Ładowanie strony…

Pierwszy krok w chmurach.

Idzie nowe?

Przeprowadzka za granicę zawsze jest wielką niewiadomą. Nieważne, jak długo przygotowujemy się do wyjazdu. Ile przeczytamy o kraju, w którym będziemy mieszkać. Jak dokładnie się spakujemy? Czy płynnie zdołamy nauczyć się mówić w języku kraju, który będzie naszym domem przez kolejne kilka miesięcy? Nigdy nie jesteśmy w stanie przygotować się na nieznane w stu procentach. Projekt “Gotuj po hiszpańsku” to dla wielu taki pierwszy krok w chmurach. Pierwsza wizyta za granicą, pierwsze mieszkanie solo, być może nawet pierwszy lot samolotem. Również dla mnie, Hiszpania miała być miejscem, w którym wiele rzeczy zdarzy się po raz pierwszy. Wyjeżdżałam więc z Polski z duszą na ramieniu, bardziej jednak w gotowości na nowe, niż pełna strachu przed nieznanym.

Dlaczego Hiszpania?

Zgłosiłam się do projektu z nadzieją, że wreszcie odważę się zrobić to, o czym marzyłam od dobrych kilku lat. Że rozpocznę pracę w profesjonalnej kuchni. Ciekawe, że dochodzimy do tego, co naprawdę chcemy w życiu bardzo okrężną drogą. Przez trzynaście lat flirtowałam z gastronomią, pracując jako kelnerka, barmanka, baristka, studiując o jedzeniu i pisząc o nim na blogu. Dlaczego więc, pomimo namów ze strony moich znajomych-kucharzy, nigdy nie odważyłam się na to, by założyć kucharską bluzę, wziąć nóż do ręki i zacząć przygodę z profesjonalną kuchnią? Wydawało mi się chyba, że bez ukończonej szkoły gastronomicznej nie mam czego szukać w restauracji. Błąd!

Nie wiem, czy gdyby nie ten projekt kiedykolwiek zdobyłabym się na ten krok. Hiszpania, a raczej Walencja, stały się dla mnie synonimem tego, co nowe: nowy kierunek rozwoju, nowe perspektywy i wcześniej nieuświadomione ambicje. Dla kogoś, kto nigdy nie pracował w profesjonalnej kuchni, warsztaty kulinarne, a później praktyki w restauracji, okazały się próbą nie tyle umiejętności, co charakteru. A przynajmniej tak było w moim przypadku. Wszystko – począwszy od sposobu trzymania noża, skończywszy na filetowaniu ryby (rzeczy dla kogoś po szkole gastronomicznej tak dziecinnie proste, że wstyd się przyznać, że się ich nie wie) – było nowością. Gdyby tego było mało, wszystko odbywało się w języku hiszpańskim, którego zaczęłam się uczyć miesiąc przed wyjazdem. Podwójny challenge? Wkrótce miało się okazać, że nawet potrójny!

Challenge accepted!

Po tygodniu warsztatów kulinarnych w Walencji, pod czujnym okiem przemiłej i niezwykle utalentowanej instruktorki Marii Jose, przyszedł czas na praktyki w restauracji. Miejsce zostało wybrane dla każdego uczestnika projektu indywidualnie. Zgodnie z umiejętnościami, ambicjami i preferencjami. Ja trafiłam do Tastem, pierwszej japońskiej restauracji w Walencji, co, jak się szybko okazało, miało być przygodą równie fascynującą, co stymulującą szare komórki do granic możliwości. Tastem to mała restauracja japońska, gdzie (co z resztą zrobiło na mnie ogromne wrażenie już pierwszego dnia) do produktów i przygotowanych z nich dań podchodzi się z niesamowitą dokładnością, pasją i zaangażowaniem. Każda dostawa ryb i owoców morza to wydarzenie: kucharze z Tastem (często też z siostrzanej restauracji Honoo) gromadzą się wokół styropianowego pudełka i zawzięcie dyskutują problem świeżości przywiezionego dzisiaj tuńczyka, bądź też stoją kilkanaście sekund w ciszy, oniemiali, podziwiając gigantycznego kraba, który ma stać się podstawą nowego lunch menu.

Pierwszy tydzień w Tastem był niesamowicie intensywny. Nie dość, że wszystkiego uczyłam się od podstaw (morał: nigdy nie jest za późno na nowy kierunek w życiu), to jeszcze musiałam zrozumieć co jest mówione do mnie podczas zmiany. Potrafić odpowiedzieć na pytania i polecenia. A mogłam to zrobić tylko po hiszpańsku lub japońsku – językach używanych w Tastem na co dzień. Pomimo, że romans z językiem japońskim zaczęłam aż 8 lat temu, dopiero w Walencji po raz pierwszy odważyłam się po japońsku mówić. Studia – rok w Japonii. Znajomi Japończycy. Nic nie było w stanie skłonić mnie do przełamania własnej nieśmiałości w mówieniu po japońsku tak skutecznie, jak zrobiła to praca w kuchni. Kolejny dowód na to, że nigdy nie wiadomo, co przyniesie nowe doświadczenie. Przyjechałam do Hiszpanii, by nauczyć się gotować, a w bonusie dostałam japoński bootcamp. Całkiem nieoczekiwany zwrot wydarzeń, powiedziałabym, ale za to jaki szczęśliwy!

Co dalej?

I to jest właśnie piękno tego projektu! Jedyne stałe dla całej jedenastki to nauka hiszpańskiego, kurs kulinarny oraz praktyki w restauracji w Walencji! Cała reszta zależy od indywidualnego podejścia. Nastawienie jest kluczowe. Czym bardziej jesteśmy otwarci na nowe, tym więcej tego nowego jesteśmy w stanie zaabsorbować. Czym więcej pytań zadamy, tym więcej zgromadzimy odpowiedzi. Każde wyjście z domu to okazja na poznanie nowych ludzi, odkrycie nowych miejsc, spróbowanie nowych rzeczy. Mieszkając z uczestnikami projektu, którzy (podobno) nie znaleźli się w Hiszpanii przez przypadek – jest kolejną szansą na wymianę umiejętności, wzajemną inspirację i być może odkrycie w sobie cech, czy ambicji, o których hitherto nie mielimy pojęcia, że istniały.

Nie wiem, jak potoczy się moja przygoda z pracą na kuchni? Czy kiedykolwiek zdołam nauczyć się hiszpańskiego tak, by posługiwać się nim płynnie? A może romans z kuchnią japońską okaże się na tyle frapujący, że będę kontynuować go w Polsce i krajach, które mam zamiar w przyszłości odwiedzić? Wiem jednak jedno: gdyby nie “Gotuj po hiszpańsku” i przyjazd do Walencji, być może wciąż zastanawiałabym się kiedy nadejdzie dobry czas na to, by zrobić rzeczony pierwszy krok w chmurach. Mając wokół siebie życzliwych i niezwykle pomocnych mentorów, nauczycieli, kolegów z pracy i uczestników projektu nie ma chyba możliwości, żeby w siebie nie uwierzyć. Do odważnych świat należy!

Gotujemy po Hiszpańsku!!!

Ach… jak ten czas w Walencji leci nieubłaganie. Za nami już siedem tygodni naszej niesamowitej kulinarnej przygody.  Słońce, morze, wspaniałe widoki, niesamowite tętniące życiem miasto oraz wspaniałe smaki z całego świata! To wszystko to, co otacza nas na co dzień w niesamowitej Walencji.

Gdzie my jesteśmy? Co my tu robimy?

Najbardziej nurtującymi nas pytaniami związanym z wyjazdem do Hiszpanii było przede wszystkim to, do jakich restauracji trafimy i co będziemy tam robić? Jaka będzie atmosfera w pracy i  czy nam się spodoba ? Czy damy sobie radę? Obaw i pytań jak widać było naprawdę wiele, teraz gdy tu już jesteśmy postanowiliśmy o tym opowiedzieć, kolejną serią mini wywiadów z każdym uczestnikiem projektu. Tym razem odpowiadaliśmy na następujące pytania 🙂

1. W jakiej restauracji odbywasz praktyki?
2. Jaką kuchnie reprezentuje Twoja restauracja?
3. Jakie jest Twoje wrażenie z praktyk?
4. Zdjęcie lub/i opis dania które wykonujesz na praktykach.

Wywiady z Cocineros

Jędrzej:

1. Odbywam staż w dwóch z wielu restauracji znanego w Hiszpanii szefa kuchni: Quique Dacosta. Na codzień pracuje w restauracji Vuelve Carolina (https://www.vuelvecarolina.com/en) (Talerzyk michellin) i El Poblet (* Michellin). Obydwie restauracje mieszczą się w tym samym budynku i są połączone kuchniami, lecz mają osobne sale dla klienteli.

2. El Poblet jest kuchnią molekularno – śródziemnomorską. Vuelve Carolina przeplata nowoczesną kuchnię tradycyjną z kuchnią peruwiańską.

3.Nowe smaki, nowe metody, niezwykle sposoby, pełen profesjonalizm i przyjemna atmosfera to

wszystko otacza mnie gdy znajduję sie w tych miejscach. Pracowitość, ambicja, pot i zmęczenie – także towarzyszą.

4. Wśród rzeczy które robię na praktykach  najbardziej zafascynowała mnie Sfera pomidorowo – bazyliowa eksplozja smaku!

 

 

Jadwiga i Weronika:

1. Marina Alta 5 (https://marinaalta5.com/)

2. Jest to kuchnia śródziemnomorska i tradycyjna hiszpańska. Znajduje się tu także stoisko sklepowe ze słynnymi jamón iberico, chorizo a także wyśmienitymi serami.

3. Jadwiga: Jestem bardzo zadowolona z miejsca swej praktyki. Pracownicy są dla mnie mili. Z ogromną cierpliwością i życzliwością tłumaczą mi każde serwowane przez nich danie, zaczynając od nazwy, a kończąc na składnikach i wykonaniu. Jako, że nie jestem zawodową kucharką i dopiero zaczynam przygodę w „prawdziwej kuchni”, największą radość sprawia mi robienie sałatek, które wykonuję praktycznie od ręki zaraz po złożonym zamówieniu.

3. Weronika: Każdy dzień jest tam inny, czyli codziennie jestem pod wrażeniem. Nauczyłam się już bardzo dużo. Od pysznych sałatek lub grillowanych kałamarnic po moje ulubione desery. Kucharze zaskakują wciąż nowymi pomysłami, dlatego zawsze wracam tam z przyjemnością i nową energią.

4. Na zdjęciach Jamon iberico oraz sałatki, które podawane są w naszej restauracji.

 

Iza:

1. Restauracja Tastem. ( http://tastem.com/)

2. Kuchnia japońska.

3. ‘The team of a Japanese restaurant in Valencia has a fundamental mission: Take you on a trip through Japan through the senses of taste and smell.’ – w taki sposób restauracja Tastem przedstawia się na swojej stronie internetowej. Praca w kuchni jest wymagająca, lecz spełniam się w niej. Mam nadzieję kontynuować moją przygodę z kuchnią japońską w przyszłości.

4. Na zdjęciu Taichi, Edu i ja.

 

 

Paulina:

1 . Restauracja Ampar. (https://www.hospes.com/palau-mar/restaurante-bar-ampar/)

2. Kuchnia śródziemnomorska w nowoczesnym wydaniu.

3. Szef kuchni szczególną uwagę zwraca na wykorzystywanie produktów wysokiej jakości co w połączeniu z kolorami i niestandardowymi teksturami tworzy wyjątkowe i zaskakujące potrawy. Dodatkowo uzyskując efekt wizualny na talerzu.

4. Deser – czekoladowa pomarańcza!

 

 

Klaudia:

1. Odbywam staż w restauracji Portolito, tuż nad brzegiem morza. ( http://www.portolito.com/fotos/ )

2. Moja restauracja reprezentuje kuchnię śródziemnomorską.

3. Przede wszystkim niezwykłe doświadczenie i przygoda! Poznaje i odkrywam wiele nowych i ciekawych smaków kuchni śródziemnomorskiej oraz kuchni tradycyjnej, hiszpańskiej. Świeże produkty, nowe smaki, niesamowite widoki, a także ludzie, którzy sprawiają, że atmosfera w pracy jest niezwykła i zapomina się o całym gwarze, pocie i zmęczeniu, które również towarzyszą.
4. Przyrządzam wiele potraw w pracy, jednak rzadko kiedy jest czas by robić zdjęcia, dlatego odsyłam do galerii na stronie Restauracji.

 

Leonardo:

1. Lotelito ( http://lotelitovalencia.com/ )

2.Kuchnia hiszpańska z akcentami wschodnimi.

3. Jestem bardzo zadowolony ze stażu w Lotelito. Pozytywnie mnie zaskoczyło, że szef kuchni obdarzył mnie zaufaniem i od samego początku miałem możliwość tworzenia dań i wydawania ich prosto do klienta . Dzięki temu nauczyłem się bardzo wiele.

4. Fideua z kalmarami i zieloną fasolką

 

Roksana i Karolina:

1. Favela Bistro ( http://www.favelabistro.es/ )

2. Kuchnia typu fusion. Połączenie kuchni hiszpańskiej z kuchnią brazylijską i japońską.

3. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że trafiłyśmy do miejsca które jest niesamowicie motywujące! Rodzinna atmosfera, która panuje w całej restauracji sprawia, że „chodzenie do pracy” jest czystą przyjemnością. Każdego dnia szef kuchni stara się pokazywać coś nowego, ciekawego i wyjątkowego. Uczymy się wszystkiego: od poprawnego krojenia produktów, łączenia składników aż do wydawania gotowych dań na salę. Praktyki na pewno nauczyły nas bardzo dużo o organizacji i zasadach panujących na kuchni, dzięki czemu czuję się o wiele pewniej podczas pracy. No i oczywiście najważniejsze: ludzie z którymi współpracujemy! Rewelacyjni, nie da się tego inaczej określić, zawsze chętni do pomocy i przede wszystkim skorzy do dzielenia się swoim doświadczeniem. Zawsze weseli i kipiący energią, co sprawia, że i my czujemy się pozytywnie nastawione do czekających nas wyzwań! Będzie nam bardzo ciężko rozstać się z Favelą.

4. Sałatka z marchewki i cukinii z chipsami z lotosu.

 

Adrianna:

1. Restauracja Esencia. (https://esenciarestaurante.es/)

2. Kuchnia Hiszpańska w nowoczesnym wydaniu.

3. Esencia, jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem gdzie liczy się smak. Każde danie przygotowane tam jest z wielką pasją i dokładnością. Praktyki są intensywne i niesamowicie bogate w wiedzę, nowe techniki i smaki. Doceniam i cieszę się z miejsca w którym jestem ponieważ gotowanie i produkty traktuje się tu z wielkim szacunkiem, prezentacja dania na talerzu jest niezwykła a to wszystko jest tym, na czym tak bardzo mi zależało.

4. Karmelizowana gruszka z cynamonem w cieście filo z toffi i lodami waniliowym

Gracjan:

1. Moja restauracja nazywa się Sucar i jest restauracją z tradycyjną kuchnią hiszpańską.

2. Serwujemy potrawy typu paella, fideua, mięsa i owoce morza robimy na piecu asado, rozgrzewanym węglem.

3. W mojej restauracji mamy bardzo dobrą atmosferę, młody zespół. Cały czas czerpię wiedzę i inspiracje kulinarne od kolegów z pracy.
Wpis współtworzyli wszyscy uczestnicy VI edycji projektu.

Si, pero no.

Cocineros w Walencji

Jak przedstawić grupę jedenastu chefs-to-be, z których żaden nie znalazł się w Walencji przez przypadek, i każdy ma w sobie coś super-cool, co łatwo zgubić w opisie, choćby najbarwniejszym? Napisać o każdym po kilka zdań? Wymienić zalety, wady, ulubione dania i doświadczenie w kuchni? Si, pero no. 

Co to właściwie znaczy?

Fraza si, pero no po raz pierwszy padła na zajęciach z hiszpańskiego w Krakowie z ust naszej przeuroczej lektorki Maylen, i przywieźliśmy ją ze sobą do Walencji. Znaczy tyle co: „tak, ale nie” i wygląda na to, że  doskonale podsumowuje dynamikę grupy: w kuchni, w mieszkaniu, na mieście, podczas gotowania, dyskusji czy czasu wolnego słowa si, pero no stały się uniwersalną odpowiedzią na każde pytanie, frazą-szyfrem wprawiającym w dobry humor. Nie wiesz co odpowiedzieć? Si, pero no rozwiąże Twój problem. 

Wywiadów czar

Nie wiedząc, jak najlepiej się przedstawić, zdecydowaliśmy celować w brak ortodoksji: przedstawiamy serię mini-wywiadów z każdym uczestnikiem projektu Gotuj po hiszpańsku, obecnie living the dream in Walencja: poznając miasto, jedząc po królewsku, doskonaląc hiszpański i techniki kulinarne. Jako że w Walencji jesteśmy dopiero dwa tygodnie, pytania dotyczą nie tyle Hiszpanii, co naszych preferencji kulinarnych, chociaż ostatnie pytanie jest ukłonem w stronę filozofii „liczą się pierwsze wrażenia”. Poniżej trzy pytania, z którymi każdy z 11 uczestników tej edycji Gotuj po hiszpańsku został poproszony o zmierzenie się:

1. Jaka jest Twoja ulubiona kuchnia i jakie danie najlepiej ją reprezentuje?
2. Najgłupszy/najdziwniejszy trend kulinarny, o którym słyszałeś?
3. Smak/zapach/potrawa najlepiej według mnie opisująca Walencję to?

Zapraszamy do zapoznania się z odpowiedziami naszej Wondrous Eleven (Cudownej Jedenastki), póki co zwięźle i na temat, a wkrótce na blogu: przepisy, wrażenia z Hiszpanii i wszelkie inne historie ciekawe.

MINI-WYWIADY z uczestnikami projektu „Gotuj po hiszpańsku” 

Ada
1. Kuchnia polska i włoska, taka jak u mojej mamy, gotowana z sercem i zawsze ze świeżych składników. Myślę, że to po mamie mam pasję do gotowania. Faszerowane warzywa, dania z grilla, makarony to to, co lubię najbardziej.
2. Najdziwniejszy, najgłupszy trend praktykuję właściwie sama ponieważ uwielbiam jeść frytki z lodami, co często spotyka się ze zdziwieniem osób, którym o tym mówię. 
3. Walencja kojarzy mi się przede wszystkim z gwarem ludzi na ulicach, zwłaszcza wieczorami, gdy wszyscy wychodzą żeby się spotkać. Gwar jest duży i trwa do późna w nocy, nadając miastu niepowtarzalny, tętniący życiem klimat, w którym po prostu chce się być. Zapach jedzenia na ulicach utwierdza nas w przekonaniu, że trafiliśmy do najlepszego miejsca na ziemi, po to aby poznać nowe smaki. Na mnie największe wrażenie jak do tej pory sprawiło Fideua z owocami morza.

Galeria zdjęć od Ady:


Roksana

1. Kuchnia azjatycka, orange chicken.
2. Churro z allioli.
3. Pomarańcze.

Leo
1. Kuchnia włoska, pizza.
2. Pizza hawajska -,-
3. Zapach fideua o poranku.

Jędrzej
1. Kuchnia polska, pierogi ruskie.
2. Jedzenie gleby.
3. Pan de Coca.

Gracjan
1. Kuchnia gruzińska to dla mnie numero uno, ze względu na doskonałe przyprawy, dużą ilość ziół, orzechów i kozackie sosy, jak np. tkemali (sos z mirabelek), który świetnie pasuje do szaszłyków mcvadi z karkówki wieprzowej.
2. Najdziwniejszy trend o jakim słyszałem to gotowanie w azocie.
3. Zapach Walencji dla mnie to przede wszystkim zapach pomarańczy i smak morza w daniach typu paella.

Karolina
1. Ratatouille z kuchni francuskiej, prostota smaku i wykonania.
2. Smażenie snickersów na głębokim oleju (USA!!!!!)
3. Zapach morza o poranku (oraz w nocy).

Jadwiga
1. Najbardziej lubię potrawy kuchni polskiej, hiszpańskiej, włoskiej, węgierskiej i hinduskiej. Najczęściej je gotuję. Jeśli chodzi o ulubione danie to jest nim leczo, które pochodzi z Węgier. Mieszkam w Tarnowie, a moje miasto mocno związane jest z tym krajem, za sprawą gen. J.Bema, który notabene się tu urodził. Uwielbiam paprykę i pomidory…
2. Najdziwniejsza „potrawa” o jakiej słyszałam to lody o smaku mięsa.
3. Danie, które kojarzy mi się z Walencją to oczywiście paella valenciana, której zapach unosi się praktycznie w każdym zakątku miasta.

Paulina
1. Kuchnia roślinna – grillowany bakłażan z pastą orzechową.
2. Kopi Luwak – kawa, której ziarna przechodzą przez układ trawienny łaskuna.
3. Sól, sól i jeszcze więcej soli.

Galeria zdjęć od Pauliny:


Weronika

1. Kuchnia włoska, a szczególnie tagliatelle z kurczakiem, szpinakiem, suszonymi pomidorami i mozzarellą – mogłabym jeść codziennie!
2. Robienie popcornu na wodzie i oliwie.
3. Unoszący się wszędzie zapach przyrządzanych owoców morza.

Klaudia
1. Kuchnia tradycyjna polska/staropolska – pierogi.
2. Lody w Japonii (m.in. o smaku ryby).
3. Potrawa: paella.

Iza
1. Kuchnia koreańska, kimchi.
2. Sushi burrito. Ridiculous.
3. Horchata.

Wywiady krótkie, ale treściwe, prawda? Dla ciekawych – galeria zdjęć w bonusie. Nasze przygody małe i duże, na kuchni i na mieście. Walencja jest piękna, i nie będzie nieprawdą jeśli powiem, że wielu z nas chciałby tu zostać na dłużej niż dwa miesiące. Niemniej jednak: jeszcze sporo czasu przed nami, i myślę, że mogę śmiało mówić za wszystkich, jeśli powiem: będzie super! Stay tuned, wkrótce na blogu nowe przepisy i relacje z Walencji.

A tymczasem, hasta luego!

Kilka słów o Valencia C.F

Hiszpania: pierwsze wrażenia

Pomimo tego, że byłam w Hiszpanii już kilka razy, okazało się, że ten kraj wciąż może mnie czymś zaskoczyć. Zaraz po przylocie przekonaliśmy się na przykład o hiszpańskim podejściu do punktualności: czekaliśmy na odbiór z lotniska ponad godzinę! Hiszpanie wydają się nie przejmować niczym: despacito i bez spięć. Nam tez udzielił się ten nastrój: nikt nie był poirytowany opóźnionym transportem, byliśmy wszyscy w szampańskim nastroju.

Gdy dojechaliśmy do naszego mieszkania w Walencji, już po kilku minutach wiedzieliśmy, że będzie nam się świetnie razem żyło. Zintegrowani ludzie, piękne mieszkanie, piękne miasto – wiedzieliśmy, że będą to niezapomniane dwa miesiące. Lektor hiszpańskiego, Jaume, i prowadząca kurs gotowania, Maria Jose są genialni. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, ile wiedzy potrafią nam przekazać, traktując nas przy tym jak przyjaciół.

Nietoperz w herbie Valencia C.F.

Drugiego dnia naszej hiszpańskiej przygody udaliśmy się na wycieczkę po Walencji z Jaume, który jest też profesjonalnym przewodnikiem turystycznym. W Ayuntamiento de Valencia Jaume poruszył ciekawy wątek dotyczący herbu Walencji. Pierwotnie widniał na nim smok, jednak na przestrzeni lat przekształcił się on w nietoperza, który pojawia się głównie w herbach miast należących do Korony Aragonii.

Znalazł się on również w herbie klubu piłkarskiego Valencia C.F. – jednak gdy klub próbował wkomponować w swój herb nietoperza ze skrzydłami uniesionymi w górę, został on pozwany przez DC Comics o plagiat symbolu. Mianowicie symbol nietoperza ze skrzydłami uniesionymi w górę miał być zarezerwowany dla Batmana. Pomimo dużego podobieństwa warto jednak zauważyć, że nietoperz widniał w herbie klubu już 20 lat wcześniej – zanim powstał tak dobrze znany wszystkim Batman.

Co dalej?

Ostatecznie Valencia C.F. wycofała się z pomysłu. Nie jest to jednak całkowita przegrana, ponieważ ostatnio drużyna Walencji zwyciężyła w starciu z Real Madryt! W dzień meczu, przed stadionem zgromadzili się kibice, aby powitać drużynę. Atmosfera była niepowtarzalna – miałam wrażenie, że całe miasto mówi o nadchodzącym starciu. Moi znajomi wybrali się pod stadion Valencia C.F. po meczu, by zastać tłumy rozweselonych kibiców Valencia C.F., świętujących legendarne zwycięstwo.

Poniżej galeria zdjęć, zrobionych podczas kilku wycieczek (piechotą) po mieście. Historia nietoperza w herbie zarówno miasta, jak i drużyny piłkarskiej jest, moim zdaniem bardzo ciekawa. Ze skrzydłami w górę, czy nie, nietoperz na stałe zagościł w herbie i kulturze miasta. A i w sporcie, nietoperz wydaje się godnie reprezentować zwycięską drużynę!

 

Pierwsze loty za płoty!

Stres pojawił się już na lotnisku w Krakowie, w oczekiwaniu na lot. Mnóstwo pytań i niepewności tkwiło zakorzenionych w mojej głowie: czy spodoba mi się Walencja? Jak poradzę sobie na kursie kulinarnym? Ale jak się później okazało, niepokój był w ogóle niepotrzebny. Lot z Krakowa do Walencji przebiegł pomyślnie, a wychodząc z samolotu chyba każdy członek projektu miał uśmiech na twarzy i był w pełnej gotowości na nowe doznania.

Jesteśmy na miejscu

Po odbiorze bagażów na lotnisku w Walencji udaliśmy się na parking, gdzie czekał na nas kierowca busa. W trakcie podróży z lotniska mogliśmy podziwiać piękno Walencji: malownicze pola uprawne, architekturę i miejscowe atrakcje. Zachwyt. Mieszkania są dwa: w jednym mieszka 6 uczestników, w drugim 5.  Najpierw udaliśmy się do pierwszego mieszkania przy ulicy Blasco Ibanez, gdzie czekał na nas przed wejściem nasz mentor, pan Waldemar.

Przywitaliśmy się, wymieniliśmy kilka słów, po czym sprawnie rozładowaliśmy bagaże pierwszej grupy uczestników. Następny przystanek: ulica Serpis, gdzie znajduje się nasze mieszkanie. Szybki rozładunek bagażu, zwiedzanie mieszkania i przydział pokoi: po krótkim rozpoznaniu, zostały przydzielone nam pokoje i wydaje mi się, że każdy był zadowolony.

Nasze mieszkanie

Mieszkanie jest w iberyjskim stylu, duże i dobrze wyposażone. Posiada taras z widokiem na bardzo żywą ulicę. Przeszliśmy do dalszej rozmowy z mentorem na temat planów działania w najbliższych dniach, na temat komunikacji w Walencji,  i historii miasta. Gdy omówiliśmy wyżej wymienione aspekty, pan Waldemar zostawił nam mapę, kartę metra i opuścił nas. W szybkim tempie, zorganizowaliśmy się i postanowiliśmy wyjść zobaczyć to piękne miasto.

Był to długi spacer. Wieczorem, gdy wróciliśmy do mieszkania, byłem zmęczony, lecz miałem niedosyt. Kładąc się spać, miałem wciąż dużo energii. Pierwszy dzień projektu, był dniem który zmotywował mnie jeszcze bardziej do pracy, nauki i gotowania. Od tamtego momentu, energia mnie nie opuszcza. Walencja jest pięknym miejscem, z ciekawą kulturą i niesamowitą gastronomią. Mam głęboką nadzieję, że zdążę zaspokoić swój niedosyt w przeciągu 2 miesięcy projektu!

 

 

Zwiedzanie po hiszpańsku

Mój pierwszy tydzień w Walencji

Witajcie!

Pierwszego dnia i przez pierwszy tydzień pobytu udało się zwiedzić kilka ciekawych, przepięknych  miejsc. Jestem tutaj między innymi po to, aby opowiedzieć o moich ulubionych miejscach poznanych po  zaledwie tygodniowym pobycie w Hiszpanii, w pobliżu Walencji oraz pracy i postępach na kuchni. Były to między innymi takie miejsca jak:

El Palau de Les Arts Reina Sofía

Ciudad de las Artes
Central Post Office (Edificio de Correos y Telegrafos)
Ogrody Turii
El cafe de Camilo

Wraz z grupą i Panem Mentorem zatrzymaliśmy się „na kawę” w El cafe de Camilo , była wyśmienita. To był smak, który długo pozostanie mi w pamięci, do końca pobytu, a nawet jeszcze dłużej…

Warto tu być!

Cudowni ludzie oraz słońce, które nam dopisuje każdego dnia motywuje zarówno do poznawania miasta i wizyt na plaży. Chciałbym, aby wszyscy którzy czytają blog „Gotuj po hiszpańsku” wiedzieli, że warto tu być! Warto zwiedzać oraz brać czynny udział w warsztatach kulinarnych.

Mentor – Ignacho uczy nas różnych technik kulinarnych, które pomagają nam podszkolić umiejętności na kuchni. Podczas zajęć praktycznych pokazał nam swój sprzęt kulinarny, abyśmy mogli zobaczyć profesjonalne noże oraz inne narzędzia pracy. Dotychczas najlepszym momentem dla mnie było przygotowanie dwóch tradycyjnych dań kuchni hiszpańskiej podczas kursu kulinarnego:

-Paella

-Fideos con pollo

Poza tymi daniami udało się nam też przygotować desery:

– Panna Cotta

– Arroz con leche

– Crema de puerro

Zapraszam do szkoły Altaviana!

 

 

!Hasta pronto!

 

 

W ostatnim tygodniu…

W ostatnim tygodniu naszego pobytu w Walencji pogoda była pochmurna jak nasze nastroje, ale równie piękna jak w słoneczną pogodę.

Czas spędzony na warsztatach kulinarnych w Altavianie był niezwykle interesujący i  bardzo poszerzył moją wiedzę kulinarną. W ramach zajęć z Marią Jose mieliśmy możliwość poznania kuchni hiszpańskiej od podszewki. Nauczyliśmy się gotować tylu przepysznych potraw – aż nie mogę doczekać się możliwości odtworzenia przepisów po powrocie do Polski. Kto nie chciałby z Was spróbować: autentycznej Paella’i Valenciana’y, przepysznego hiszpańskiego omletu „Tortilla” czy najprawdziwszego gazpacho’io w wersji hiszpańskiej? A to tylko mały ułamek tego czego nauczyła nas wspaniała Maria Jose.

Restauracja Esencia

Miejsce, w którym miałam zaszczyt odbywać praktyki to niezwykle klimatyczna i ciepła – restauracja Esencia, która znajduje się na obrzeżach Walencji, w pobliżu Palau de Congresos.  Kuchnia jaką serwują szefowie kuchni – Nestor i Wiktor, bazuje na świeżych, sezonowych produktach. Dania z ryżu, mięso i ryby z grilla, są przyrządzane tak, aby wydobyć esencję z każdego produktu i móc ją zawrzeć w każdej potrawie. Byłam zachwycona ich pracą, ich pasją do gotowania – inspirowali mnie każdego dnia praktyki.

 

Czasami obserwując ich zaangażowanie dostrzegałam jakąś magię. To na pewno nie było zwykłe gotowanie! Zrozumiałam, że nie ma nic piękniejszego niż oglądać ludzi, którzy robią to co kochają!

Nie mogłabym nie wspomnieć o atmosferze jaka panuje wśród pracowników restauracji… tak dobrze pracowało się z nimi!  Wszyscy są dla siebie jak rodzina, a ja, dzięki nim poczułam się częścią tej fantastycznej ekipy. Nawet czasami nie do końca udana komunikacja nie przeszkadzała nam w pracy. Szefowie ze wszelkich sił starali się, abym zrozumiała co mają mi do przekazania.  Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się stworzyć podobną atmosferę w moim miejscu pracy.

 

Choć gotowanie pasjonuje mnie od zawsze – nie sądziłam, że w tak krótkim czasie pokocham świat gastronomii jeszcze bardziej! Jestem przekonana, że to za sprawą świetnych ludzi, których tutaj spotkałam i naszej wspólnej pasji, która tak bardzo zbliża ludzi do siebie.

I choć pożegnania są bardzo trudne, na szczęście nie są tak ważne jak wspomnienia, które pozostaną na zawsze!

https://www.instagram.com/restaurantesencia/

 

 

 

Muzeum sztuki w Walencji pod otwartym niebem

 

Piękno Walencji

Bardzo często wyjeżdżając do innego miasta idziemy do muzeów i zwiedzamy najbardziej popularne atrakcje. Walencja jest bogata w takie miejsca. Bez zaprzeczeń warto zobaczyć miasteczko nauki i sztuki, oceanarium, wspaniałą architekturę, katedrę Świętego Mikołaja, kościół Świętej Cataliny, centralny rynek, park Turia, Biopark…
Ale oprócz tego warto zwrócić uwagę na tą sztukę, która pojawia się prawie na każdej uliczce Walencji – cudowne obrazy na ścianach, bramach, drzwiach i ogrodzeniach. I najczęściej to nie jest zwykłe graffiti, wręcz przeciwnie – to jest sztuka wysokiej jakości. Obrazy mają treść i sens, przedstawiają życie ludzi teraz i dawniej, historie miłości, epizody z legend i baśni albo myśli i uczucia artysty. Od czasu do czasu można zobaczyć tych samych bohaterów w różnych częściach miasta.
Często spotykają się też obrazy tematyczne, które ozdabiają wejścia do różnych miejsc. I od razu widać, że tu jest wynajem rowerów, albo knajpa z pysznym jedzeniem, przedszkole, klinika weterynaryjna, albo salon urody.
Podoba mi się ta umiejętność Hiszpanów, że potrafią zrobić swoje życie bardziej jaskrawym, ciekawym i kreatywnym.
To jest prawdziwe muzeum sztuki pod otwartym niebem, które można podziwiać całkowicie za darmo, i które uzupełnia niepowtarzalną atmosferę Walencji.

 

Marisco Valencianos

Zachwycony? Mało powiedziane! Wręcz kubki mojego podniebienia są usatysfakcjonowane tutejszymi, świeżymi produktami. Pierwsze z nich to krewetki, kalmary, langustynki jako popularne owoce morza na całym świecie. Takie przysmaki jak scyzorki możemy zastąpić małżami. Strzykwy uznawane są za przysmak podobny do kawioru  lub jeżowce na które trzeba uważać bo są trujące. Sezonem przyrządzenia jest marzec i kwiecień wtedy pojawiają się niczym przebiśniegi po zimie, na każdym Walenckim stole. Dla zwykłego zjadacza chleba mogą okazać się niczym szczególnym, natomiast posiadają swoja magie. Pomimo tego, że nie jestem ich smakoszem, nie wyobrażam sobie aby ich nie spróbować będąc w tym miejscu. Takimi przysmakami zajmuje się na co dzień w kuchni „Familia La Sucursal” w której odbywam praktyki. Jestem zachwycony i oszołomiony cała Walencją. Tutaj dla ludzi zatrzymał się czas, nie biegną, nie pędzą, po prostu idą. Słoneczna pogoda i wspaniały wiatr tulący twarz pozwala na wędrowanie bez końca. A gdy jest nam już za gorąco to pubów i plaż jest sporo. Czas szybko pędzi i zbliża nas do końca pobytu w Walencji, lecz jestem szczęśliwy i zadowolony bo odkryłem w tej przygodzie nowe doznania kulinarne.

COLONIALES HUERTA

Każdy z uczestników projektu wykorzystał pobyt tutaj w inny sposób w zależności od wyznaczonych sobie priorytetów oraz celów. Dla jednych najważniejsze było podniesienie swoich umiejętności w dziedzinie gastronomii. Dla innych poznanie języka oraz kultury hiszpańskiej, ale także pojawiły się osoby szukające nowego sposobu na życie. Dla nich wyjazd był podróżą w nieznane.

Coloniales Huerta

Coloniales Huerta – restauracja w której miałam przyjemność odbywać praktyki, znajdująca się w spokojnej uliczce w centrum miasta – jest miejscem idealnym dla wszystkich, którzy chcą zacząć swoją przygodę z gastronomią.

Zaraz po przekroczeniu jej progu czujemy klimat dawnej Walencji. Od 2006 roku restauracja należy do grupy La Sucursal, jednak już od 1916 roku znajduje się na gastronomicznej mapie Walencji. To za sprawą delikatesów uruchomionych wówczas na terenie obecnej restauracji. Założone przez Tomasa Huertę odpowiadały na potrzeby okolicznych mieszkańców, stając się obowiązkowym punktem codziennych zakupów.

Wróćmy jednak do samej restauracji. Już pierwszy rzut oka na kartę menu pozwala zauważyć, że Coloniales Huerta proponuje zarówno dania tradycyjne, typowe dla hiszpańskiej kuchni, jak i te czerpiące z nowoczesnych wzorców. Także i samo wnętrze restauracji stanowi mieszankę tradycji i nowoczesności. Już wejście główne miło nas zaskakuje. Widnieje bowiem nad nim oryginalne azulejos z nazwiskiem założyciela. Podobne przykłady ceramicznej sztuki odnajdziemy w środku, gdzie pod sufitem widnieją bardzo dobrze utrzymane kolorowe mozaiki. Tutaj z każdego kąta wyziera historia, jak choćby w przypadku oryginalnych stołów pochodzących z początku lat dwudziestych dwudziestego wieku stanowiących obecnie wystrój lokalu, a pierwotnie służących do oprawiania mięsa.

Ogromną rolę w tym miejscu odgrywa atmosfera pomiędzy pracownikami. Wspólne posiłki, przyjacielskie rozmowy podczas pracy, wyjazdy integracyjne – to czyni z Coloniales miejsce wyjątkowe.

Praktyka w takim właśnie miejscu – o dużej wartości historycznej, z pielęgnowanymi tradycjami, szacunkiem do przeszłości sprawiła, że poznałam nie tylko hiszpańską kuchnię, ale również zgłębiłam walencką kulturę i obyczaje.

Miałam okazję poznać tutaj cudownych ludzi, w każdym momencie służących pomocą i radą, którzy tym samym byli dla mnie najlepszymi nauczycielami języka hiszpańskiego. Alba, Barbara, Carlos, Hugo, Irene, Iris, Majo besos y abrazos a vuestros! Hasta luego!

Port Saplaya, czyli „Mała Wenecja”

Chcąc czerpać jak najwięcej z pobytu w Walencji, postanowiliśmy pewnego popołudnia odwiedzić port Saplaya w północnej części Walencji. Jest to dzielnica mieszkalna znajdująca się w wiosce Alboraya, oddalona 5 kilometrów od centrum Walencji. Jest to idealne miejsce, żeby cieszyć się latem, plażą, szumem morza, popijając horxatę. Pewnie wyobrażacie sobie zwykłą nadmorską miejscowość, jednak to widok miasteczka i małego portu znajdującego się sercu Saplaya zapiera dech w piersiach. Dookoła otacza nas cała feeria barw urokliwych domków. Kolorowe domy powstały w latach 70. , zostały zbudowane wzdłuż kanału, gdzie zacumowane są łódki i jachty. Ze względu na zabudowę oraz sieć kanałów nazwano to miejsce „Małą Wenecją”.

Jeśli chcecie odpocząć nieco od miejskiego zgiełku, polecam zgubić się w korytarza uliczek, w których panuje błoga cisza. Następnie znaleźć wzdłuż promenady jedna z horchaterii, z których słynie Alboraya. Ponadto w sezonie letnim możemy trafić na mały rynek wypełniony straganami lub kino letnie, co jest kolejnymi zaletami, dla których warto odwiedzić to wyjątkowe miejsce.

Jak dojechać do portu Saplaya?

Aby dostać się do tego malowniczego miejsca, polecam pojechać autobusem miejskim numer 31, wzdłuż plaży, aż do ostatniego przystanku jakim jest Mare Nostrum – la Patacona. Dalej czeka nas krótki spacer i za 15 minut jesteśmy na miejscu. Port połączony jest także z linią autobusową z Alboraya.   Można się tam dostać linią metra nr 3, a następnie skorzystać z linii autobusu nr 70.

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków