Ładowanie strony…

!Buenos Dias! Que tal?

Przed wyjazdem do Hiszpanii w mojej głowie kotłowały się różne myśli – strach i niepewność mieszały się z ekscytacją. Jednak zaraz po wylądowaniu w urokliwej Walencji zniknął cały stres i ogarnęła mnie ciekawość – nowe miejsce, nowi ludzie, a przede wszystkim mnóstwo nowych smaków do odkrycia.

Kucharzem jestem od dwunastu lat, projekt jest dla mnie poszukiwaniem nowych kulinarnych inspiracji, które będę mógł wykorzystać w mojej pracy.

„Co my wiemy, to tylko kropelka. Czego nie wiemy, to cały ocean.” – Isaac Newton

Niezawodny wybór

Już po pierwszych dniach w szkole kulinarnej wiedziałem że się nie zawiodę. Maria Jose, która prowadzi z nami warsztaty kuchni hiszpańskiej jest niezwykle charyzmatyczna, pełna pasji  i doświadczenia gastronomicznego. Restauracja, którą wybrała dla mnie do zrealizowania praktyk również mnie nie rozczarowała. To najlepsza japońska restauracja w Walencji – „Hoono”. Jestem zachwycony technikami i metodami jakie wykorzystują tutejsi kuchmistrzowie.

Oprócz czasu przeznaczonego na naukę, mamy też sporo czasu wolnego, który przeznaczam na spotkania z przyjaciółmi, uczestnikami projektu oraz odkrywanie pięknej Walencji i tutejszych smaków.

Poza wspólnymi wypadami na miasto czy to na plaże, często wraz z  moimi fantastycznymi współlokatorami z Blasco Ibáñez wspólnie przygotowujemy posiłki. To piękne jak wspólna pasja łączy ludzi. Jest to dla mnie niesamowity czas.

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” –św. Augustyn

 

 

 

 

Pobyt w Walencji

Pobyt w Walencji okazał się być dużo ciekawszy niż myśleliśmy.
Na swoim koncie mamy już:

Ukończony kurs kuchni hiszpańskiej

prowadzony przez Fernando Ferrero. Przygotowywaliśmy typowe dania hiszpańskie takie jak: Paella, Tortilla, Gaspacio; hiszpańskie desery takie jak Crema Catalana czy Tarta de Santiago, oraz poznaliśmy tutejsze popularne owoce morza i ryby. Fernando pokazywał nam zarówno tradycyjne jak i modernistyczne wersje dań. Podczas ostatnich zajęć mieliśmy okazję popisać się własnymi umiejętnościami i kreatywnością gdyż za zadanie mieliśmy wymyślić i przyrządzić własne danie polsko-hiszpańskie.

Zwiedziliśmy miasto i poznaliśmy nowych ludzi

Każdy z grupy w wolnych chwilach przeprowadzał eksplorację na własną rękę. Dzięki temu zobaczyliśmy nie tylko centrum z zabytkami czy wykwintne restauracje ale i te mniej popularne, ciche, spokojne uliczki które zachwyciły mnie swoim specyficznym urokiem. Wszyscy ludzie poznani przypadkowo na ulicy, okazali się serdeczni i skorzy do pomocy. Niestety rzadko kto mówi po angielsku dlatego bardzo ważnym było dla mnie szybkie przyswojenie języka. Jaume Brines, nasz przewodnik i nauczyciel hiszpańskiego uczył nas historii i specyfiki regionu, zapoznawał nas z tutejszym dialektem i opowiadał nam o tym jak klimat wpływa na codzienne życie Hiszpanów. W Walencji, w lecie jest nieustanny upał i ku mojemu zdziwieniu prawie w ogóle nie ma opadów.

Praktyki

Szczerze pisząc praktyk obawiałem się najbardziej. Na szczęście ludzie z którymi przyszło mi pracować okazali się bardzo pomocni i wyrozumiali, dzięki czemu szybko nawiązaliśmy kontakt i poczułem się komfortowo na swoim stanowisku pracy. Był to kolejny dowód na to że języka uczy się najszybciej w rozmowie z ludźmi. Jednak kiedy komunikacja werbalna zawiodła wystarczyło uważnie się przyglądać i starannie kopiować ruchy moich nauczycieli. Miałem okazję pracować w cukierni Paco Roig i w restauracji La Marítima. Było to bardzo pozytywne i cenne doświadczenie, które mam nadzieję wykorzystać po powrocie do Polski.

 

Marisco Valencianos

Zachwycony? Mało powiedziane! Wręcz kubki mojego podniebienia są usatysfakcjonowane tutejszymi, świeżymi produktami. Pierwsze z nich to krewetki, kalmary, langustynki jako popularne owoce morza na całym świecie. Takie przysmaki jak scyzorki możemy zastąpić małżami. Strzykwy uznawane są za przysmak podobny do kawioru  lub jeżowce na które trzeba uważać bo są trujące. Sezonem przyrządzenia jest marzec i kwiecień wtedy pojawiają się niczym przebiśniegi po zimie, na każdym Walenckim stole. Dla zwykłego zjadacza chleba mogą okazać się niczym szczególnym, natomiast posiadają swoja magie. Pomimo tego, że nie jestem ich smakoszem, nie wyobrażam sobie aby ich nie spróbować będąc w tym miejscu. Takimi przysmakami zajmuje się na co dzień w kuchni „Familia La Sucursal” w której odbywam praktyki. Jestem zachwycony i oszołomiony cała Walencją. Tutaj dla ludzi zatrzymał się czas, nie biegną, nie pędzą, po prostu idą. Słoneczna pogoda i wspaniały wiatr tulący twarz pozwala na wędrowanie bez końca. A gdy jest nam już za gorąco to pubów i plaż jest sporo. Czas szybko pędzi i zbliża nas do końca pobytu w Walencji, lecz jestem szczęśliwy i zadowolony bo odkryłem w tej przygodzie nowe doznania kulinarne.

Una llave de oro abre todas las cerraduras???

„Klucz ze złota otwiera wszystkie zamki?”

Co sprawia że ludzie w Walencji są tak otwarci i prawie zawsze uśmiechnięci? Żar w sercu to zasługa słońca, pomarańczy? A może czegoś więcej? Dzisiaj miałam okazję wczuć się w ten hiszpański klimat i smakować życia razem z nimi. Idąc ulicami Walencji, mijając przechodnia, dotykając kory drzew, kręcąc się w kółko bez celu. Wiem, że tak nie wiele potrzeba mi do szczęścia. Drogie samochody, biżuteria zaczynają tracić wartość. A uśmiech człowieka, promień słońca, wiatr muskający włosy, cieszy jak małe dzieci cieszyć może pierwszy komiks lub zabawka. Jeśli zamki to tylko te z piasku i ten sam piasek, który chociażby we włosach przestaje przeszkadzać. Msza? Tak!!! Ludzie jednoczą się, śpiewają, przytupują. Czas schodzi na któryś z dalszych planów, muzyka śpiew i wzniosłe słowa pozwalają oderwać się na jakąś nieokreśloną chwilę od rzeczywistości. Ludzie mają to coś w sobie. Zarażają energią, nagle zaczynasz się uśmiechać i niesiesz ten uśmiech dalej i dalej…  Jestem dumna, że mogłam zrobić z nimi choćby jeden krok na tej drodze zwanej szczęściem.

Hiszpania! Hola amigos!

Szczerze mówiąc, bardzo bałam się wyjazdu do Walencji. Moja głowa aż roiła się od wszelakich pytań; „Jak tam będzie? Co spakować? Czy trafię do restauracji, w której będę się dobrze czuła? Czy będę dogadywać się z moimi współlokatorami?”
Na miejscu:
Jest wspaniale. Spakowałam tonę niepotrzebnych rzeczy i trafiłam do świetnej restauracji, a współlokatorów mogę nazwać rodziną, bo są cudownymi osóbkami..Ale wróćmy do początku.
Po przylocie do Walencji od razu, co mnie najbardziej dotknęło to ogromny gorąc, z którym tak na prawdę nie mogłam sobie poradzić przez pierwsze dni, I już pierwszego dnia żałowałam, że wzięłam ze sobą jakiekolwiek długie spodnie. Przyleciałam z chłodnego Krakowa do miejsca gdzie jest bardzo, bardzo ciepło, a czterdzieści stopni to norma. Dosłownie gotowałam się, ale już (po dwóch tygodniach pobytu) się zaaklimatyzowałam. W końcu.

Mieszkańcy Hiszpanii

Są wspaniali. Co tu dużo pisać. Kolorowi, uśmiechnięci, życzliwi. Idziesz po ulicy, a nieznajomy częstuje Cię szerokim uśmiechem i głośnym „HOLA!”. Kiedy na polu się ściemni i pójdzie się na plaże możemy zauważyć rodziny, które jedzą wspólnie posiłki. Rozkładają stoliki, krzesełka i razem przy muzyce jedzą kolacje. Przeważnie ludzie zaczynają wychodzić na zewnątrz wieczorem, kiedy ochłodzi się trochę. Najbardziej zapadł mi w pamięć widok małych dzieci, które naprawdę późną nocą bawią się w najlepsze na pustych ulicach Walencji, biegają, tańczą, śpiewają. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, dlatego może wywarło to na mnie takie wrażenie, bo zazwyczaj dzieci już o tej porze powinny spać… Ale najwyraźniej nie tutaj!
Mój dzień zaczyna się około ósmej rano, ponieważ chce na spokojnie przygotować się do zajęć i praktyk. Po zakończeniu zajęć wracam do domu i zazwyczaj coś gotuję, potem wychodzę na spacer, na plaże. Widok piasku i morza bardzo mnie relaksuje i chętnie tam wracam. Jednak lubię też odkrywać nowe miejsca i idę po prostu przed siebie, aż znajdę coś ciekawego.

ZAJĘCIA I PRAKTYKI

Zajęcia z języka i kuchni hiszpańskiej odbywają się w szkole Altaviana, która jest pół godziny spacerkiem od naszego mieszkania.
Język hiszpański prowadzony jest przez Jaume który jest bardzo pomocnym człowiekiem. Gdy czegoś nie rozumiem, to zawsze jest chętny żeby wytłumaczyć i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Zajęcia z kuchni hiszpańskiej prowadzone są przez Fernanda Ferrero, szefa kuchni restauracji La Maritima. Fernando jest profesjonalistą, który zwraca uwagę na każdy szczegół np. jak trzymamy nóż podczas krojenia, czy mamy zapięty kitel na ostatni guzik itp. Uczymy się naprawdę wielu rzeczy, gotujemy, łączymy smaki tak, że w życiu nie wpadłabym na taka kompozycję! Z drugiej strony, jeśli mam być szczera, kuchnia hiszpańska to raczej nie moje smaki. Jest bardzo dużo ryb i owoców morza, co od razu dyskwalifikuje mnie z jedzenia tego wszystkiego, ponieważ jestem weganką. Również nie podoba mi się sposób przyrządzania niektórych potraw, gotowanie na żywca owoców morza jest dla mnie czymś odpychającym i przerażającym na pewien sposób. Jednak moi rówieśnicy- mięsożercy, chwalą sobie tą kuchnie.

Na szczęście… praktyki odbywam w wegańskiej restauracji AMARANTA BIO BAR VEGANO, więc jestem w siódmym niebie! Nie jest to duża restauracja, jednak z przepysznym jedzeniem i ogromnym ruchem. Pracownicy bardzo ciepło mnie przyjęli i dbają o to, żeby czuć się dobrze na praktykach. Mogę dużo tam nauczyć się, gdyż codziennie jest inne danie dnia, które składa się z 4 posiłków. Gotujemy tradycyjne dania kuchni hiszpańskiej jak np. Paella czy Fideua tylko w wersji wegańskiej. Jak wcześniej wspomniałam, mamy duży ruch więc raczej się nie nudzę. Bardzo mnie to cieszy, że trafiłam do takiej restauracji, do jakiej chciałam, ponieważ kuchnia roślinna to ta, w której się czuję najlepiej.
Ogółem moje odczucia odnośnie projektu są bardzo pozytywne i cieszę się, że tu jestem!

Port Saplaya, czyli „Mała Wenecja”

Chcąc czerpać jak najwięcej z pobytu w Walencji, postanowiliśmy pewnego popołudnia odwiedzić port Saplaya w północnej części Walencji. Jest to dzielnica mieszkalna znajdująca się w wiosce Alboraya, oddalona 5 kilometrów od centrum Walencji. Jest to idealne miejsce, żeby cieszyć się latem, plażą, szumem morza, popijając horxatę. Pewnie wyobrażacie sobie zwykłą nadmorską miejscowość, jednak to widok miasteczka i małego portu znajdującego się sercu Saplaya zapiera dech w piersiach. Dookoła otacza nas cała feeria barw urokliwych domków. Kolorowe domy powstały w latach 70. , zostały zbudowane wzdłuż kanału, gdzie zacumowane są łódki i jachty. Ze względu na zabudowę oraz sieć kanałów nazwano to miejsce „Małą Wenecją”.

Jeśli chcecie odpocząć nieco od miejskiego zgiełku, polecam zgubić się w korytarza uliczek, w których panuje błoga cisza. Następnie znaleźć wzdłuż promenady jedna z horchaterii, z których słynie Alboraya. Ponadto w sezonie letnim możemy trafić na mały rynek wypełniony straganami lub kino letnie, co jest kolejnymi zaletami, dla których warto odwiedzić to wyjątkowe miejsce.

Jak dojechać do portu Saplaya?

Aby dostać się do tego malowniczego miejsca, polecam pojechać autobusem miejskim numer 31, wzdłuż plaży, aż do ostatniego przystanku jakim jest Mare Nostrum – la Patacona. Dalej czeka nas krótki spacer i za 15 minut jesteśmy na miejscu. Port połączony jest także z linią autobusową z Alboraya.   Można się tam dostać linią metra nr 3, a następnie skorzystać z linii autobusu nr 70.

ZmysłOwa Walencja

Zazwyczaj wybierając się w nowe, nieznane nam miejsce,sięgamy po przewodniki i mapy, by odpowiednio przygotować się do zwiedzania miasta. Zwracamy uwagę na historię powstania miejscowości, czytamy o ważnych postaciach z jej dziejów. Przewodniki odnotowują miejsca warte obejrzenia, bogate są w liczne wskazówki i podpowiedzi. Oczywiście można zdać się na intuicję i pominąć wspomniane wcześniejsze przygotowania, na własną rękę szukając sposobu na swoje własne, indywidualne poznanie nowego miejsca. Mnie Walencja nie pozostawiła wyboru. W kąt odeszły wszelkie przewodniki, wcześniej zasłyszane rady czy instrukcje. Już od pierwszych chwil pobytu tutaj przemówiła do mnie z pełną mocą. Poznaję ją intuicyjnie, wsłuchując się w to, co próbuje mi powiedzieć. Posługuje się przy tym uniwersalnym, międzynarodowym kodem – językiem zmysłów. Nie wymaga on tłumaczenia ani wcześniejszej nauki, bo kod ten jest w każdym z nas.

Tutaj każdy bodziec odczuwa się inaczej. Intensywniej. Pełniej. Tak jak w przypadku unoszącego się w powietrzu aromatu kwiatu pomarańczy. Słodkiego, zdecydowanego, mocno pobudzającego zmysł powonienia. Wiosną krajobraz wzbogacony zostaje o rzędy białych, drobnych kwiatów, które darują mieszkańcom miasta jeden z najpiękniejszych zapachów świata. Dla takich wrażeń zmysłowych warto odwiedzić Walencję właśnie wiosną.

Gdy moje nozdrza zdążyły już oswoić się z niespotkanym wcześniej zapachem, do głosu doszedł, nomen omen, zmysł słuchu. Po pierwszych kilku dniach spędzonych w Walencji zaryzykuję stwierdzenie, że to miasto nigdy nie śpi. Jest pełne radosnych, uśmiechniętych ludzi, z emfazą dzielących się swoimi wrażeniami. Z kawiarnianych ogródków, z parkowych ławek, zewsząd dobiegają perliste śmiechy i spontaniczne wybuchy entuzjazmu. Ta atakująca uszy radość nie jest wystudiowaną, sztuczną pozą, to autentycznie wyrażane zadowolenie ze spotkania z drugim człowiekiem. Zaobserwowałam to choćby w sklepie czy na klatce schodowej, gdzie nieznane mi osoby wesoło witały się zemną, ujawniając swój pozytywny stosunek do otoczenia.

Również i zmysł dotyku działa w tym miejscu na najwyższych obrotach. Spacer boso po pobliskiej plaży nie pozwala receptorom dotyku pozostać obojętnym. Delikatny, sypki piasek leniwie przelewa się pomiędzy palcami, pieszcząc i zarazem masując nasze stopy. To prawdziwa ulga po intensywnym dniu. Matka Natura dla tego rejonu była wyjątkowo hojna!

Nie szczędziła także walencjanom mocnego, wręcz oślepiającego słońca. Wszystko wydaje się tutaj jaśniejsze, barwy są mocniej nasycone. Ta intensywność w odbieraniu wrażeń zmysłowych ma, zdaje się, wpływ na samopoczucie i postawę mieszkańców. Chcąc odwdzięczyć się Naturze, pobraną energię z promieni słonecznych oddają napotkanym na swojej drodze osobom. Ot, cała tajemnica życzliwej postawy tubylców. W dużym uproszczeniu, rzecz jasna. Nieopuszczające mnie wrażenie intensyfikacji recepcji wrażeń wzrokowych znajduje poparcie w przyznanej Walencji w 2014 roku Europejskiej Nagrodzie Pogodowej za najbardziej przyjazny klimat. Statystyki mówią bowiem, że tutaj więcej niż 300 dni w roku jest słonecznych. A jeśli pada to krótko.

Ostatni ze zmysłów – zmysł smaku zostawiłam, a jakże, na deser. Sposób życia mieszkańców Walencji, ich przyzwyczajenia, położenie geograficzne, a nawet podłoże historyczne warunkują tutejszą zróżnicowaną kuchnię. Gwarne spotkania urozmaicane są niekończącymi się porcjami tapas, pragnienie w upalne dni gasi chłodne miejscowe piwo, ryż porastający pobliskie pola znajduje w kuchni szerokie zastosowanie, nieprzebrane bogactwo ryb sprzedawanych wprost z morza – to wszystko czyni Walencję niezwykle apetyczną.

Słońca, wspaniałych widoków, życzliwych ludzi, tutejszych zapachów niestety nie uda mi się przywieźć do Polski, jednak wyjadę stąd z głową pełną pomysłów i receptur, które znajdą zastosowanie w mojej kuchni.

Walencja

Walencja od kuchni

Uroki Walencji

Walencja to bardzo ciekawe miasto, które nam bardzo przypadło do gustu. W mieście dużo się dzieje. Jest pełno placów na których ludzie spędzają miło czas przy muzyce i sztuce oraz smacznych przekąskach i napojach.  Nasze mieszkanie znajduje się blisko starego miasta, także atmosfera ta udziela się również nam, uczestnikom projektu.

Historia Walencji w skrócie

Walencja została założona w 138r p.n.e przez rzymskich żołnierzy.  Jest miastem bogatym kulturowo, gdzie przez setki lat mieszały się wpływy rzymskie, arabskie i  zachodnioeuropejskie. Jest to ważny ośrodek przemysłowy, finansowy i kulturalno-naukowy. Miasto ma status metropolii o znaczeniu globalnym. Flaga Walencji jest niemal identyczną kopią chorągwi przyznanej w 1238 roku miastu Walencji przez króla Aragonii Jakuba I Zdobywcę. Przyjęta 1 lipca 1982 roku.

 

1

 

2

Walencja oczami turysty

Miasto tętniące życiem. Miejscowi  znani są z zamiłowania do głośnych, czasami nieco szalonych fiest.  Ludzie przejawiają dużo radości i sympatii dla gości. Nie brakuje na ulicach i placach ulicznych grajków, orkiestr i artystów w przebraniach.  Proponujemy wędrówkę po starym mieście. To najlepszy sposób, by poznać  sekrety tej hiszpańskiej metropolii. Będzie to dość długi spacer, ale niezwykle ciekawy i zajmujący, na pewno nie będziecie się nudzić.

My beautiful picture

My beautiful picture

 

 

 

 

 

 

Na plaza de la Virgin kobiety i mężczyźni w tradycyjnych strojach z kwiatami.

5

Jednym z największych placów w Walencji jest Plaza de la Ayuntamiento, gdzie odbywają się różne święta i defilady.

6

W jedną z ostatnich niedziel było miało miejsce święto ryżu, gdzie można było skosztować oryginalnej  Paelli, czy dobrego miejscowego wina, wiele restauracji miało swoje stoiska. Ludzie bawili się rzucając się ryżem i tańczyli do późnych godzin, świetna zabawa! polecamy wszystkim!

Muzeum Sztuk Pięknych w Walencji

 Królewska Akademia Sztuk Pięknych San Carlos znajduje się przy dawnej rzece Turia, niepodal naszego miejsca zamieszkania.

Akademia powstała na skutek petycji artystów walencjańskich do króla Ferdynanda VI, w której prosili o utworzenie akademii sztuki w ich regionie. Król wyraził zgodę i utworzona została Academia de Santa Bárbara, nazwana w ten sposób na cześć małżonki króla Marii Barbary Portugalskiej. Po śmierci króla szkoła upadła na skutek problemów fiansowych.

14 lutego 1768 r. akademia została przywrócona przez króla Karola III, ranga uczelni została podniesiona do Królewskiej Akademii Sztuki. Akademię na cześć króla nazwano Real Academia de las Tres Nobles Artes de San Carlos. Zbiory muzeum zawierają ważną kolekcję malarstwa, a w szczególności prace starych mistrzów. Kolekcja sztuki zawiera dzieła m.in. Joaquina Sorolli, Francisca Goi, Mariana Salvadora Maelli. Ważne dzieła to Autoportret Velazqueza, Madonna z dzieciątkiem Pinturicchia oraz kolekcja malarstwa gotyckiego z XIV i XV wieku.

8

7

9

10

Relacja z zajęć kuchni hiszpańskiej w naszej szkole Mediterráneo:

Na zajęciach pracujemy w grupach dwuosobowych i mamy zawsze co poniedziałek do przygotowania kilka potraw hiszpańskich. Zajęcia są bardzo ciekawe, prowadzi je Paul, nasz nauczyciel.  Czasem mamy dni kuchni polskiej, gdzie przed większą publicznością innych uczniów szkoły z Francji czy Hiszpanii przedstawiamy nasze narodowe potrawy.

11

14

15

Szarlotka Piotrka bardzo posmakowała Hiszpanom.

 

Warto brać udział w projekcie „Gotuj po hiszpańsku”, ponieważ uczymy się gotować ciekawe potrawy kuchni śródziemnomorskiej i mamy dużo fajnych inspiracji do dalszej pracy w gastronomii. Pobyt nasz jest w okresie świetnej pogody, na przełomie wiosny i lata, także nie brakuje nam energii do pracy i nauki.

Marzenia się spełniają z kuchnią hiszpańską, czyli praktyki w restauracji z gwiazdką Michelin

Madryt – stolica Hiszpanii, a także stolica najważniejszych wydarzeń związanych z kuchnią hiszpańską.

20170503_164731

Trafiając na projekt „Gotuj po hiszpańsku” nie spodziewałem się, że moje marzenia związane z gastronomią mogą się spełnić. „EL POBLET” czyli jedna z trzech gwiazdkowych restauracji w Walencji okazała się być miejscem moich praktyk.

20170411_122149
Kuchnia robi ogromne wrażenie, obsługuje dwie restauracje, jedna z nich to „Vuelve Carolina” posiadająca oznaczenie „widelców” Michelin, a druga to wspomniane powyżej „EL POBLET„. Brzmi chaotycznie, jednak obie kuchnie – ciepła i zimna, są świetnie zorganizowane. Dania serwowane tam trzymają najwyższy poziomie, z którym w Polsce do tej pory się nie spotkałem.

130489_7922.gl

W dniach 2-4 maja w Madrycie odbyła się kolacja, gdzie mogliśmy pochwalić się daniami naszej kuchni. Jako jedyny z praktykantów dostałem propozycję wyjazdu i reprezentowania „EL POBLET” na tym wydarzeniu.

20170502_184503

Do stolicy Hiszpanii udaliśmy się w 14 osób (7 kucharzy i 7 osób obsługujących gości). Na miejsce dotarliśmy dopiero późnym wieczorem zatem przygotowania zaczęły się rankiem następnego dnia. Na start, zaczęliśmy od marynowania ryb, porcjowaniu produktów, np: kulki z makaronu ryżowego. Następnie nastąpiła ogólna organizacja i przygotowania do wieczoru.

20170503_102853  20170503_104311  20170503_123705

W przerwie mogliśmy podziwiać uroki Madrytu. Oczywiście nie obyło się bez tak zwanego „Pit-stopu” co pozwoliło uzupełnić nam brakujące płyny.

20170503_134929

Kolacja w Bolsa de Madrid, czyli w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Madrycie

Jest głównym rynkiem giełdowym w Hiszpanii.

20170503_165012

Po raz pierwszy miejsce kolacji zobaczyliśmy około godziny 16, ponieważ przygotowania do niej trwały w innym miejscu.

20170503_164931 20170503_165343 20170503_165409 20170503_200300

20170503_165611

 

Na początku spotkaliśmy się z właścicielem restauracji Quique Dacosta, który ma na swoim koncie 4 gwiazdek Michelin. Quique Dacosta zarysował nam ogólny plan wieczoru, po czym chef kuchni przydzielił nam stanowiska i wyznaczył zadania.

20170503_170532

Wydawka rozpoczęła się o godzinie 21. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Mieliśmy do obsłużenia około 200 gości, w związku z czym na spokojnie zaczęliśmy przygotowywać aperitif i przystawki.

20170503_205304  20170503_215831

Po chwili przerwy zabraliśmy się za danie główne.

20170503_180445

20170503_224226

Mocno zdziwił mnie fakt, że na miejscu dysponowaliśmy czymś w rodzaju „podgrzewanej szafy”. Mimo braku pełnego wyposażenia dania wyszły perfekcyjnie.

Nie mieliśmy chwili wytchnienia- czas na deser! Jak przy każdym daniu, cała załoga ręce na pokład i do roboty.

20170503_232525

20170503_235401

Po wydaniu kolacji, właściciel podziękował nam za dobrze wykonana pracę. Powiedział, że wszystko wyszło zgodnie z jego oczekiwaniami.

20170504_003914

Po posprzątaniu zasłużyliśmy na odpoczynek. Wspólnie w polowych warunkach zjedliśmy posiłek, a następnie udaliśmy się podziwiać piękno Madrytu.

20170504_014847 20170504_014850 20170504_015352 20170504_011044

Walencja park

Hiszpańska życzliwość

Czas w Hiszpanii płynie inaczej

Pierwsze, co przychodziło mi na myśl o Hiszpanii to słońce, fiesta i siesta, no i kuchnia hiszpańska. Fakt, dzięki klimatowi na pewno jest łatwiej odczuć radość życia, podsycać ją doskonałej jakości lokalną kuchnią oraz wyśmienitym winem. Wstaje się później, kładzie się później, a słynna hiszpańska natura to nie mit. Afirmacja życia przez Hiszpanów przejawia się praktycznie w każdej dziedzinie, dla mnie najbardziej zauważalna jest jednak szeroko pojęta życzliwość.

Kiedy pierwszy raz postanowiłam skorzystać z autobusu w Walencji, miałam problem ze znalezieniem właściwego przystanku i postanowiłam spytać o drogę napotkaną kobietę. Nie tylko powiedziała mi, gdzie mam wsiąść, ale powiedziała też gdzie wysiąść i dodatkowo wdała się ze mną w pogawędkę o moim pobycie. I tacy właśnie są Hiszpanie – przynajmniej ci, na których trafiam – skorzy do pomocy i otwarci na drugiego człowieka. Już nie dziwi mnie, że wsiadając do autobusu pasażer wita się z kierowcą, a ekspedientki w sklepie zwracają się do klientów per cariño (kochany) czy guapa (piękna).

To te drobne, z pozoru mało istotne słowa i gesty sprawiają, że ten naród jest tak ujmujący.

Dostosowanie przestrzeni Walencji do każdego jej użytkownika

Hiszpańska życzliwość to także dostosowanie przestrzeni publicznej do każdego jej użytkownika. W centrum Walencji jest ogromny park, będący mekką dla ludzi różnego pokroju. Sportowcy znajdą tu siłownie na świeżym powietrzu, dzieci place zabaw, a wszyscy inni zielony teren do spacerów i spotkań z przyjaciółmi. Ciekawostką jest fakt, że Jardin del Turia to wynik dialogu społecznego. Gdy w latach 60. ubiegłego stulecia zmieniono bieg rzeki Turii, pozostałość po korycie miała być zagospodarowana jako arteria komunikacyjna, postanowiono jednak spytać o zdanie mieszkańców. Ci wyrazili chęć, by w centrum miasta było więcej terenów zielonych. Tak powstał ten będący ewenementem na skalę światową park.

 

Walencja ma rozbudowaną sieć ścieżek rowerowych

Na uwagę zasługuje również fakt, że rozbudowana sieć ścieżek rowerowych pozwala na komfortowe poruszanie się po mieście bez konieczności korzystania z jezdni czy chodnika.

Carril-bici-en-Valencia

Życzliwość dla osób niepełnosprawnych

Gdy mowa o udogodnieniach dla mieszkańców, nie sposób nie wspomnieć również o rozwiązaniach umożliwiających ludziom niepełnosprawnym jak największą samodzielność. Nie spotkałam jeszcze w Walencji chodnika, który przy przejściu dla pieszych nie byłby obniżony do poziomu jezdni, a także wyposażony w płyty ostrzegające dla osób niewidomych. Bardzo często na ulicy widuje się kogoś czy to z białą laską czy na wózku inwalidzkim bez asysty, gdyż wyżej wspomniane udogodnienia (a także inne, takie jak podjazdy dla wózków w autobusach czy rampy przy schodach) pozwalają na komfortowe poruszanie się po mieście.

Mestalla „od kuchni” – czyli futbol po hiszpańsku :)

Pięć dni pracować masz‚ mówi Biblia. Dzień siódmy jest dla Pana‚ Boga Twego. A szósty na futbol

powiedział kiedyś angielski pisarz Anthony Burgess. No i rzeczywiście, pracujemy 4 dni, jeden poświęcamy na naukę w szkole. Do kościoła nie chodzę. A przede wszystkim nie wyobrażam sobie mojego życia bez piłki nożnej. Po ‘przymusowej’ rozłące z Wisłą nie miałem wyboru – trzeba odwiedzić Estadio Mestalla – Stadion Mestalla, mekkę tutejszych kibiców.

18175888_1407043065985257_1645263013_o

Valencia vs. Celta Vigo

Pierwszy mecz, na jakim byliśmy, było to spotkanie Valencii z Celtą Vigo. Bilety można kupić w dwóch miejscach: w centrum na Placa de l’Ajuntament w oficjalnym sklepie Valencia, który robi ogromne wrażenie i oczywiście na stadionie Mestalla. Cena jest bardzo przyzwoita: 10 euro za La Lige 🙂 Panie w sklepie bardzo pomocne i co ważne, mówią po angielsku. I oto nadszedł upragniony czas, dzień meczu. Stadion jest przy stacji metra Aragon. Po drodze mijamy cervezzerie, gdzie nie wypadało nam nie wstąpić na jedno małe piwko. Zaczyna zbierać się coraz więcej ludzi.

18175274_1407042195985344_2023334821_o

Wejście na stadion

Na stadion wchodzimy bez problemu, o ile wejście 60 metrów do góry nie jest dla kogoś wyzwaniem 🙂

18160166_1405974709425426_709929283_o

Valencia vs. Real Sociedad

Robi ogromne wrażenie, kolos na jakim jeszcze nie byłem, może pomieścić 55 tysięcy ludzi. Mimo swojego wieku (wybudowany w 1923 roku, potem rozbudowywany), sprawia wrażenie zadbanego. Czas na kupienie coli i słonecznika, parę pamiątkowych zdjęć i zaczynamy 🙂

18175603_1407042289318668_423499151_o

Valencia vs. Sevilla

Z nietypowych zjawisk, które nas mocno zdziwiły, to na pewno ludzie w koszulkach klubowych z całej Hiszpanii, zaczynając na Realu i Barcelonie a kończąc na… Levante – lokalnym rywalu Walencji. W składzie gospodarzy gra paru niezłych piłkarzy, przede wszystkim Simone Zaza, Munir czy kontuzjowany tego dnia Nani.

Samego meczu nie będę opisywał, Nietoperze wygrały 3:2 po bardzo zaciętej walce do samego końca, a my zadowoleni wróciliśmy do swoich domów, od których Mestalla leży 15 minut piechotą. W międzyczasie byłem jeszcze na 2 meczach: z Sevillą (tutaj bilet kosztował 15 euro, a mecz bardzo rozczarował) i z Realem Sociedad (cena normalna – 10 eurasi i świetna 2 połowa), przed nami jeszcze Osansuna i Villareal.

Jeżeli ktoś miałby wątpliwości, czy warto się wybrać na mecz, to nie ma nad czym zastanawiać. Valencia jako zespół ze środka tabeli prezentuje poziom, któremu nasza liga jeszcze długo nie dorówna.
18176187_1407040529318844_1713784477_o

18195476_1407043045985259_1995620713_o

18195869_1407042872651943_1934353636_o

świeże ryby

Port w Walencji oraz jakie skarby można kupić prosto od rybaków

IMG_20170418_185903_1

Jak funkcjonuje Port w Walencji

18 kwietnia wybraliśmy się do portu w poszukiwaniu świeżych ryb. Razem z Magdą – koleżanką z grupy i Ricardo – naszym nauczycielem, spotkaliśmy się w umówionym miejscu, nieopodal portu.

Mieliśmy dwie sprzeczne informacje.
Jedna mówiła, że nie da się kupić ryb bezpośrednio od rybaków i trzeba iść do portowego sklepu, gdzie rybacy oddają swoje zdobycze. To nam średnio pasowało, bo tak kupować to można wszędzie. Chcieliśmy towar prosto od dilera, bez pośredników.

Drugie źródło twierdziło, że około godziny 16.00 do portu przybijają kutry rybackie ze świeżym połowem i wtedy można od nich nabyć to, co chcemy.

IMG_20170418_162610

Jak zdobyć najświeższe ryby i owoce morza

Okazało się, że obie informacje mają coś wspólnego z prawdą. Najpierw trafiliśmy na otwarte drzwi hangaru, gdzie stały przywiezione na wózku plastikowe skrzynie z rybami i owocami morza. Niestety, nie można było ich kupić. Towar przeznaczony był na aukcję w pomieszczeniu obok. Udało nam się wejść do środka i podglądnąć licytację ale już po chwili grzecznie nas wyproszono. Zrozumieliśmy, że licytacja jest prywatna i trzeba mieć zaproszenie. Z tego co wiem, osobami licytującymi byli właściciele pobliskich restauracji, a towar sprzedawany był hurtowo w dużych ilościach.

IMG-20170418-WA0000

Udane zakupy na targu ryb i owoców morza

Wyszliśmy i zaczęliśmy się rozglądać, czy może jest jeszcze inne miejsce sprzedaży.
Niedaleko od nas widać było grupkę ludzi, a kiedy podeszliśmy bliżej, okazało się, że to właśnie tu możemy zakupić nasze ryby. Początkowo miałem zamiar kupić 2, może 3 sztuki. Jednak rybacy nie sprzedawali ani na sztuki, ani na kilogramy. Ryby były podzielone według nieznanego mi wzoru, na kupki. Wskazane porcje kosztowały 5 euro za każdą. Razem z Magdą wybraliśmy jedną na spółkę. Rybki ważyły około 1,5 kg. W tym było 5 naszych i 3 inne, które dostaliśmy od Ricarda.

Ricardo jest naprawdę w porządku. Wcześniej tego samego dnia mieliśmy z nim zajęcia z hiszpańskiego, oprowadził nas też po mieście, a kiedy wspomnieliśmy, że popołudniu chcemy iść do portu, zaoferował swoją pomoc w komunikacji z rybakami.

Najświeższe ryby w Walencji i jak je przygotować

To, co udało nam się upolować to Caballa, Jurel, Pajel Sargo – jeśli dobrze rozszyfrowałem, są to hiszpańskie nazwy dla makreli, ostroboka pospolitego, pagrusa różowego i sargusa.

Po powrocie z portu musieliśmy wypatroszyć i umyć nasze łupy, następnie zabraliśmy się do ich obróbki cieplnej.

Dwie pierwsze rybki mieliśmy tylko po sztuce i zdecydowaliśmy się przyrządzić je zgodnie z radą rybaków, czyli obtoczyliśmy je w mące i usmażyliśmy na oleju.

Z pięcioma kolejnymi rybami także postąpiliśmy wedle zaleceń i upiekliśmy je w piekarniku w 170°C / 20′ z dodatkiem soli, pieprzu i cytryny.

     

Dzień był naprawdę super. Nigdy wcześniej nie kupowałem ani nie jadłem świeższych ryb.

Polecam wszystkim.

 

gotuj po hiszpańsku-kuchnia hiszpańska-zwiedzanie oceanarium-walencja

Uczestnicy III edycji „Gotuj po hiszpańsku” zwiedzają Walencję

Poza nauką języka hiszpańskiego oraz poznawaniem kuchni regionu Walencji w czasie warsztatów kulinarnych i praktyk zawodowych w restauracjach, uczestnicy projektu „Gotuj po hiszpańsku” mieli okazję do zwiedzenia głównych atrakcji turystycznych i ciekawych miejsc w tym pięknym mieście. Zapraszamy do obejrzenia krótkiej relacji fotograficznej.

Galeria zdjęć ze zwiedzania Walencji

Spotkanie z przyszłością – Ciudad de las Artes y las Ciencias

Dzielnica przyszłości

Ciudad de las Artes y las Ciencias, czyli Miasto Sztuki i Nauki jest jedną z głównych atrakcji Walencji, zachwyca swoją monumentalnością i harmonią kształtów z wodą oraz światłem. Spacerując wokół budynków można odnieść wrażenie, jakby weszło się do osobnego, futurystycznego miasta, zapewne z tego powodu nazywane jest „dzielnicą przyszłości”.
Kompleks został zaprojektowany przez architekta Santiago Calatrava (znanego m. in. z dworca kolejowego Lisboa Oriente i renowacji Stadionu Olimpijskiego w Atenach) we współpracy z Felixem Candela. Budowę (która pochłonęła 1,2 miliarda Euro) rozpoczęto w 1996 roku, a ostateczną formę uzyskała w 2006 roku. Kompleks usytuowany jest w dawnym korycie rzeki Turia i rozpościera się na obszarze 350 000 m².

Na jego terenie podziwiać możemy:
L’Hemisfèric – planetarium, kino IMAX, wśród atrakcji jest również spektakl laserowy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

L’Oceanogràfic – oceanarium prezentujące 13 ekosystemów światowych mórz wraz z delfinarium i wyspą lwów morskich

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

El Museu de les Ciències Príncipe Felipe – interaktywne muzeum nauki

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

El Palau de les Arts Reina Sofía – służące jako przestrzeń koncertowo-teatralna oraz opera

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

L’Umbracle – ogromny parking z ogólnodostępnym ogrodem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

 

 

 

 

Bilety wstępu do poszczególnych obiektów można zakupić przez oficjalną stronę internetową: https://tickets.cac.es/ lub bezpośrednio w kasach.

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków