Ładowanie strony…

Żyj z całych sił!

Gdyby można było zatrzymać czas… Schować do kieszeni te wszystkie piękne miejsca, widoki, momenty…

Wydawać by się mogło, że w Walencji widzieliśmy już wszystko i nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Jednak codziennie przekonujemy się, że to tylko złudzenie. Tutaj po prostu nie można się nudzić!

Pomimo tego, że spędziliśmy w tym pięknym kraju już kilka cudownych tygodni, z każdym dniem jesteśmy jeszcze bardziej chłonni wrażeń i chcemy więcej! Pogoda nie przestaje nas rozpieszczać, a miasto nieustannie zadziwiać. Niestety czas biegnie nieubłaganie i powoli zaczyna do nas docierać, że już bliżej, niż dalej końca… Jednak po ostatnim weekendzie jesteśmy tylko mocniej przekonani, że Walencja nie pozwoli nam o sobie zapomnieć! A to wszystko za sprawą ‚Fiesta de Las Fallas’, czyli ‚Święta Ognia’ – najważniejszego festiwalu w Walencji. Co prawda największe świętowanie rozpoczyna się dopiero 15 marca, ale najwyraźniej mieszkańcy Walencji nie mogą się już doczekać, dzięki czemu w sobotę mieliśmy okazję zobaczyć mały fragment tego cudownego widowiska. Przez prawie 10 minut oglądaliśmy setki, a nawet tysiące pięknych, kolorowych fajerwerków, wybuchających w powietrze jedna po drugiej, zwieńczonych wybuchem największej w historii tego miasta tzw. masclety, czyli gigantycznej kompozycji pirotechnicznej. Widok zapierający dech w piersiach, który ciężko opisać słowami! Życie jest piękne!

Flamenco restaurante

Ale to jeszcze nie wszystko! Zwieńczeniem tego pięknego dnia była wizyta w restauracji ‚El Toro y La Luna’. Jest to miejsce, w którym można nasycić nie tylko żołądek, ale także oczy i uszy! Bo czy można przebywając w Hiszpanii nie zobaczyć flamenco? Zdecydowanie nie!
Tradycyjna, hiszpańska muzyka na żywo połączona z tańcem, klasyczne stroje, kastaniety i śpiew, to idealne połączenie i odzwierciedlenie hiszpańskiej kultury. Każdy wielbiciel Hiszpanii powinien tego doświadczyć.
We flamenco poprzez taniec opisuje się konkretną historię, gesty i ruchy ciała wyrażają uczucia i podkreślają słowa melodii, która im towarzyszy. Patrząc na ten artystyczny spektakl, czuliśmy, że nasza piękna historia pisze się właśnie teraz… Chwilo trwaj!

Mocna strona Walencji

Czas uczy pogody… 

Za nami kolejny tydzień w malowniczej Hiszpanii. Po całym miesiącu, można ze spokojem stwierdzić, że pobyt w tym malowniczym miejscu jest przygodą życia. Perspektywa, że za 30 dni będziemy musieli wyjechać z pięknej i słonecznej Hiszpanii i wrócić do jakże pięknej, ale już nie tak ciepłej i pogodnej Polski, jest dosyć przerażająca. Dodatkowo nie pomaga w tym ani trochę to, że poznaliśmy tu naprawdę wspaniałych ludzi z którymi spędzamy miło czas na zajęciach i poza nimi. Praktyka w doskonałych restauracjach daje niesamowite możliwości na poznanie tutejszej kultury, smaków i najogólniej mówiąc tutejszego życia.

Więcej, więcej i więcej…

Walencja jest miejscem pełnym niespodzianek. Spacerując po mieście, co chwilę spotykamy coś nowego, obcujemy z kulturą, sztuką. Tak na prawdę każda jego część wnosi coś nowego. Zwiedzając okolice odkryliśmy wiele miejsc, które w jakiś sposób przyciągnęły uwagę. Przepiękne i niezwykle klimatyczne stare miasto, tutejsza plaża, na której można się w pełni zrelaksować i odpocząć… lecz jedno, konkretne miejsce zaskarbiło sobie najwięcej – Ciudad de las Artes y las Ciencias – Miasteczko Sztuki i Nauki. Dowodem na to, że miejsce jest tak niesamowite, najlepiej świadczą słowa miejscowych, którzy nazywają je miastem przyszłości. Jest to kompleks, w którym możemy poczuć artystycznego ducha tego miasta. Złączenie w jednym miejscu okazałych budynków i pięknego parku robi wrażenie. Szczerze polecam, szczególnie nocą! Całemu otoczeniu urok nadaje gra świateł i wody. W połączeniu z piękną pogodą  jest to doskonałe miejsce na śniadanie, obiad i kolację w plenerze.

Nie tylko architektura

Nie tylko można podziwiać tu nowoczesną architekturę. Na przestrzeni wieków ludzie pozostawili po sobie piękne witraże i malowidła, które możemy zobaczyć na starym mieście. Stare Miasto zajmuje dużą powierzchnię, a codzienne słońce wzbogaca wyjątkowość Walencji.

Smaki Kuchni Hiszpańskiej

Co pobudza nas do życia?

Już dwa tygodnie za nami… Nie tracimy czasu na siedzenie w domu, aktywnie spędzamy czas. Każdy dzień wykorzystujemy w pełni możliwości. Walencja jest niesamowicie pięknym miastem. Wspaniałe słońce każdego ranka pobudza nas do życia, jak również do zwiedzania miasta i spacerowania promenadą wzdłuż piaszczystej plaży.

Czas na praktyki…

Nadszedł czas na praktyki w profesjonalnych, hiszpańskich restauracjach. Każdy z uczestników został przydzielony do restauracji pod względem zainteresowań i preferencji. W taki sposób możemy nabierać wprawy w swoich gustach kulinarnych i poznawać tajniki hiszpańskiej kuchni. Oczywiście, nie było by nam tak dobrze podłapać tę kuchnię, gdybyśmy wcześniej nie przygotowali się do niej. Dzięki naszemu Mentorowi Międzynarodowemu, a zarazem nauczycielowi kuchni śródziemnomorskiej – Nacho Powoli wprawiamy się w ten smak oraz techniki kulinarne.

Do tego czasu zdążyłem dostrzec wiele różnych potraw, które są w moim guście kulinarnym, m.in. potrawy wytrawne :

– Paella Valenciana

– Arroz al horno

– Croquetas de pollo

Oraz coś na słodko :

– Panacota

– Natillas

-Bizcocho ligero & Crema pastelera

 

I oczywiście nie mogę zapomnieć o pięknych kamienicach, które widzę każdego dnia. Również krajobrazy, widoki wzbudzają zachwyt. Na pamiątkę robimy zdjęcia aby móc później do nich wrócić.

Esencja Walencji

El Carmen – jedno z najbardziej malowniczych miejsc

Mówią, że jeśli nie byłeś w dzielnicy El Carmen to tak naprawdę nie byłeś w Walencji. Jest to niewątpliwie jedno z najbardziej malowniczych i intrygujących miejsc, które mieliśmy okazję odwiedzić w ostatnich dniach.

Oddalając się od tętniącego życiem i hałaśliwego Plaza Ayuntamiento udaliśmy się do serca starego miasta – Barrio del Carmen. Ta licząca sobie 1000 lat historii dzielnica rozrosła się między dwoma średniowiecznymi murami – muzułmańskim i chrześcijańskim. Ich zadaniem była obrona miasta. Obecnie miejsce to stało się jednym z głównych ośrodków życia nocnego i artystycznego Walencji. Stanowi również ważny punkt na mapie kulinarnej miasta. Pełno tu małych przytulnych barów z tapasami,  kawiarni czy vintage  shopów. Tutaj warto zagubić się i powoli odkrywać sekrety czyli wąskie kręte uliczki, skwery, piękne historyczne budynki kontrastujące z odrapanymi murami pokrytymi graffiti. Można poczuć się tu tak, jakby czas stanął w miejscu.

El Carmen słynie również z największego w Walencji natężenia street-artu. Począwszy od szyldów drobnych sklepików czy zakładów fryzjerskich, a skończywszy na monumentalnych muralach ozdabiających ściany budynków. Za każdym rogiem czeka nas nowe odkrycie, co sprawia, że El Carmen staje się swego rodzaju muzeum pod gołym niebem.

Z pewnością jest to miejsce, gdzie powrócę jeszcze nie raz.

 

 

 

 

Magia Walencji

Walencja i czego chcieć więcej!

Walencja nie przestaje nas zaskakiwać! Odkąd przyjechaliśmy, zastanawiamy się czy można sobie wyobrazić lepszy początek Nowego Roku. Słońce, plaża, pyszne jedzenie, piękne miejsca – czego chcieć więcej!
Pierwszy tydzień minął nam bardzo intensywnie. Staraliśmy się nie zmarnować ani chwili. Zwiedzaliśmy miasto, poznawaliśmy nowych ludzi i odkrywaliśmy nowe smaki. Walencja zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Zaskoczyła nas piękną architekturą, dużą ilością egzotycznej roślinności i drzewek pomarańczowych na każdym kroku.

Szczególnym dla nas miejscem ze względu na zainteresowanie gastronomią był Mercat Central. Jest to największa i najstarsza hala targowa w Walencji. Jej modernistyczna architektura i bogactwo produktów zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Wybór mięs, owoców, warzyw i lokalnych produktów był imponujący! Szczególnie miłym dla nas akcentem były świeże owoce, w środku zimy! Skosztowaliśmy także tradycyjnej walenckiej czekolady Bollet valenciano, którą zdecydowanie powinien spróbować każdy wielbiciel słodkości. Na pewno odwiedzimy to miejsce jeszcze nie raz.

Ten tydzień, był również wyjątkowo intensywny pod względem kulinarnym, szczególnie dla osób, które jeszcze nie mają doświadczenia w pracy na kuchni. Mieliśmy okazję uczyć się od najlepszych. W tajniki przygotowywania tradycyjnych hiszpańskich potraw wprowadzał nas szef kuchni Nacho, którego profesjonalizm i optymizm udzielał się wszystkim. Chociaż uczymy się języka hiszpańskiego dopiero drugi miesiąc, to z pomocą Nacho udało nam się przygotować pyszne potrawy m.in. paella valenciana, croquietas, menestra de verduras i tortilla de patatas.

Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie praktyk w restauracjach. Mamy zamiar wykorzystać ten czas maksymalnie i nauczyć się jak najwięcej.

 

Pierwsze chwile w Walencji

 

W dniu naszego przyjazdu Walencja powitała nas słońcem. I jak na razie to się nie zmienia. Towarzyszy nam każdego dnia. Wschodzi późno, ale kiedy wzejdzie, zaczyna świecić w nasze okna sugerując, że czas już wstać 🙂

Jesteśmy tu dopiero kilka dni. Tak naprawdę wciąż dopiero poznajemy okolice naszego zamieszkania (udało nam się dotrzeć już na plażę, do pobliskich sklepów, a nawet do hali targowej!), drogę na zajęcia, miejsce naszych warsztatów i naszych nauczycieli. Tak się składa, że nasz profesor języka hiszpańskiego jest przewodnikiem, więc w pierwszym dniu zajęć oprowadził nas po mieście, pokazując warte zobaczenia miejsca. Jak dobrze, że mamy jeszcze trochę czasu, żeby zagłębić się bardziej w to piękne miasto…

Popołudnia spędzamy poznając tajniki pracy w kuchni. Od najbardziej podstawowych spraw po te mniej oczywiste. Każdego dnia uczymy się przygotować kolejne potrawy, a przepisy kolekcjonujemy i z pewnością do niejednego wrócimy…

La Paca – hiszpański bar tapas

Na kulinarnym szlaku Walencji

Walencja to miasto z szerokim wachlarzem smaków i aromatów. Na kulinarnym szlaku wśród wąskich i malowniczych uliczek, nietrudno się zgubić. Na każdym rogu możemy spotkać pub, restaurację czy tapas bar.

La Paca – prawdziwy smak Hiszpanii 

W miastach, które odwiedzam zawsze próbuję znaleźć lokal dla siebie. Miejsce przeznaczone dla mieszkańców oraz mniej dostępne dla turystów, mające duszę i klimat. Również w Walencji odkryłam taki zakątek i jest nim „La Paca” mieszcząca się przy Carrer del Rosari (dzielnica Cabañal). Droga do tego niesamowitego pubu prowadzi przez kręte i wąskie uliczki. Bogate w kolorowe domy. Przed wejściem wita nas napis: „Nada en vano – todo en vino” (co przetłumaczyć można jako: „Nic na próżno, wszystko w winie” ). „La Paca” to kreacja hiszpańskiego tapas baru, a także miejsce spotkań, dlatego każdy poczuje się swobodnie – a później – z chęcią powróci ponownie. Od drzwi witają nas gwar i przyjazna atmosfera. Wnętrze pełne artystycznych obrazów i przedmiotów tworzy niepowtarzalny klimat. W otoczeniu którego możemy zjeść tortillę de patatas, patatas parisien oraz wiele innych hiszpańskich specjałów, do których serwowane jest lokalne wino. „La Paca” to oryginalny lokal, gdzie każdy znajdzie coś wyjątkowego dla siebie.

!Cerrado por dieta!

45 dni pobytu w pięknej Walencji za nami – jak ten czas szybko leci!

Zawsze zastanawiałam się dlaczego to właśnie Hiszpanie żyją najdłużej ze wszystkich krajów Europy. Dziś dzięki możliwości poznania tych wspaniałych ludzi śmiało mogę powiedzieć, że sekret długowieczności to nic innego jak dobre jedzenie i optymistyczne nastawienie do otaczającego nas świata.  Niby proste, a dla nas Polaków nie zawsze oczywiste..

„Człowiek nie może prawidłowo myśleć, kochać i spać, jeśli wcześniej porządnie się nie najadł” -Virginia Woolf

Chociaż fast food’y i półprodukty dotarły również do Hiszpanii, obserwując mieszkańców Walencji można zauważyć, że są oni bardzo związani ze swoją kuchnią. Podstawą dla większości mieszkańców niezmiennie pozostaje oliwa z oliwek, ryby, chleb, jajka, warzywa strączkowe i sery.

Hiszpanie bez wątpienia celebrują posiłki – dla nich śniadanie. lunch czy kolacja to świetna okazja do spotkania przyjaciół, rodziny, a także załatwienia interesów.

 

Dieta śródziemnomorska to nie dieta, a filozofia życia oparta głównie na gotowaniu, jedzeniu, celebrowaniu posiłków, aktywnym trybie życia i sjeście! Wydaje mi się, że dobrze znane powiedzenie, że najlepsi ludzie to Ci, którzy kochają jeść powstało właśnie tutaj – w Walencji.

 

Dzięki projektowi „Gotuj po hiszpańsku” nie tylko mogę rozwijać swoją pasję do gotowania, poznawać wiele tajników kuchni hiszpańskiej, podróżować, poznawać nowe smaki,  pracować i uczyć się od najlepszych kucharzy, ale też każdego dnia mogę odkrywać sekrety długowieczności. Nawet jeśli coś idzie nie po naszej myśli to przecież !no pasa nada! – jutro też jest dzień, nie martwmy się na zapas i chodźmy razem na pyszny tapas!

 

 

!Buenos Dias! Que tal?

Przed wyjazdem do Hiszpanii w mojej głowie kotłowały się różne myśli – strach i niepewność mieszały się z ekscytacją. Jednak zaraz po wylądowaniu w urokliwej Walencji zniknął cały stres i ogarnęła mnie ciekawość – nowe miejsce, nowi ludzie, a przede wszystkim mnóstwo nowych smaków do odkrycia.

Kucharzem jestem od dwunastu lat, projekt jest dla mnie poszukiwaniem nowych kulinarnych inspiracji, które będę mógł wykorzystać w mojej pracy.

„Co my wiemy, to tylko kropelka. Czego nie wiemy, to cały ocean.” – Isaac Newton

Niezawodny wybór

Już po pierwszych dniach w szkole kulinarnej wiedziałem że się nie zawiodę. Maria Jose, która prowadzi z nami warsztaty kuchni hiszpańskiej jest niezwykle charyzmatyczna, pełna pasji  i doświadczenia gastronomicznego. Restauracja, którą wybrała dla mnie do zrealizowania praktyk również mnie nie rozczarowała. To najlepsza japońska restauracja w Walencji – „Hoono”. Jestem zachwycony technikami i metodami jakie wykorzystują tutejsi kuchmistrzowie.

Oprócz czasu przeznaczonego na naukę, mamy też sporo czasu wolnego, który przeznaczam na spotkania z przyjaciółmi, uczestnikami projektu oraz odkrywanie pięknej Walencji i tutejszych smaków.

Poza wspólnymi wypadami na miasto czy to na plaże, często wraz z  moimi fantastycznymi współlokatorami z Blasco Ibáñez wspólnie przygotowujemy posiłki. To piękne jak wspólna pasja łączy ludzi. Jest to dla mnie niesamowity czas.

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” –św. Augustyn

 

 

 

 

¡Feliz cumpleaños!

W tym roku miałam szczególne urodziny. Obchodziłam je bowiem w Walencji ze wspaniałymi ludźmi z naszego projektu „Gotuj po hiszpańsku 2”. 

Urodzinowe niespodzianki 

Moi współlokatorzy przygotowali dla mnie „przyjęcie niespodziankę” i obdarowali licznymi prezentami. Kasia upiekła fit tort czekoladowy (przepis na ten specjał znajdziecie na tym blogu), Mateusz przygotował specjalną playlistę z hiszpańskimi brzmieniami, Kinga zatroszczyła się o cały entourage urodzinowej fiesty na plaży, zaś Kamil zadbał o zmrożonego szampana, jakim uczciliśmy kolejny rok mojego życia. Dostałam także książkę kucharską z hiszpańskimi przepisami, dzięki której nie tylko będę miała okazję udoskonalić umiejętności kulinarne, ale także podszkolić sam język.

Tapasowa uczta

Zwieńczeniem tego cudownego dnia była wspólna kolacja w uroczej restauracji L’ancora (Carrer de Josep Benlliure 111). Zamówiliśmy tam szereg przepysznych tapasów: dorsza w serowym sosie z pietruszką  (bacalao con crema de queso y perejil), smażone krokiety rybne ( albóndigas de bacalao), tradycyjną tortillę (tortilla de blanquet), krewetki na plastrach cytryny (gamba rayada) oraz grillowane warzywa (verduras a la barbacoa). O słodką stronę fiesty zadbało z kolei cudownie wilgotne ciasto czekoladowe skąpane w polewie (również) intensywnie czekoladowej. Nic więcej człowiekowi do szczęścia nie jest potrzebne! 

To były naprawdę udane urodziny, które na długo pozostaną w mojej pamięci, i to nie tylko dzięki licznym niespodziankom i znakomitemu jedzeniu. Ten dzień stał się wyjątkowy głównie za sprawą otaczających mnie ludzi z naszego projektu. To oni okazali się dla mnie najcenniejszym prezentem, jaki mogłam otrzymać. 

A więcej muzycznych inspiracji Mateusza możecie znaleźć pod tym linkiem: http://www.facebook.com/DJRZaba

Polecam! Ten facet wie, co to znaczy dobra muzyka. 

Pobyt w Walencji

Pobyt w Walencji okazał się być dużo ciekawszy niż myśleliśmy.
Na swoim koncie mamy już:

Ukończony kurs kuchni hiszpańskiej

prowadzony przez Fernando Ferrero. Przygotowywaliśmy typowe dania hiszpańskie takie jak: Paella, Tortilla, Gaspacio; hiszpańskie desery takie jak Crema Catalana czy Tarta de Santiago, oraz poznaliśmy tutejsze popularne owoce morza i ryby. Fernando pokazywał nam zarówno tradycyjne jak i modernistyczne wersje dań. Podczas ostatnich zajęć mieliśmy okazję popisać się własnymi umiejętnościami i kreatywnością gdyż za zadanie mieliśmy wymyślić i przyrządzić własne danie polsko-hiszpańskie.

Zwiedziliśmy miasto i poznaliśmy nowych ludzi

Każdy z grupy w wolnych chwilach przeprowadzał eksplorację na własną rękę. Dzięki temu zobaczyliśmy nie tylko centrum z zabytkami czy wykwintne restauracje ale i te mniej popularne, ciche, spokojne uliczki które zachwyciły mnie swoim specyficznym urokiem. Wszyscy ludzie poznani przypadkowo na ulicy, okazali się serdeczni i skorzy do pomocy. Niestety rzadko kto mówi po angielsku dlatego bardzo ważnym było dla mnie szybkie przyswojenie języka. Jaume Brines, nasz przewodnik i nauczyciel hiszpańskiego uczył nas historii i specyfiki regionu, zapoznawał nas z tutejszym dialektem i opowiadał nam o tym jak klimat wpływa na codzienne życie Hiszpanów. W Walencji, w lecie jest nieustanny upał i ku mojemu zdziwieniu prawie w ogóle nie ma opadów.

Praktyki

Szczerze pisząc praktyk obawiałem się najbardziej. Na szczęście ludzie z którymi przyszło mi pracować okazali się bardzo pomocni i wyrozumiali, dzięki czemu szybko nawiązaliśmy kontakt i poczułem się komfortowo na swoim stanowisku pracy. Był to kolejny dowód na to że języka uczy się najszybciej w rozmowie z ludźmi. Jednak kiedy komunikacja werbalna zawiodła wystarczyło uważnie się przyglądać i starannie kopiować ruchy moich nauczycieli. Miałem okazję pracować w cukierni Paco Roig i w restauracji La Marítima. Było to bardzo pozytywne i cenne doświadczenie, które mam nadzieję wykorzystać po powrocie do Polski.

 

Marisco Valencianos

Zachwycony? Mało powiedziane! Wręcz kubki mojego podniebienia są usatysfakcjonowane tutejszymi, świeżymi produktami. Pierwsze z nich to krewetki, kalmary, langustynki jako popularne owoce morza na całym świecie. Takie przysmaki jak scyzorki możemy zastąpić małżami. Strzykwy uznawane są za przysmak podobny do kawioru  lub jeżowce na które trzeba uważać bo są trujące. Sezonem przyrządzenia jest marzec i kwiecień wtedy pojawiają się niczym przebiśniegi po zimie, na każdym Walenckim stole. Dla zwykłego zjadacza chleba mogą okazać się niczym szczególnym, natomiast posiadają swoja magie. Pomimo tego, że nie jestem ich smakoszem, nie wyobrażam sobie aby ich nie spróbować będąc w tym miejscu. Takimi przysmakami zajmuje się na co dzień w kuchni „Familia La Sucursal” w której odbywam praktyki. Jestem zachwycony i oszołomiony cała Walencją. Tutaj dla ludzi zatrzymał się czas, nie biegną, nie pędzą, po prostu idą. Słoneczna pogoda i wspaniały wiatr tulący twarz pozwala na wędrowanie bez końca. A gdy jest nam już za gorąco to pubów i plaż jest sporo. Czas szybko pędzi i zbliża nas do końca pobytu w Walencji, lecz jestem szczęśliwy i zadowolony bo odkryłem w tej przygodzie nowe doznania kulinarne.

Una llave de oro abre todas las cerraduras???

„Klucz ze złota otwiera wszystkie zamki?”

Co sprawia że ludzie w Walencji są tak otwarci i prawie zawsze uśmiechnięci? Żar w sercu to zasługa słońca, pomarańczy? A może czegoś więcej? Dzisiaj miałam okazję wczuć się w ten hiszpański klimat i smakować życia razem z nimi. Idąc ulicami Walencji, mijając przechodnia, dotykając kory drzew, kręcąc się w kółko bez celu. Wiem, że tak nie wiele potrzeba mi do szczęścia. Drogie samochody, biżuteria zaczynają tracić wartość. A uśmiech człowieka, promień słońca, wiatr muskający włosy, cieszy jak małe dzieci cieszyć może pierwszy komiks lub zabawka. Jeśli zamki to tylko te z piasku i ten sam piasek, który chociażby we włosach przestaje przeszkadzać. Msza? Tak!!! Ludzie jednoczą się, śpiewają, przytupują. Czas schodzi na któryś z dalszych planów, muzyka śpiew i wzniosłe słowa pozwalają oderwać się na jakąś nieokreśloną chwilę od rzeczywistości. Ludzie mają to coś w sobie. Zarażają energią, nagle zaczynasz się uśmiechać i niesiesz ten uśmiech dalej i dalej…  Jestem dumna, że mogłam zrobić z nimi choćby jeden krok na tej drodze zwanej szczęściem.

Bienvenida Valencia!

Bienvenida Valencia!

Pierwsze dwa tygodnie pobytu w Walencji za nami! Miasto przywitało nas z otwartymi ramionami, wydarzyło się tak wiele, że mamy wrażenie, że jesteśmy tu co najmniej od miesiąca i z każdym dniem przecieramy oczy ze zdumienia ile dobra nas tu spotyka.

Ludzie, smaki i życie

Jesteśmy zachwyceni otwartością i serdecznością ludzi. Kelnerzy, barmani, sklepikarze, przechodnie, a nawet policjanci witają nas uśmiechem i krótkim „!Hola!”. Nastawienie ludzi zachęca nas do zagadywania po hiszpańsku i nauki języka w praktyce. Mamy już swoją ulubioną barmankę Valescę z baru el Morgan pod naszym mieszkaniem,  kelnerkę Marię z małej knajpki nieopodal domu i kasjera Victora z Mercadony.

Poznajemy nowe smaki nie tylko na zajęciach w kuchni i praktykach w restauracji, ale też „nowe smaki” życia, nieznaną dotąd energię, bezpośredniość  i niezwykłą otwartość obcych nam ludzi, której nie tak łatwo zaznać w Polsce. W Hiszpanii łatwiej otworzyć umysł, cieszyć się prostymi rzeczami, ciepłem wiatru na plaży, zapachem suszącego się prania, smakiem chleba z oliwą, brzdękiem kieliszków wznoszących toast. Tu wszystko jest bardziej! Bardziej intensywne, kolorowe, radosne!

Życie w Walencji toczy się na ulicy, restauracje, bary, knajpy, knajpeczki… Stoliki rozstawione wieczorami wzdłuż promenady przy plaży, muzyka, nauka salsy w plenerze, joga w parku, spotkanie religijne pod „blokiem cudów” w dzielnicy Cabanyal, wino pite z przypadkowo spotkanymi ludźmi przy plaży, gitary,  śpiewy, słońce, to wszystko powoduje wystrzał endorfin w naszych głowach i daje nam nieopisaną radość!

Jedyne co nas martwi to upływający czas… żal nam go tu tracić na sen.

Walencja od A do Z

Dobiega końca nasz sześćdziesięciodniowy pobyt w Walencji. Każdy z nas zabierze stąd inny pakiet doświadczeń, wspomnień, emocji. Dwa miesiące – to niewiele, by rzetelnie poznać dane miejsce, jednak równocześnie wystarczająco na tyle, by związać się z nim emocjonalnie. Próbując podsumować nasz pobyt w Walencji, postanowiłyśmy utworzyć naszą, własną listę obejmującą miejsca, wydarzenia szczególnie istotne dla nas.

A jak alcachofas – pod tym melodyjnie brzmiącym hiszpańskim terminem kryją się warzywa o trochę mniej przyjemnej dla ucha polskiej nazwie karczochy. Ich zielone główki wyzierały z każdego napotkanego ulicznego straganu, na praktykach obierałyśmy ich piętrzące się stosy, restauracje prześcigały się w pomysłach na dania z karczochem w roli głównej. To warzywo ma nawet swój pomnik niedaleko Mercado Central.

 

 

B jak Blasco Ibanez, Vincent – patron ulicy, przy której mieszka jedna z nas. Bardzo ważna postać w historii miasta, nie dziwi więc, że główna arteria miasta nosi jego imię. Autor powieści regionalnych, jego sława wyszła jednak poza granice Hiszpanii po tym, jak jedną z jego wojennych książek „Czterech Jeźdźców Apokalipsy” filmowcy z Hollywood przenieśli na wielki ekran.

C jak ceramika – ceramiczne ozdoby są obecne w mieście na każdym kroku. Mozaiki utworzone z tego materiału zdobią fasady budynków, odrzwi, kopuły dachów. W Palacio del Marques de Dos Aguas znajduje się Muzeum Ceramiki pozwalające prześledzić jak na przestrzeni wieków zmieniały się trendy we wzornictwie z wykorzystaniem tego wytwarzanego w nieodległym Manises materiale.

D jak disfruta! – czyli ciesz się czymś, czerp radość z. To hasło atakowało nas z wielu afiszy reklamowych, plakatów, banerów zachęcających do skorzystania z tej czy innej atrakcji turystycznej. Zupełnie niepotrzebnie, bo my nie potrzebowałyśmy żadnego impulsu z zewnątrz, by wyruszyć na poszukiwanie przygody.

E jak Estacion del Norte (Dworzec Północny) – przykład architektury modernistycznej. Łączy geometryczne formy z dekoracyjnością. Szczególnie interesujące są rozległe mozaiki przedstawiające sceny z życia rolników, ozdoby w kształcie pomarańczy na fasadzie budynku, a także barwne kompozycje w hali dworca z życzeniami szczęśliwej podróży w wielu językach świata.

 

 

 

F jak flaga walencka (Senyera) – jest symbolem wolności, składa się z czterech poziomych czerwonych pasów na żółtym tle oraz pionowego niebieskiego ozdobionego koronami. Podczas święta upamiętniającego triumfalne wkroczenie Jaime I do miasta odbywa się procesja z flagą z ratusza do katedry. Ciekawostką jest fakt, że wyniesienie flagi z budynku ratusza wymaga nie lada zręczności i sprytu, nie można bowiem oddawać nią honorów poprzez pochylenie.

G jak gotuj po hiszpańsku – projekt, który wzbogacił nas o nowe doświadczenia, wiedzę i wspomnienia. Wspaniałe 60 dni, które każdy z nas wykorzystał na swój własny, indywidualny sposób.

H jak historyczne centrum najstarsza a zarazem najpiękniejsza część miasta. Tutaj przeszłość jest wyczuwalna na każdym kroku, jak choćby w przypadku Trybunału Wodnego – najstarszej instytucji, której członkowie zbierają się nieprzerwanie od X wieku na placu de la Virgen. Wspomniany plac to doskonałe miejsce na poranną kawę z ekskluzywnym widokiem na Bazylikę Matki Boskiej Opuszczonych oraz Katedrę i wspaniałą fontannę z Neptunem otoczonym ośmioma nimfami obrazującymi osiem rowów irygacyjnych rzeki Turia. Miejsce szczególnie ważne ze względów osobistych dla jednej z nas;)

 

 

 

I jak improwizacja – umiejętność szczególnie istotna i pożądana podczas komunikacji z tubylcami. W ruch poszły internetowe tłumacze, stacjonarne słowniki. Wspinałyśmy się na szczyty kreatywności, próbując przypomnieć sobie istotne zwroty i wyrażenia, których nasz nauczyciel hiszpańskiego Jaume próbował nas nauczyć podczas cotygodniowych zajęć.

J jak Jardines del Turia – wspaniałe ogrody w dawnym korycie rzeki Turii, nazywane przez walencjan po prostu El Rio, czyli Rzeka. Ta szeroka promenada ma długość 7 kilometrów, co sprawdziłyśmy, objeżdżając Ogrody Turii na rowerze.

K jak katedra – wraz z najsławniejszą kaplicą Capilla del Santa Cadiz, w której znajduje się nie mniej sławny kielich z agatu. Podobno jest to Święty Graal, do którego podczas Ostatniej Wieczerzy spadło kilka kropel krwi Chrystusa. Do katedry przylega wieża El Miguelete (Michałek), ze szczytu której podziwiałyśmy panoramę miasta.

L jak licytacja w porcie – lubimy zajęcia w terenie, np. takie na które zabrał nas nasz nauczyciel gotowania Fernando. Podczas wycieczki do portu miałyśmy okazję zaobserwować całą procedurę zakupu ryb i owoców morza przez lokalnych przedsiębiorców niemal natychmiast po połowie.

Ł jak łamańce językowe – jak wyprowadzić z równowagi dotąd spokojnych i przyjaźnie nastawionych do nas Hiszpanów? Poprosić ich o powtórzenie naszych standardowych, skomplikowanych zbitek wyrazowych. Jednak niech nas nie zaskoczy, gdy w odpowiedzi na nasze: „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” staniemy przed wyzwaniem wypowiedzenia takich zdań, jak: „Cuando cuentes cuentos, cuenta cuántos cuentos cuentas; porque si no cuentas cuántos cuentos cuentas, nunca sabrás cuántos cuentos sabes contar lub sabrás cuántos cuentos sabes contar” lub „En tres tristes trastos de trigo, tres tristes tigres comían trigo. Comían trigo, tres tristes tigres, en tres tristes trastos de trigo”.

M jak Malvarrosa – bez tego hasła alfabet o Walencji nie ma najmniejszego sensu. Przy wejściu na plażę zamieszczony jest fragment poematu Miguela de Cervantesa „Podróż na Parnas”, który sławi „wielkość zacienionej plaży Walencji”. Szeroka, piękna plaża była częstym miejscem naszych towarzyskich spotkań. To tu podziwiałyśmy oślepiający blask wschodzącego słońca, spoglądałyśmy z nostalgią na góry odcinające się na tle błękitnego nieba, obserwowałyśmy majaczący w oddali port.

N jak nowoczesność – miłośnikom nowoczesnej architektury Walencja ma obecnie wiele do zaoferowania. Walencja się zmienia, o czym świadczą powstające współcześnie budynki użyteczności publicznej, jak chociażby IVAM (Walencki Instytut Sztuki Nowoczesnej), MUViM (Walenckie Muzeum Oświecenia i Nowoczesności), Miasto Sztuki i Nauki czy Oceanarium. Nowe, atrakcyjne propozycje sprawiają, że z każdym rokiem Walencja odnotowuje większą liczbę turystów zasilających miejską kasę, toteż można liczyć na to, że w przyszłości powstaną kolejne atrakcyjne propozycje dla spragnionych wrażeń urlopowiczów.

O jak odpoczynek – oczywiście projekt to nie tylko praca nad wzbogaceniem swoich umiejętności. Wolny czas wykorzystywałyśmy na poznanie miasta, czy to pieszo czy na rowerze, był także czas na wycieczkę za miasto, wizytę w muzeum, a nawet krótki wypad do Barcelony.

P jak przyjaźń – mocne słowo o ogromnym ładunku emocjonalnym. Użyte jednak w świadomy sposób na poparcie starej prawdy, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, o czym przekonała się jedna z nas (dziękuję, Olu!) Wyjazdy takie jak ten pozwalają przyjrzeć się samemu sobie z zupełnie nowej strony.

R jak ruch uliczny – już pierwszego dnia zaskoczył nas mocno rozpowszechniony tutaj zwyczaj przechodzenia na czerwonym świetle. Nasze początkowe opory co do takiego sposobu poruszania się po ulicach Walencji szybko zostały przełamane. Z nie mniejszą konsternacją przyjęłyśmy fakt, że gdy chcesz, by kierowca autobusu zatrzymał się i wpuścił Cię do środka, musisz poprzez wyraźne machnięcie ręką (najlepiej dwukrotnie!) to zasygnalizować. W przeciwnym wypadku spóźnienie na praktykę/zajęcia gwarantowane… I jeszcze jedna cenna uwaga: gdy jesteś pieszym i zbliżasz się do ścieżki rowerowej, miej oczy dookoła głowy, gdy zaś jesteś rowerzystą, trzymaj się mocno kierownicy i trzymaj hamulec w pogotowiu!

S jak Serra Calderona – przepiękny park naturalny położony w odległości około 40 kilometrów od Walencji. Idealny punkt weekendowych wypadów za miasto nie tylko dla amatorów chodzenia po górach. Miejsce to poprzez znajdujące się tam ruiny zamku z VIII wieku znajdzie uznanie także wśród miłośników historii.

 

 

 

T jak Torres de Serranos – z kilkunastu wież znajdujących się kiedyś na terenie Walencji zostały dwie. Ta północna wieża pełniła w przeszłości różnorakie role: przede wszystkim wjazdową, ale także obronną i reprezentacyjną. Mieściło się tam także więzienie, a podczas wojny domowej przechowywano w jej wnętrzach bezcenne zbiory Muzeum Prado w Madrycie. Obecnie stanowi obowiązkowy punkt wycieczek, a z jej szczytu rozpościera się przepiękny widok na okolicę.

U jak UEFA – zdobywcy prestiżowego Pucharu UEFA, czyli Valencia CF zapewniają najwyższe emocje sportowe. Mogłyśmy się o tym przekonać podczas meczu rozgrywanego na stadionie Mestalla z zespołem Eibar. Mimo iż spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, to głośny doping wydobywający się z ponad czterdziestu tysięcy gardeł w połączeniu z pokazem futbolowych umiejętności zawodników zapewnił nam niesamowite wrażenia.

 

 

 

W jak walencki język – oficjalnymi językami obowiązującymi w Walencji są hiszpański (kastylijski) oraz walencki. Teksty oficjalne i nazwy własne zapisywane są w tych dwóch językach, jak np. w przypadku nazw ulic. Co ciekawe język walencki to używane w Walenckiej Wspólnocie określenie języka katalońskiego, lingwiści natomiast wyodrębniają z niego dialekt walencki i to właśnie on, poprzez odrębne reguły w wymowie, przysparzał nam sporych trudności, szczególnie w miejscu praktyki jednej z nas, gdzie pracowali rodowici walencjanie używający swojej historycznej odmiany języka.

Z jak zajęcia praktyczne – intensywne, kilkugodzinne zajęcia w gastronomicznej szkole Altaviana podczas pierwszych dwóch tygodni naszego pobytu w Walencji na długo pozostaną w naszej pamięci. Pierwszy kontakt z hiszpańską kuchnią, charyzmatyczny prowadzący Fernando Ferrero, dogodne warunki do zgłębiania tajemnic hiszpańskich przysmaków, a także wspaniała atmosfera podczas zajęć – to wszystko ułatwiło nam łagodne przejście o krok dalej, czyli rozpoczęcie praktyk w restauracjach nieprzypadkowych, bo specjalnie dobranych do naszych możliwości i umiejętności.

 

 

 

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków