Ładowanie strony…

!Cerrado por dieta!

45 dni pobytu w pięknej Walencji za nami – jak ten czas szybko leci!

Zawsze zastanawiałam się dlaczego to właśnie Hiszpanie żyją najdłużej ze wszystkich krajów Europy. Dziś dzięki możliwości poznania tych wspaniałych ludzi śmiało mogę powiedzieć, że sekret długowieczności to nic innego jak dobre jedzenie i optymistyczne nastawienie do otaczającego nas świata.  Niby proste, a dla nas Polaków nie zawsze oczywiste..

„Człowiek nie może prawidłowo myśleć, kochać i spać, jeśli wcześniej porządnie się nie najadł” -Virginia Woolf

Chociaż fast food’y i półprodukty dotarły również do Hiszpanii, obserwując mieszkańców Walencji można zauważyć, że są oni bardzo związani ze swoją kuchnią. Podstawą dla większości mieszkańców niezmiennie pozostaje oliwa z oliwek, ryby, chleb, jajka, warzywa strączkowe i sery.

Hiszpanie bez wątpienia celebrują posiłki – dla nich śniadanie. lunch czy kolacja to świetna okazja do spotkania przyjaciół, rodziny, a także załatwienia interesów.

 

Dieta śródziemnomorska to nie dieta, a filozofia życia oparta głównie na gotowaniu, jedzeniu, celebrowaniu posiłków, aktywnym trybie życia i sjeście! Wydaje mi się, że dobrze znane powiedzenie, że najlepsi ludzie to Ci, którzy kochają jeść powstało właśnie tutaj – w Walencji.

 

Dzięki projektowi „Gotuj po hiszpańsku” nie tylko mogę rozwijać swoją pasję do gotowania, poznawać wiele tajników kuchni hiszpańskiej, podróżować, poznawać nowe smaki,  pracować i uczyć się od najlepszych kucharzy, ale też każdego dnia mogę odkrywać sekrety długowieczności. Nawet jeśli coś idzie nie po naszej myśli to przecież !no pasa nada! – jutro też jest dzień, nie martwmy się na zapas i chodźmy razem na pyszny tapas!

 

 

!Buenos Dias! Que tal?

Przed wyjazdem do Hiszpanii w mojej głowie kotłowały się różne myśli – strach i niepewność mieszały się z ekscytacją. Jednak zaraz po wylądowaniu w urokliwej Walencji zniknął cały stres i ogarnęła mnie ciekawość – nowe miejsce, nowi ludzie, a przede wszystkim mnóstwo nowych smaków do odkrycia.

Kucharzem jestem od dwunastu lat, projekt jest dla mnie poszukiwaniem nowych kulinarnych inspiracji, które będę mógł wykorzystać w mojej pracy.

„Co my wiemy, to tylko kropelka. Czego nie wiemy, to cały ocean.” – Isaac Newton

Niezawodny wybór

Już po pierwszych dniach w szkole kulinarnej wiedziałem że się nie zawiodę. Maria Jose, która prowadzi z nami warsztaty kuchni hiszpańskiej jest niezwykle charyzmatyczna, pełna pasji  i doświadczenia gastronomicznego. Restauracja, którą wybrała dla mnie do zrealizowania praktyk również mnie nie rozczarowała. To najlepsza japońska restauracja w Walencji – „Hoono”. Jestem zachwycony technikami i metodami jakie wykorzystują tutejsi kuchmistrzowie.

Oprócz czasu przeznaczonego na naukę, mamy też sporo czasu wolnego, który przeznaczam na spotkania z przyjaciółmi, uczestnikami projektu oraz odkrywanie pięknej Walencji i tutejszych smaków.

Poza wspólnymi wypadami na miasto czy to na plaże, często wraz z  moimi fantastycznymi współlokatorami z Blasco Ibáñez wspólnie przygotowujemy posiłki. To piękne jak wspólna pasja łączy ludzi. Jest to dla mnie niesamowity czas.

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” –św. Augustyn

 

 

 

 

¡Feliz cumpleaños!

W tym roku miałam szczególne urodziny. Obchodziłam je bowiem w Walencji ze wspaniałymi ludźmi z naszego projektu „Gotuj po hiszpańsku 2”. 

Urodzinowe niespodzianki 

Moi współlokatorzy przygotowali dla mnie „przyjęcie niespodziankę” i obdarowali licznymi prezentami. Kasia upiekła fit tort czekoladowy (przepis na ten specjał znajdziecie na tym blogu), Mateusz przygotował specjalną playlistę z hiszpańskimi brzmieniami, Kinga zatroszczyła się o cały entourage urodzinowej fiesty na plaży, zaś Kamil zadbał o zmrożonego szampana, jakim uczciliśmy kolejny rok mojego życia. Dostałam także książkę kucharską z hiszpańskimi przepisami, dzięki której nie tylko będę miała okazję udoskonalić umiejętności kulinarne, ale także podszkolić sam język.

Tapasowa uczta

Zwieńczeniem tego cudownego dnia była wspólna kolacja w uroczej restauracji L’ancora (Carrer de Josep Benlliure 111). Zamówiliśmy tam szereg przepysznych tapasów: dorsza w serowym sosie z pietruszką  (bacalao con crema de queso y perejil), smażone krokiety rybne ( albóndigas de bacalao), tradycyjną tortillę (tortilla de blanquet), krewetki na plastrach cytryny (gamba rayada) oraz grillowane warzywa (verduras a la barbacoa). O słodką stronę fiesty zadbało z kolei cudownie wilgotne ciasto czekoladowe skąpane w polewie (również) intensywnie czekoladowej. Nic więcej człowiekowi do szczęścia nie jest potrzebne! 

To były naprawdę udane urodziny, które na długo pozostaną w mojej pamięci, i to nie tylko dzięki licznym niespodziankom i znakomitemu jedzeniu. Ten dzień stał się wyjątkowy głównie za sprawą otaczających mnie ludzi z naszego projektu. To oni okazali się dla mnie najcenniejszym prezentem, jaki mogłam otrzymać. 

A więcej muzycznych inspiracji Mateusza możecie znaleźć pod tym linkiem: http://www.facebook.com/DJRZaba

Polecam! Ten facet wie, co to znaczy dobra muzyka. 

Pobyt w Walencji

Pobyt w Walencji okazał się być dużo ciekawszy niż myśleliśmy.
Na swoim koncie mamy już:

Ukończony kurs kuchni hiszpańskiej

prowadzony przez Fernando Ferrero. Przygotowywaliśmy typowe dania hiszpańskie takie jak: Paella, Tortilla, Gaspacio; hiszpańskie desery takie jak Crema Catalana czy Tarta de Santiago, oraz poznaliśmy tutejsze popularne owoce morza i ryby. Fernando pokazywał nam zarówno tradycyjne jak i modernistyczne wersje dań. Podczas ostatnich zajęć mieliśmy okazję popisać się własnymi umiejętnościami i kreatywnością gdyż za zadanie mieliśmy wymyślić i przyrządzić własne danie polsko-hiszpańskie.

Zwiedziliśmy miasto i poznaliśmy nowych ludzi

Każdy z grupy w wolnych chwilach przeprowadzał eksplorację na własną rękę. Dzięki temu zobaczyliśmy nie tylko centrum z zabytkami czy wykwintne restauracje ale i te mniej popularne, ciche, spokojne uliczki które zachwyciły mnie swoim specyficznym urokiem. Wszyscy ludzie poznani przypadkowo na ulicy, okazali się serdeczni i skorzy do pomocy. Niestety rzadko kto mówi po angielsku dlatego bardzo ważnym było dla mnie szybkie przyswojenie języka. Jaume Brines, nasz przewodnik i nauczyciel hiszpańskiego uczył nas historii i specyfiki regionu, zapoznawał nas z tutejszym dialektem i opowiadał nam o tym jak klimat wpływa na codzienne życie Hiszpanów. W Walencji, w lecie jest nieustanny upał i ku mojemu zdziwieniu prawie w ogóle nie ma opadów.

Praktyki

Szczerze pisząc praktyk obawiałem się najbardziej. Na szczęście ludzie z którymi przyszło mi pracować okazali się bardzo pomocni i wyrozumiali, dzięki czemu szybko nawiązaliśmy kontakt i poczułem się komfortowo na swoim stanowisku pracy. Był to kolejny dowód na to że języka uczy się najszybciej w rozmowie z ludźmi. Jednak kiedy komunikacja werbalna zawiodła wystarczyło uważnie się przyglądać i starannie kopiować ruchy moich nauczycieli. Miałem okazję pracować w cukierni Paco Roig i w restauracji La Marítima. Było to bardzo pozytywne i cenne doświadczenie, które mam nadzieję wykorzystać po powrocie do Polski.

 

Marisco Valencianos

Zachwycony? Mało powiedziane! Wręcz kubki mojego podniebienia są usatysfakcjonowane tutejszymi, świeżymi produktami. Pierwsze z nich to krewetki, kalmary, langustynki jako popularne owoce morza na całym świecie. Takie przysmaki jak scyzorki możemy zastąpić małżami. Strzykwy uznawane są za przysmak podobny do kawioru  lub jeżowce na które trzeba uważać bo są trujące. Sezonem przyrządzenia jest marzec i kwiecień wtedy pojawiają się niczym przebiśniegi po zimie, na każdym Walenckim stole. Dla zwykłego zjadacza chleba mogą okazać się niczym szczególnym, natomiast posiadają swoja magie. Pomimo tego, że nie jestem ich smakoszem, nie wyobrażam sobie aby ich nie spróbować będąc w tym miejscu. Takimi przysmakami zajmuje się na co dzień w kuchni „Familia La Sucursal” w której odbywam praktyki. Jestem zachwycony i oszołomiony cała Walencją. Tutaj dla ludzi zatrzymał się czas, nie biegną, nie pędzą, po prostu idą. Słoneczna pogoda i wspaniały wiatr tulący twarz pozwala na wędrowanie bez końca. A gdy jest nam już za gorąco to pubów i plaż jest sporo. Czas szybko pędzi i zbliża nas do końca pobytu w Walencji, lecz jestem szczęśliwy i zadowolony bo odkryłem w tej przygodzie nowe doznania kulinarne.

Una llave de oro abre todas las cerraduras???

„Klucz ze złota otwiera wszystkie zamki?”

Co sprawia że ludzie w Walencji są tak otwarci i prawie zawsze uśmiechnięci? Żar w sercu to zasługa słońca, pomarańczy? A może czegoś więcej? Dzisiaj miałam okazję wczuć się w ten hiszpański klimat i smakować życia razem z nimi. Idąc ulicami Walencji, mijając przechodnia, dotykając kory drzew, kręcąc się w kółko bez celu. Wiem, że tak nie wiele potrzeba mi do szczęścia. Drogie samochody, biżuteria zaczynają tracić wartość. A uśmiech człowieka, promień słońca, wiatr muskający włosy, cieszy jak małe dzieci cieszyć może pierwszy komiks lub zabawka. Jeśli zamki to tylko te z piasku i ten sam piasek, który chociażby we włosach przestaje przeszkadzać. Msza? Tak!!! Ludzie jednoczą się, śpiewają, przytupują. Czas schodzi na któryś z dalszych planów, muzyka śpiew i wzniosłe słowa pozwalają oderwać się na jakąś nieokreśloną chwilę od rzeczywistości. Ludzie mają to coś w sobie. Zarażają energią, nagle zaczynasz się uśmiechać i niesiesz ten uśmiech dalej i dalej…  Jestem dumna, że mogłam zrobić z nimi choćby jeden krok na tej drodze zwanej szczęściem.

Bienvenida Valencia!

Bienvenida Valencia!

Pierwsze dwa tygodnie pobytu w Walencji za nami! Miasto przywitało nas z otwartymi ramionami, wydarzyło się tak wiele, że mamy wrażenie, że jesteśmy tu co najmniej od miesiąca i z każdym dniem przecieramy oczy ze zdumienia ile dobra nas tu spotyka.

Ludzie, smaki i życie

Jesteśmy zachwyceni otwartością i serdecznością ludzi. Kelnerzy, barmani, sklepikarze, przechodnie, a nawet policjanci witają nas uśmiechem i krótkim „!Hola!”. Nastawienie ludzi zachęca nas do zagadywania po hiszpańsku i nauki języka w praktyce. Mamy już swoją ulubioną barmankę Valescę z baru el Morgan pod naszym mieszkaniem,  kelnerkę Marię z małej knajpki nieopodal domu i kasjera Victora z Mercadony.

Poznajemy nowe smaki nie tylko na zajęciach w kuchni i praktykach w restauracji, ale też „nowe smaki” życia, nieznaną dotąd energię, bezpośredniość  i niezwykłą otwartość obcych nam ludzi, której nie tak łatwo zaznać w Polsce. W Hiszpanii łatwiej otworzyć umysł, cieszyć się prostymi rzeczami, ciepłem wiatru na plaży, zapachem suszącego się prania, smakiem chleba z oliwą, brzdękiem kieliszków wznoszących toast. Tu wszystko jest bardziej! Bardziej intensywne, kolorowe, radosne!

Życie w Walencji toczy się na ulicy, restauracje, bary, knajpy, knajpeczki… Stoliki rozstawione wieczorami wzdłuż promenady przy plaży, muzyka, nauka salsy w plenerze, joga w parku, spotkanie religijne pod „blokiem cudów” w dzielnicy Cabanyal, wino pite z przypadkowo spotkanymi ludźmi przy plaży, gitary,  śpiewy, słońce, to wszystko powoduje wystrzał endorfin w naszych głowach i daje nam nieopisaną radość!

Jedyne co nas martwi to upływający czas… żal nam go tu tracić na sen.

Walencja od A do Z

Dobiega końca nasz sześćdziesięciodniowy pobyt w Walencji. Każdy z nas zabierze stąd inny pakiet doświadczeń, wspomnień, emocji. Dwa miesiące – to niewiele, by rzetelnie poznać dane miejsce, jednak równocześnie wystarczająco na tyle, by związać się z nim emocjonalnie. Próbując podsumować nasz pobyt w Walencji, postanowiłyśmy utworzyć naszą, własną listę obejmującą miejsca, wydarzenia szczególnie istotne dla nas.

A jak alcachofas – pod tym melodyjnie brzmiącym hiszpańskim terminem kryją się warzywa o trochę mniej przyjemnej dla ucha polskiej nazwie karczochy. Ich zielone główki wyzierały z każdego napotkanego ulicznego straganu, na praktykach obierałyśmy ich piętrzące się stosy, restauracje prześcigały się w pomysłach na dania z karczochem w roli głównej. To warzywo ma nawet swój pomnik niedaleko Mercado Central.

 

 

B jak Blasco Ibanez, Vincent – patron ulicy, przy której mieszka jedna z nas. Bardzo ważna postać w historii miasta, nie dziwi więc, że główna arteria miasta nosi jego imię. Autor powieści regionalnych, jego sława wyszła jednak poza granice Hiszpanii po tym, jak jedną z jego wojennych książek „Czterech Jeźdźców Apokalipsy” filmowcy z Hollywood przenieśli na wielki ekran.

C jak ceramika – ceramiczne ozdoby są obecne w mieście na każdym kroku. Mozaiki utworzone z tego materiału zdobią fasady budynków, odrzwi, kopuły dachów. W Palacio del Marques de Dos Aguas znajduje się Muzeum Ceramiki pozwalające prześledzić jak na przestrzeni wieków zmieniały się trendy we wzornictwie z wykorzystaniem tego wytwarzanego w nieodległym Manises materiale.

D jak disfruta! – czyli ciesz się czymś, czerp radość z. To hasło atakowało nas z wielu afiszy reklamowych, plakatów, banerów zachęcających do skorzystania z tej czy innej atrakcji turystycznej. Zupełnie niepotrzebnie, bo my nie potrzebowałyśmy żadnego impulsu z zewnątrz, by wyruszyć na poszukiwanie przygody.

E jak Estacion del Norte (Dworzec Północny) – przykład architektury modernistycznej. Łączy geometryczne formy z dekoracyjnością. Szczególnie interesujące są rozległe mozaiki przedstawiające sceny z życia rolników, ozdoby w kształcie pomarańczy na fasadzie budynku, a także barwne kompozycje w hali dworca z życzeniami szczęśliwej podróży w wielu językach świata.

 

 

 

F jak flaga walencka (Senyera) – jest symbolem wolności, składa się z czterech poziomych czerwonych pasów na żółtym tle oraz pionowego niebieskiego ozdobionego koronami. Podczas święta upamiętniającego triumfalne wkroczenie Jaime I do miasta odbywa się procesja z flagą z ratusza do katedry. Ciekawostką jest fakt, że wyniesienie flagi z budynku ratusza wymaga nie lada zręczności i sprytu, nie można bowiem oddawać nią honorów poprzez pochylenie.

G jak gotuj po hiszpańsku – projekt, który wzbogacił nas o nowe doświadczenia, wiedzę i wspomnienia. Wspaniałe 60 dni, które każdy z nas wykorzystał na swój własny, indywidualny sposób.

H jak historyczne centrum najstarsza a zarazem najpiękniejsza część miasta. Tutaj przeszłość jest wyczuwalna na każdym kroku, jak choćby w przypadku Trybunału Wodnego – najstarszej instytucji, której członkowie zbierają się nieprzerwanie od X wieku na placu de la Virgen. Wspomniany plac to doskonałe miejsce na poranną kawę z ekskluzywnym widokiem na Bazylikę Matki Boskiej Opuszczonych oraz Katedrę i wspaniałą fontannę z Neptunem otoczonym ośmioma nimfami obrazującymi osiem rowów irygacyjnych rzeki Turia. Miejsce szczególnie ważne ze względów osobistych dla jednej z nas;)

 

 

 

I jak improwizacja – umiejętność szczególnie istotna i pożądana podczas komunikacji z tubylcami. W ruch poszły internetowe tłumacze, stacjonarne słowniki. Wspinałyśmy się na szczyty kreatywności, próbując przypomnieć sobie istotne zwroty i wyrażenia, których nasz nauczyciel hiszpańskiego Jaume próbował nas nauczyć podczas cotygodniowych zajęć.

J jak Jardines del Turia – wspaniałe ogrody w dawnym korycie rzeki Turii, nazywane przez walencjan po prostu El Rio, czyli Rzeka. Ta szeroka promenada ma długość 7 kilometrów, co sprawdziłyśmy, objeżdżając Ogrody Turii na rowerze.

K jak katedra – wraz z najsławniejszą kaplicą Capilla del Santa Cadiz, w której znajduje się nie mniej sławny kielich z agatu. Podobno jest to Święty Graal, do którego podczas Ostatniej Wieczerzy spadło kilka kropel krwi Chrystusa. Do katedry przylega wieża El Miguelete (Michałek), ze szczytu której podziwiałyśmy panoramę miasta.

L jak licytacja w porcie – lubimy zajęcia w terenie, np. takie na które zabrał nas nasz nauczyciel gotowania Fernando. Podczas wycieczki do portu miałyśmy okazję zaobserwować całą procedurę zakupu ryb i owoców morza przez lokalnych przedsiębiorców niemal natychmiast po połowie.

Ł jak łamańce językowe – jak wyprowadzić z równowagi dotąd spokojnych i przyjaźnie nastawionych do nas Hiszpanów? Poprosić ich o powtórzenie naszych standardowych, skomplikowanych zbitek wyrazowych. Jednak niech nas nie zaskoczy, gdy w odpowiedzi na nasze: „W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” staniemy przed wyzwaniem wypowiedzenia takich zdań, jak: „Cuando cuentes cuentos, cuenta cuántos cuentos cuentas; porque si no cuentas cuántos cuentos cuentas, nunca sabrás cuántos cuentos sabes contar lub sabrás cuántos cuentos sabes contar” lub „En tres tristes trastos de trigo, tres tristes tigres comían trigo. Comían trigo, tres tristes tigres, en tres tristes trastos de trigo”.

M jak Malvarrosa – bez tego hasła alfabet o Walencji nie ma najmniejszego sensu. Przy wejściu na plażę zamieszczony jest fragment poematu Miguela de Cervantesa „Podróż na Parnas”, który sławi „wielkość zacienionej plaży Walencji”. Szeroka, piękna plaża była częstym miejscem naszych towarzyskich spotkań. To tu podziwiałyśmy oślepiający blask wschodzącego słońca, spoglądałyśmy z nostalgią na góry odcinające się na tle błękitnego nieba, obserwowałyśmy majaczący w oddali port.

N jak nowoczesność – miłośnikom nowoczesnej architektury Walencja ma obecnie wiele do zaoferowania. Walencja się zmienia, o czym świadczą powstające współcześnie budynki użyteczności publicznej, jak chociażby IVAM (Walencki Instytut Sztuki Nowoczesnej), MUViM (Walenckie Muzeum Oświecenia i Nowoczesności), Miasto Sztuki i Nauki czy Oceanarium. Nowe, atrakcyjne propozycje sprawiają, że z każdym rokiem Walencja odnotowuje większą liczbę turystów zasilających miejską kasę, toteż można liczyć na to, że w przyszłości powstaną kolejne atrakcyjne propozycje dla spragnionych wrażeń urlopowiczów.

O jak odpoczynek – oczywiście projekt to nie tylko praca nad wzbogaceniem swoich umiejętności. Wolny czas wykorzystywałyśmy na poznanie miasta, czy to pieszo czy na rowerze, był także czas na wycieczkę za miasto, wizytę w muzeum, a nawet krótki wypad do Barcelony.

P jak przyjaźń – mocne słowo o ogromnym ładunku emocjonalnym. Użyte jednak w świadomy sposób na poparcie starej prawdy, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, o czym przekonała się jedna z nas (dziękuję, Olu!) Wyjazdy takie jak ten pozwalają przyjrzeć się samemu sobie z zupełnie nowej strony.

R jak ruch uliczny – już pierwszego dnia zaskoczył nas mocno rozpowszechniony tutaj zwyczaj przechodzenia na czerwonym świetle. Nasze początkowe opory co do takiego sposobu poruszania się po ulicach Walencji szybko zostały przełamane. Z nie mniejszą konsternacją przyjęłyśmy fakt, że gdy chcesz, by kierowca autobusu zatrzymał się i wpuścił Cię do środka, musisz poprzez wyraźne machnięcie ręką (najlepiej dwukrotnie!) to zasygnalizować. W przeciwnym wypadku spóźnienie na praktykę/zajęcia gwarantowane… I jeszcze jedna cenna uwaga: gdy jesteś pieszym i zbliżasz się do ścieżki rowerowej, miej oczy dookoła głowy, gdy zaś jesteś rowerzystą, trzymaj się mocno kierownicy i trzymaj hamulec w pogotowiu!

S jak Serra Calderona – przepiękny park naturalny położony w odległości około 40 kilometrów od Walencji. Idealny punkt weekendowych wypadów za miasto nie tylko dla amatorów chodzenia po górach. Miejsce to poprzez znajdujące się tam ruiny zamku z VIII wieku znajdzie uznanie także wśród miłośników historii.

 

 

 

T jak Torres de Serranos – z kilkunastu wież znajdujących się kiedyś na terenie Walencji zostały dwie. Ta północna wieża pełniła w przeszłości różnorakie role: przede wszystkim wjazdową, ale także obronną i reprezentacyjną. Mieściło się tam także więzienie, a podczas wojny domowej przechowywano w jej wnętrzach bezcenne zbiory Muzeum Prado w Madrycie. Obecnie stanowi obowiązkowy punkt wycieczek, a z jej szczytu rozpościera się przepiękny widok na okolicę.

U jak UEFA – zdobywcy prestiżowego Pucharu UEFA, czyli Valencia CF zapewniają najwyższe emocje sportowe. Mogłyśmy się o tym przekonać podczas meczu rozgrywanego na stadionie Mestalla z zespołem Eibar. Mimo iż spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, to głośny doping wydobywający się z ponad czterdziestu tysięcy gardeł w połączeniu z pokazem futbolowych umiejętności zawodników zapewnił nam niesamowite wrażenia.

 

 

 

W jak walencki język – oficjalnymi językami obowiązującymi w Walencji są hiszpański (kastylijski) oraz walencki. Teksty oficjalne i nazwy własne zapisywane są w tych dwóch językach, jak np. w przypadku nazw ulic. Co ciekawe język walencki to używane w Walenckiej Wspólnocie określenie języka katalońskiego, lingwiści natomiast wyodrębniają z niego dialekt walencki i to właśnie on, poprzez odrębne reguły w wymowie, przysparzał nam sporych trudności, szczególnie w miejscu praktyki jednej z nas, gdzie pracowali rodowici walencjanie używający swojej historycznej odmiany języka.

Z jak zajęcia praktyczne – intensywne, kilkugodzinne zajęcia w gastronomicznej szkole Altaviana podczas pierwszych dwóch tygodni naszego pobytu w Walencji na długo pozostaną w naszej pamięci. Pierwszy kontakt z hiszpańską kuchnią, charyzmatyczny prowadzący Fernando Ferrero, dogodne warunki do zgłębiania tajemnic hiszpańskich przysmaków, a także wspaniała atmosfera podczas zajęć – to wszystko ułatwiło nam łagodne przejście o krok dalej, czyli rozpoczęcie praktyk w restauracjach nieprzypadkowych, bo specjalnie dobranych do naszych możliwości i umiejętności.

 

 

 

10 MIEJSC WARTYCH (S)KOSZTOWANIA

W trakcie dwumiesięcznego pobytu w Walencji odwiedziliśmy całe mnóstwo knajp, barów i restauracji, jednak postanowiliśmy podzielić się z Wami tymi dziesięcioma najbardziej zasługującymi na uwagę. Przy wyborze kierowałyśmy się przede wszystkim smakiem oraz atmosferą w lokalu. Jak wiadomo nasze fundusze były ograniczone, więc i cena odgrywała dużą rolę. Nie jest tajemnicą, że nie tylko nauką człowiek żyje, więc zapraszamy na wycieczkę po naszej kulinarnej mapie Walencji (oczywiście po wewnętrznej cenzurze – te najbardziej kontrowersyjne miejsca pozwoliłyśmy sobie ominąć).

1. TANTO MONTA (Carrer del Poeta Artola, 19, 46021 Valencia)

Z  tym miejscem mieliśmy trudności od początku. Jednak ciągły brak miejsc był dla nas zachęcający. Motywem przewodnim lokalu są kanapki z różnymi dodatkami, zarówno mięsożerca jak i wegetarianin znajdzie coś pysznego dla siebie. Kolejnym z plusów jest charyzmatyczny kelner Sylwester, który nawet po ciężkim dniu pracy potrafił poprawić nam nastroje, krzycząc z drugiej strony ulicy „¡Hola bonita!¿ Que tal?”

 

 

2. 101 MONTADITOS (sieciówka)

Sieciówka znana w całej Hiszpanii proponująca nam, jak sama nazwa wskazuje 100 różnych rodzajów kanapeczek. W środy i w piątki możemy spróbować je za jedyne 1 euro każda. Warte polecenia jest w tym miejscu również Tinto de Verano idealnie gaszące pragnienie w upalne dni. W wybranych lokalach możemy także skorzystać z oferty śniadaniowej za 2 euro.

 

 

3. BODEGA FILA EL LABRADOR (Carrer del Dr. Manuel Candela, 58, 46021 Valencia)

Wiszące przy barze jamon serano, półki uginające się od win, lokalne sery a to wszystko wśród tutejszych mieszkańców – taki własnie klimat panuje w tym miejscu. Choć w godzinach wieczornych trudno tu o wolny stolik, naprawdę warto jest je odwiedzić i spróbować lokalnych specjałów.

 

 

4. EL COLMADITO (Carrer de Ramon Llull, 7, 46021 Valencia)

Kubełkowy raj dla piwoszów. Możemy napić się tu sześciu buteleczek zimnego piwka za jedyne 4 euro. Knajpa oferuje nam także smaczne śniadania za około 2 euro, różnego rodzaju przekąski oraz z racji dużej przestrzeni w środku jest idealnym miejscem na oglądanie sportowych transmisji.

 

 

5. VIVA NAPOLI (Carrer de la Reina, 60, 46011 Valencia)

Jak wiadomo każdy z nas czasami ma ochotę na pizzę, dobrą pizzę. Idąc tym tropem, postanowiłyśmy sprawdzić wychwalaną przez mieszkańców pizzerię Viva Napoli. Zaraz po przekroczeniu progu poczułyśmy zapach wypieków z pieca opalanego drewnem oraz rodzinną atmosferę. Nie zastanawiając się długo, wybrałyśmy klasyk – margharitę i był to strzał w dziesiątkę.

 

 

6. URBAN CANALLA BISTRO (Carrer del Mestre Josep Serrano, 5, 46005 Valencia)

Podczas Palo Market Festu mieliśmy okazję spróbować słynnych burgerów z Canalla Bistro, której właścicielem jest znany w całej Walencji Ricard Camarena. Jedną z propozycji było zaskakujące połączenie wołowiny, majonezu i kimchi, które sprawiło, że burger wart był swojej ceny.

 

 

7. L’ORXATERIA DEL MERCAT CENTRAL (Plaça de la Ciutat de Bruges, s/n, 46001 Valencia)

Najlepsze churros jakie mieliśmy okazję spróbować w samym sercu Walencji! Zaraz przy głównym wejściu do Mercado Central możemy skosztować słodkości typowych dla Walencji, jak również napić się uwielbianej przez Hiszpanów orchaty. Mamy tu do wyboru wiele różnych zestawów w korzystnych cenach.

 

 

8. BASTARD COFFEE & KITCHEN (C/Leandro de Saralegui, nº 1, bajo izda., 46021 Valencia)

Jeśli szukasz dobrej kawy, szerokiej oferty śniadaniowej, to dobrze trafiłeś! Spotkania ze znajomymi, śmiech, świetna obsługa mówiąca po angielska… Doskonała kawiarnia do napisania nowego posta na bloga.

 

 

9. BOCADOS CAFE (Calle Jorge Juan, s/n. Mercado de Colón, 46004, Valencia)

Warto odwiedzić to miejsce nie tylko ze względu na najpyszniejsze croissanty w mieście, ale też na lokalizację, w której się znajduje. Mercado Colon – dawna hala targowa przerobiona na kompleks restauracyjny łączy w sobie tradycję z nowoczesnością.

 

 

10. LA FABRICA DE HIELO (Carrer de Pavia, 37, 46011 Valencia)

Absolutny must have na imprezowej mapie Walencji. W każdy weekend miejsce to oferuje nam różnego rodzaju eventy, a jeżeli chodzi o klimat miejsca jest połączeniem krakowskich Dolnych Młynów i Teatro Cubano. Z zewnątrz wygląda jak stary magazyn, jednak wnętrze na pewno Was zachwyci.

COLONIALES HUERTA

Każdy z uczestników projektu wykorzystał pobyt tutaj w inny sposób w zależności od wyznaczonych sobie priorytetów oraz celów. Dla jednych najważniejsze było podniesienie swoich umiejętności w dziedzinie gastronomii. Dla innych poznanie języka oraz kultury hiszpańskiej, ale także pojawiły się osoby szukające nowego sposobu na życie. Dla nich wyjazd był podróżą w nieznane.

Coloniales Huerta

Coloniales Huerta – restauracja w której miałam przyjemność odbywać praktyki, znajdująca się w spokojnej uliczce w centrum miasta – jest miejscem idealnym dla wszystkich, którzy chcą zacząć swoją przygodę z gastronomią.

Zaraz po przekroczeniu jej progu czujemy klimat dawnej Walencji. Od 2006 roku restauracja należy do grupy La Sucursal, jednak już od 1916 roku znajduje się na gastronomicznej mapie Walencji. To za sprawą delikatesów uruchomionych wówczas na terenie obecnej restauracji. Założone przez Tomasa Huertę odpowiadały na potrzeby okolicznych mieszkańców, stając się obowiązkowym punktem codziennych zakupów.

Wróćmy jednak do samej restauracji. Już pierwszy rzut oka na kartę menu pozwala zauważyć, że Coloniales Huerta proponuje zarówno dania tradycyjne, typowe dla hiszpańskiej kuchni, jak i te czerpiące z nowoczesnych wzorców. Także i samo wnętrze restauracji stanowi mieszankę tradycji i nowoczesności. Już wejście główne miło nas zaskakuje. Widnieje bowiem nad nim oryginalne azulejos z nazwiskiem założyciela. Podobne przykłady ceramicznej sztuki odnajdziemy w środku, gdzie pod sufitem widnieją bardzo dobrze utrzymane kolorowe mozaiki. Tutaj z każdego kąta wyziera historia, jak choćby w przypadku oryginalnych stołów pochodzących z początku lat dwudziestych dwudziestego wieku stanowiących obecnie wystrój lokalu, a pierwotnie służących do oprawiania mięsa.

Ogromną rolę w tym miejscu odgrywa atmosfera pomiędzy pracownikami. Wspólne posiłki, przyjacielskie rozmowy podczas pracy, wyjazdy integracyjne – to czyni z Coloniales miejsce wyjątkowe.

Praktyka w takim właśnie miejscu – o dużej wartości historycznej, z pielęgnowanymi tradycjami, szacunkiem do przeszłości sprawiła, że poznałam nie tylko hiszpańską kuchnię, ale również zgłębiłam walencką kulturę i obyczaje.

Miałam okazję poznać tutaj cudownych ludzi, w każdym momencie służących pomocą i radą, którzy tym samym byli dla mnie najlepszymi nauczycielami języka hiszpańskiego. Alba, Barbara, Carlos, Hugo, Irene, Iris, Majo besos y abrazos a vuestros! Hasta luego!

Port Saplaya, czyli „Mała Wenecja”

Chcąc czerpać jak najwięcej z pobytu w Walencji, postanowiliśmy pewnego popołudnia odwiedzić port Saplaya w północnej części Walencji. Jest to dzielnica mieszkalna znajdująca się w wiosce Alboraya, oddalona 5 kilometrów od centrum Walencji. Jest to idealne miejsce, żeby cieszyć się latem, plażą, szumem morza, popijając horxatę. Pewnie wyobrażacie sobie zwykłą nadmorską miejscowość, jednak to widok miasteczka i małego portu znajdującego się sercu Saplaya zapiera dech w piersiach. Dookoła otacza nas cała feeria barw urokliwych domków. Kolorowe domy powstały w latach 70. , zostały zbudowane wzdłuż kanału, gdzie zacumowane są łódki i jachty. Ze względu na zabudowę oraz sieć kanałów nazwano to miejsce „Małą Wenecją”.

Jeśli chcecie odpocząć nieco od miejskiego zgiełku, polecam zgubić się w korytarza uliczek, w których panuje błoga cisza. Następnie znaleźć wzdłuż promenady jedna z horchaterii, z których słynie Alboraya. Ponadto w sezonie letnim możemy trafić na mały rynek wypełniony straganami lub kino letnie, co jest kolejnymi zaletami, dla których warto odwiedzić to wyjątkowe miejsce.

Jak dojechać do portu Saplaya?

Aby dostać się do tego malowniczego miejsca, polecam pojechać autobusem miejskim numer 31, wzdłuż plaży, aż do ostatniego przystanku jakim jest Mare Nostrum – la Patacona. Dalej czeka nas krótki spacer i za 15 minut jesteśmy na miejscu. Port połączony jest także z linią autobusową z Alboraya.   Można się tam dostać linią metra nr 3, a następnie skorzystać z linii autobusu nr 70.

ZmysłOwa Walencja

Zazwyczaj wybierając się w nowe, nieznane nam miejsce,sięgamy po przewodniki i mapy, by odpowiednio przygotować się do zwiedzania miasta. Zwracamy uwagę na historię powstania miejscowości, czytamy o ważnych postaciach z jej dziejów. Przewodniki odnotowują miejsca warte obejrzenia, bogate są w liczne wskazówki i podpowiedzi. Oczywiście można zdać się na intuicję i pominąć wspomniane wcześniejsze przygotowania, na własną rękę szukając sposobu na swoje własne, indywidualne poznanie nowego miejsca. Mnie Walencja nie pozostawiła wyboru. W kąt odeszły wszelkie przewodniki, wcześniej zasłyszane rady czy instrukcje. Już od pierwszych chwil pobytu tutaj przemówiła do mnie z pełną mocą. Poznaję ją intuicyjnie, wsłuchując się w to, co próbuje mi powiedzieć. Posługuje się przy tym uniwersalnym, międzynarodowym kodem – językiem zmysłów. Nie wymaga on tłumaczenia ani wcześniejszej nauki, bo kod ten jest w każdym z nas.

Tutaj każdy bodziec odczuwa się inaczej. Intensywniej. Pełniej. Tak jak w przypadku unoszącego się w powietrzu aromatu kwiatu pomarańczy. Słodkiego, zdecydowanego, mocno pobudzającego zmysł powonienia. Wiosną krajobraz wzbogacony zostaje o rzędy białych, drobnych kwiatów, które darują mieszkańcom miasta jeden z najpiękniejszych zapachów świata. Dla takich wrażeń zmysłowych warto odwiedzić Walencję właśnie wiosną.

Gdy moje nozdrza zdążyły już oswoić się z niespotkanym wcześniej zapachem, do głosu doszedł, nomen omen, zmysł słuchu. Po pierwszych kilku dniach spędzonych w Walencji zaryzykuję stwierdzenie, że to miasto nigdy nie śpi. Jest pełne radosnych, uśmiechniętych ludzi, z emfazą dzielących się swoimi wrażeniami. Z kawiarnianych ogródków, z parkowych ławek, zewsząd dobiegają perliste śmiechy i spontaniczne wybuchy entuzjazmu. Ta atakująca uszy radość nie jest wystudiowaną, sztuczną pozą, to autentycznie wyrażane zadowolenie ze spotkania z drugim człowiekiem. Zaobserwowałam to choćby w sklepie czy na klatce schodowej, gdzie nieznane mi osoby wesoło witały się zemną, ujawniając swój pozytywny stosunek do otoczenia.

Również i zmysł dotyku działa w tym miejscu na najwyższych obrotach. Spacer boso po pobliskiej plaży nie pozwala receptorom dotyku pozostać obojętnym. Delikatny, sypki piasek leniwie przelewa się pomiędzy palcami, pieszcząc i zarazem masując nasze stopy. To prawdziwa ulga po intensywnym dniu. Matka Natura dla tego rejonu była wyjątkowo hojna!

Nie szczędziła także walencjanom mocnego, wręcz oślepiającego słońca. Wszystko wydaje się tutaj jaśniejsze, barwy są mocniej nasycone. Ta intensywność w odbieraniu wrażeń zmysłowych ma, zdaje się, wpływ na samopoczucie i postawę mieszkańców. Chcąc odwdzięczyć się Naturze, pobraną energię z promieni słonecznych oddają napotkanym na swojej drodze osobom. Ot, cała tajemnica życzliwej postawy tubylców. W dużym uproszczeniu, rzecz jasna. Nieopuszczające mnie wrażenie intensyfikacji recepcji wrażeń wzrokowych znajduje poparcie w przyznanej Walencji w 2014 roku Europejskiej Nagrodzie Pogodowej za najbardziej przyjazny klimat. Statystyki mówią bowiem, że tutaj więcej niż 300 dni w roku jest słonecznych. A jeśli pada to krótko.

Ostatni ze zmysłów – zmysł smaku zostawiłam, a jakże, na deser. Sposób życia mieszkańców Walencji, ich przyzwyczajenia, położenie geograficzne, a nawet podłoże historyczne warunkują tutejszą zróżnicowaną kuchnię. Gwarne spotkania urozmaicane są niekończącymi się porcjami tapas, pragnienie w upalne dni gasi chłodne miejscowe piwo, ryż porastający pobliskie pola znajduje w kuchni szerokie zastosowanie, nieprzebrane bogactwo ryb sprzedawanych wprost z morza – to wszystko czyni Walencję niezwykle apetyczną.

Słońca, wspaniałych widoków, życzliwych ludzi, tutejszych zapachów niestety nie uda mi się przywieźć do Polski, jednak wyjadę stąd z głową pełną pomysłów i receptur, które znajdą zastosowanie w mojej kuchni.

!Hola Valencia!

Miesiąc po przygotowaniach w Krakowie ruszyliśmy w podróż do Walencji. Projekt w którym bierzemy udział, to połączenie przyjemnego i pożytecznego, nauka języka hiszpańskiego, warsztaty kulinarne i staż w restauracjach, którego chyba najbardziej wyczekujemy.

Pierwsze wrażenia z miasta Walencja

Walencja już na samym początku zrobiła na nas ogromne wrażenie. Widoki, budynki które widzieliśmy na pocztówkach, charakterystyczne wąskie uliczki. Komfort tego, że zakwaterowani jesteśmy obok plaży, dało nam możliwość zobaczenia już pierwszego dnia morza śródziemnego. O tej porze, woda jest trochę zimna, ale wszystko rekompensuje słońce, którego nam tak brakowało w Polsce.

Warsztaty kulinarne kuchni hiszpańskiej

Drugiego dnia poznaliśmy Fernando i zaczęliśmy warsztaty. Fernando Ferrero jest szefem kuchni, który gotuje tradycyjne hiszpańskie dania, w większości zdekonstruowane i podane w niecodzienny, bardziej nowatorski sposób. Wszyscy dowiedzieliśmy się wiele na temat lokalnej i narodowej sztuki kulinarnej, a przede wszystkim tego, że w daniach, które serwują mieszkańcy Walencji, za mało soli dla nas, to idealne połączenie dla lokalnych kucharzy, a jeśli myślisz że dolałeś mało oliwy, to niestety nie masz racji, dolej jeszcze trochę!

Pierwszy tydzień, choć jeszcze się nie skończył. możemy uznać za bardzo ciekawy, pracowity i owocny, a z pewnością jest to czas, który spędziliśmy na poznawaniu kuchni, smaków, miejsc, kultury i lokalnej tradycji.

Z niecierpliwością wyczekujemy na pierwszy dzień stażu w restauracjach do których zostaniemy przydzieleni.

 

stare-miasto

To już miesiąc pobytu w Walencji!!

Czas szybko płynie w Walencji

Minął już miesiąc odkąd zaczął się projekt „Gotuj po hiszpańsku” w Hiszpanii. Nawet nie wiem, kiedy to tak szybko zleciało. Czas płynie, a my musimy go wykorzystać jak najlepiej. Choć do tej pory nie wychodziłam za często, ale jak już wyszłam mogłam zobaczyć, jak tu ludzie żyją i jak wygląda miasto 🙂 Dzięki temu, że biorę udział w tym projekcie, mogłam nauczyć się wielu rzeczy i skosztować nowych potraw, m. in. owoców morza, których smaku byłam bardzo ciekawa.

Uczę się dużo

Na praktykach, na które chodzę, poznałam sposób przygotowania paella’i   (typowe danie w Walencji) od podstaw i mogłam sama zacząć je przyrządzać. Miałam okazje zobaczyć jak się przygotowuje i smaży kalmary (nawet mi smakowały).

Chociaż początki nie były łatwe ze względu na tęsknotę za rodziną i przyjaciółmi, to mogłam poznać nowych ludzi i nawiązać kontakty, z czego się bardzo cieszę.

 

danie kuchni hiszpańskiej 3

Warsztaty kuchni hiszpańskiej w ramach projektu „Gotuj po hiszpańsku”

Nasza szkoła w Walencji i szef kuchni

Uczestnicząc w projekcie Gotuj po Hiszpańsku robimy wpisy na blogu. Ten wpis dotyczy tego, co dał nam sam projekt, w związku z tym opiszemy, jak wyglądają zajęcia w naszej szkole: Centro Superior Hosteleria Mediterraeno.

Naszym nauczycielem jest Pau, który pracował wcześniej w wielu restauracjach w Hiszpanii, między innymi w 3 gwiazdowej restauracji Quique Dacosta. Ma on bardzo szeroką wiedzę na temat tutejszej kuchni, którą skrupulatnie stara się nam przekazać.

Jak wyglądają warsztaty kuchni hiszpańskiej

Same zajęcia są bardzo ciekawe. Na początku odbywały się z dużo większą częstotliwością, przez pierwszy tydzień gotowaliśmy codziennie, aby przed rozpoczęciem praktyk w restauracjach, gdzie poszerzamy naszą wiedzę, poznać nieco bliżej kuchnię hiszpańską.

IMG_3218

Obecnie w szkole bywamy 2 razy w tygodniu, raz na zajęciach kuchni hiszpańskiej, potem mamy język hiszpański, i raz tylko na lekcjach językowych.

Na początku warsztatów kuchni hiszpańskiej, Pau przedstawia dania, które będziemy tworzyć, opisuje wszystkie receptury i składniki. Następnie jesteśmy dzieleni na grupy, czasem gotujemy w trójkach, czwórkach, częściej w parach. Jeżeli chodzi o formę wydania, tutaj mamy możliwość przedstawienia naszej wizji na talerzu. Pau na koniec daje wskazówki i ocenia walory smakowe.

Co najbardziej nam się podoba na warsztatach kulinarnych

Podsumowując: wynosimy stąd bardzo dużą wiedzę na temat kuchni walenckiej, bardzo dużo dań jest związanych stricte tylko z tym regionem, nie są spotykane w żadnej innej części Hiszpanii. Bardzo nam się podoba to, że mamy możliwość poznania lokalnej kuchni, z której tutejsi ludzie są bardzo dumni. Sam fakt, że możemy dowolnie prezentować talerze i również urozmaicać potrawy o nasze pomysły bardzo pobudza naszą kreatywność. Na pewno również wiele dają nam lekcje języka hiszpańskiego, dzięki którym dużo łatwiej jest nam się zaadaptować do życia codziennego na praktykach w restauracjach w Hiszpanii, do których dostaliśmy przydział.

 

przepisy kulinarne Przepisy kulinarne mytastepol.com Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków