Ładowanie strony…

Magia Hiszpanii…

Hiszpania jest dla mnie niesamowitym krajem, łączącym wiele kultur, języków, smaków, zapachów i doznań. Chciałabym opowiedzieć Wam o mojej wycieczce na południe od Walencji. Wówczas przekonałam się że kraj ten jest również niesamowicie urozmaicony geograficznie.

Opuszczając Walencję

Pewnej niedzieli, złaknieni nowych widoków i nowych wrażeń, pojechaliśmy wypożyczonym samochodem na wycieczkę do miejscowości Callosa d’en Sarria. Położonej około 120km na południe od Walencji. Naszym celem był park krajobrazowy, Fuentes del Algar.

Już od pierwszych kilometrów za miastem mieliśmy okazję podziwiać otaczające nas krajobrazy. Okolice Albufery porośnięte wysoką trzciną, całe miasteczka campingowe, a dalej gdzie okiem sięgnąć ciągnęły się sady cytrusowe. Im dalej na południe tym krajobraz nizinny, niemal bagienny, zaczynał być zastępowany widokami gór i skał. Droga stawała się coraz bardziej kręta i wąska. Przez szyby mogliśmy podziwiać widoki z coraz to wyższego pułapu nad poziomem morza.

A było co podziwiać! Piękne domy mieszkalne usytuowane piętrowo, jeden nad drugim na stromych zboczach gór. W dolinach zielone sady a w całkowitej oddali niebieskie morze i zatopione w nim pionowe ściany skał.

Dolina sadów

Gdy wjechaliśmy do doliny prowadzącej do wodospadów Algar, poczułam się jak w bajce. Wszędzie gdzie się nie obejrzałam widziałam sady Nispero. Owoc ten odkryłam dopiero tutaj w Hiszpanii, w Walencji kupowałam go w sklepach i urzekł mnie swoim intensywnym słodko-kwaśnym smakiem. Okazało się że Callosa d’en Sarria słynie z intensywnej uprawy Nispero, owoców których uprawę rozpoczęto w Hiszpanii w XIX wieku, i których kraj ten jest głównym eksporterem na rynki Francuskie i Włoskie.

Drogą wijącą się między sadami obwieszonymi owocami dojechaliśmy do celu, czyli wodospadów Algar.

Wodospady

Po zaparkowaniu samochodu rzuciły nam się w oczy wszechobecne znaki zakazujące spożywania jedzenia. Piknik który sobie zaplanowaliśmy, mogliśmy rozbić dopiero w wyznaczonym miejscu na terenie parku. Wstęp na teren parku krajobrazowego kosztuje 4 euro, co nie jest wygórowaną ceną za możliwość zwiedzenia tak pięknego miejsca.

Z zapartym tchem oglądałam i fotografowałam te piękne zjawisko przyrody jakim są wodospady Algar. Wszędzie w dolince dało się słyszeć szum wody, tryskającej z ziemi to tu to tam. Czułam się jakbym była w miejscu skupiska tysiąca źródeł górskich zlewających się w jeden duży potok.

Szliśmy w górę strumienia w poszukiwaniu miejsca do rozbicia naszego małego obozu. Mimo sporej ilości ludzi, czuło się dzikość i naturalizm tego miejsca. Bez problemu mogliśmy też znaleźć miejsce na uboczu, gdzie nikt nam nie przeszkadzał, zostawić rzeczy i wejść do chłodnej, krystalicznie czystej wody.

Z przyjemnością spędziliśmy tam kilka godzin, na zmianę opalając się, podziwiając naturę i ochładzając się w górskiej wodzie.

 

Powrót

Aby zobaczyć jak najwięcej, wybraliśmy nieco inną trasę powrotną, biegnącą przez wysokie masywy górskie. Droga była niezwykle kręta i wąska, mimo to majestatyczne widoki dolin i oświetlonych zachodzącym słońcem szczytów zrelaksowały nas po dniu pełnym wrażeń.

Planując tę wycieczkę wiedziałam że zobaczę piękne miejsca! Mieszkając w Walencji, gdzie wszędzie jest płasko i z łatwością można poruszać się rowerem po całym mieście, byłam zdumiona tym jak różnorodne są miejsca oddalone zaledwie 100 kilometrów od tego wielkiego miasta.

Myślę że obywatele Polski są przyzwyczajeni do pewnego schematu, czyli góry na południu, morze na północy. Według naszej opinii Hiszpania jest ciepłym krajem z pięknymi plażami, miastami i pysznym jedzeniem. Dopiero jak tu się przyjedzie to widać że wystarczy wyjechać poza miasto by znaleźć się w zupełnie innym, niemal magicznym świecie gór, sadów i pięknej dzikiej przyrody.

Pierwszy krok w chmurach.

Idzie nowe?

Przeprowadzka za granicę zawsze jest wielką niewiadomą. Nieważne, jak długo przygotowujemy się do wyjazdu. Ile przeczytamy o kraju, w którym będziemy mieszkać. Jak dokładnie się spakujemy? Czy płynnie zdołamy nauczyć się mówić w języku kraju, który będzie naszym domem przez kolejne kilka miesięcy? Nigdy nie jesteśmy w stanie przygotować się na nieznane w stu procentach. Projekt “Gotuj po hiszpańsku” to dla wielu taki pierwszy krok w chmurach. Pierwsza wizyta za granicą, pierwsze mieszkanie solo, być może nawet pierwszy lot samolotem. Również dla mnie, Hiszpania miała być miejscem, w którym wiele rzeczy zdarzy się po raz pierwszy. Wyjeżdżałam więc z Polski z duszą na ramieniu, bardziej jednak w gotowości na nowe, niż pełna strachu przed nieznanym.

Dlaczego Hiszpania?

Zgłosiłam się do projektu z nadzieją, że wreszcie odważę się zrobić to, o czym marzyłam od dobrych kilku lat. Że rozpocznę pracę w profesjonalnej kuchni. Ciekawe, że dochodzimy do tego, co naprawdę chcemy w życiu bardzo okrężną drogą. Przez trzynaście lat flirtowałam z gastronomią, pracując jako kelnerka, barmanka, baristka, studiując o jedzeniu i pisząc o nim na blogu. Dlaczego więc, pomimo namów ze strony moich znajomych-kucharzy, nigdy nie odważyłam się na to, by założyć kucharską bluzę, wziąć nóż do ręki i zacząć przygodę z profesjonalną kuchnią? Wydawało mi się chyba, że bez ukończonej szkoły gastronomicznej nie mam czego szukać w restauracji. Błąd!

Nie wiem, czy gdyby nie ten projekt kiedykolwiek zdobyłabym się na ten krok. Hiszpania, a raczej Walencja, stały się dla mnie synonimem tego, co nowe: nowy kierunek rozwoju, nowe perspektywy i wcześniej nieuświadomione ambicje. Dla kogoś, kto nigdy nie pracował w profesjonalnej kuchni, warsztaty kulinarne, a później praktyki w restauracji, okazały się próbą nie tyle umiejętności, co charakteru. A przynajmniej tak było w moim przypadku. Wszystko – począwszy od sposobu trzymania noża, skończywszy na filetowaniu ryby (rzeczy dla kogoś po szkole gastronomicznej tak dziecinnie proste, że wstyd się przyznać, że się ich nie wie) – było nowością. Gdyby tego było mało, wszystko odbywało się w języku hiszpańskim, którego zaczęłam się uczyć miesiąc przed wyjazdem. Podwójny challenge? Wkrótce miało się okazać, że nawet potrójny!

Challenge accepted!

Po tygodniu warsztatów kulinarnych w Walencji, pod czujnym okiem przemiłej i niezwykle utalentowanej instruktorki Marii Jose, przyszedł czas na praktyki w restauracji. Miejsce zostało wybrane dla każdego uczestnika projektu indywidualnie. Zgodnie z umiejętnościami, ambicjami i preferencjami. Ja trafiłam do Tastem, pierwszej japońskiej restauracji w Walencji, co, jak się szybko okazało, miało być przygodą równie fascynującą, co stymulującą szare komórki do granic możliwości. Tastem to mała restauracja japońska, gdzie (co z resztą zrobiło na mnie ogromne wrażenie już pierwszego dnia) do produktów i przygotowanych z nich dań podchodzi się z niesamowitą dokładnością, pasją i zaangażowaniem. Każda dostawa ryb i owoców morza to wydarzenie: kucharze z Tastem (często też z siostrzanej restauracji Honoo) gromadzą się wokół styropianowego pudełka i zawzięcie dyskutują problem świeżości przywiezionego dzisiaj tuńczyka, bądź też stoją kilkanaście sekund w ciszy, oniemiali, podziwiając gigantycznego kraba, który ma stać się podstawą nowego lunch menu.

Pierwszy tydzień w Tastem był niesamowicie intensywny. Nie dość, że wszystkiego uczyłam się od podstaw (morał: nigdy nie jest za późno na nowy kierunek w życiu), to jeszcze musiałam zrozumieć co jest mówione do mnie podczas zmiany. Potrafić odpowiedzieć na pytania i polecenia. A mogłam to zrobić tylko po hiszpańsku lub japońsku – językach używanych w Tastem na co dzień. Pomimo, że romans z językiem japońskim zaczęłam aż 8 lat temu, dopiero w Walencji po raz pierwszy odważyłam się po japońsku mówić. Studia – rok w Japonii. Znajomi Japończycy. Nic nie było w stanie skłonić mnie do przełamania własnej nieśmiałości w mówieniu po japońsku tak skutecznie, jak zrobiła to praca w kuchni. Kolejny dowód na to, że nigdy nie wiadomo, co przyniesie nowe doświadczenie. Przyjechałam do Hiszpanii, by nauczyć się gotować, a w bonusie dostałam japoński bootcamp. Całkiem nieoczekiwany zwrot wydarzeń, powiedziałabym, ale za to jaki szczęśliwy!

Co dalej?

I to jest właśnie piękno tego projektu! Jedyne stałe dla całej jedenastki to nauka hiszpańskiego, kurs kulinarny oraz praktyki w restauracji w Walencji! Cała reszta zależy od indywidualnego podejścia. Nastawienie jest kluczowe. Czym bardziej jesteśmy otwarci na nowe, tym więcej tego nowego jesteśmy w stanie zaabsorbować. Czym więcej pytań zadamy, tym więcej zgromadzimy odpowiedzi. Każde wyjście z domu to okazja na poznanie nowych ludzi, odkrycie nowych miejsc, spróbowanie nowych rzeczy. Mieszkając z uczestnikami projektu, którzy (podobno) nie znaleźli się w Hiszpanii przez przypadek – jest kolejną szansą na wymianę umiejętności, wzajemną inspirację i być może odkrycie w sobie cech, czy ambicji, o których hitherto nie mielimy pojęcia, że istniały.

Nie wiem, jak potoczy się moja przygoda z pracą na kuchni? Czy kiedykolwiek zdołam nauczyć się hiszpańskiego tak, by posługiwać się nim płynnie? A może romans z kuchnią japońską okaże się na tyle frapujący, że będę kontynuować go w Polsce i krajach, które mam zamiar w przyszłości odwiedzić? Wiem jednak jedno: gdyby nie “Gotuj po hiszpańsku” i przyjazd do Walencji, być może wciąż zastanawiałabym się kiedy nadejdzie dobry czas na to, by zrobić rzeczony pierwszy krok w chmurach. Mając wokół siebie życzliwych i niezwykle pomocnych mentorów, nauczycieli, kolegów z pracy i uczestników projektu nie ma chyba możliwości, żeby w siebie nie uwierzyć. Do odważnych świat należy!

Lotelito

1. Sentyment powrotu.

Po wakacyjnym pobycie w Hiszpanii wiedziałem od razu ze chciałbym tu wrócić, żeby poznać lepiej tutejszą kulturę i kuchnie .

2. Szok, niedowierzanie i podekscytowanie.

Zgłosiłem się i ku mojemu zaskoczeniu dostałem się do projektu. Nigdy wcześniej nie pracowałem na kuchni, a umiejętności jakie zdobywałem w domu nigdy nie były weryfikowane, więc to zadziwiło mnie tym bardziej.

3. Nowe doświadczenie.

W pierwszym tygodniu po przylocie wraz z koordynatorami wybraliśmy restauracje. Trafiłem do „Lotelito”. Od razu zostałem przyjęty z otwartymi ramionami. Miło mnie zaskoczył fakt, że od pierwszych dni traktowali mnie jak zawodowego kucharza, a nie stażystę.

4. Rozwój i ciężka praca.

Dostałem kartkę z przepisem, o niejasności dopytywałem i sam od początku tworzyłem dania, które później trafiały prosto na talerze klientów. Dzięki fantastycznemu podejściu mojego szefa kuchni, który korygował moje błędy, w tak krótkim czasie opanowałem rytm pracy w kuchni i mogłem się już sprawdzić na wszystkich stanowiskach pracy czyli od paelli do deserów.

5. Nowe możliwości.

Zawdzięczam bardzo wiele projektowi, który otworzył mi nową drogę w życiu . Poznałem nowych ludzi, a zdobyte umiejętności na pewno wykorzystam w przyszłości. Myślę, że dzięki temu, że ten projekt odbywa się w kraju, gdzie ludzie maja tak otwartą mentalność mogłem dowiedzieć się tak wiele. Jedyne co trzeba, to zadawać dużo pytań i chcieć się rozwinąć. A tutaj wszyscy na pewno zechcą ci pomóc i wyjaśnią wszelkie wątpliwości.

Gotujemy po Hiszpańsku!!!

Ach… jak ten czas w Walencji leci nieubłaganie. Za nami już siedem tygodni naszej niesamowitej kulinarnej przygody.  Słońce, morze, wspaniałe widoki, niesamowite tętniące życiem miasto oraz wspaniałe smaki z całego świata! To wszystko to, co otacza nas na co dzień w niesamowitej Walencji.

Gdzie my jesteśmy? Co my tu robimy?

Najbardziej nurtującymi nas pytaniami związanym z wyjazdem do Hiszpanii było przede wszystkim to, do jakich restauracji trafimy i co będziemy tam robić? Jaka będzie atmosfera w pracy i  czy nam się spodoba ? Czy damy sobie radę? Obaw i pytań jak widać było naprawdę wiele, teraz gdy tu już jesteśmy postanowiliśmy o tym opowiedzieć, kolejną serią mini wywiadów z każdym uczestnikiem projektu. Tym razem odpowiadaliśmy na następujące pytania 🙂

1. W jakiej restauracji odbywasz praktyki?
2. Jaką kuchnie reprezentuje Twoja restauracja?
3. Jakie jest Twoje wrażenie z praktyk?
4. Zdjęcie lub/i opis dania które wykonujesz na praktykach.

Wywiady z Cocineros

Jędrzej:

1. Odbywam staż w dwóch z wielu restauracji znanego w Hiszpanii szefa kuchni: Quique Dacosta. Na codzień pracuje w restauracji Vuelve Carolina (https://www.vuelvecarolina.com/en) (Talerzyk michellin) i El Poblet (* Michellin). Obydwie restauracje mieszczą się w tym samym budynku i są połączone kuchniami, lecz mają osobne sale dla klienteli.

2. El Poblet jest kuchnią molekularno – śródziemnomorską. Vuelve Carolina przeplata nowoczesną kuchnię tradycyjną z kuchnią peruwiańską.

3.Nowe smaki, nowe metody, niezwykle sposoby, pełen profesjonalizm i przyjemna atmosfera to

wszystko otacza mnie gdy znajduję sie w tych miejscach. Pracowitość, ambicja, pot i zmęczenie – także towarzyszą.

4. Wśród rzeczy które robię na praktykach  najbardziej zafascynowała mnie Sfera pomidorowo – bazyliowa eksplozja smaku!

 

 

Jadwiga i Weronika:

1. Marina Alta 5 (https://marinaalta5.com/)

2. Jest to kuchnia śródziemnomorska i tradycyjna hiszpańska. Znajduje się tu także stoisko sklepowe ze słynnymi jamón iberico, chorizo a także wyśmienitymi serami.

3. Jadwiga: Jestem bardzo zadowolona z miejsca swej praktyki. Pracownicy są dla mnie mili. Z ogromną cierpliwością i życzliwością tłumaczą mi każde serwowane przez nich danie, zaczynając od nazwy, a kończąc na składnikach i wykonaniu. Jako, że nie jestem zawodową kucharką i dopiero zaczynam przygodę w „prawdziwej kuchni”, największą radość sprawia mi robienie sałatek, które wykonuję praktycznie od ręki zaraz po złożonym zamówieniu.

3. Weronika: Każdy dzień jest tam inny, czyli codziennie jestem pod wrażeniem. Nauczyłam się już bardzo dużo. Od pysznych sałatek lub grillowanych kałamarnic po moje ulubione desery. Kucharze zaskakują wciąż nowymi pomysłami, dlatego zawsze wracam tam z przyjemnością i nową energią.

4. Na zdjęciach Jamon iberico oraz sałatki, które podawane są w naszej restauracji.

 

Iza:

1. Restauracja Tastem. ( http://tastem.com/)

2. Kuchnia japońska.

3. ‘The team of a Japanese restaurant in Valencia has a fundamental mission: Take you on a trip through Japan through the senses of taste and smell.’ – w taki sposób restauracja Tastem przedstawia się na swojej stronie internetowej. Praca w kuchni jest wymagająca, lecz spełniam się w niej. Mam nadzieję kontynuować moją przygodę z kuchnią japońską w przyszłości.

4. Na zdjęciu Taichi, Edu i ja.

 

 

Paulina:

1 . Restauracja Ampar. (https://www.hospes.com/palau-mar/restaurante-bar-ampar/)

2. Kuchnia śródziemnomorska w nowoczesnym wydaniu.

3. Szef kuchni szczególną uwagę zwraca na wykorzystywanie produktów wysokiej jakości co w połączeniu z kolorami i niestandardowymi teksturami tworzy wyjątkowe i zaskakujące potrawy. Dodatkowo uzyskując efekt wizualny na talerzu.

4. Deser – czekoladowa pomarańcza!

 

 

Klaudia:

1. Odbywam staż w restauracji Portolito, tuż nad brzegiem morza. ( http://www.portolito.com/fotos/ )

2. Moja restauracja reprezentuje kuchnię śródziemnomorską.

3. Przede wszystkim niezwykłe doświadczenie i przygoda! Poznaje i odkrywam wiele nowych i ciekawych smaków kuchni śródziemnomorskiej oraz kuchni tradycyjnej, hiszpańskiej. Świeże produkty, nowe smaki, niesamowite widoki, a także ludzie, którzy sprawiają, że atmosfera w pracy jest niezwykła i zapomina się o całym gwarze, pocie i zmęczeniu, które również towarzyszą.
4. Przyrządzam wiele potraw w pracy, jednak rzadko kiedy jest czas by robić zdjęcia, dlatego odsyłam do galerii na stronie Restauracji.

 

Leonardo:

1. Lotelito ( http://lotelitovalencia.com/ )

2.Kuchnia hiszpańska z akcentami wschodnimi.

3. Jestem bardzo zadowolony ze stażu w Lotelito. Pozytywnie mnie zaskoczyło, że szef kuchni obdarzył mnie zaufaniem i od samego początku miałem możliwość tworzenia dań i wydawania ich prosto do klienta . Dzięki temu nauczyłem się bardzo wiele.

4. Fideua z kalmarami i zieloną fasolką

 

Roksana i Karolina:

1. Favela Bistro ( http://www.favelabistro.es/ )

2. Kuchnia typu fusion. Połączenie kuchni hiszpańskiej z kuchnią brazylijską i japońską.

3. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że trafiłyśmy do miejsca które jest niesamowicie motywujące! Rodzinna atmosfera, która panuje w całej restauracji sprawia, że „chodzenie do pracy” jest czystą przyjemnością. Każdego dnia szef kuchni stara się pokazywać coś nowego, ciekawego i wyjątkowego. Uczymy się wszystkiego: od poprawnego krojenia produktów, łączenia składników aż do wydawania gotowych dań na salę. Praktyki na pewno nauczyły nas bardzo dużo o organizacji i zasadach panujących na kuchni, dzięki czemu czuję się o wiele pewniej podczas pracy. No i oczywiście najważniejsze: ludzie z którymi współpracujemy! Rewelacyjni, nie da się tego inaczej określić, zawsze chętni do pomocy i przede wszystkim skorzy do dzielenia się swoim doświadczeniem. Zawsze weseli i kipiący energią, co sprawia, że i my czujemy się pozytywnie nastawione do czekających nas wyzwań! Będzie nam bardzo ciężko rozstać się z Favelą.

4. Sałatka z marchewki i cukinii z chipsami z lotosu.

 

Adrianna:

1. Restauracja Esencia. (https://esenciarestaurante.es/)

2. Kuchnia Hiszpańska w nowoczesnym wydaniu.

3. Esencia, jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem gdzie liczy się smak. Każde danie przygotowane tam jest z wielką pasją i dokładnością. Praktyki są intensywne i niesamowicie bogate w wiedzę, nowe techniki i smaki. Doceniam i cieszę się z miejsca w którym jestem ponieważ gotowanie i produkty traktuje się tu z wielkim szacunkiem, prezentacja dania na talerzu jest niezwykła a to wszystko jest tym, na czym tak bardzo mi zależało.

4. Karmelizowana gruszka z cynamonem w cieście filo z toffi i lodami waniliowym

Gracjan:

1. Moja restauracja nazywa się Sucar i jest restauracją z tradycyjną kuchnią hiszpańską.

2. Serwujemy potrawy typu paella, fideua, mięsa i owoce morza robimy na piecu asado, rozgrzewanym węglem.

3. W mojej restauracji mamy bardzo dobrą atmosferę, młody zespół. Cały czas czerpię wiedzę i inspiracje kulinarne od kolegów z pracy.
Wpis współtworzyli wszyscy uczestnicy VI edycji projektu.

„Arroz de Valencia” a Chroniona Nazwa Pochodzenia!

Będąc w Walencji nie można nie wspomnieć o lokalnym a zarazem tradycyjnym produkcie uprawianym na polach w okolicznych miejscowościach czyli ryżu, a konkretniej „Arroz de Valencia”.

Uprawa i produkcja

Wszystkie etapy produkcji ryżu od siewu przez zbiory i suszenie do przygotowania do pakowania odbywają się na wyznaczonym obszarze geograficznym. A obszarem tym są tereny w prowincjach Alicante, Castellón i Valencia, we Wspólnocie Autonomicznej Walencji, głównie w gminach położonych w ramach strefy wpływu Parque Natural de la Albufera,Parque Natural del Marjal de Pego-Oliva i Marjal de Almenara. „Arroz de Valencia” uprawia się na obszarach bagiennych w warunkach umożliwia­jących nawadnianie zalewowe, które to nawadnianie jest szczególną praktyką dla tego obszaru zimą, gdy pola leżą odłogiem. Taka praktyka przerywa cykle biologiczne niektórych organizmów glebowych i służy odkażaniu gleby.

 

 

Charakterystyka

Ryż ten charakteryzuje się dużą zdolnością wchłaniania smaku jak również bardzo ważnym czynnikiem jest jednakowa wielkość ziaren. Jednorod­ność zapewnia, że wszystkie ziarna będą gotowały się tak samo długo i w ten sam sposób.

Ze względu na wiele czynników wymienionych wyżej, produkt „Arroz de Valencia” został wpisany na listę produktów regionalnych i lokalnych jako Chroniona Nazwa Pochodzenia.

Procedura rejestracyjna

Ochrona nazw pochodzenia produktów oparta jest na systemie rejestracji. Procedura rejestracyjna w każdym kraju Unii Europejskiej jest identyczna. Najpierw weryfikacja wniosku na szczeblu krajowym, a następnie zatwierdzenie i rejestracja wniosku na szczeblu wspólnotowym czyli postępowanie przed Komisją Europejską w Brukseli.

Dla producentów produktów regionalnych i tradycyjnych oraz dla ich rodzinnych miejscowości jest to możliwość promocji produktów nie tylko w kraju ale i w całej Unii Europejskiej. Produkty te uzyskują wyższe ceny i przynoszą producentom wyższe dochody. Ich wytwarzanie i sprzedaż aktywizują gospodarczo region i podnoszą jego atrakcyjność.

„Arroz de Valencia” dostępny jest w sprzedaży w lokalnych, małych sklepikach oraz na stoiskach targowych m. in. w Mercat Central w Walencji. Pakowany jest w opakowania jednostkowe z etykietą na której widnieje informacja „Denominación de Origen »Arroz de Valencia«”. W miarę możliwości wraz z odpowiednikiem w języku walenckim „Denominació d’Orige »Arròs de València«”. Znak ten nie tylko chroni producentów przed nieuczciwą konkurencją, ale zwiększa także wiarygodność produktów w oczach konsumentów.

 

 

Tradycja uprawy ryżu w Walencji jest ściśle związana z kuchnią tego regionu. Kuchnia Walencji obejmuje wiele potraw, których składnikiem jest ryż, takich jak różnego rodzaju paelle, ryże caldosos i zapiekane dania ryżowe.

 

 

Peñíscola – zabawa w turystę!

Od naszego przyjazdu do Walencji minął już ponad miesiąc. Czas ten spożytkowaliśmy przede wszystkim na zwiedzaniu i poznawaniu tego pięknego miasta – jednak nie byłabym sobą gdybym nie chciała więcej! Dlatego też narodził się pomysł aby wypożyczyć samochód i udać się dalej! A dokładnie rzecz biorąc do Peñíscoli, miasta oddalonego od Walencji o niecałe 150 kilometrów.

Trochę o historii miasta:

Tak zwane „Miasto w morzu” zostało zbudowane na skalistym cyplu który jest połączony z lądem wąskim pasmem ziemi. Było to idealne miejsce aby powstał ufortyfikowany port i latarnia morska.

 

Od roku 718 Peñíscola była pod władzą Arabską, w 1233 roku została przekazana królowi Jakubowi I na drodze paktu. Za rządów Jakuba II z Aragonii została przekazana Zakonowi Templariuszy którzy wybudowali w tym miejscu jedną ze swoich największych twierdz.

Zamek, który możemy aktualnie zwiedzić powstał między 1294 a 1307 rokiem i od 1411 roku był domem papieża Benedykta XIII – „el Papa Luna„.

Zamek:

Twierdza w mojej ocenie jest niesamowita, surowa ale majestatyczna.
Składa się z trzech pięter – wejścia, dziedzińca oraz tarasów widokowych ulokowanych na samym szczycie budowli. Widok z najwyższych pięter jest nie do opisania.
Każda komnata zamku pozwala zapoznać się z historią poprzez przygotowane pokazy multimedialne i wystawy.

 

W całym kompleksie zamkowym znajdują się również ogrody w których można podziwiać wystawę broni artyleryjskiej.

 

Miasteczko:

Najlepszą częścią całej wyprawy było zwiedzanie samego miasteczka. Urokliwe wąskie uliczki, wszędzie porozstawiane kramy z rękodziełami oraz oczywiście mnóstwo klimatycznych restauracji, które zachęcały nas swoimi wystrojami oraz zapachami.

 

Kolorystyka miasteczka bardzo mnie zaskoczyła, składa się z bieli i błękitu co od razu nasunęło mi skojarzenia z Greckimi wyspami.

 

Jednym z najprzyjemniejszych momentów zwiedzania miasta była chwila, kiedy natknęliśmy się na paradę zorganizowaną z okazji świąt wielkanocnych. Był to barwny pochód z hipnotyzującą muzyką z udziałem bębnów w którym brali udział wszyscy – od dzieci po starców!

 

Po opuszczeniu zabytkowej części miasta skierowaliśmy się w stronę pięknej plaży na której w końcu mogliśmy usiąść i podziwiać zamek z oddali.

 

Nie jestem w stanie wymienić ani jednej rzeczy która by mi się nie podobała podczas całej tej wyprawy.

Gorąco polecam każdemu miłośnikowi historii i pięknych krajobrazów!

 

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków