Ładowanie strony…

Veles e Vents

Cześć wszystkim, mam na imię Adrian i jestem uczestnikiem drugiej edycji „Gotuj po hiszpańsku II”.

Będąc jeszcze w Krakowie, przed wyjazdem, w przeciwieństwie do większości uczestników projektu, którzy byli zestresowani na samą myśl o wyjeździe, ja zachowałem stoicki spokój.
Wiedziałem, że wszystko jest załatwione, a panie zajmujące się organizacja dopięły wszystko na ostatni guzik.

Budynek Veles e Vents

Chciałbym wam opowiedzieć o miejscu w którym odbywam praktyki.
Znajduje się ona nieopodal portu, w budynku Veles e Vents i nosi nazwę „La Marítima”
Na innym piętrze sąsiaduje restauracja „La Sucursal” w której moi koledzy również odbywają praktyki.
Sam budynek jest niesamowicie piękny, wzbudza zachwyt i automatycznie zachęca aby zjeść kolacje w jednej z restauracji.
Fenomenem jest  fakt, iż wszystkie pomieszczenia są połączone i bez problemu można poruszać się po budynku.
Przeszklone tarasy w ciągu dnia ale i wieczorami dają niesamowite widoki, dzięki którym siedząc można kontemplować i doceniać piękno przyrody.
Wracając do La Marítimy, menu nie jest skomplikowane, mamy cieszące oko przystawki  sporo rodzajów paelli, kilka dań mięsnych, codziennie świeże ryby i owoce morza co jest ciekawe i dzięki temu poznaje nowe gatunki ryb. Desery, oczywiście też mamy.
Zespół składa się z chefa Fernando, sous chef i dwóch pomocach kuchennych oraz oczywiście nas. Pomimo tego, że jesteśmy praktykantami stanowimy ważną część drużyny.
Podoba mi się to miejsce i mam nadzieje, że zdobędę jak najwięcej doświadczenia, które zabiorę do Polski.

Bienvenida Valencia!

Bienvenida Valencia!

Pierwsze dwa tygodnie pobytu w Walencji za nami! Miasto przywitało nas z otwartymi ramionami, wydarzyło się tak wiele, że mamy wrażenie, że jesteśmy tu co najmniej od miesiąca i z każdym dniem przecieramy oczy ze zdumienia ile dobra nas tu spotyka.

Ludzie, smaki i życie

Jesteśmy zachwyceni otwartością i serdecznością ludzi. Kelnerzy, barmani, sklepikarze, przechodnie, a nawet policjanci witają nas uśmiechem i krótkim „!Hola!”. Nastawienie ludzi zachęca nas do zagadywania po hiszpańsku i nauki języka w praktyce. Mamy już swoją ulubioną barmankę Valescę z baru el Morgan pod naszym mieszkaniem,  kelnerkę Marię z małej knajpki nieopodal domu i kasjera Victora z Mercadony.

Poznajemy nowe smaki nie tylko na zajęciach w kuchni i praktykach w restauracji, ale też „nowe smaki” życia, nieznaną dotąd energię, bezpośredniość  i niezwykłą otwartość obcych nam ludzi, której nie tak łatwo zaznać w Polsce. W Hiszpanii łatwiej otworzyć umysł, cieszyć się prostymi rzeczami, ciepłem wiatru na plaży, zapachem suszącego się prania, smakiem chleba z oliwą, brzdękiem kieliszków wznoszących toast. Tu wszystko jest bardziej! Bardziej intensywne, kolorowe, radosne!

Życie w Walencji toczy się na ulicy, restauracje, bary, knajpy, knajpeczki… Stoliki rozstawione wieczorami wzdłuż promenady przy plaży, muzyka, nauka salsy w plenerze, joga w parku, spotkanie religijne pod „blokiem cudów” w dzielnicy Cabanyal, wino pite z przypadkowo spotkanymi ludźmi przy plaży, gitary,  śpiewy, słońce, to wszystko powoduje wystrzał endorfin w naszych głowach i daje nam nieopisaną radość!

Jedyne co nas martwi to upływający czas… żal nam go tu tracić na sen.

Hiszpania! Hola amigos!

Szczerze mówiąc, bardzo bałam się wyjazdu do Walencji. Moja głowa aż roiła się od wszelakich pytań; „Jak tam będzie? Co spakować? Czy trafię do restauracji, w której będę się dobrze czuła? Czy będę dogadywać się z moimi współlokatorami?”
Na miejscu:
Jest wspaniale. Spakowałam tonę niepotrzebnych rzeczy i trafiłam do świetnej restauracji, a współlokatorów mogę nazwać rodziną, bo są cudownymi osóbkami..Ale wróćmy do początku.
Po przylocie do Walencji od razu, co mnie najbardziej dotknęło to ogromny gorąc, z którym tak na prawdę nie mogłam sobie poradzić przez pierwsze dni, I już pierwszego dnia żałowałam, że wzięłam ze sobą jakiekolwiek długie spodnie. Przyleciałam z chłodnego Krakowa do miejsca gdzie jest bardzo, bardzo ciepło, a czterdzieści stopni to norma. Dosłownie gotowałam się, ale już (po dwóch tygodniach pobytu) się zaaklimatyzowałam. W końcu.

Mieszkańcy Hiszpanii

Są wspaniali. Co tu dużo pisać. Kolorowi, uśmiechnięci, życzliwi. Idziesz po ulicy, a nieznajomy częstuje Cię szerokim uśmiechem i głośnym „HOLA!”. Kiedy na polu się ściemni i pójdzie się na plaże możemy zauważyć rodziny, które jedzą wspólnie posiłki. Rozkładają stoliki, krzesełka i razem przy muzyce jedzą kolacje. Przeważnie ludzie zaczynają wychodzić na zewnątrz wieczorem, kiedy ochłodzi się trochę. Najbardziej zapadł mi w pamięć widok małych dzieci, które naprawdę późną nocą bawią się w najlepsze na pustych ulicach Walencji, biegają, tańczą, śpiewają. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, dlatego może wywarło to na mnie takie wrażenie, bo zazwyczaj dzieci już o tej porze powinny spać… Ale najwyraźniej nie tutaj!
Mój dzień zaczyna się około ósmej rano, ponieważ chce na spokojnie przygotować się do zajęć i praktyk. Po zakończeniu zajęć wracam do domu i zazwyczaj coś gotuję, potem wychodzę na spacer, na plaże. Widok piasku i morza bardzo mnie relaksuje i chętnie tam wracam. Jednak lubię też odkrywać nowe miejsca i idę po prostu przed siebie, aż znajdę coś ciekawego.

ZAJĘCIA I PRAKTYKI

Zajęcia z języka i kuchni hiszpańskiej odbywają się w szkole Altaviana, która jest pół godziny spacerkiem od naszego mieszkania.
Język hiszpański prowadzony jest przez Jaume który jest bardzo pomocnym człowiekiem. Gdy czegoś nie rozumiem, to zawsze jest chętny żeby wytłumaczyć i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Zajęcia z kuchni hiszpańskiej prowadzone są przez Fernanda Ferrero, szefa kuchni restauracji La Maritima. Fernando jest profesjonalistą, który zwraca uwagę na każdy szczegół np. jak trzymamy nóż podczas krojenia, czy mamy zapięty kitel na ostatni guzik itp. Uczymy się naprawdę wielu rzeczy, gotujemy, łączymy smaki tak, że w życiu nie wpadłabym na taka kompozycję! Z drugiej strony, jeśli mam być szczera, kuchnia hiszpańska to raczej nie moje smaki. Jest bardzo dużo ryb i owoców morza, co od razu dyskwalifikuje mnie z jedzenia tego wszystkiego, ponieważ jestem weganką. Również nie podoba mi się sposób przyrządzania niektórych potraw, gotowanie na żywca owoców morza jest dla mnie czymś odpychającym i przerażającym na pewien sposób. Jednak moi rówieśnicy- mięsożercy, chwalą sobie tą kuchnie.

Na szczęście… praktyki odbywam w wegańskiej restauracji AMARANTA BIO BAR VEGANO, więc jestem w siódmym niebie! Nie jest to duża restauracja, jednak z przepysznym jedzeniem i ogromnym ruchem. Pracownicy bardzo ciepło mnie przyjęli i dbają o to, żeby czuć się dobrze na praktykach. Mogę dużo tam nauczyć się, gdyż codziennie jest inne danie dnia, które składa się z 4 posiłków. Gotujemy tradycyjne dania kuchni hiszpańskiej jak np. Paella czy Fideua tylko w wersji wegańskiej. Jak wcześniej wspomniałam, mamy duży ruch więc raczej się nie nudzę. Bardzo mnie to cieszy, że trafiłam do takiej restauracji, do jakiej chciałam, ponieważ kuchnia roślinna to ta, w której się czuję najlepiej.
Ogółem moje odczucia odnośnie projektu są bardzo pozytywne i cieszę się, że tu jestem!

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków