Ładowanie strony…

Rowerem przez Walencję!

Aktywny weekend

Po długich i wielokrotnych spacerach, posiłkach w dobrych restauracjach, relaksie na plaży, przyszedł czas na bardziej aktywny weekend. Korzystając z tego, że w Walencji pełno jest wypożyczalni i ścieżek rowerowych oraz pamiętając o tym, że ruch to zdrowie, postanowiliśmy zwiedzić jeszcze raz to piękne miasto, uprawiając przy tym odrobinę sportu. Wypożyczyliśmy rowery i skoro świt ruszyliśmy na wycieczkę.

Trudno było zdecydować się, w którą stronę podążać, bo godzinami można by jeździć po pięknym parku Turia, powstałym w korycie rzeki, czy po centrum miasta, gdzie każda uliczka zachwyca tylko bardziej i bardziej.

Przejechaliśmy więc prawie każdy zakątek, aż dotarliśmy do plaży, skąd kierowaliśmy się dalej w stronę Port Saplaya, czyli tzw. małej hiszpańskiej Wenecji.
Jadąc wybrzeżem, łapiąc promienie słońca i powiew ciepłego wiatru, myśleliśmy tylko o tym, jakie mamy szczęście, że możemy tu być i jak trudno będzie wracać do Polski…

Zmęczeni, ale zadowoleni

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, lekko zmęczeni, ale zadowoleni, jako wielbiciele dobrego jedzenia, postanowiliśmy zjeść obiad w jednej z pobliskich restauracji. Zgodnie ze zwyczajem, który panuje w Walencji, jak przystało na każdą niedzielę, zamówiliśmy tradycyjne danie Paella Valenciana. Nie pożałowaliśmy – po raz kolejny przekonaliśmy się, że hiszpańska kuchnia jest jedną z lepszych! W tym samym momencie nadzieje o zrzuconych kilogramach uleciały razem z wiatrem, ale za to, na nasze twarze ze zdwojoną siłą powróciły uśmiechy!

Bo żyje się tylko raz!

 

Port Saplaya, czyli „Mała Wenecja”

Chcąc czerpać jak najwięcej z pobytu w Walencji, postanowiliśmy pewnego popołudnia odwiedzić port Saplaya w północnej części Walencji. Jest to dzielnica mieszkalna znajdująca się w wiosce Alboraya, oddalona 5 kilometrów od centrum Walencji. Jest to idealne miejsce, żeby cieszyć się latem, plażą, szumem morza, popijając horxatę. Pewnie wyobrażacie sobie zwykłą nadmorską miejscowość, jednak to widok miasteczka i małego portu znajdującego się sercu Saplaya zapiera dech w piersiach. Dookoła otacza nas cała feeria barw urokliwych domków. Kolorowe domy powstały w latach 70. , zostały zbudowane wzdłuż kanału, gdzie zacumowane są łódki i jachty. Ze względu na zabudowę oraz sieć kanałów nazwano to miejsce „Małą Wenecją”.

Jeśli chcecie odpocząć nieco od miejskiego zgiełku, polecam zgubić się w korytarza uliczek, w których panuje błoga cisza. Następnie znaleźć wzdłuż promenady jedna z horchaterii, z których słynie Alboraya. Ponadto w sezonie letnim możemy trafić na mały rynek wypełniony straganami lub kino letnie, co jest kolejnymi zaletami, dla których warto odwiedzić to wyjątkowe miejsce.

Jak dojechać do portu Saplaya?

Aby dostać się do tego malowniczego miejsca, polecam pojechać autobusem miejskim numer 31, wzdłuż plaży, aż do ostatniego przystanku jakim jest Mare Nostrum – la Patacona. Dalej czeka nas krótki spacer i za 15 minut jesteśmy na miejscu. Port połączony jest także z linią autobusową z Alboraya.   Można się tam dostać linią metra nr 3, a następnie skorzystać z linii autobusu nr 70.

Pomysł na niedzielę w Walencji

Pierwszy prawdziwie słoneczny dzień postanowiliśmy spędzić nad jeziorem Albufera. Po leniwym śniadaniu udaliśmy się w stronę historycznego centrum Walencji, żeby znaleźć autobus linii 25, mający zawieźć nas do miejscowości El Palmar, położonej tuż przy jeziorze.

Targ rozmaitości

Pogoda dopisywała, więc przespacerowaliśmy się jeszcze po starym mieście i odkryliśmy Eldorado każdego poszukiwacza osobliwości – pchli targ ciągnący się arteriami miasta. Można tu znaleźć właściwie wszystko, markowe obuwie o podejrzanej proweniencji, zalew chińskiej elektroniki, biżuterię, ubrania, a także coś dla kolekcjonerów: monety, znaczki i karty z piłkarzami.
3

Kiedy już nasyciliśmy oczy tą różnorodnością, ruszyliśmy w stronę faktycznego celu naszej niedzielnej wycieczki. Po kilku konsultacjach z GPS-em udało nam się znaleźć właściwy przystanek i chwilę później jechaliśmy w stronę Albufery.

Zaskakująca zmiana planów

Po przejechaniu całej długości trasy zorientowaliśmy się, że linia 25 kursuje z Walencji w dwóch kierunkach: El Perellonet i El Palmar, z czego tylko to drugie jest położone nad jeziorem.

 

IMG_8136

Poczekaliśmy więc na autobus powrotny i z racji dość późnej już godziny wróciliśmy do miasta. Pogoda wciąż skłaniała do spaceru, więc wysiedliśmy wcześniej i weszliśmy na teren Jardín del Turia – ciągnącego się na 9 kilometrów parku utworzonego w starym korycie rzeki Turii.

 

IMG_8182 Okazało się, że odbywa się tam Mostra de Vins i Aliments de la Comunitat Valenciana – wystawa win i produktów z regionu Walencji.


Nowe znajomości

Sądząc po panującej atmosferze, impreza była udana. Uczestnicy zabawy byli otwarci, chętnie nawiązywali rozmowę i pozowali do zdjęć.

 

IMG_8161

 

festiwal wina 3

 

Poznaliśmy grupę sympatycznych Włochów, którym udzielił się nastrój. Mieszanką języków francuskiego i hiszpańskiego entuzjastycznie zachęcali nas do spróbowania lokalnych przysmaków, sami zaś poczęstowali nas czekoladą i cavą.

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków