Ładowanie strony…

Pierwszy krok w chmurach.

Idzie nowe?

Przeprowadzka za granicę zawsze jest wielką niewiadomą. Nieważne, jak długo przygotowujemy się do wyjazdu. Ile przeczytamy o kraju, w którym będziemy mieszkać. Jak dokładnie się spakujemy? Czy płynnie zdołamy nauczyć się mówić w języku kraju, który będzie naszym domem przez kolejne kilka miesięcy? Nigdy nie jesteśmy w stanie przygotować się na nieznane w stu procentach. Projekt “Gotuj po hiszpańsku” to dla wielu taki pierwszy krok w chmurach. Pierwsza wizyta za granicą, pierwsze mieszkanie solo, być może nawet pierwszy lot samolotem. Również dla mnie, Hiszpania miała być miejscem, w którym wiele rzeczy zdarzy się po raz pierwszy. Wyjeżdżałam więc z Polski z duszą na ramieniu, bardziej jednak w gotowości na nowe, niż pełna strachu przed nieznanym.

Dlaczego Hiszpania?

Zgłosiłam się do projektu z nadzieją, że wreszcie odważę się zrobić to, o czym marzyłam od dobrych kilku lat. Że rozpocznę pracę w profesjonalnej kuchni. Ciekawe, że dochodzimy do tego, co naprawdę chcemy w życiu bardzo okrężną drogą. Przez trzynaście lat flirtowałam z gastronomią, pracując jako kelnerka, barmanka, baristka, studiując o jedzeniu i pisząc o nim na blogu. Dlaczego więc, pomimo namów ze strony moich znajomych-kucharzy, nigdy nie odważyłam się na to, by założyć kucharską bluzę, wziąć nóż do ręki i zacząć przygodę z profesjonalną kuchnią? Wydawało mi się chyba, że bez ukończonej szkoły gastronomicznej nie mam czego szukać w restauracji. Błąd!

Nie wiem, czy gdyby nie ten projekt kiedykolwiek zdobyłabym się na ten krok. Hiszpania, a raczej Walencja, stały się dla mnie synonimem tego, co nowe: nowy kierunek rozwoju, nowe perspektywy i wcześniej nieuświadomione ambicje. Dla kogoś, kto nigdy nie pracował w profesjonalnej kuchni, warsztaty kulinarne, a później praktyki w restauracji, okazały się próbą nie tyle umiejętności, co charakteru. A przynajmniej tak było w moim przypadku. Wszystko – począwszy od sposobu trzymania noża, skończywszy na filetowaniu ryby (rzeczy dla kogoś po szkole gastronomicznej tak dziecinnie proste, że wstyd się przyznać, że się ich nie wie) – było nowością. Gdyby tego było mało, wszystko odbywało się w języku hiszpańskim, którego zaczęłam się uczyć miesiąc przed wyjazdem. Podwójny challenge? Wkrótce miało się okazać, że nawet potrójny!

Challenge accepted!

Po tygodniu warsztatów kulinarnych w Walencji, pod czujnym okiem przemiłej i niezwykle utalentowanej instruktorki Marii Jose, przyszedł czas na praktyki w restauracji. Miejsce zostało wybrane dla każdego uczestnika projektu indywidualnie. Zgodnie z umiejętnościami, ambicjami i preferencjami. Ja trafiłam do Tastem, pierwszej japońskiej restauracji w Walencji, co, jak się szybko okazało, miało być przygodą równie fascynującą, co stymulującą szare komórki do granic możliwości. Tastem to mała restauracja japońska, gdzie (co z resztą zrobiło na mnie ogromne wrażenie już pierwszego dnia) do produktów i przygotowanych z nich dań podchodzi się z niesamowitą dokładnością, pasją i zaangażowaniem. Każda dostawa ryb i owoców morza to wydarzenie: kucharze z Tastem (często też z siostrzanej restauracji Honoo) gromadzą się wokół styropianowego pudełka i zawzięcie dyskutują problem świeżości przywiezionego dzisiaj tuńczyka, bądź też stoją kilkanaście sekund w ciszy, oniemiali, podziwiając gigantycznego kraba, który ma stać się podstawą nowego lunch menu.

Pierwszy tydzień w Tastem był niesamowicie intensywny. Nie dość, że wszystkiego uczyłam się od podstaw (morał: nigdy nie jest za późno na nowy kierunek w życiu), to jeszcze musiałam zrozumieć co jest mówione do mnie podczas zmiany. Potrafić odpowiedzieć na pytania i polecenia. A mogłam to zrobić tylko po hiszpańsku lub japońsku – językach używanych w Tastem na co dzień. Pomimo, że romans z językiem japońskim zaczęłam aż 8 lat temu, dopiero w Walencji po raz pierwszy odważyłam się po japońsku mówić. Studia – rok w Japonii. Znajomi Japończycy. Nic nie było w stanie skłonić mnie do przełamania własnej nieśmiałości w mówieniu po japońsku tak skutecznie, jak zrobiła to praca w kuchni. Kolejny dowód na to, że nigdy nie wiadomo, co przyniesie nowe doświadczenie. Przyjechałam do Hiszpanii, by nauczyć się gotować, a w bonusie dostałam japoński bootcamp. Całkiem nieoczekiwany zwrot wydarzeń, powiedziałabym, ale za to jaki szczęśliwy!

Co dalej?

I to jest właśnie piękno tego projektu! Jedyne stałe dla całej jedenastki to nauka hiszpańskiego, kurs kulinarny oraz praktyki w restauracji w Walencji! Cała reszta zależy od indywidualnego podejścia. Nastawienie jest kluczowe. Czym bardziej jesteśmy otwarci na nowe, tym więcej tego nowego jesteśmy w stanie zaabsorbować. Czym więcej pytań zadamy, tym więcej zgromadzimy odpowiedzi. Każde wyjście z domu to okazja na poznanie nowych ludzi, odkrycie nowych miejsc, spróbowanie nowych rzeczy. Mieszkając z uczestnikami projektu, którzy (podobno) nie znaleźli się w Hiszpanii przez przypadek – jest kolejną szansą na wymianę umiejętności, wzajemną inspirację i być może odkrycie w sobie cech, czy ambicji, o których hitherto nie mielimy pojęcia, że istniały.

Nie wiem, jak potoczy się moja przygoda z pracą na kuchni? Czy kiedykolwiek zdołam nauczyć się hiszpańskiego tak, by posługiwać się nim płynnie? A może romans z kuchnią japońską okaże się na tyle frapujący, że będę kontynuować go w Polsce i krajach, które mam zamiar w przyszłości odwiedzić? Wiem jednak jedno: gdyby nie “Gotuj po hiszpańsku” i przyjazd do Walencji, być może wciąż zastanawiałabym się kiedy nadejdzie dobry czas na to, by zrobić rzeczony pierwszy krok w chmurach. Mając wokół siebie życzliwych i niezwykle pomocnych mentorów, nauczycieli, kolegów z pracy i uczestników projektu nie ma chyba możliwości, żeby w siebie nie uwierzyć. Do odważnych świat należy!

Lotelito

1. Sentyment powrotu.

Po wakacyjnym pobycie w Hiszpanii wiedziałem od razu ze chciałbym tu wrócić, żeby poznać lepiej tutejszą kulturę i kuchnie .

2. Szok, niedowierzanie i podekscytowanie.

Zgłosiłem się i ku mojemu zaskoczeniu dostałem się do projektu. Nigdy wcześniej nie pracowałem na kuchni, a umiejętności jakie zdobywałem w domu nigdy nie były weryfikowane, więc to zadziwiło mnie tym bardziej.

3. Nowe doświadczenie.

W pierwszym tygodniu po przylocie wraz z koordynatorami wybraliśmy restauracje. Trafiłem do „Lotelito”. Od razu zostałem przyjęty z otwartymi ramionami. Miło mnie zaskoczył fakt, że od pierwszych dni traktowali mnie jak zawodowego kucharza, a nie stażystę.

4. Rozwój i ciężka praca.

Dostałem kartkę z przepisem, o niejasności dopytywałem i sam od początku tworzyłem dania, które później trafiały prosto na talerze klientów. Dzięki fantastycznemu podejściu mojego szefa kuchni, który korygował moje błędy, w tak krótkim czasie opanowałem rytm pracy w kuchni i mogłem się już sprawdzić na wszystkich stanowiskach pracy czyli od paelli do deserów.

5. Nowe możliwości.

Zawdzięczam bardzo wiele projektowi, który otworzył mi nową drogę w życiu . Poznałem nowych ludzi, a zdobyte umiejętności na pewno wykorzystam w przyszłości. Myślę, że dzięki temu, że ten projekt odbywa się w kraju, gdzie ludzie maja tak otwartą mentalność mogłem dowiedzieć się tak wiele. Jedyne co trzeba, to zadawać dużo pytań i chcieć się rozwinąć. A tutaj wszyscy na pewno zechcą ci pomóc i wyjaśnią wszelkie wątpliwości.

Si, pero no.

Cocineros w Walencji

Jak przedstawić grupę jedenastu chefs-to-be, z których żaden nie znalazł się w Walencji przez przypadek, i każdy ma w sobie coś super-cool, co łatwo zgubić w opisie, choćby najbarwniejszym? Napisać o każdym po kilka zdań? Wymienić zalety, wady, ulubione dania i doświadczenie w kuchni? Si, pero no. 

Co to właściwie znaczy?

Fraza si, pero no po raz pierwszy padła na zajęciach z hiszpańskiego w Krakowie z ust naszej przeuroczej lektorki Maylen, i przywieźliśmy ją ze sobą do Walencji. Znaczy tyle co: „tak, ale nie” i wygląda na to, że  doskonale podsumowuje dynamikę grupy: w kuchni, w mieszkaniu, na mieście, podczas gotowania, dyskusji czy czasu wolnego słowa si, pero no stały się uniwersalną odpowiedzią na każde pytanie, frazą-szyfrem wprawiającym w dobry humor. Nie wiesz co odpowiedzieć? Si, pero no rozwiąże Twój problem. 

Wywiadów czar

Nie wiedząc, jak najlepiej się przedstawić, zdecydowaliśmy celować w brak ortodoksji: przedstawiamy serię mini-wywiadów z każdym uczestnikiem projektu Gotuj po hiszpańsku, obecnie living the dream in Walencja: poznając miasto, jedząc po królewsku, doskonaląc hiszpański i techniki kulinarne. Jako że w Walencji jesteśmy dopiero dwa tygodnie, pytania dotyczą nie tyle Hiszpanii, co naszych preferencji kulinarnych, chociaż ostatnie pytanie jest ukłonem w stronę filozofii „liczą się pierwsze wrażenia”. Poniżej trzy pytania, z którymi każdy z 11 uczestników tej edycji Gotuj po hiszpańsku został poproszony o zmierzenie się:

1. Jaka jest Twoja ulubiona kuchnia i jakie danie najlepiej ją reprezentuje?
2. Najgłupszy/najdziwniejszy trend kulinarny, o którym słyszałeś?
3. Smak/zapach/potrawa najlepiej według mnie opisująca Walencję to?

Zapraszamy do zapoznania się z odpowiedziami naszej Wondrous Eleven (Cudownej Jedenastki), póki co zwięźle i na temat, a wkrótce na blogu: przepisy, wrażenia z Hiszpanii i wszelkie inne historie ciekawe.

MINI-WYWIADY z uczestnikami projektu „Gotuj po hiszpańsku” 

Ada
1. Kuchnia polska i włoska, taka jak u mojej mamy, gotowana z sercem i zawsze ze świeżych składników. Myślę, że to po mamie mam pasję do gotowania. Faszerowane warzywa, dania z grilla, makarony to to, co lubię najbardziej.
2. Najdziwniejszy, najgłupszy trend praktykuję właściwie sama ponieważ uwielbiam jeść frytki z lodami, co często spotyka się ze zdziwieniem osób, którym o tym mówię. 
3. Walencja kojarzy mi się przede wszystkim z gwarem ludzi na ulicach, zwłaszcza wieczorami, gdy wszyscy wychodzą żeby się spotkać. Gwar jest duży i trwa do późna w nocy, nadając miastu niepowtarzalny, tętniący życiem klimat, w którym po prostu chce się być. Zapach jedzenia na ulicach utwierdza nas w przekonaniu, że trafiliśmy do najlepszego miejsca na ziemi, po to aby poznać nowe smaki. Na mnie największe wrażenie jak do tej pory sprawiło Fideua z owocami morza.

Galeria zdjęć od Ady:


Roksana

1. Kuchnia azjatycka, orange chicken.
2. Churro z allioli.
3. Pomarańcze.

Leo
1. Kuchnia włoska, pizza.
2. Pizza hawajska -,-
3. Zapach fideua o poranku.

Jędrzej
1. Kuchnia polska, pierogi ruskie.
2. Jedzenie gleby.
3. Pan de Coca.

Gracjan
1. Kuchnia gruzińska to dla mnie numero uno, ze względu na doskonałe przyprawy, dużą ilość ziół, orzechów i kozackie sosy, jak np. tkemali (sos z mirabelek), który świetnie pasuje do szaszłyków mcvadi z karkówki wieprzowej.
2. Najdziwniejszy trend o jakim słyszałem to gotowanie w azocie.
3. Zapach Walencji dla mnie to przede wszystkim zapach pomarańczy i smak morza w daniach typu paella.

Karolina
1. Ratatouille z kuchni francuskiej, prostota smaku i wykonania.
2. Smażenie snickersów na głębokim oleju (USA!!!!!)
3. Zapach morza o poranku (oraz w nocy).

Jadwiga
1. Najbardziej lubię potrawy kuchni polskiej, hiszpańskiej, włoskiej, węgierskiej i hinduskiej. Najczęściej je gotuję. Jeśli chodzi o ulubione danie to jest nim leczo, które pochodzi z Węgier. Mieszkam w Tarnowie, a moje miasto mocno związane jest z tym krajem, za sprawą gen. J.Bema, który notabene się tu urodził. Uwielbiam paprykę i pomidory…
2. Najdziwniejsza „potrawa” o jakiej słyszałam to lody o smaku mięsa.
3. Danie, które kojarzy mi się z Walencją to oczywiście paella valenciana, której zapach unosi się praktycznie w każdym zakątku miasta.

Paulina
1. Kuchnia roślinna – grillowany bakłażan z pastą orzechową.
2. Kopi Luwak – kawa, której ziarna przechodzą przez układ trawienny łaskuna.
3. Sól, sól i jeszcze więcej soli.

Galeria zdjęć od Pauliny:


Weronika

1. Kuchnia włoska, a szczególnie tagliatelle z kurczakiem, szpinakiem, suszonymi pomidorami i mozzarellą – mogłabym jeść codziennie!
2. Robienie popcornu na wodzie i oliwie.
3. Unoszący się wszędzie zapach przyrządzanych owoców morza.

Klaudia
1. Kuchnia tradycyjna polska/staropolska – pierogi.
2. Lody w Japonii (m.in. o smaku ryby).
3. Potrawa: paella.

Iza
1. Kuchnia koreańska, kimchi.
2. Sushi burrito. Ridiculous.
3. Horchata.

Wywiady krótkie, ale treściwe, prawda? Dla ciekawych – galeria zdjęć w bonusie. Nasze przygody małe i duże, na kuchni i na mieście. Walencja jest piękna, i nie będzie nieprawdą jeśli powiem, że wielu z nas chciałby tu zostać na dłużej niż dwa miesiące. Niemniej jednak: jeszcze sporo czasu przed nami, i myślę, że mogę śmiało mówić za wszystkich, jeśli powiem: będzie super! Stay tuned, wkrótce na blogu nowe przepisy i relacje z Walencji.

A tymczasem, hasta luego!

„Życie usłane różami i sokiem ze świeżych pomarańczy płynące…”

Nie wiem, czy to bajka, czy sen…

Jestem tu naprawdę! Wyrwałam się z szarej rzeczywistości dnia codziennego i trafiłam do krainy baśni… Tak się tu właśnie czuję. Wszędzie palmy, drzewa pełne pomarańczy i mandarynek… Tu czas płynie wolniej, ludzie są milsi… Uśmiechają się ciągle. Pogoda dopisuje… Czego chcieć więcej?

Korzystając z dnia wolnego od praktyk, z samego rana wybrałam się na długi spacer. Uwielbiam kontakt z naturą. To mnie wycisza i relaksuje. Nabieram wtedy sił i chęci do działania. Otoczona zielenią mogę spacerować cały dzień…

Jardines del Real

Pierwszym miejscem, do którego się wybrałam był Jardines del Real. Kiedyś stał tu pałac Palau del Real, który był oficjalną rezydencją królów Walencji. Niestety nie przetrwał do dziś… Uwielbiam kwiaty, a w szczególności róże… Dlatego pierwsze moje kroki skierowałam właśnie tam. Zapachy i kolory kwiatów potrafią przyprawić o zawrót głowy. Było ich mnóstwo… Oprócz tego, były też piękne stawy, fontanny, ławeczki i alejki spacerowe… Ptaki obecne w parku, umilały mi czas śpiewając swe ptasie piosenki… Był ranek, ale oprócz mnie w parku było też parę osób. Szczególną uwagę zwróciłam na pewną starszą parę, która spacerowała trzymając się za ręce. Piękny widok…

 

 

Jardin del Turia

Obok Jardines del Real, znajduje się Jardin del Turia, który utworzono w 1986 roku, czyli kilka dekad po wielkiej powodzi. Powstał w dawnym korycie rzeki Turia. To jedno z piękniejszych miejsc, które do tej pory zobaczyłam, nie licząc wielu zabytkowych budynków i uroczych placów czy uliczek… Tu każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu mnóstwo ławeczek, alejek spacerowych, ścieżek rowerowych, stawów, fontann, a także mostów tworzących malownicze tunele… Na jednym końcu tego niezwykle długiego i pięknego ogrodu, znajduje się Biopark, zaś na drugim Oceanarium i Miasteczko sztuki i nauki. Miejsca godne polecenia i „must see” każdego turysty.

 

 

Plaża Malvarrosa

Jako, że zaczęłam swój spacer od Jardines del Real i kierowałam się w stronę Oceanarium, postanowiłam że przejdę się jeszcze na plażę… Przychodzę tu codziennie, ale nie po to by się opalać, tylko by się zrelaksować. Szum fal działa kojąco na nerwy. Spacer po piasku jest bardzo przyjemny i wskazany dla zmęczonych stóp. Przysiadam na chwilkę, zamykam oczy i wsłuchuję się w szum fal…

 

 

 

 

Pierwsze loty za płoty!

Stres pojawił się już na lotnisku w Krakowie, w oczekiwaniu na lot. Mnóstwo pytań i niepewności tkwiło zakorzenionych w mojej głowie: czy spodoba mi się Walencja? Jak poradzę sobie na kursie kulinarnym? Ale jak się później okazało, niepokój był w ogóle niepotrzebny. Lot z Krakowa do Walencji przebiegł pomyślnie, a wychodząc z samolotu chyba każdy członek projektu miał uśmiech na twarzy i był w pełnej gotowości na nowe doznania.

Jesteśmy na miejscu

Po odbiorze bagażów na lotnisku w Walencji udaliśmy się na parking, gdzie czekał na nas kierowca busa. W trakcie podróży z lotniska mogliśmy podziwiać piękno Walencji: malownicze pola uprawne, architekturę i miejscowe atrakcje. Zachwyt. Mieszkania są dwa: w jednym mieszka 6 uczestników, w drugim 5.  Najpierw udaliśmy się do pierwszego mieszkania przy ulicy Blasco Ibanez, gdzie czekał na nas przed wejściem nasz mentor, pan Waldemar.

Przywitaliśmy się, wymieniliśmy kilka słów, po czym sprawnie rozładowaliśmy bagaże pierwszej grupy uczestników. Następny przystanek: ulica Serpis, gdzie znajduje się nasze mieszkanie. Szybki rozładunek bagażu, zwiedzanie mieszkania i przydział pokoi: po krótkim rozpoznaniu, zostały przydzielone nam pokoje i wydaje mi się, że każdy był zadowolony.

Nasze mieszkanie

Mieszkanie jest w iberyjskim stylu, duże i dobrze wyposażone. Posiada taras z widokiem na bardzo żywą ulicę. Przeszliśmy do dalszej rozmowy z mentorem na temat planów działania w najbliższych dniach, na temat komunikacji w Walencji,  i historii miasta. Gdy omówiliśmy wyżej wymienione aspekty, pan Waldemar zostawił nam mapę, kartę metra i opuścił nas. W szybkim tempie, zorganizowaliśmy się i postanowiliśmy wyjść zobaczyć to piękne miasto.

Był to długi spacer. Wieczorem, gdy wróciliśmy do mieszkania, byłem zmęczony, lecz miałem niedosyt. Kładąc się spać, miałem wciąż dużo energii. Pierwszy dzień projektu, był dniem który zmotywował mnie jeszcze bardziej do pracy, nauki i gotowania. Od tamtego momentu, energia mnie nie opuszcza. Walencja jest pięknym miejscem, z ciekawą kulturą i niesamowitą gastronomią. Mam głęboką nadzieję, że zdążę zaspokoić swój niedosyt w przeciągu 2 miesięcy projektu!

 

 

Miasto kolorów i Słońca

Dni zapoznania z Walencją

Tak niedawno temu będąc w Krakowie, każde z nas oczekiwało dnia w którym poznamy Walencję. Każde z osobna, z różnej wielkości bagażem doświadczeń rozpoczęło swoją przygodę w mieście które jest pełne Słońca. Osobiście chciałbym więcej korzystać z takich wyjazdów, ponieważ były super profesjonalne i pozwoliły mi poszerzyć wachlarz umiejętności które zabrałem ze sobą.

Pracowałem w restauracji „Honoo japanese grill by Tastem”, która powstała z zamiłowania właściciela restauracji do kraju kwitnącej wiśni. Jest to nietypowe połączenie kuchni Hiszpańskiej z Japońską. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem umiejętności kucharzy z którymi współpracowałem. Najbardziej podobała mi się ich kreatywność i z tygodnia na tydzień rosła coraz bardziej. W międzyczasie mieliśmy też zajęcia w szkole Altaviana z naszym szefem kuchni – Nacho. Tydzień za tygodniem poznawaliśmy coraz więcej potraw lokalnych oraz z innych regionów Hiszpanii. Była to też okazja poznania sposobu prowadzenia serwisu kuchennego w innym kraju. Dla każdego z nas to nowe doświadczenie. Osoby niepracujące na kuchni w zespole rozpoczynają kurs gotowania, który może być początkiem drogi zawodowej w gastronomii bądź też w prowadzeniu własnego biznesu ponieważ nauki nie ograniczały się tylko do gotowania.

Kreatywność tutejszych kucharzy nie zna granic

Metody, które wykorzystuje się tutaj, są również spotykane w Polsce, jednak dostęp do produktów oferowanych przez Hiszpanię jest tak ogromny! Zaczynając od świeżych owoców morza oraz mięsa po warzywa uprawiane cały rok powoduje, że kreatywność tutejszych kucharzy nie zna granic. Jestem bardzo zadowolony z wszystkiego co mogłem nauczyć się w trakcie każdego tygodnia.  Dużo radości też przyniosły mi podróże po całym mieście. Nie raz w grupie spędzaliśmy dużo czasu na poznawaniu miasta. Decydując się na wyjazd do Walencji miałem też bliżej do każdego innego miasta w pięknej Hiszpanii.

Wyprawa do Madrytu

Wybrałem się wraz z towarzyszką do Madrytu. Droga do Madrytu ma bardzo dużo krajobrazowych odcinków. Ziemie uprawne są tu w kolorze cynamonu. Cudowny widok na park w mieście Cuenca zaparł nam dech w piersiach! W Cuenca znajduje się również malowniczy kamieniołom, który przecinają wiadukty kolejowe. Jest to większe miasto, które warto odwiedzić spędzając czas w Hiszpanii . Większość czasu spędziliśmy na rowerach, w Madrycie jak i ogólnie w Hiszpanii drogi rowerowe są bardzo dobrze rozbudowane ułatwiając dostęp do bardziej odległych miejsc. Bardzo podobał mi się park Casa de Campo gdzie nie brakuje atrakcji związanych z kulturą Madrytu jak i historią . Każdemu z nas przydał się bardzo ten wyjazd , możliwości na rozwój tu nie brakuje , niestety czasu na wszystko jest mało dlatego trzeba czerpać z pobytu w Walencji najwięcej jak można ! Będę tęsknił za zachodami słońca nad morzem oraz nocnym życiem miasta . Wracam pełen energii i wiedzy którą z pewnością wykorzystam w swoim życiu . Dziękuję Walencjo i do zobaczenia !

Skoro świt!

Czekając na ten jeden moment

Stojąc na plaży, w ciszy spoglądając w niebo, czekając na moment, ten jeden moment, w którym wszystko schodzi na drugi plan, w którym liczy się tylko tu i teraz. To właśnie ta chwila kontemplacji, krótkiego zatrzymania. Być w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

Widok z każdego zakątka ziemi – inny, a zarazem taki sam dla wszystkich. Sceneria dająca wiarę w przyszłość, uskrzydlająca nas dzisiaj, a jednocześnie wstrzymuje na ziemi w błogim ukojeniu.

To właśnie czuję, patrząc na wschód słońca. To moja nadzieja, początek czegoś nowego, wspaniałego, gdy promienie słońca delikatnie otulają moją twarz, oddając swoje ciepło.

Niech każdy będąc w Walencji poczuje to co ja, gdy witam nowy dzień, siedząc na piaszczystej plaży, patrząc na przepełniony mnóstwem kolorów horyzont, zza którego wyłania się ta magiczna gwiazda.

 

Na każdym kroku Walencja uwodzi mnie swoim urokiem. Każda uliczka, każdy zakamarek tego urokliwego miasta ma w sobie to coś, co każe na chwilę się zatrzymać. Teraz już wiem dlaczego czas płynie tutaj wolniej, spokojniej – błogo.

 

Mnóstwo knajp, restauracji, ogrom pysznego jedzenia, to jest to czym Hiszpanie mogą się najbardziej pochwalić. Cieszę się, że dane mi jest tutaj być, poznać Walencje, jej kulturę. A co najważniejsze posmakować tych wszystkich jakże wykwintnych dań, które na długo na samą myśl będą rozpieszczać moje kubki smakowe.

 

Czym jeszcze zaskoczysz mnie Walencjo…?

Mocna strona Walencji

Czas uczy pogody… 

Za nami kolejny tydzień w malowniczej Hiszpanii. Po całym miesiącu, można ze spokojem stwierdzić, że pobyt w tym malowniczym miejscu jest przygodą życia. Perspektywa, że za 30 dni będziemy musieli wyjechać z pięknej i słonecznej Hiszpanii i wrócić do jakże pięknej, ale już nie tak ciepłej i pogodnej Polski, jest dosyć przerażająca. Dodatkowo nie pomaga w tym ani trochę to, że poznaliśmy tu naprawdę wspaniałych ludzi z którymi spędzamy miło czas na zajęciach i poza nimi. Praktyka w doskonałych restauracjach daje niesamowite możliwości na poznanie tutejszej kultury, smaków i najogólniej mówiąc tutejszego życia.

Więcej, więcej i więcej…

Walencja jest miejscem pełnym niespodzianek. Spacerując po mieście, co chwilę spotykamy coś nowego, obcujemy z kulturą, sztuką. Tak na prawdę każda jego część wnosi coś nowego. Zwiedzając okolice odkryliśmy wiele miejsc, które w jakiś sposób przyciągnęły uwagę. Przepiękne i niezwykle klimatyczne stare miasto, tutejsza plaża, na której można się w pełni zrelaksować i odpocząć… lecz jedno, konkretne miejsce zaskarbiło sobie najwięcej – Ciudad de las Artes y las Ciencias – Miasteczko Sztuki i Nauki. Dowodem na to, że miejsce jest tak niesamowite, najlepiej świadczą słowa miejscowych, którzy nazywają je miastem przyszłości. Jest to kompleks, w którym możemy poczuć artystycznego ducha tego miasta. Złączenie w jednym miejscu okazałych budynków i pięknego parku robi wrażenie. Szczerze polecam, szczególnie nocą! Całemu otoczeniu urok nadaje gra świateł i wody. W połączeniu z piękną pogodą  jest to doskonałe miejsce na śniadanie, obiad i kolację w plenerze.

Nie tylko architektura

Nie tylko można podziwiać tu nowoczesną architekturę. Na przestrzeni wieków ludzie pozostawili po sobie piękne witraże i malowidła, które możemy zobaczyć na starym mieście. Stare Miasto zajmuje dużą powierzchnię, a codzienne słońce wzbogaca wyjątkowość Walencji.

Smaki Kuchni Hiszpańskiej

Co pobudza nas do życia?

Już dwa tygodnie za nami… Nie tracimy czasu na siedzenie w domu, aktywnie spędzamy czas. Każdy dzień wykorzystujemy w pełni możliwości. Walencja jest niesamowicie pięknym miastem. Wspaniałe słońce każdego ranka pobudza nas do życia, jak również do zwiedzania miasta i spacerowania promenadą wzdłuż piaszczystej plaży.

Czas na praktyki…

Nadszedł czas na praktyki w profesjonalnych, hiszpańskich restauracjach. Każdy z uczestników został przydzielony do restauracji pod względem zainteresowań i preferencji. W taki sposób możemy nabierać wprawy w swoich gustach kulinarnych i poznawać tajniki hiszpańskiej kuchni. Oczywiście, nie było by nam tak dobrze podłapać tę kuchnię, gdybyśmy wcześniej nie przygotowali się do niej. Dzięki naszemu Mentorowi Międzynarodowemu, a zarazem nauczycielowi kuchni śródziemnomorskiej – Nacho Powoli wprawiamy się w ten smak oraz techniki kulinarne.

Do tego czasu zdążyłem dostrzec wiele różnych potraw, które są w moim guście kulinarnym, m.in. potrawy wytrawne :

– Paella Valenciana

– Arroz al horno

– Croquetas de pollo

Oraz coś na słodko :

– Panacota

– Natillas

-Bizcocho ligero & Crema pastelera

 

I oczywiście nie mogę zapomnieć o pięknych kamienicach, które widzę każdego dnia. Również krajobrazy, widoki wzbudzają zachwyt. Na pamiątkę robimy zdjęcia aby móc później do nich wrócić.

Magia Walencji

Walencja i czego chcieć więcej!

Walencja nie przestaje nas zaskakiwać! Odkąd przyjechaliśmy, zastanawiamy się czy można sobie wyobrazić lepszy początek Nowego Roku. Słońce, plaża, pyszne jedzenie, piękne miejsca – czego chcieć więcej!
Pierwszy tydzień minął nam bardzo intensywnie. Staraliśmy się nie zmarnować ani chwili. Zwiedzaliśmy miasto, poznawaliśmy nowych ludzi i odkrywaliśmy nowe smaki. Walencja zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Zaskoczyła nas piękną architekturą, dużą ilością egzotycznej roślinności i drzewek pomarańczowych na każdym kroku.

Szczególnym dla nas miejscem ze względu na zainteresowanie gastronomią był Mercat Central. Jest to największa i najstarsza hala targowa w Walencji. Jej modernistyczna architektura i bogactwo produktów zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Wybór mięs, owoców, warzyw i lokalnych produktów był imponujący! Szczególnie miłym dla nas akcentem były świeże owoce, w środku zimy! Skosztowaliśmy także tradycyjnej walenckiej czekolady Bollet valenciano, którą zdecydowanie powinien spróbować każdy wielbiciel słodkości. Na pewno odwiedzimy to miejsce jeszcze nie raz.

Ten tydzień, był również wyjątkowo intensywny pod względem kulinarnym, szczególnie dla osób, które jeszcze nie mają doświadczenia w pracy na kuchni. Mieliśmy okazję uczyć się od najlepszych. W tajniki przygotowywania tradycyjnych hiszpańskich potraw wprowadzał nas szef kuchni Nacho, którego profesjonalizm i optymizm udzielał się wszystkim. Chociaż uczymy się języka hiszpańskiego dopiero drugi miesiąc, to z pomocą Nacho udało nam się przygotować pyszne potrawy m.in. paella valenciana, croquietas, menestra de verduras i tortilla de patatas.

Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie praktyk w restauracjach. Mamy zamiar wykorzystać ten czas maksymalnie i nauczyć się jak najwięcej.

 

Zwiedzanie po hiszpańsku

Mój pierwszy tydzień w Walencji

Witajcie!

Pierwszego dnia i przez pierwszy tydzień pobytu udało się zwiedzić kilka ciekawych, przepięknych  miejsc. Jestem tutaj między innymi po to, aby opowiedzieć o moich ulubionych miejscach poznanych po  zaledwie tygodniowym pobycie w Hiszpanii, w pobliżu Walencji oraz pracy i postępach na kuchni. Były to między innymi takie miejsca jak:

El Palau de Les Arts Reina Sofía

Ciudad de las Artes
Central Post Office (Edificio de Correos y Telegrafos)
Ogrody Turii
El cafe de Camilo

Wraz z grupą i Panem Mentorem zatrzymaliśmy się „na kawę” w El cafe de Camilo , była wyśmienita. To był smak, który długo pozostanie mi w pamięci, do końca pobytu, a nawet jeszcze dłużej…

Warto tu być!

Cudowni ludzie oraz słońce, które nam dopisuje każdego dnia motywuje zarówno do poznawania miasta i wizyt na plaży. Chciałbym, aby wszyscy którzy czytają blog „Gotuj po hiszpańsku” wiedzieli, że warto tu być! Warto zwiedzać oraz brać czynny udział w warsztatach kulinarnych.

Mentor – Ignacho uczy nas różnych technik kulinarnych, które pomagają nam podszkolić umiejętności na kuchni. Podczas zajęć praktycznych pokazał nam swój sprzęt kulinarny, abyśmy mogli zobaczyć profesjonalne noże oraz inne narzędzia pracy. Dotychczas najlepszym momentem dla mnie było przygotowanie dwóch tradycyjnych dań kuchni hiszpańskiej podczas kursu kulinarnego:

-Paella

-Fideos con pollo

Poza tymi daniami udało się nam też przygotować desery:

– Panna Cotta

– Arroz con leche

– Crema de puerro

Zapraszam do szkoły Altaviana!

 

 

¡Feliz cumpleaños!

W tym roku miałam szczególne urodziny. Obchodziłam je bowiem w Walencji ze wspaniałymi ludźmi z naszego projektu „Gotuj po hiszpańsku 2”. 

Urodzinowe niespodzianki 

Moi współlokatorzy przygotowali dla mnie „przyjęcie niespodziankę” i obdarowali licznymi prezentami. Kasia upiekła fit tort czekoladowy (przepis na ten specjał znajdziecie na tym blogu), Mateusz przygotował specjalną playlistę z hiszpańskimi brzmieniami, Kinga zatroszczyła się o cały entourage urodzinowej fiesty na plaży, zaś Kamil zadbał o zmrożonego szampana, jakim uczciliśmy kolejny rok mojego życia. Dostałam także książkę kucharską z hiszpańskimi przepisami, dzięki której nie tylko będę miała okazję udoskonalić umiejętności kulinarne, ale także podszkolić sam język.

Tapasowa uczta

Zwieńczeniem tego cudownego dnia była wspólna kolacja w uroczej restauracji L’ancora (Carrer de Josep Benlliure 111). Zamówiliśmy tam szereg przepysznych tapasów: dorsza w serowym sosie z pietruszką  (bacalao con crema de queso y perejil), smażone krokiety rybne ( albóndigas de bacalao), tradycyjną tortillę (tortilla de blanquet), krewetki na plastrach cytryny (gamba rayada) oraz grillowane warzywa (verduras a la barbacoa). O słodką stronę fiesty zadbało z kolei cudownie wilgotne ciasto czekoladowe skąpane w polewie (również) intensywnie czekoladowej. Nic więcej człowiekowi do szczęścia nie jest potrzebne! 

To były naprawdę udane urodziny, które na długo pozostaną w mojej pamięci, i to nie tylko dzięki licznym niespodziankom i znakomitemu jedzeniu. Ten dzień stał się wyjątkowy głównie za sprawą otaczających mnie ludzi z naszego projektu. To oni okazali się dla mnie najcenniejszym prezentem, jaki mogłam otrzymać. 

A więcej muzycznych inspiracji Mateusza możecie znaleźć pod tym linkiem: http://www.facebook.com/DJRZaba

Polecam! Ten facet wie, co to znaczy dobra muzyka. 

Calle del Serpis

Pobyt w Walencji rozpoczęliśmy od poznania naszej najbliższej okolicy. Apartament, do którego zostaliśmy przydzieleni znajduje się przy ulicy Serpis i jest to dla nas idealna lokalizacja – wszystko czego potrzebujemy mamy bowiem w zasięgu ręki.

Co warto spróbować?

Nieopodal znajduje się uroczy plac Plaza Xuquer, liczne sklepy, restauracje, a nawet siłownia w parku. Jako miłośniczki kawy byłyśmy bardzo szczęśliwe, kiedy okazało się, że kawiarnia Bastard (co w języku polskim oznacza „drań” 😉 ), którą miałyśmy na liście miejsc do odwiedzenia w Walencji, znajduje się zaledwie 2 minuty od naszego mieszkania! W dzień można się tam udać na pyszne śniadanie, kawę, deser czy obiad. Do mocnej czarnej kawy polecamy w szczególności ciasto marchewkowe, barrita frutos rojos (kruche ciasto z owocami) i sernik z jagodami.

Wieczorem ulica zaczyna tętnić życiem i można spróbować pysznych tapas w Tanto Monta – małej knajpce z przemiłą obsługą. Dostępne są tam tapasy z mięsem, rybami, a także pyszne opcje wegetariańskie, które można zjeść na miejscu lub tak jak my, wziąć na wynos i zjeść na plaży.

Jesteśmy zakręconymi „foodies”, dlatego też uwielbiamy szukać miejsc z prawdziwym jedzeniem. Jednym z nich jest piekarnia i cukiernia „La Espiga”, która nieprzerwanie działa od 1990 roku. Będąc tam, kupcie koniecznie chleb kukurydziany i zjedzcie go z domowym guacamole i świeżym pomidorem. Te warzywne pyszności znajdziecie z kolei we Fruterii, znajdującej się przy wspomnianym wcześniej placu Xuquer. Właścicielem tego miejsca jest uroczy Hiszpan, z którym możemy zawsze przeprowadzić miłą pogawędkę i podszlifować nasz język hiszpański.

Serpis każdego dnia wita nas leniwymi porankami w promieniach słońca, zaś żegna pełnymi gwaru i śmiechu wieczorami. Ta ulica ma w sobie magię i energię, dzięki której żyje się tutaj po prostu dobrze. Czujemy się w tym miejscu jak w domu, naszym hiszpańskim domu.

Donata, Kasia i Kinga

La Sucursal

2 niesamowite miesiące

Naprawdę ciężko opisać takie doświadczenie w paru zdaniach. Spędziłem tu dwa niesamowite miesiące. Poznałem niezwykłych ludzi, odwiedziłem piękne miejsca, a przede wszystkim nauczyłem się naprawdę wiele. Restauracja, w której odbywałem praktyki zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Nie mam tu na myśli tylko wystroju wnętrza i zachwycającego widoku z okna, ale przede wszystkim metody pracy i jakość produktów, na których pracowałem. Poznałem dzięki temu wiele nowych smaków.

 

 

Kuchnia to nie wszytko bo najważniejsi są ludzie, którzy w niej pracują. Ja miałem szczęście ponieważ pracowałem ze wspaniałymi ludźmi z którymi często spędzałem czas wolny. Pod koniec wyjazdu postanowiliśmy zaprosić kilka osób z obsady restauracji La Sucursal i La Maritima, w tym szefa kuchni na obiad. Przygotowaliśmy razem tradycyjne polskie pierogi ruskie. Wszyscy byli zachwyceni nowymi smakami a obiad trwał do późnych godzin wieczornych 😉 Przez te dwa miesiące zdobyłem niezwykle cenne doświadczenie i na pewno przyda mi się ono w przyszłości.

Muzeum sztuki w Walencji pod otwartym niebem

 

Piękno Walencji

Bardzo często wyjeżdżając do innego miasta idziemy do muzeów i zwiedzamy najbardziej popularne atrakcje. Walencja jest bogata w takie miejsca. Bez zaprzeczeń warto zobaczyć miasteczko nauki i sztuki, oceanarium, wspaniałą architekturę, katedrę Świętego Mikołaja, kościół Świętej Cataliny, centralny rynek, park Turia, Biopark…
Ale oprócz tego warto zwrócić uwagę na tą sztukę, która pojawia się prawie na każdej uliczce Walencji – cudowne obrazy na ścianach, bramach, drzwiach i ogrodzeniach. I najczęściej to nie jest zwykłe graffiti, wręcz przeciwnie – to jest sztuka wysokiej jakości. Obrazy mają treść i sens, przedstawiają życie ludzi teraz i dawniej, historie miłości, epizody z legend i baśni albo myśli i uczucia artysty. Od czasu do czasu można zobaczyć tych samych bohaterów w różnych częściach miasta.
Często spotykają się też obrazy tematyczne, które ozdabiają wejścia do różnych miejsc. I od razu widać, że tu jest wynajem rowerów, albo knajpa z pysznym jedzeniem, przedszkole, klinika weterynaryjna, albo salon urody.
Podoba mi się ta umiejętność Hiszpanów, że potrafią zrobić swoje życie bardziej jaskrawym, ciekawym i kreatywnym.
To jest prawdziwe muzeum sztuki pod otwartym niebem, które można podziwiać całkowicie za darmo, i które uzupełnia niepowtarzalną atmosferę Walencji.

 

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków