Ładowanie strony…

Si, pero no.

Cocineros w Walencji

Jak przedstawić grupę jedenastu chefs-to-be, z których żaden nie znalazł się w Walencji przez przypadek, i każdy ma w sobie coś super-cool, co łatwo zgubić w opisie, choćby najbarwniejszym? Napisać o każdym po kilka zdań? Wymienić zalety, wady, ulubione dania i doświadczenie w kuchni? Si, pero no. 

Co to właściwie znaczy?

Fraza si, pero no po raz pierwszy padła na zajęciach z hiszpańskiego w Krakowie z ust naszej przeuroczej lektorki Maylen, i przywieźliśmy ją ze sobą do Walencji. Znaczy tyle co: „tak, ale nie” i wygląda na to, że  doskonale podsumowuje dynamikę grupy: w kuchni, w mieszkaniu, na mieście, podczas gotowania, dyskusji czy czasu wolnego słowa si, pero no stały się uniwersalną odpowiedzią na każde pytanie, frazą-szyfrem wprawiającym w dobry humor. Nie wiesz co odpowiedzieć? Si, pero no rozwiąże Twój problem. 

Wywiadów czar

Nie wiedząc, jak najlepiej się przedstawić, zdecydowaliśmy celować w brak ortodoksji: przedstawiamy serię mini-wywiadów z każdym uczestnikiem projektu Gotuj po hiszpańsku, obecnie living the dream in Walencja: poznając miasto, jedząc po królewsku, doskonaląc hiszpański i techniki kulinarne. Jako że w Walencji jesteśmy dopiero dwa tygodnie, pytania dotyczą nie tyle Hiszpanii, co naszych preferencji kulinarnych, chociaż ostatnie pytanie jest ukłonem w stronę filozofii „liczą się pierwsze wrażenia”. Poniżej trzy pytania, z którymi każdy z 11 uczestników tej edycji Gotuj po hiszpańsku został poproszony o zmierzenie się:

1. Jaka jest Twoja ulubiona kuchnia i jakie danie najlepiej ją reprezentuje?
2. Najgłupszy/najdziwniejszy trend kulinarny, o którym słyszałeś?
3. Smak/zapach/potrawa najlepiej według mnie opisująca Walencję to?

Zapraszamy do zapoznania się z odpowiedziami naszej Wondrous Eleven (Cudownej Jedenastki), póki co zwięźle i na temat, a wkrótce na blogu: przepisy, wrażenia z Hiszpanii i wszelkie inne historie ciekawe.

MINI-WYWIADY z uczestnikami projektu „Gotuj po hiszpańsku” 

Ada
1. Kuchnia polska i włoska, taka jak u mojej mamy, gotowana z sercem i zawsze ze świeżych składników. Myślę, że to po mamie mam pasję do gotowania. Faszerowane warzywa, dania z grilla, makarony to to, co lubię najbardziej.
2. Najdziwniejszy, najgłupszy trend praktykuję właściwie sama ponieważ uwielbiam jeść frytki z lodami, co często spotyka się ze zdziwieniem osób, którym o tym mówię. 
3. Walencja kojarzy mi się przede wszystkim z gwarem ludzi na ulicach, zwłaszcza wieczorami, gdy wszyscy wychodzą żeby się spotkać. Gwar jest duży i trwa do późna w nocy, nadając miastu niepowtarzalny, tętniący życiem klimat, w którym po prostu chce się być. Zapach jedzenia na ulicach utwierdza nas w przekonaniu, że trafiliśmy do najlepszego miejsca na ziemi, po to aby poznać nowe smaki. Na mnie największe wrażenie jak do tej pory sprawiło Fideua z owocami morza.

Galeria zdjęć od Ady:


Roksana

1. Kuchnia azjatycka, orange chicken.
2. Churro z allioli.
3. Pomarańcze.

Leo
1. Kuchnia włoska, pizza.
2. Pizza hawajska -,-
3. Zapach fideua o poranku.

Jędrzej
1. Kuchnia polska, pierogi ruskie.
2. Jedzenie gleby.
3. Pan de Coca.

Gracjan
1. Kuchnia gruzińska to dla mnie numero uno, ze względu na doskonałe przyprawy, dużą ilość ziół, orzechów i kozackie sosy, jak np. tkemali (sos z mirabelek), który świetnie pasuje do szaszłyków mcvadi z karkówki wieprzowej.
2. Najdziwniejszy trend o jakim słyszałem to gotowanie w azocie.
3. Zapach Walencji dla mnie to przede wszystkim zapach pomarańczy i smak morza w daniach typu paella.

Karolina
1. Ratatouille z kuchni francuskiej, prostota smaku i wykonania.
2. Smażenie snickersów na głębokim oleju (USA!!!!!)
3. Zapach morza o poranku (oraz w nocy).

Jadwiga
1. Najbardziej lubię potrawy kuchni polskiej, hiszpańskiej, włoskiej, węgierskiej i hinduskiej. Najczęściej je gotuję. Jeśli chodzi o ulubione danie to jest nim leczo, które pochodzi z Węgier. Mieszkam w Tarnowie, a moje miasto mocno związane jest z tym krajem, za sprawą gen. J.Bema, który notabene się tu urodził. Uwielbiam paprykę i pomidory…
2. Najdziwniejsza „potrawa” o jakiej słyszałam to lody o smaku mięsa.
3. Danie, które kojarzy mi się z Walencją to oczywiście paella valenciana, której zapach unosi się praktycznie w każdym zakątku miasta.

Paulina
1. Kuchnia roślinna – grillowany bakłażan z pastą orzechową.
2. Kopi Luwak – kawa, której ziarna przechodzą przez układ trawienny łaskuna.
3. Sól, sól i jeszcze więcej soli.

Galeria zdjęć od Pauliny:


Weronika

1. Kuchnia włoska, a szczególnie tagliatelle z kurczakiem, szpinakiem, suszonymi pomidorami i mozzarellą – mogłabym jeść codziennie!
2. Robienie popcornu na wodzie i oliwie.
3. Unoszący się wszędzie zapach przyrządzanych owoców morza.

Klaudia
1. Kuchnia tradycyjna polska/staropolska – pierogi.
2. Lody w Japonii (m.in. o smaku ryby).
3. Potrawa: paella.

Iza
1. Kuchnia koreańska, kimchi.
2. Sushi burrito. Ridiculous.
3. Horchata.

Wywiady krótkie, ale treściwe, prawda? Dla ciekawych – galeria zdjęć w bonusie. Nasze przygody małe i duże, na kuchni i na mieście. Walencja jest piękna, i nie będzie nieprawdą jeśli powiem, że wielu z nas chciałby tu zostać na dłużej niż dwa miesiące. Niemniej jednak: jeszcze sporo czasu przed nami, i myślę, że mogę śmiało mówić za wszystkich, jeśli powiem: będzie super! Stay tuned, wkrótce na blogu nowe przepisy i relacje z Walencji.

A tymczasem, hasta luego!

Kilka słów o Valencia C.F

Hiszpania: pierwsze wrażenia

Pomimo tego, że byłam w Hiszpanii już kilka razy, okazało się, że ten kraj wciąż może mnie czymś zaskoczyć. Zaraz po przylocie przekonaliśmy się na przykład o hiszpańskim podejściu do punktualności: czekaliśmy na odbiór z lotniska ponad godzinę! Hiszpanie wydają się nie przejmować niczym: despacito i bez spięć. Nam tez udzielił się ten nastrój: nikt nie był poirytowany opóźnionym transportem, byliśmy wszyscy w szampańskim nastroju.

Gdy dojechaliśmy do naszego mieszkania w Walencji, już po kilku minutach wiedzieliśmy, że będzie nam się świetnie razem żyło. Zintegrowani ludzie, piękne mieszkanie, piękne miasto – wiedzieliśmy, że będą to niezapomniane dwa miesiące. Lektor hiszpańskiego, Jaume, i prowadząca kurs gotowania, Maria Jose są genialni. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, ile wiedzy potrafią nam przekazać, traktując nas przy tym jak przyjaciół.

Nietoperz w herbie Valencia C.F.

Drugiego dnia naszej hiszpańskiej przygody udaliśmy się na wycieczkę po Walencji z Jaume, który jest też profesjonalnym przewodnikiem turystycznym. W Ayuntamiento de Valencia Jaume poruszył ciekawy wątek dotyczący herbu Walencji. Pierwotnie widniał na nim smok, jednak na przestrzeni lat przekształcił się on w nietoperza, który pojawia się głównie w herbach miast należących do Korony Aragonii.

Znalazł się on również w herbie klubu piłkarskiego Valencia C.F. – jednak gdy klub próbował wkomponować w swój herb nietoperza ze skrzydłami uniesionymi w górę, został on pozwany przez DC Comics o plagiat symbolu. Mianowicie symbol nietoperza ze skrzydłami uniesionymi w górę miał być zarezerwowany dla Batmana. Pomimo dużego podobieństwa warto jednak zauważyć, że nietoperz widniał w herbie klubu już 20 lat wcześniej – zanim powstał tak dobrze znany wszystkim Batman.

Co dalej?

Ostatecznie Valencia C.F. wycofała się z pomysłu. Nie jest to jednak całkowita przegrana, ponieważ ostatnio drużyna Walencji zwyciężyła w starciu z Real Madryt! W dzień meczu, przed stadionem zgromadzili się kibice, aby powitać drużynę. Atmosfera była niepowtarzalna – miałam wrażenie, że całe miasto mówi o nadchodzącym starciu. Moi znajomi wybrali się pod stadion Valencia C.F. po meczu, by zastać tłumy rozweselonych kibiców Valencia C.F., świętujących legendarne zwycięstwo.

Poniżej galeria zdjęć, zrobionych podczas kilku wycieczek (piechotą) po mieście. Historia nietoperza w herbie zarówno miasta, jak i drużyny piłkarskiej jest, moim zdaniem bardzo ciekawa. Ze skrzydłami w górę, czy nie, nietoperz na stałe zagościł w herbie i kulturze miasta. A i w sporcie, nietoperz wydaje się godnie reprezentować zwycięską drużynę!

 

„Życie usłane różami i sokiem ze świeżych pomarańczy płynące…”

Nie wiem, czy to bajka, czy sen…

Jestem tu naprawdę! Wyrwałam się z szarej rzeczywistości dnia codziennego i trafiłam do krainy baśni… Tak się tu właśnie czuję. Wszędzie palmy, drzewa pełne pomarańczy i mandarynek… Tu czas płynie wolniej, ludzie są milsi… Uśmiechają się ciągle. Pogoda dopisuje… Czego chcieć więcej?

Korzystając z dnia wolnego od praktyk, z samego rana wybrałam się na długi spacer. Uwielbiam kontakt z naturą. To mnie wycisza i relaksuje. Nabieram wtedy sił i chęci do działania. Otoczona zielenią mogę spacerować cały dzień…

Jardines del Real

Pierwszym miejscem, do którego się wybrałam był Jardines del Real. Kiedyś stał tu pałac Palau del Real, który był oficjalną rezydencją królów Walencji. Niestety nie przetrwał do dziś… Uwielbiam kwiaty, a w szczególności róże… Dlatego pierwsze moje kroki skierowałam właśnie tam. Zapachy i kolory kwiatów potrafią przyprawić o zawrót głowy. Było ich mnóstwo… Oprócz tego, były też piękne stawy, fontanny, ławeczki i alejki spacerowe… Ptaki obecne w parku, umilały mi czas śpiewając swe ptasie piosenki… Był ranek, ale oprócz mnie w parku było też parę osób. Szczególną uwagę zwróciłam na pewną starszą parę, która spacerowała trzymając się za ręce. Piękny widok…

 

 

Jardin del Turia

Obok Jardines del Real, znajduje się Jardin del Turia, który utworzono w 1986 roku, czyli kilka dekad po wielkiej powodzi. Powstał w dawnym korycie rzeki Turia. To jedno z piękniejszych miejsc, które do tej pory zobaczyłam, nie licząc wielu zabytkowych budynków i uroczych placów czy uliczek… Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu mnóstwo ławeczek, alejek spacerowych, ścieżek rowerowych, stawów, fontann, a także mostów tworzących malownicze tunele… Na jednym końcu tego niezwykle długiego i pięknego ogrodu, znajduje się Biopark, zaś na drugim Oceanarium i Miasteczko sztuki i nauki. Miejsca godne polecenia i „must see” każdego turysty.

 

 

Plaża Malvarrosa

Jako, że zaczęłam swój spacer od Jardines del Real i kierowałam się w stronę Oceanarium, postanowiłam że przejdę się jeszcze na plażę… Przychodzę tu codziennie, ale nie po to by się opalać, tylko by się zrelaksować. Szum fal działa kojąco na nerwy. Spacer po piasku jest bardzo przyjemny i wskazany dla zmęczonych stóp. Przysiadam na chwilkę, zamykam oczy i wsłuchuję się w szum fal…

 

 

 

 

Pierwsze loty za płoty!

Stres pojawił się już na lotnisku w Krakowie, w oczekiwaniu na lot. Mnóstwo pytań i niepewności tkwiło zakorzenionych w mojej głowie: czy spodoba mi się Walencja? Jak poradzę sobie na kursie kulinarnym? Ale jak się później okazało, niepokój był w ogóle niepotrzebny. Lot z Krakowa do Walencji przebiegł pomyślnie, a wychodząc z samolotu chyba każdy członek projektu miał uśmiech na twarzy i był w pełnej gotowości na nowe doznania.

Jesteśmy na miejscu

Po odbiorze bagażów na lotnisku w Walencji udaliśmy się na parking, gdzie czekał na nas kierowca busa. W trakcie podróży z lotniska mogliśmy podziwiać piękno Walencji: malownicze pola uprawne, architekturę i miejscowe atrakcje. Zachwyt. Mieszkania są dwa: w jednym mieszka 6 uczestników, w drugim 5.  Najpierw udaliśmy się do pierwszego mieszkania przy ulicy Blasco Ibanez, gdzie czekał na nas przed wejściem nasz mentor, pan Waldemar.

Przywitaliśmy się, wymieniliśmy kilka słów, po czym sprawnie rozładowaliśmy bagaże pierwszej grupy uczestników. Następny przystanek: ulica Serpis, gdzie znajduje się nasze mieszkanie. Szybki rozładunek bagażu, zwiedzanie mieszkania i przydział pokoi: po krótkim rozpoznaniu, zostały przydzielone nam pokoje i wydaje mi się, że każdy był zadowolony.

Nasze mieszkanie

Mieszkanie jest w iberyjskim stylu, duże i dobrze wyposażone. Posiada taras z widokiem na bardzo żywą ulicę. Przeszliśmy do dalszej rozmowy z mentorem na temat planów działania w najbliższych dniach, na temat komunikacji w Walencji,  i historii miasta. Gdy omówiliśmy wyżej wymienione aspekty, pan Waldemar zostawił nam mapę, kartę metra i opuścił nas. W szybkim tempie, zorganizowaliśmy się i postanowiliśmy wyjść zobaczyć to piękne miasto.

Był to długi spacer. Wieczorem, gdy wróciliśmy do mieszkania, byłem zmęczony, lecz miałem niedosyt. Kładąc się spać, miałem wciąż dużo energii. Pierwszy dzień projektu, był dniem który zmotywował mnie jeszcze bardziej do pracy, nauki i gotowania. Od tamtego momentu, energia mnie nie opuszcza. Walencja jest pięknym miejscem, z ciekawą kulturą i niesamowitą gastronomią. Mam głęboką nadzieję, że zdążę zaspokoić swój niedosyt w przeciągu 2 miesięcy projektu!

 

 

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków