Gotuj po hiszpańsku” w trakcie ich pobytu w Walencji.  Mogli oni poznać techniki stosowane w kuchni hiszpańskiej i dowiedzieć się, jak przygotowywać dania typowe dla kuchni regionu Walencji. Zobacz, jak radzili sobie w kuchni Bożena, Dominika, Mariusz, Mateusz, Simon, Mariusz, Sebastian, Rafał i Piotr.

Poniżej galeria zdjęć, na których można zobaczyć, jak wyglądały warsztaty kulinarne związane z kuchnią hiszpańską, w których brali udział nasi uczestnicy.

La Lonja Del Pescado – czyli gdzie można kupić ryby i owoce morza prosto od rybaków

 Gdzie można kupić najświeższe ryby i owoce morza

Podczas zwiedzania pięknej Walencji, w której jest wiele zabytków i miejsc wartych zobaczenia, polecam La Lonja Del Pescado, czyli targ rybny. Targ ten jest miejscem mało znanym turystom. Najczęściej odwiedzają go właściciele restauracji i barów oraz lokalni mieszkańcy, aby zaopatrzyć się w najświeższe ryby i owoce morza w całym mieście.

 

 

Targ ten znajduje się przy Bar Cantina La Lonja de Pescado oraz Moll de Ponent. Jest czynny w dni robocze o godzinie 16. Oczywiście przy złych warunkach atmosferycznych może się zdarzyć tak, że rybacy nie wypłyną w morze i będzie nieczynne. Ryby i owoce morza sprzedawane są bezpośrednio z rybackich statków oraz w hangarze obok portu. Sprzedażą zajmują się rybacy oraz ludzie przez nich wynajęci. Ceny tych produktów są dużo niższe niż w marketach i innych miejscach, a ich jakość o wiele wyższa. Co ciekawsze, nie są one sprzedawane na wagę, tylko na sztuki lub „plato” czyli talerz. Co za tym idzie, czym hojniejszy i milszy sprzedawca, tym lepszego zakupu dokonamy. Uważam, że jeżeli ktoś lubi „pescados i mariscos”, to jest to miejsce, które powinien na pewno odwiedzić, do czego serdecznie namawiam. Po zrobieniu zakupów „Que aproveche„.

Teraz aby potwierdzić moje słowa i zachęcić do odwiedzenia tego miejsca, wrzucam kilka zdjęć, które zrobiłem podczas wizyty w Lonja Del Pescado.

Galeria zdjęć z targu ryb i owoców morza w Walencji

Cervezas de Valencia czyli piwo w Walencji

W poszukiwaniu dobrego piwa w Walencji

Przyjeżdżając do Walencji nie miałem zbyt wielkich oczekiwań co do jakości piwa. Nie piszę tu oczywiście o piwach koncernowych, co do których niskiej jakości miałem pewność (choć i tak chyba są lepszej jakości niż „koncerniaki” z naszego rodzimego podwórka). Oczywiście sprawdziłem na internecie, co i gdzie mogę odwiedzić. Jest tu tak naprawdę jeden bar z minibrowarem i jeden browar rzemieślniczy oraz kilka barów firmowanych przez zagraniczne, znane ze swojej jakości browary.
Oczywiście jest też kilka sklepów, jednak patrząc na wielkość miasta, niezbyt wiele.

Kilka słów o istocie piwa rzemieślniczego

Zacznijmy może od tego, czym jest piwo rzemieślnicze, bo myślę, że nie każdy miał przyjemność je spożywać.
Większość światowej produkcji piwa realizowana jest w koncernach i jest dostosowywana do jak największej ilości odbiorców, czyli moim zdaniem pozbawiana smaku, tak aby smakowało „wszystkim”. Jednak niewielka grupa pasjonatów piwa (w tym momencie już nie tak mała) wiedziała, iż pragnie czego innego. I tak właśnie zrodził się pomysł uwarzenia czegoś lepszego. W małych browarach produkuje się piwo lepszej jakości, używając składników najwyższej klasy, które smakiem zdecydowanie różni się od piw z dużych zakładów produkcyjnych.

Ale wracając do tematu dobrego piwa w Walencji…

Ciekawe piwiarnie w Walencji

W mojej ocenie najciekawszym barem jest „Birra&Blues”. Sami o sobie mówią: „Mamy dwie pasje: dobre piwo i dobra muzyka. Dlaczego nie mielibyśmy stworzyć miejsca, które łączy oba te typy sztuki”. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie odwiedził tego  miejsca i nie skosztował piwa. Spróbowałem dwóch piw z tego malutkiego browaru:
IPA BLUES – Jak na ten styl troszkę mało nachmielone, ale całkiem przyjemne. Użyto 6 rodzajów chmielu i 3 słodów, jednak barman w barze nie orientował się dokładnie, jakich.
DOBLE IPA – użyto w nim 3 hiszpańskich chmieli i powiem szczerze, iż chmielu nie pożałowali.

 

Drugim pubem, który odwiedziłem, był Tyris on Tap. Piwa, które tam spróbowałem przeszły moje najśmielsze oczekiwania.
Po prostu się w nich zakochałem i musiałem spróbować jak największej ilości gatunków produkowanych przez ten miejscowy browar. Nie będę wymieniał wszystkich i opiszę tylko dwa, które najbardziej przypadły mi do gustu.
VIPA – English IPA – Przepyszne piwo o bogatym aromacie chmielu, ale również kwiatów i cytrusów. Smak powala na kolana.
AU YEAH! – APA – Perfekcyjne połączenie słodów i lekkiej kwasoty cytryn osiagniętych poprzez użycie słodu karmelowego, jak i amerykańskiego chmielu Cascade.

piwo2

Ciekawym rozwiązaniem w mieście, które ilościa pubów z dobrym piwem nie grzeszy, jest otwarcie tzw. barów partnerskich, czyli pubów otwartych pod szyldem znanego światowego browaru. Można się w nich napić nie tylko produkcji danego browaru, ale również produkcji wielu Hiszpańskich browarów. W Walencji znalazłem dwa takie bary:

THE MARKET CERVEZA ARTESANA – jest to bar sygnowany przez szkocki BrewDog

OLHÖPS CRAFT BEER HOUSE – Ten bar już nazwą nawiązuje do „patrona”, którym jest Olhops.

W sklepach da się kupić nawet polskie piwa, jednak wybór jest niewielki, a oznaczone zostały jako piwa z Wielkiej Brytanii.

Podsumowując, w Walencji z piwem nie jest tak źle, ale zawsze mogłoby być lepiej.

Spotkanie z przyszłością – Ciudad de las Artes y las Ciencias

Dzielnica przyszłości

Ciudad de las Artes y las Ciencias, czyli Miasto Sztuki i Nauki jest jedną z głównych atrakcji Walencji, zachwyca swoją monumentalnością i harmonią kształtów z wodą oraz światłem. Spacerując wokół budynków można odnieść wrażenie, jakby weszło się do osobnego, futurystycznego miasta, zapewne z tego powodu nazywane jest „dzielnicą przyszłości”.
Kompleks został zaprojektowany przez architekta Santiago Calatrava (znanego m. in. z dworca kolejowego Lisboa Oriente i renowacji Stadionu Olimpijskiego w Atenach) we współpracy z Felixem Candela. Budowę (która pochłonęła 1,2 miliarda Euro) rozpoczęto w 1996 roku, a ostateczną formę uzyskała w 2006 roku. Kompleks usytuowany jest w dawnym korycie rzeki Turia i rozpościera się na obszarze 350 000 m².

Na jego terenie podziwiać możemy:
L’Hemisfèric – planetarium, kino IMAX, wśród atrakcji jest również spektakl laserowy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

L’Oceanogràfic – oceanarium prezentujące 13 ekosystemów światowych mórz wraz z delfinarium i wyspą lwów morskich

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

El Museu de les Ciències Príncipe Felipe – interaktywne muzeum nauki

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

El Palau de les Arts Reina Sofía – służące jako przestrzeń koncertowo-teatralna oraz opera

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

L’Umbracle – ogromny parking z ogólnodostępnym ogrodem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

Bilety wstępu do poszczególnych obiektów można zakupić przez oficjalną stronę internetową: https://tickets.cac.es/ lub bezpośrednio w kasach.

17273820_1049889135117824_1352538929_o

La Albufera de Valencia, czyli z arabskiego ”małe morze”

Jezioro Albufera jest znanym miejscem regionu Walencja i otoczone jest polami ryżowymi

Park naturalny La Albufera jest jednym z najchętniej odwiedzanych punktów turystycznych regionu Walencja. Do parku łatwo dojedziemy autobusem z centrum Walencji. W parku znajduje się przepiękne jezioro oddzielone mierzeją od Morza Śródziemnego.

La Albufera otoczona jest polami ryżowymi, przez które obszar parku jest obecnie znacznie mniejszy niż 200 lat temu. Dziś uprawiane są tu trzy gatunki ryżu: bomba, senia i bahia. Możliwość upraw tych gatunków ryżu miała duży wpływ na tradycyjną kuchnię regionu Walencja. Ryż jest podstawowym składnikiem głównych dań przygotowywanych w Walencji t.j. paella, arroz negro czy arroz en costra.

 

Będąc nad jeziorem warto odbyć spacer łódką i obejrzeć zachód słońca

Będąc w parku warto wypożyczyć łódkę, aby odbyć krótki rejs po jeziorze Albufera. Przewodnik chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami i odpowiada na każde pytanie o parku. Płynąc łódką możemy zaobserwować wiele pięknych gatunków ptaków m.in. czaple oraz przybrzeżne domki rybaków.

Po spokojnym rejsie dobrym pomysłem jest spacer po pobliskim miasteczku El Palmar. Znajdziemy w nim przyjemne restauracje serwujące tradycyjne danie z Albufery ,,alli i pebre” (w dosłownym tłumaczeniu z walenckiego „czosnek i pietruszka”), którego głównych składnikiem są węgorze, i które weszło do kanonu dań kuchni hiszpańskiej.

Następnym punktem wycieczki jest plaża Lago Saler, do której możemy dojść z drogi łączącej El Palmar i Walencję. Na plaży znajdują się wydmy, z których można podziwiać zachód słońca nad jeziorem La Albufera.

 

Ruzafa – ,,dzielnica mody” Walencji

Klimatyczna dzielnica Walencji

Ruzafa to wyjątkowo klimatyczna dzielnica w południowo-wschodniej części Walencji, tuż za Estación de Nord (Stacja Kolejowa Północ). Dzielnica jest zagłębiem restauracji, barów i klubów, które każdej nocy wypełniają rzesze turystów i mieszkańców.

 

Ruzafa znaczy ogród

Pochodzenie nazwy Ruzafa, oznaczającej ,,ogród” w języku arabskim, wiążę się z przeznaczeniem zielonych terenów wokół Walencji na ogród wypoczynkowy dla Abd Allah al-Balansi w IX wieku. Ruzafa, po podboju przez chrześcijan,  rozwijała się poza murami Walencji jako niezależne miasto aż do 1877 roku. W latach 90. XX wieku wzrósł poziom przestępczości w dzielnicy Ruzafa, a ulice rozjaśniały neony domów publicznych.

 

Odrodzona dzielnica artystów i studentów z różnych stron świata

Z pierwszą dekadą XXI wieku dzielnica przeszła odrodzenie. Dzięki swojemu położeniu w centrum Walencji i tanim mieszkaniom Ruzafa stała się ulubionym miejscem artystów i studentów z różnych stron świata. Zaczęły pojawiać się galerie sztuki oraz dziś już kultowe bary, kawiarnie i sklepy ”vintage”t.j. Ubik Cafe, Slaughterhouse, Kauf Vintage czy Gnomo.

Centralnym punktem dzielnicy jest Mercat de Ruzafa (Hala Targowa Ruzafa), pełen owoców, warzyw, mięs i owoców morza. Tu możemy zacząć eskapadę po ”dzielnicy mody” i pobłądzić pomiędzy niezależnymi sklepami, kolorowymi kamienicami, oryginalnymi barami i restauracjami.

Park w rzece Turia w Walencji

Rzeka Turia, która przepływa przez miasto Walencja wypływa ze źródeł w pasmie Muela de San Juan w prowincji Teruel, Aragonia w Hiszpanii, między Montes Universales i Sierra de Javalambre tworzy głęboki przełom, a po 280 km uchodzi do Zatoki Walenckiej w Morzu Śródziemnym. Od samego powstania, Walencja jest ściśle powiązana z rzeką Turia – jako miasto powstała na wyspie utworzonej przez rzekę Turia i od tamtej pory miasto rozwijało się dzięki żyznym ziemiom wokół Walencji powstałym dzięki rzece i zasilanym w wodę przez tę rzekę.

Rzeka Turia była znana ze swoich wylewów,  które wyrządzały ogromne szkody miastu Walencja

W przeszłości rzeka była znana ze swoich wylewów,  którymi to potrafiła wyrządzić ogromne szkody miastu Walencja. Zdarzało to się siedemdziesiąt pięć razy w latach 1321-1957, w którym to roku wspominać możemy o gran riada de Valencia (Wielka powódź w Walencji). W wyniku działania sił natury zniszczone zostało 75% zakładów produkcyjnych, 5800 domów mieszkalnych oraz śmierć poniosło co najmniej 81 osób. Po tych tragicznych wydarzeniach przyszedł czas na podjecie radykalnych decyzji. Generał Francisco Franko zapowiedział odbudowę miasta i rozwiązanie problemu. 21 grudnia 1961 roku Cortes Españolas (Parlament Hiszpański) jednogłośnie uchwalił wprowadzenie w życie Plan Sur (Plan Południe), który przewidywał przesuniecie koryta rzecznego poza granice miasta ponad 3 kilometry od naturalnego. Plan ten rozpoczął się w 1964, trwał 9 lat i zakończył się pełnym sukcesem.

W starym korycie rzeki Turia powstał ogromny Park nazwany Jardi del Turia (Ogród Turii)

Stare koryto rzeki zostało zagospodarowane poprzez stworzenie ogrodów nazwanych Jardi del Turia (Ogród Turii).

turia1

 

Jest to bardzo ciekawe i piękne miejsce. Od zachodniej strony znajduje się Parque de Cebecera oraz zoo.

 

Na całej długości rzeki zostały umiejscowione boiska, siłownie, place zabaw, skateparki oraz liczne rzeźby i fontanny.

Guliwer, to olbrzymi plac zabaw dla dzieci

Jednym z ciekawszych obiektów jest sporych rozmiarów „Guliwer”. Jest to plac zabaw w kształcie bohatera powieści Jonathana Swifta. Dzieci mogą wspinać się po linach, którymi jest przywiązany, czy zjechać z jednej z licznych zjeżdżalni.

Najciekawszym miejscem w Parku rzeki Turia w Walencji jest Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasto Sztuki i Nauki)

Najciekawszym miejscem w obrębie Jardi del Turia w Walencji jest Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasto Sztuki i Nauki). Znajduje się tam największe w Europie oceanarium, planetarium, opera i Muzeum Nauki. Myślę jednak, że jest tam tak interesująco, iż zasługuje to na osobny wpis.

 

Uważamy, że każdej metropolii przydałaby się tak znakomicie zorganizowana „zielona linia” przecinająca centrum miasta tak jak w mieście Walencja.

kuchnia-hiszpańska-praktyki-aragon-58-9

Inne spojrzenie na gastronomię – kuchnia hiszpańska

W naszych restauracjach rzadko można spotkać tak szczerą i otwartą atmosferę, której doświadczyłem w Hiszpanii

Kiedy wyruszałem do Walencji na projekt „Gotuj po hiszpańsku” zastanawiałem się, co może mnie zdziwić porównując naszą polską gastronomię do tej, której jeszcze nie znam – do hiszpańskiej. Polska gościnność „Gość w dom, Bóg w dom” okazuje się jednak tyczyć chyba rodzinnego i domowego przyjmowania gości.

W naszych restauracjach rzadko można spotkać tak szczerą i otwartą atmosferę, której doświadczyłem w Hiszpanii. Pracując jako Szef kuchni w kilku miejscach w Polsce mogę z pełną świadomością wskazać wiele różnic, jakie pomimo naszej gościnności, różnią obie kultury. Po powrocie chciałbym stworzyć nowe miejsce, które podniesie poziom obsługi restauracji, w której będę pracował.

Dziś w wielu polskich restauracjach tworzy się sztuczne oszczędzanie, mniejsze zatrudnienie kosztem jakości i szybkości obsługi. Projekt „Gotuj po hiszpańsku” pokazał mi i dał naoczną wiarę w to, że większa liczba kucharzy to sprawniejsze wydanie serwisu, mniejsza ilość obsługiwanych stolików przez kelnera, to większa integracja gościa z miejscem w jakim się znalazł. Każdy czytając to co piszę powie, no przecież to oczywiste, ale patrząc na polskie restauracje to widzimy, że wcale to co oczywiste, nie jest takie proste. Kto z Was czekał w restauracji na podejście kelnera do stolika dłużej niż 10 minut? Ja osobiście nie raz, szczególnie w Krakowie, czy w Warszawie. Czy jest to normalne? Kto z Nas idąc do restauracji i płacąc za obiad z deserem dla 2 osób ok 100 zł nie chciałby poczuć się jak gość, a nie jak kolejny numer zamówienia na bloczku w kasie.

Hiszpania i miejsce moich praktyk w Walencji pokazały mi ogromny szacunek dla gościa, do produktów na kuchni, do serwisu wydania talerza

Hiszpania, kuchnia hiszpańska i miejsce moich praktyk w Walencji pokazały mi ogromny szacunek dla gościa, do produktów na kuchni, do serwisu wydania talerza. Czy polubiłem kuchnię hiszpańską? – nie wiem, myślę, że kilka pomysłów zabieram ze sobą. Jestem jednak pewny, że chciałbym pokazać polskim właścicielom restauracji obejmując stanowisko szefa kuchni w ich lokalach innego spojrzenia na koszty i na to, że restauracja to ludzie, zarówno Ci na zapleczu, jak i Ci na sali.