Ładowanie strony…

Kurs Języka Hiszpańskiego – II edycja

Już tylko długi weekend dzieli nas przed wyjazdem do słonecznej Walencji. Jedni przez weekend żegnają się z rodziną, drudzy zaś świętują ze znajomymi, żeby wrócić i dalej świętować. Czeka nas wspaniała przygoda z językiem hiszpańskim. Dobrze, że Maylen motywowała nas i tłumaczyła każdy szczegół, abyśmy mogli zakończyć kurs językowy z jak najlepszymi wynikami. Oto wręczenie certyfikatu.

Walencja od A do Z

Dobiega końca nasz sześćdziesięciodniowy pobyt w Walencji. Każdy z nas zabierze stąd inny pakiet doświadczeń, wspomnień, emocji. Dwa miesiące – to niewiele, by rzetelnie poznać dane miejsce, jednak równocześnie wystarczająco na tyle, by związać się z nim emocjonalnie. Próbując podsumować nasz pobyt w Walencji, postanowiłyśmy utworzyć naszą, własną listę obejmującą miejsca, wydarzenia szczególnie istotne dla nas.

A jak alcachofas – pod tym melodyjnie brzmiącym hiszpańskim terminem kryją się warzywa o trochę mniej przyjemnej dla ucha polskiej nazwie karczochy. Ich zielone główki wyzierały z każdego napotkanego ulicznego straganu, na praktykach obierałyśmy ich piętrzące się stosy, restauracje prześcigały się w pomysłach na dania z karczochem w roli głównej. To warzywo ma nawet swój pomnik niedaleko Mercado Central.

 

 

B jak Blasco Ibanez, Vincent – patron ulicy, przy której mieszka jedna z nas. Bardzo ważna postać w historii miasta, nie dziwi więc, że główna arteria miasta nosi jego imię. Autor powieści regionalnych, jego sława wyszła jednak poza granice Hiszpanii po tym, jak jedną z jego wojennych książek „Czterech Jeźdźców Apokalipsy” filmowcy z Hollywood przenieśli na wielki ekran.

C jak ceramika – ceramiczne ozdoby są obecne w mieście na każdym kroku. Mozaiki utworzone z tego materiału zdobią fasady budynków, odrzwi, kopuły dachów. W Palacio del Marques de Dos Aguas znajduje się Muzeum Ceramiki pozwalające prześledzić jak na przestrzeni wieków zmieniały się trendy we wzornictwie z wykorzystaniem tego wytwarzanego w nieodległym Manises materiale.

D jak disfruta! – czyli ciesz się czymś, czerp radość z. To hasło atakowało nas z wielu afiszy reklamowych, plakatów, banerów zachęcających do skorzystania z tej czy innej atrakcji turystycznej. Zupełnie niepotrzebnie, bo my nie potrzebowałyśmy żadnego impulsu z zewnątrz, by wyruszyć na poszukiwanie przygody.

E jak Estacion del Norte (Dworzec Północny) – przykład architektury modernistycznej. Łączy geometryczne formy z dekoracyjnością. Szczególnie interesujące są rozległe mozaiki przedstawiające sceny z życia rolników, ozdoby w kształcie pomarańczy na fasadzie budynku, a także barwne kompozycje w hali dworca z życzeniami szczęśliwej podróży w wielu językach świata.

 

 

 

F jak flaga walencka (Senyera) – jest symbolem wolności, składa się z czterech poziomych czerwonych pasów na żółtym tle oraz pionowego niebieskiego ozdobionego koronami. Podczas święta upamiętniającego triumfalne wkroczenie Jaime I do miasta odbywa się procesja z flagą z ratusza do katedry. Ciekawostką jest fakt, że wyniesienie flagi z budynku ratusza wymaga nie lada zręczności i sprytu, nie można bowiem oddawać nią honorów poprzez pochylenie.

G jak gotuj po hiszpańsku – projekt, który wzbogacił nas o nowe doświadczenia, wiedzę i wspomnienia. Wspaniałe 60 dni, które każdy z nas wykorzystał na swój własny, indywidualny sposób.

H jak historyczne centrum najstarsza a zarazem najpiękniejsza część miasta. Tutaj przeszłość jest wyczuwalna na każdym kroku, jak choćby w przypadku Trybunału Wodnego – najstarszej instytucji, której członkowie zbierają się nieprzerwanie od X wieku na placu de la Virgen. Wspomniany plac to doskonałe miejsce na poranną kawę z ekskluzywnym widokiem na Bazylikę Matki Boskiej Opuszczonych oraz Katedrę i wspaniałą fontannę z Neptunem otoczonym ośmioma nimfami obrazującymi osiem rowów irygacyjnych rzeki Turia. Miejsce szczególnie ważne ze względów osobistych dla jednej z nas;)

 

 

 

I jak improwizacja – umiejętność szczególnie istotna i pożądana podczas komunikacji z tubylcami. W ruch poszły internetowe tłumacze, stacjonarne słowniki. Wspinałyśmy się na szczyty kreatywności, próbując przypomnieć sobie istotne zwroty i wyrażenia, których nasz nauczyciel hiszpańskiego Jaume próbował nas nauczyć podczas cotygodniowych zajęć.

J jak Jardines del Turia – wspaniałe ogrody w dawnym korycie rzeki Turii, nazywane przez walencjan po prostu El Rio, czyli Rzeka. Ta szeroka promenada ma długość 7 kilometrów, co sprawdziłyśmy, objeżdżając Ogrody Turii na rowerze.

K jak katedra – wraz z najsławniejszą kaplicą Capilla del Santa Cadiz, w której znajduje się nie mniej sławny kielich z agatu. Podobno jest to Święty Graal, do którego podczas Ostatniej Wieczerzy spadło kilka kropel krwi Chrystusa. Do katedry przylega wieża El Miguelete (Michałek), ze szczytu której podziwiałyśmy panoramę miasta.

L jak licytacja w porcie – lubimy zajęcia w terenie, np. takie na które zabrał nas nasz nauczyciel gotowania Fernando. Podczas wycieczki do portu miałyśmy okazję zaobserwować całą procedurę zakupu ryb i owoców morza przez lokalnych przedsiębiorców niemal natychmiast po połowie.

Ł jak łamańce językowe – jak wyprowadzić z równowagi dotąd spokojnych i przyjaźnie nastawionych do nas Hiszpanów? Poprosić ich o powtórzenie naszych standardowych, skomplikowanych zbitek wyrazowych. Jednak niech nas nie zaskoczy, gdy w odpowiedzi na nasze: „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” staniemy przed wyzwaniem wypowiedzenia takich zdań, jak: „Cuando cuentes cuentos, cuenta cuántos cuentos cuentas; porque si no cuentas cuántos cuentos cuentas, nunca sabrás cuántos cuentos sabes contar lub sabrás cuántos cuentos sabes contar” lub „En tres tristes trastos de trigo, tres tristes tigres comían trigo. Comían trigo, tres tristes tigres, en tres tristes trastos de trigo”.

M jak Malvarrosa – bez tego hasła alfabet o Walencji nie ma najmniejszego sensu. Przy wejściu na plażę zamieszczony jest fragment poematu Miguela de Cervantesa „Podróż na Parnas”, który sławi „wielkość zacienionej plaży Walencji”. Szeroka, piękna plaża była częstym miejscem naszych towarzyskich spotkań. To tu podziwiałyśmy oślepiający blask wschodzącego słońca, spoglądałyśmy z nostalgią na góry odcinające się na tle błękitnego nieba, obserwowałyśmy majaczący w oddali port.

N jak nowoczesność – miłośnikom nowoczesnej architektury Walencja ma obecnie wiele do zaoferowania. Walencja się zmienia, o czym świadczą powstające współcześnie budynki użyteczności publicznej, jak chociażby IVAM (Walencki Instytut Sztuki Nowoczesnej), MUViM (Walenckie Muzeum Oświecenia i Nowoczesności), Miasto Sztuki i Nauki czy Oceanarium. Nowe, atrakcyjne propozycje sprawiają, że z każdym rokiem Walencja odnotowuje większą liczbę turystów zasilających miejską kasę, toteż można liczyć na to, że w przyszłości powstaną kolejne atrakcyjne propozycje dla spragnionych wrażeń urlopowiczów.

O jak odpoczynek – oczywiście projekt to nie tylko praca nad wzbogaceniem swoich umiejętności. Wolny czas wykorzystywałyśmy na poznanie miasta, czy to pieszo czy na rowerze, był także czas na wycieczkę za miasto, wizytę w muzeum, a nawet krótki wypad do Barcelony.

P jak przyjaźń – mocne słowo o ogromnym ładunku emocjonalnym. Użyte jednak w świadomy sposób na poparcie starej prawdy, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, o czym przekonała się jedna z nas (dziękuję, Olu!) Wyjazdy takie jak ten pozwalają przyjrzeć się samemu sobie z zupełnie nowej strony.

R jak ruch uliczny – już pierwszego dnia zaskoczył nas mocno rozpowszechniony tutaj zwyczaj przechodzenia na czerwonym świetle. Nasze początkowe opory co do takiego sposobu poruszania się po ulicach Walencji szybko zostały przełamane. Z nie mniejszą konsternacją przyjęłyśmy fakt, że gdy chcesz, by kierowca autobusu zatrzymał się i wpuścił Cię do środka, musisz poprzez wyraźne machnięcie ręką (najlepiej dwukrotnie!) to zasygnalizować. W przeciwnym wypadku spóźnienie na praktykę/zajęcia gwarantowane… I jeszcze jedna cenna uwaga: gdy jesteś pieszym i zbliżasz się do ścieżki rowerowej, miej oczy dookoła głowy, gdy zaś jesteś rowerzystą, trzymaj się mocno kierownicy i trzymaj hamulec w pogotowiu!

S jak Serra Calderona – przepiękny park naturalny położony w odległości około 40 kilometrów od Walencji. Idealny punkt weekendowych wypadów za miasto nie tylko dla amatorów chodzenia po górach. Miejsce to poprzez znajdujące się tam ruiny zamku z VIII wieku znajdzie uznanie także wśród miłośników historii.

 

 

 

T jak Torres de Serranos – z kilkunastu wież znajdujących się kiedyś na terenie Walencji zostały dwie. Ta północna wieża pełniła w przeszłości różnorakie role: przede wszystkim wjazdową, ale także obronną i reprezentacyjną. Mieściło się tam także więzienie, a podczas wojny domowej przechowywano w jej wnętrzach bezcenne zbiory Muzeum Prado w Madrycie. Obecnie stanowi obowiązkowy punkt wycieczek, a z jej szczytu rozpościera się przepiękny widok na okolicę.

U jak UEFA – zdobywcy prestiżowego Pucharu UEFA, czyli Valencia CF zapewniają najwyższe emocje sportowe. Mogłyśmy się o tym przekonać podczas meczu rozgrywanego na stadionie Mestalla z zespołem Eibar. Mimo iż spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, to głośny doping wydobywający się z ponad czterdziestu tysięcy gardeł w połączeniu z pokazem futbolowych umiejętności zawodników zapewnił nam niesamowite wrażenia.

 

 

 

W jak walencki język – oficjalnymi językami obowiązującymi w Walencji są hiszpański (kastylijski) oraz walencki. Teksty oficjalne i nazwy własne zapisywane są w tych dwóch językach, jak np. w przypadku nazw ulic. Co ciekawe język walencki to używane w Walenckiej Wspólnocie określenie języka katalońskiego, lingwiści natomiast wyodrębniają z niego dialekt walencki i to właśnie on, poprzez odrębne reguły w wymowie, przysparzał nam sporych trudności, szczególnie w miejscu praktyki jednej z nas, gdzie pracowali rodowici walencjanie używający swojej historycznej odmiany języka.

Z jak zajęcia praktyczne – intensywne, kilkugodzinne zajęcia w gastronomicznej szkole Altaviana podczas pierwszych dwóch tygodni naszego pobytu w Walencji na długo pozostaną w naszej pamięci. Pierwszy kontakt z hiszpańską kuchnią, charyzmatyczny prowadzący Fernando Ferrero, dogodne warunki do zgłębiania tajemnic hiszpańskich przysmaków, a także wspaniała atmosfera podczas zajęć – to wszystko ułatwiło nam łagodne przejście o krok dalej, czyli rozpoczęcie praktyk w restauracjach nieprzypadkowych, bo specjalnie dobranych do naszych możliwości i umiejętności.

 

 

 

10 MIEJSC WARTYCH (S)KOSZTOWANIA

W trakcie dwumiesięcznego pobytu w Walencji odwiedziliśmy całe mnóstwo knajp, barów i restauracji, jednak postanowiliśmy podzielić się z Wami tymi dziesięcioma najbardziej zasługującymi na uwagę. Przy wyborze kierowałyśmy się przede wszystkim smakiem oraz atmosferą w lokalu. Jak wiadomo nasze fundusze były ograniczone, więc i cena odgrywała dużą rolę. Nie jest tajemnicą, że nie tylko nauką człowiek żyje, więc zapraszamy na wycieczkę po naszej kulinarnej mapie Walencji (oczywiście po wewnętrznej cenzurze – te najbardziej kontrowersyjne miejsca pozwoliłyśmy sobie ominąć).

1. TANTO MONTA (Carrer del Poeta Artola, 19, 46021 Valencia)

Z  tym miejscem mieliśmy trudności od początku. Jednak ciągły brak miejsc był dla nas zachęcający. Motywem przewodnim lokalu są kanapki z różnymi dodatkami, zarówno mięsożerca jak i wegetarianin znajdzie coś pysznego dla siebie. Kolejnym z plusów jest charyzmatyczny kelner Sylwester, który nawet po ciężkim dniu pracy potrafił poprawić nam nastroje, krzycząc z drugiej strony ulicy „¡Hola bonita!¿ Que tal?”

 

 

2. 101 MONTADITOS (sieciówka)

Sieciówka znana w całej Hiszpanii proponująca nam, jak sama nazwa wskazuje 100 różnych rodzajów kanapeczek. W środy i w piątki możemy spróbować je za jedyne 1 euro każda. Warte polecenia jest w tym miejscu również Tinto de Verano idealnie gaszące pragnienie w upalne dni. W wybranych lokalach możemy także skorzystać z oferty śniadaniowej za 2 euro.

 

 

3. BODEGA FILA EL LABRADOR (Carrer del Dr. Manuel Candela, 58, 46021 Valencia)

Wiszące przy barze jamon serano, półki uginające się od win, lokalne sery a to wszystko wśród tutejszych mieszkańców – taki własnie klimat panuje w tym miejscu. Choć w godzinach wieczornych trudno tu o wolny stolik, naprawdę warto jest je odwiedzić i spróbować lokalnych specjałów.

 

 

4. EL COLMADITO (Carrer de Ramon Llull, 7, 46021 Valencia)

Kubełkowy raj dla piwoszów. Możemy napić się tu sześciu buteleczek zimnego piwka za jedyne 4 euro. Knajpa oferuje nam także smaczne śniadania za około 2 euro, różnego rodzaju przekąski oraz z racji dużej przestrzeni w środku jest idealnym miejscem na oglądanie sportowych transmisji.

 

 

5. VIVA NAPOLI (Carrer de la Reina, 60, 46011 Valencia)

Jak wiadomo każdy z nas czasami ma ochotę na pizzę, dobrą pizzę. Idąc tym tropem, postanowiłyśmy sprawdzić wychwalaną przez mieszkańców pizzerię Viva Napoli. Zaraz po przekroczeniu progu poczułyśmy zapach wypieków z pieca opalanego drewnem oraz rodzinną atmosferę. Nie zastanawiając się długo, wybrałyśmy klasyk – margharitę i był to strzał w dziesiątkę.

 

 

6. URBAN CANALLA BISTRO (Carrer del Mestre Josep Serrano, 5, 46005 Valencia)

Podczas Palo Market Festu mieliśmy okazję spróbować słynnych burgerów z Canalla Bistro, której właścicielem jest znany w całej Walencji Ricard Camarena. Jedną z propozycji było zaskakujące połączenie wołowiny, majonezu i kimchi, które sprawiło, że burger wart był swojej ceny.

 

 

7. L’ORXATERIA DEL MERCAT CENTRAL (Plaça de la Ciutat de Bruges, s/n, 46001 Valencia)

Najlepsze churros jakie mieliśmy okazję spróbować w samym sercu Walencji! Zaraz przy głównym wejściu do Mercado Central możemy skosztować słodkości typowych dla Walencji, jak również napić się uwielbianej przez Hiszpanów orchaty. Mamy tu do wyboru wiele różnych zestawów w korzystnych cenach.

 

 

8. BASTARD COFFEE & KITCHEN (C/Leandro de Saralegui, nº 1, bajo izda., 46021 Valencia)

Jeśli szukasz dobrej kawy, szerokiej oferty śniadaniowej, to dobrze trafiłeś! Spotkania ze znajomymi, śmiech, świetna obsługa mówiąca po angielska… Doskonała kawiarnia do napisania nowego posta na bloga.

 

 

9. BOCADOS CAFE (Calle Jorge Juan, s/n. Mercado de Colón, 46004, Valencia)

Warto odwiedzić to miejsce nie tylko ze względu na najpyszniejsze croissanty w mieście, ale też na lokalizację, w której się znajduje. Mercado Colon – dawna hala targowa przerobiona na kompleks restauracyjny łączy w sobie tradycję z nowoczesnością.

 

 

10. LA FABRICA DE HIELO (Carrer de Pavia, 37, 46011 Valencia)

Absolutny must have na imprezowej mapie Walencji. W każdy weekend miejsce to oferuje nam różnego rodzaju eventy, a jeżeli chodzi o klimat miejsca jest połączeniem krakowskich Dolnych Młynów i Teatro Cubano. Z zewnątrz wygląda jak stary magazyn, jednak wnętrze na pewno Was zachwyci.

Rastauracja Ricard Camareno

 

Cześć wszystkim! Dzięki udziałowi w projekcie „Gotuj po hiszpańsku II” udało mi się odbyć staż z bardzo utalentowanym szefem kuchni! W Walencji Ricard Camareno, a mianowicie w jego tytułowej restauracji „Ricard Camarena Restaurante”, który w 2012 roku otrzymał gwiazdkę Michelin.

Krótka biografia

Urodzony w 1974 r. W Barx, mieście położonym w głębi prowincji Walencji. Pierwszą pasją Ricarda Camareny była muzyka. W dzieciństwie najczęściej były gotowane tradycyjne dania na bazie ryżu i takich potraw miał okazje kosztować. W wieku 26 lat postanowił odwrócić swoje życie – rozpoczął naukę gotowania pod wpływem swojej żony, Mª Carmen Bañuls.

Ale najpierw, aby sprawdzić czy naprawdę potrafi gotować na profesjonalnym poziomie, zrobił swoje pierwsze praktyki w restauracji Ca Sento. Po czym poprosił o pożyczkę i zapisał się do Szkoły Gastronomii i Turystyki w Walencji, gdzie zakochał się w tym zawodzie.

W 2001 r. Ricard Camarena pod koniec studiów wynajął restaurację basenów Barx, aby w zasadzie skupić się na tapas i popularnych potrawach. To było miejsce z dużym tarasem. Latem serwował około 150 dań, ale w zimie ilość została zredukowana do 25. Wówczas zaczął pracować nad bardziej kreatywną propozycją, która pozwoliłaby mu odnieść wyższe zarobki, aby przeżyć. Restauracja zaczęła przyciągać ludzi spoza swojego małego miasteczka, a kuchnia Camareny w ewolucji potrzebowała lepiej wyposażonego obiektu.

Z miłości do gotowania

Z tego powodu w 2004 roku przeniósł się do Gandía i 1 października został przyjęty do restauracji Arrop. Dwa lata później, po stopniowym uznaniu jego jakości gastronomicznej i sposobu gotowania, Arrop jest nagradzany jako najlepsze odkrycie na kongresie gastronomicznym Madrid Fusión. Ricard Camarena otrzymuje tytuł najlepszego szefa kuchni Walenckiej Akademii Gastronomii w 2007 roku . W tym samym roku „Arrop” otrzymuje gwiazdkę Michelin, a Camarena otwiera swoją kameralną restaurację „FUDD” w Walencji, w oparciu o kuchnię Arropa.

Dwa lata później, w 2009 roku, potrzeby rozwojowe Camarena skłoniły właściciela restauracji „Arrop” do zmiany lokalizacji, mianowicie do Walencji. Był to zabytkowy pałac z XVI wieku, w którym mieści się hotel Marqués de Caro. I w tym czasie Ricard Camareno został współwłaścicielem restauracji. Pod nazwą Arrop Ricard Camarena restauracja ponownie otrzymuje gwiazdkę Michelin w 2010 roku, a w 2011 roku ma już trzy stopnie w przewodniku.

Później Ricard Camarena postanowił zmienić lokalizację do galerii sztuki Bombas Gens. Tam tworzy wyjątkowe menu, które obejmuje tradycyjne jedzenie valenciennes, ale gotowane z odrobiną awangardowej kuchni. Warto zauważyć, że kulinarne eksperymenty kucharza, Ricard Camarena, doceniają stali klienci, którzy lubią przychodzić do restauracji aby znaleźć się  „pod opieką” Ricarda Camarena. Aby poczuć znajomy smak tradycyjnych potraw Walencji. Dania, które zostały oznaczone gwiazdką Michelin są najwyższej klasy i górują w menu restauracji „Ricard Camarena”. Są odzwierciedleniem najlepszej i nowoczesnej kuchni basenu Morza Śródziemnego, oto one: kwiaty cukinii nadziewane mięsem z norweskiego homara, policzki dorsza z białych szparagów w sosie holenderskim i innych potraw dla najbardziej wyrafinowanych odbiorców.

Mogę powiedzieć, że byłem bardzo optymistycznie nastawiony gdy dowiedziałem się, że będę miał praktyki właśnie w tej restauracji, ponieważ już w Polsce zastanawiałem się w jaki sposób dotrzeć do „Ricarda Camareny”. I udało się! Spełniło się moje życzenie 🙂

Mogę powiedzieć, że pracują tam bardzo otwarci, życzliwi, pogodni ludzie. Nauczyłem się tam wielu rzeczy. Mianowicie nauczyłem się wielu gatunków ryb. Nauczyłem się gotować około 20 różnych bulionów i wiele więcej. Polecam to miejsce wszystkim, którzy naprawdę pasjonują się kuchnią i chcą poświęcić się dla tej pięknej sprawy…

 

 

 

COLONIALES HUERTA

Każdy z uczestników projektu wykorzystał pobyt tutaj w inny sposób w zależności od wyznaczonych sobie priorytetów oraz celów. Dla jednych najważniejsze było podniesienie swoich umiejętności w dziedzinie gastronomii. Dla innych poznanie języka oraz kultury hiszpańskiej, ale także pojawiły się osoby szukające nowego sposobu na życie. Dla nich wyjazd był podróżą w nieznane.

Coloniales Huerta

Coloniales Huerta – restauracja w której miałam przyjemność odbywać praktyki, znajdująca się w spokojnej uliczce w centrum miasta – jest miejscem idealnym dla wszystkich, którzy chcą zacząć swoją przygodę z gastronomią.

Zaraz po przekroczeniu jej progu czujemy klimat dawnej Walencji. Od 2006 roku restauracja należy do grupy La Sucursal, jednak już od 1916 roku znajduje się na gastronomicznej mapie Walencji. To za sprawą delikatesów uruchomionych wówczas na terenie obecnej restauracji. Założone przez Tomasa Huertę odpowiadały na potrzeby okolicznych mieszkańców, stając się obowiązkowym punktem codziennych zakupów.

Wróćmy jednak do samej restauracji. Już pierwszy rzut oka na kartę menu pozwala zauważyć, że Coloniales Huerta proponuje zarówno dania tradycyjne, typowe dla hiszpańskiej kuchni, jak i te czerpiące z nowoczesnych wzorców. Także i samo wnętrze restauracji stanowi mieszankę tradycji i nowoczesności. Już wejście główne miło nas zaskakuje. Widnieje bowiem nad nim oryginalne azulejos z nazwiskiem założyciela. Podobne przykłady ceramicznej sztuki odnajdziemy w środku, gdzie pod sufitem widnieją bardzo dobrze utrzymane kolorowe mozaiki. Tutaj z każdego kąta wyziera historia, jak choćby w przypadku oryginalnych stołów pochodzących z początku lat dwudziestych dwudziestego wieku stanowiących obecnie wystrój lokalu, a pierwotnie służących do oprawiania mięsa.

Ogromną rolę w tym miejscu odgrywa atmosfera pomiędzy pracownikami. Wspólne posiłki, przyjacielskie rozmowy podczas pracy, wyjazdy integracyjne – to czyni z Coloniales miejsce wyjątkowe.

Praktyka w takim właśnie miejscu – o dużej wartości historycznej, z pielęgnowanymi tradycjami, szacunkiem do przeszłości sprawiła, że poznałam nie tylko hiszpańską kuchnię, ale również zgłębiłam walencką kulturę i obyczaje.

Miałam okazję poznać tutaj cudownych ludzi, w każdym momencie służących pomocą i radą, którzy tym samym byli dla mnie najlepszymi nauczycielami języka hiszpańskiego. Alba, Barbara, Carlos, Hugo, Irene, Iris, Majo besos y abrazos a vuestros! Hasta luego!

Piękne miejsce Walencji – Biopark

Immersive Biopark

Na początku chciałbym wszystkich pozdrowić. A dzisiaj opowiem wam o cudownym miejscu Walencji – Bioparku, które należy odwiedzić. W 2008 r. Walencja (Hiszpania) otworzyła biopark, który dziś nosi nazwę „Biopark Valencia”. Zoo o jakim mowa to niezwykły przedstawiciel liczby ogrodów zoologicznych. To miejsce, w języku angielskim zwane „zoo immersyjne”, tzn. wciągające. Nazwa bierze się stąd, że  w bioparku zwierzęta nie są umieszczone w komórkach, lecz mają wiele przestrzeni dla siebie. Taka jest różnica między „Biopark Valencia”. Tutaj wszystko jest tak ułożone, iż człowiek ma wrażenie, że jest ze zwierzętami w niemal dzikim środowisku! Pomiędzy ludźmi i zwierzętami nie ma szyby oddzielającej ani bariery, zamiast tego są stawy, rośliny i skały, więc odwiedzający wydają się być zanurzeni w środowisku zwierząt. W bioparku wszystko odbywa się w taki sposób, aby warunki życia zwierząt były jak najbardziej zbliżone do tych, w których żyją na wolności. Zwierzęta, które zazwyczaj mieszkają w tym samym obszarze, umieszczone są obok siebie, a niektóre, takie jak lemury, są wolne do spełnienia by „mówić” do ludzi, bez żadnych barier.

 

 

Panujące zasady podczas zwiedzania

Jednak należy pamiętać, że w Bioparku istnieją przepisy, które nie mogą być naruszone:

zwierzęta nie powinny być dotykane i karmione, nie wolno krzyczeć i robić zdjęć z Flashem by ich nie przestraszyć.

Flora i fauna sawanny, dżungli, kontynentu afrykańskiego i subtropików są reprezentowane w Bioparku Walencji.

3 strefy Bioparku

Obszar zoo jest podzielony na 3 strefy: Savannah, Afryka równikowa i Madagaskar. Koniecznie je opiszę, aby podkreślić atrakcyjność miejsca.

Na terenie afrykańskiej sawanny duże zwierzęta roślinożerne, takie jak żyrafy, zebry i antylopy, pasą się spokojnie wśród roślin. Białe nosorożce żyją w oddzielnym miejscu, w pobliżu rzeki. Odwiedzający mają okazję zobaczyć podziemne życie Afryki, a mianowicie termity, rojące się w ich termitach. Górska część sawanny jest „zasłonięta” ze względu na groźne zwierzęta. Lwy często spoczywają na szczytach skał, gdzie teren jest dobrze widoczny. Damanes i pasiasta mangusta to zwierzęta żyjące w pobliżu króla zwierząt. Teren przeznaczony dla egzotycznych ptaków nie jest daleko, z niego widać wyraźnie skaliste szczyty, na których spoczywają lwy.

Kolejną atrakcją, której nie można zignorować, jest „Las Baobab”, choć baobaby w bioparku nie są całkiem realne.

W strefie równikowej Afryki widać naczelnych (goryle), antylopy Sitatunga i karłowate hipopotamy, jak również stada bawołów i czerwonych bongo. W tej części Biopark został odtworzony fragment jaskini Kitum, naturalny analog powstały w wyniku drążenia skał solnych przez stado słoni.

Strefa Madagaskaru jest zamieszkała przez zwierzęta występujące na tej wyspie. Jest aż 7 gatunków lemurów! Przy okazji, naokoło Madagaskaru jest duża liczba endemitów czyli zwierzęta, które żyją tylko na wyspie i nigdzie indziej na świecie, 80%. Dlaczego? Wyspa została odizolowana od Afryki 160 milionów lat temu.

Aktualne ceny biletów: dla dorosłych – 23,80 €, dla dzieci (4-12 lat) – 18,00 €, dla emerytów – 17,50 €.

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków